W górach Sureanu, czyli z wizytą u starożytnych Daków

Moderatorzy: Asia M., Marcin K-G, sebastian.f

Awatar użytkownika
Cisy2
Posty: 733
Rejestracja: 2012-12-13, 00:10
Lokalizacja: Świebodzice

W górach Sureanu, czyli z wizytą u starożytnych Daków

Post autor: Cisy2 » 2013-01-05, 01:12

O najwyżej położonym stanowisku archeologicznym w Karpatach dowiedziałem się już dawno, jeszcze w swoich czasach studenckich, czyli w pierwszej połowie lat 80. Podczas moich ówczesnych wyjazdów turystycznych do Rumunii omijałem jednak Góry Şureanu i znajdującą się w tym paśmie przełęcz Ocolu (ok. 2000 m n.p.m.), na której rumuńscy archeolodzy odkryli relikty strażnicy dackiej z I w. n.e. Ważniejsze wówczas były Retezaty, Paringi, Cindrele, Kelimeny, Suhardy i Góry Rodniańskie. Dopiero w 2000 r., po kilkunastoletniej mojej nieobecności w Rumunii, nadarzyła się sposobność poznania kilku twierdz starożytnych Daków. Podczas wycieczki, w której uczestniczyli głównie studenci archeologii Uniwersytetu Wrocławskiego i kilku przewodników z wrocławskiego SKPS, zwiedziliśmy stolicę króla Decebala Sarmizegetusę (tzw. Sarmizegetusę królewską, czyli dacką, bo po zwycięstwie nad Dakami w 106 r. n.e. Rzymianie w zupełnie innym miejscu – u podnóża Retezatu – wznieśli nowe miasto nazwane Sarmizegetusa–Colona Ulpia Traiana; to taki zabieg socjotechniczny, który miał spowodować by potomkowie Daków zapomnieli, gdzie tak naprawdę znajdowała się ich kolebka) i kilka innych dużych założeń obronnych (m.in. Blidaru). Był plan, aby dojść też na przełęcz Ocolu i zobaczyć relikty tamtejszej strażnicy. Wyszliśmy wówczas z Gradiştea del Munte, w pełni ufając czechoslowackiemu przewodnikowi „Rumunské a bulharské hory” z 1978 r. (pod redakcją Jiřího Čížka), że po około 7 godzinach będziemy gdzieś w pobliżu przełęczy. Podczas wcześniejszych wyjazdów do Rumunii czasy podawane w tej kultowej książce (piszę kultowej, bo przez kilkanaście lat był to dla polskich, czeskich i słowackich turystów najważniejszy i praktycznie jedyny przewodnik po rumuńskich Karpatach) zazwyczaj się zgadzały. A tu tragedia. Ten akurat fragment przewodnika był pisany wyłącznie z mapy i konfrontowany z sytuacją na suficie praskiego mieszkania autora. Trwająca non stop 19 godzin wycieczka (oczywiście tam i z powrotem), dotarła do szczytu Comarnicei, skąd do celu było jeszcze ho, ho. Ale i tak było super. Przeliczając trasę na punkty GOT to zrobiliśmy wówczas przeszło 80 punktów – częściowo w śniegu, i w znacznej części w nocy.
Kolejnej okazji na dojście do strażnicy Ocolu już nie wypuściliśmy z rąk (a właściwie naszych nóg). W 2005 r. zorganizowaliśmy kolejną wycieczkę archeologiczną do Rumunii. Już nie pociągowo-pieszą (jak w 2000 r.), lecz korzystając z autokaru i logistycznego wsparcia Olka Dymka, mojego kolegi z krakowskiego SKPG, parającego się od pewnego czasu własną działalnością przewodnicką, nastawioną głównie na Rumunię. Telefon z Wrocławia do Olka, aby załatwił tani autokar, tanie noclegi i bogaty program „pozaarcheologiczny”. A my robimy resztę. I było, przez cały wyjazd, obustronnie fajnie – Olek też się czegoś nowego o Rumunii dowiedział (o ile coś, co ma kilkanaście tysięcy lat, może być nowe). Utworzyły się wówczas dwie grupy uczestników wycieczki: łojancka, którą Olek podwoził w miejsca startu w góry i klasyczna autokarowa, która zwiedzała te obiekty archeologiczne i „historycznosztuczne”, do których można było dotrzeć autokarem.
Na piesze przejście do przełęczy Ocolu przeznaczyliśmy dwa dni. Na dziewięć osób wzięliśmy trzy namioty, planując nocleg gdzieś pod Virfu lui Patru, najwyższym wzniesieniem Gór Şureanu (2130 m n.p.m.).

Z Petroşani, w pobliżu którego grupa "autokarowa" zwiedzała romańskie kościoły i Densus (!!!!!!! - koniecznie zobaczcie), Olek dowiózł grupę szturmową autokarem w samo miejsce startu, do Obirsii Lotrului (1400 m n.p.m.). Dojazd atrakcyjny, najpierw malowniczym wąwozem rzeki Jieţ, następnie wzdłuż północnego podnóża zaśnieżonych „przeszłodwutysięczników” Parângu, z wjazdem na pokrytą jeszcze śniegiem przełęcz Groapa Seacă (1598 m n.p.m.), z której na łeb, na szyję do Obirsii. A to co było pod kołami autokaru to tylko na krótkich odcinkach przypominało asfalt.

Obrazek

Start do naszego wypadu w tę część Gór Şureanu nie mógł być inny niż z osady leśników, drwali, pasterzy i górskich turystów, czyli z Obirsia Lotrului. Nie wiem, czy jest takie drugie miejsce w Karpatach, z którego w godzinę-dwie po wyjściu możemy być w aż pięciu różnych pasmach górskich. Może namiastką tego miejsca mogłoby być Szybene, ale pod warunkiem, że gdzieś w jego pobliżu upchnie się jeszcze dwa pasma i to w dodatku o przeszło 200 m wyższe od gór otaczających tamten fragment doliny Czarnego Czeremoszu. Z Obirsii Lotrului wyruszając na południe trafiamy w bardzo wysoki Parâng (Parângul Mare 2519 m n.p.m. – trzecie pod względem wysokości pasmo w Karpatach – po Tatrach i Górach Fogaraskich), na południowy wschód w Pasmo Latoricy – Munţii Latoriţei (Fratosteanu 2053 m n.p.m.), na północny wschód w Góry Lotru (Ştefleşti 2242 m n.p.m.) lub o godzinkę-dwie bardziej oddalone Góry Cindrel (zwane też Górami Sybińskimi-Munţii Cibinului z najwyższym Virful Cindrel 2245 m n.p.m.), zaś na północny zachód w nasze Şureanu (Virful lui Patru 2130 m n.p.m.)

Obrazek

W Obirsii przywitanie się z niewidzianym od 22 lat schroniskiem. Wtedy, w 1983 r., szokiem dla nas była możliwość zakupienia w schroniskowym bufecie naszej polskiej „Wyborowej” (u nas wtedy na kartki i do kupienia – poza meliną – wyłącznie po 13.00) i kubańskiego rumu. Można też było nabyć tańsze wówczas najrozmaitsze specjały rumuńskiego przemysłu gorzelnianego (co wówczas uczyniliśmy). A to ówczesne zupełnie w „nieceauşescowym” stylu super zaopatrzenie w Obirsii było ponoć ukierunkowane nie pod turystów, lecz pod stosunkowo dobrze wtedy zarabiających pasterzy schodzących do Obirsii w każdą niedzielę w okresie wypasów. Z wszystkich możliwych pastwisk, polan i hal w Parângu i w pozostałych pasmach przybywało tu ich naprawdę setki. Trochę czarno-białych fotografii i fioletowawych już niestety ORWO-wskich przeźroczy dokumentujących sceny bratania się polskich turystów i rumuńskich pasterzy zachowało się nawet w moich fotograficznych archiwach.
W 2005 r. „Wyborowej” i „Habany” już nie było – zadowoliliśmy się kuflem, a może dwoma, „Ursusa” i zakupem kilku półlitrowych plastikowych buteleczek „Rachiu”, czyli po prostu 40-procentowej imitacji śliwowicy (to tak na wieczór).

Obrazek

W Obirsii Lotrului, leżącej na wysokości ok. 1400 m n.p.m., zbiegają się strumienie spływające z Gór Parâng (największy z tych potoków to Lotru, mający swe źródła w najpiękniejszym we wschodniej częsci Parângu polodowcowym jeziorze Cilcescu, kiedyś „niewiadomodlaczego” zwanym przez polskich turystów „Ceausescu”) oraz Gór Şureanu i Lotru (wśród nich największym potokiem jest Pravăţ).

Obrazek

Wyjście z Obirsii Lotrului – tak jak przed laty – najpierw na północ. Tylko, że wówczas po może 7-8 kilometrach skręciliśmy na wschód, w stronę Gór Lotru i Cindrel, teraz zaś, po nieco krótszym wspólnym z tamtą drogą odcinku, szybko mieliśmy wykręcić w kierunku północno-zachodnim. Okazało się jednak, że to określenie „szybko” adekwatne było tylko do początkowego odcinka naszej trasy (zaznaczyć trzeba, że na późniejsze spowolnienie tempa wędrówki nie miała żadnego wpływu ilość spożytego w Obirsii „Ursusa”; były to po prostu typowe w tych górach w maju trudności obiektywne).

Obrazek

Początkowo szliśmy pozbawioną nawet odrobiny śniegu wygodną dla butów drogą. Mniej zaś wygodną dla opon i silników pojazdów, które starają się nią tak jakoś od 2 połowy maja do połowy listopada jeździć. Spoglądając na południe rósł nam w oczach masyw Parângu, zamykający dolinę Lotru właśnie od strony południowej. Ładny zaśnieżony szczyt zamykający panoramę to Mohorul, z tego ujęcia wydający się być niższym niż w rzeczywistości (2337 m n.p.m.)

Obrazek


DN 67 C, czyli Drum Naţional 67 C. Nieukończona (na szczęście), ale użytkowana nie tylko przez kierowców ciężarówek i jeepów transkarpacka droga krajowa, łącząca leżący na północ od głównego grzbietu Karpat Siedmiogród (miasto Sebeş) z Wołoszczyzną, usytuowaną na południe od gór (miasto Novaci). Kilkanaście kilometrów od miejsca, w którym w tej chwili jesteśmy, droga wspina się na wysokość przeszło 2 150 m n.p.m., ponad przełęcz Urdele (2145 m) w Górach Parâng. Jest to najwyżej położona droga jezdna w całych Karpatach. Jest ona z pewnością śmielej poprowadzona od bardziej od niej znanej szosy transfogaraskiej.
Jeszcze na DN 67 C wpakowaliśmy się w śnieg...

Obrazek

Później trzeba było zejść z drogi w las, ... zaśnieżony las, ... bardzo mocno zaśnieżony las... z bardzo mokrym majowym śniegiem! Takim miejscami po pas, zwłaszcza przy świerkach. Nikt nie myślał o robieniu wtedy fotek. Priorytetem było wyszukiwanie na drzewach znaków szlaku. Udawało się lub nie...
I tak chyba bez szlaku weszliśmy na polanę...
... a cudna ona była!...
[i w pierwszym momencie wcale nie chciało nam się analizować szczegółów panoramy roztaczającej się z naszej polany; zresztą opis tej panoramy z tego samego miejsca przedstawię nieco dalej]

Obrazek

I już wiedzieliśmy, że będziemy tu spać.
Tym bardziej, że stała tam piękna bacówka. Cała i zdrowa (niestety, nawet w górach rumuńskich jest takich coraz mniej). Bacówka na Poianie Muierii.
Cienie już długie... Późno... Spoglądamy na zegarki – za godzinę zachód słońca, ale jak wbiegniemy na kulminację Poiany to dzień wydłuży nam się jeszcze o jakieś 40 dodatkowych minut. Bo wierzchołek jest o ponad 100 m wyżej. No to bieg na górę, z aparatami oczywiście w dłoniach.
Pierwsze fotografie „strzelane” jeszcze z podbiegu na szczyt – jakbyśmy się bali, że nie zdążymy przed zmrokiem. Dlatego panoramę Parângu nieco zasłania Kozia Góra, czyli Virful Capra (1972 m n.p.m.), leżąca jeszcze w Górach Şureanu.

Obrazek

Jesteśmy już na wierzchołku Poiany Muierii (1756 m n.p.m.). Zza wschodniego ramienia leżącego jeszcze w Górach Şureanu szczytu Pravăţ (1892 m n.p.m.) wyłania się piękna i regularna bryła Mohorula (2336 m) i leżących na wschód od niego szczytów wschodniej części Parângu – to takie ładne, choć kopulaste, ale zarazem wydające się być najwyższe w tamtej części masywu to chyba Micaia (2170 m), ale głowy nie dam!

Obrazek

Na wschód rozdzielone doliną Frumoasy bliźniacze masywy Lotru (po prawej) i Cindrel (po lewej). Ich kulminacje są niemal tej samej wysokości. Krajobraz tylko odrobinę inny (w Cindrelu trochę więcej skałek na grzbiecie i ładniejsze jeziora polodowcowe – ale tylko dwa). Widoczne najwyższe wierzchołki obydwu masywów – Ştefleşti (2242 m) i Cindrel (2245 m) oraz nieznacznie zasłonięte północnym ramieniem szczytu Tarna (1891 m) siodło przełęczy Ştefleşti (1725 m), rozdzielającej oba pasma.

Obrazek

Widok z kulminacji Poiany Muierii na południe, na centralną i zachodnią część Parângu – najbardziej widoczna rozległa Cârja (2405 m), pierwszy od zachodu w Parângu szczyt przewyższający 2400 m. Na zachód od niej, czyli na prawo, wyraźnie niższy grzbiet Parângul Mic, na wschód zaś ciąg wysokich na przeszło 2400 m kolejnych wysokich wierzchołków pasma – Vf. Stoieniţa (2421 m), Gemănarea (2426 m) i sam Parângul Mare (2519 m).

Obrazek

Wieczorna refleksja w kwartecie... [to „połoninne” po lewej to kawałek Lotru, a to dalej na nieco bliższym planie to Pasmo Latoricy (Fratosteanu ukryło się za Olą P.), zaś na dalszym wschodnia część Parângu z Micaią (2170 m), Nedeią (2130 m) i Ursu (2124 m n.p.m.)]

Obrazek


... i solo [mając za plecami Virful Pravăţ (1892 m n.p.m. na pierwszym planie – jeszcze w Górach Şureanu) a dalej główny grzbiet Parângu – opisany już nieco wcześniej]

Obrazek

Do bacówki wróciliśmy już kilka minut po zmroku. Po uczcie duchowej (widoki!!!)... uczta dla ciała (przypomnieliśmy sobie o jedzeniu i „Rachiu”!!!). I jak to w bacówkach – długie, chyba do trzeciej w nocy, rozmowy. Niestety bez gitary [„Tylko gitary tak mi brak, i tak mi tęskno do niej...”, przypomniały mi się wtedy słowa piosenki Rudiego Schubertha, powstałej gdy jeszcze pisał normalne i ładne turystyczne teksty. Jeszcze sprzed okresu tych wszystkich komercyjnych szlagierów typu „Córka rybaka” i „Monika – dziewczyna ratownika”]


Poranek... brr!... bardzo zimny. Ślady po kolacji... Chociaż przyznacie, że plastikowe butelki po „Rachiu” wcale się na stole nie walają...

Obrazek

Bardzo wczesnoporanne spojrzenie na zachodnią część Gór Lotru. Grzbiet opadający w kierunku południowo-zachodnim ze szczytu Cristeşti (2233 m n.p.m.) w stronę Obirsii Lotrului. A może to nawet sam Ştefleşti? (widzę, że jest pretekst, aby jechać i sprawdzić!) Na pierwszym planie oczywiście miejsce naszego noclegu – bacówka na Poianie Muierii.

Obrazek

... a to rzut okiem na północny-zachód, w stronę najwyższych partii Gór Şureanu z Vf. lui Patru (2130 m n.p.m.) po prawej i niższym Auşel (2009 m n.p.m.) w środku. Gdzieś tam między tymi szczytami, na zasłoniętej przełęczy Ocolu, znajduje się cel naszej wycieczki, czyli pozostałości najwyżej położonej strażnicy dackiej. A ten nieco niższy zaśnieżony szczyt po lewej to Clăbucet (1940 m n.p.m.). [i to jest właśnie ta obiecana przed chwilą panorama...]

Obrazek

Nadszedł wreszcie (oj, słowo to w tym miejscu zupełnie nie pasuje) moment wyjścia z bacówki na Poianie Muierii. Urocze miejsce, to w takim razie uroczysta i warta uwiecznienia chwila... Taka, że Krzyś B. założył nawet z tej okazji – tak na 5 minut – oficjalny sweter SKPS.

Obrazek


Tylko pierwsze kroki, tuż za bacówką, były nieco w dół, prowadząc do lasu oddzielającego Poianę Muierii od oddalonego 3 km na północ nieco niższego od niej wzniesienia Sălanele (1709 m n.p.m.), kiedyś wylesionego i upstrzonego bacówkami, a dziś zarastającego już lasem i bacówkami w stanie agonalnym.

Obrazek

... wiosnę w górach widać nawet „z żabiej perspektywy”, jak mówią fotograficy. W tym wypadku perspektywa zdaje się być raczej „skrzecza”.

Obrazek

Wejście na kopułę Sălanele. Jest maj, więc to oczywiste, że nie ma owiec. Boję się jednak, że i w sierpniu może być podobnie. A to tam – zaśnieżone po lewej – to Clăbucet (1940 m n.p.m.).

Obrazek

Po 3-kilometrowym i blisko półtoragodzinnym przebijaniu się przez mokry śródleśny śnieg można było na polanie Sălanele chwilę odpocząć...

Obrazek

... i nacieszyć wzrok widokami otwierającymi się w kierunku wschodnim. A widać bliźniacze pasma Gór Lotru i Cindrel, rozdzielone doliną rzeki Frumoasa. Tu wyraźnie widać, że są niemal tak samo wysokie. Najwyższy w Górach Lotru Ştefleşti (2242 m – to ten po prawej) jest tylko o 3 metry niższy od szczytu Cindrel, czyli kulminacji gór o tej samej nazwie (2245 m – po lewej).

Obrazek

A z kolejnej wylesionej góropolany Smida Mare (1774 m n.p.m.) rozpościera się widok na północną część gór Cindrel z zalesionym szczytem Oaşa Mare (1731 m n.p.m.) i leżącym u jego zachodniego podnóża sztucznym zbiornikiem wodnym Lacul Oaşa na rzece Sebeş. Zaporę wzniesiono na wysokości ok. 1200 m n.p.m. Do tego miejsca szosa DN 67C z Sebeş jest względnie dobra.
Zaś te przefioletowiałe trawy to nie efekt zastosowania NRD-owskich przeźroczy firmy ORWO, które po latach dają taki właśnie efekt, lecz rezultat przebijania się przez połoninne zleżałe jesienne żółte trawy milionów liliowych i fioletowych krokusów.

Obrazek

... a wśród tych milionów jeden samotny albinos.

Obrazek

Trzy, a może cztery (?), w jednym...
A tak w ogóle, to równie „zakrokusionych” gór jak Şureanu ciężko w Karpatach znaleźć. Są one tutaj wszędzie – pięć lat wcześniej, w 2000 r., podczas majówki w północno-zachodniej i środkowej części masywu brnęliśmy wśród tych kwiatków i przez płaty śniegu blisko dziesięć godzin, przez niemal trzydziestokilometrowy dystans.

Obrazek

Z polany Snida Mare grzbiet schodził na słabo zaznaczoną bezimienną przełęcz (1615 m n.p.m.), aby wkrótce wyprowadzić na dużą polanę Gura Pottecului, leżącą u południowo-wschodniego podnóża Virfu lui Patru (2130 m n.p.m.), najwyższego wzniesienia w Górach Şureanu. Co jak co, ale na tej polanie życie pasterskie w lecie musi wrzeć nadal...

Obrazek

... a zatem korzystając z tego, że żaden czworonożny opiekun owieczek nie uczepi się naszych łydek, wypada zasiąść do odpoczynku (za chwilę czeka nas wszak podejście na Vf. lui Patru) i trochę popodziwiać – bo warto.

Obrazek

... a dzisiaj, z perspektywy 2012 r. zastanawiam się, czy ta bacówka tam jeszcze stoi? Bo że ten tam zaśnieżony na ostatnim planie Cindrel trwa nadal, to tego jestem pewien.

Obrazek
Majowa erekcja ciemiężycy zielonej

Obrazek

I wreszcie końcowe podejście na Virfu lui Patru. To bałuchowate zaśnieżone kopulaste wzniesienie po lewej to Poiana Muierii (1756 m n.p.m.), zza której wyłazi regularny stożek szczytu Mohorul (2337 m n.p.m.). Od niego na zachód, czyli w prawo, cały główny grzbiet Gór Parâng z najwyższym w tym paśmie Paringulem Mare (2519 m n.p.m.)

Obrazek

Szczyt zdobyty. Z wierzchołka Vf. lui Patru świetnie widoczna jest środkowa część Gór Şureanu z szczytami Şureanu (2059 m n.p.m. – po lewej) i Cârpa (2012 m n.p.m. – po prawej). Na północnym skłonie szczytu Şureanu widoczny jedyny w tych górach kocioł polodowcowy. A las z obydwu stron „pcha się” na przełęcz Curmătura Şureanu.

Obrazek

No to rzut oka za siebie, na południowy-wschód. Tak, tak – to najdalej leżące pasmo to Fogarasze!!!!!!!

Obrazek

Na południe od nas prawie cały Parâng – od Parângula Mare (2519 m) po prawej, poprzez Setea Mare (2365 m), Mohorul (2337 m) aż do Vf. Nedeia (2130 m).

Obrazek

Virful Cindrel (2245 m) i zlewająca się z nim nieco niższa, również pokryta śniegiem Şerbota (2136 m). A u zachodnich stóp Gór Cindrel sztuczny zbiornik wodny Lacul Oaşa z dobrze widoczną betonową zaporą rozpiętą w poprzek doliny rzeki Şebes.

Obrazek

Zejście z Virfu lui Patru na przełęcz Ocolu. Jesteśmy na miejscu! To tutaj założono w I w. n.e. najwyżej położoną strażnicę dacką, strzegącą od strony południowej dojścia do stołecznej Sarmizegetusy, siedziby władcy Daków Decebala. W pierwszej chwili rozczarowanie. Poza kilkoma hałdami po niezasypanych wykopach archeologicznych spod śniegu tak naprawdę niewiele widać.

Obrazek

Ale po chwili nachodzi nas refleksja, że gdyby nie ten roztapiający się śnieg, spod którego zaczęły najpierw „wyrastać” relikty wałów strażnicy, z pewnością bardziej czytelne i uwypuklone w takim śnieżnym kontekście, to naprawdę mielibyśmy tu minorowe nastroje. A tak coś widać... i ten rewelacyjny stąd widok na Parâng. Cały Parâng!... Nie ma co opisywać panoramki. Weźcie mapę i tak szczytami po kolei od lewej do prawej, a potem z prawej do lewej. Utrwali się po przyjeździe (a może przyjściu?) w te góry. Na pewno!

Obrazek

Znajdujący się na szczycie Clăbuceta (1940 m n.p.m.) kamienny kopiec nie jest elementem szlaku turystycznego, lecz ważnym dla pasterzy punktem orientacyjnym. Na rozległym szczycie podczas mgły naprawdę można łatwo zabłądzić, nawet gdy świetnie zna się te góry. A i turystom też się coś takiego przyda (na przykład zdjęcie może być ładniejsze, chociażby to z Virfu lui Patru na ostatnim planie).

Obrazek

Zachodnia część Parângu (Parângul Mic 2074 m n.p.m.) widziana z południowych skłonów Clăbuceta również robi wrażenie, choć jest przecież przeszło 400 m niższa od centralnej partii masywu.

Obrazek

Przez cały Clăbucet wiódł szeroki i łagodnie opadający w dół pasterski płaj.

Obrazek

Nawet z leżących tuż nad górną granicą lasu fragmentów stoków Clăbuceta, czyli z wysokości około 1800 m n.p.m., rozpościerały się fantastyczne widoki na ośnieżony niemal cały grzbiet Parângu.

Obrazek

Schodzący z Clăbuceta na południe pasterski płaj przewinął się na zachodnią stronę grzbietu i nagle, ponad dużym osiedlem bacówek pasterskich, ukazał się nam masyw Retezatu. Z tego miejsca wydawał się być wyraźnie niższy od Parângu, mimo, że również jego najwyższe szczyty przekraczają 2500 m (Peleaga 2509 m, Papuşa 2503 m).

Obrazek

Wejście do osiedla bacówek. Żywego ducha... W tym wypadku nie ma jednak żadnych wątpliwości, że już za miesiąc miejsce to zamieni się w jedno wielkie „bekowisko” (to taki neologizm paralelny do słowa „rykowisko”) kilku tysięcy owiec. I tak się wtedy zastanawialiśmy, czy w czasie dojenia tych tysięcy owieczek juhasi mają czas choćby na moment spojrzeć na to coś ładnego na południu, czyli na zachodnią część Parângu z Parângulem Mic (2074 m n.p.m.)? A tam na samiuteńkim końcu to już chyba Góry Wulkańskie (Vâlcan)?

Obrazek

I jeszcze jeden rzut okiem na bacówkowe miasteczko na południowym ramieniu Clăbuceta.

Obrazek

Spojrzenie od strony południowej na osiedle bacówek. Po prawej widoczna główna kulminacja Clăbuceta (1940 m n.p.m.), po lewej coś, co „ludzie wysokich gór” nazwaliby przedwierzchołkiem południowo-zachodnim tego szczytu.

Obrazek

Nagle..., kilkanaście minut po opuszczeniu bacówek, na płacie niewytopionego śniegu... ki diabeł?

Obrazek

Za sekund pięć już wiedzieliśmy, że w tej części gór nie jesteśmy sami. I że przynajmniej przez jakiś czas będziemy szli (na szczęście nie razem) z właścicielem dość dużych łap tym samym odcinkiem ścieżki grzbietowej.

Obrazek

Całe szczęście, że nasz towarzysz wybrał jakiś trawers poniżej grzbietu. W miarę spokojnie zeszliśmy na kolejną polanę grzbietową.
Polana Măgura Mica była ostatnią górską polaną w trakcie naszej dwudniowej wędrówki przez Góry Şureanu. Jest to sztucznie wylesione opadające na południe ramię niewysokiego szczytu o tej samej nazwie (1778 m n.p.m.).

Obrazek

Trochę niżej, więcej słońca i ciemiężyca z tej polany jakby bardziej wybujała niż jej siostra spod Virful lui Patru

Obrazek

Z polany Măgura Mica wleźliśmy w las, schodząc do doliny potoku Răscoala. Zejście strome, trwające niespełna godzinę, dość nieprzyjemne. Być może to wrażenie potęgowane było przez obecność gdzieś blisko nas miśka, a może przekonaniem, że po zejściu do doliny na pewno będziemy tuptać ze 2-3 godziny w stronę Petroşani. Było późno i wszystkie – tak myśleliśmy – samochody leśników już dawno stoją przed knajpami w okolicznych osiedlach i wioskach.
...szczęśliwie w dolinie Răscoala udało nam się złapać stopa-marudera. Kochany i poczciwy Roman-Diesel zwoził ostatnich pracowników leśnych w dół – do przysiółka Tirici w dolinie Jiul de Est. Podejrzanie wesoły kierowca obiecał nas podwieźć do pierwszych zabudowań wsi Cimpa – to już praktycznie przedmieścia Petroşani. Pierwsze pytanie współsiedzących z nami na pace miejscowych trochę nas zmroziło – czy nie widzieliśmy czasem błąkającej się przy górnej granicy lasu młodej niedźwiedzicy? Rozgrzać tę na chwilę zmrożoną atmosferę pomogła skonsumowana na pace ciężarówki dość spora resztka ich palinki i bardzo duża resztka naszej czekolady.

Obrazek

Obrazek

Nie może więc dziwić, że po rozstaniu przed Cimpa wzajemne pożegnalne machanie trwało tak długo, aż Romek nie skrył się w kurzu gościńca do Tirici ...

Obrazek

Obrazek

... następna podwoda była równie sympatyczna i dostarczyła nas do samego dworca w Petroşani...

Obrazek

Obrazek

Zdążyliśmy! Ostatni w tym dniu tren (czes. vlak, niem. Zug) na siedmiogrodzką stronę Karpat odjeżdżał po 7 minutach. Dwie minuty kupowaliśmy bilety, 4 minuty palinkę i „Haţeganę” (to takie świetne i tanie piwo z browaru w pobliskim mieście Haţeg, niestety już od kilku lat nieprodukowane) w dworcowym kiosku. I stąd, z Petroşani, pociąg wiózł nas i wiózł aż do Simerii (takiej rumuńskokarpackiej Suchej Beskidzkiej) – na spotkanie stęsknionej pozostałej części naszej grupy.
Ostatnio zmieniony 2019-01-06, 12:49 przez Cisy2, łącznie zmieniany 8 razy.

Awatar użytkownika
Red-Angel
Posty: 2670
Rejestracja: 2011-04-16, 16:54
Lokalizacja: Wrocław

Post autor: Red-Angel » 2013-01-05, 22:40

Ciekawe tereny, a relacja jak widzę przedstawia dużo opisów okolicy. Fajnie :-)

Awatar użytkownika
sparkus
Posty: 2460
Rejestracja: 2009-01-08, 19:21
Lokalizacja: Jurajska Kraina

Post autor: sparkus » 2013-01-11, 21:55

¦wietna i bardzo przydatna relacja. Wzbudziła moją tęsknotę za rumuńskimi Karpatami tym bardziej, że opisujesz tereny, które nie tak dawno, bardzo mnie interesowały a Góry Parang szczególnie. Pierwsze rozpoznanie okolic Petrosani mam już zrobione, więc niewykluczone, że przy jakiejś okazji uda się je poznać. Mapa tylko czeka, aby z niej skorzystać. :-)
W górach jest niewiele, ale jest to co najlepsze.

Awatar użytkownika
buba1
Posty: 3143
Rejestracja: 2012-01-13, 17:07
Lokalizacja: Oława
Kontakt:

Post autor: buba1 » 2013-01-11, 22:09

Piekne tereny!! Mnogosc bacowek i gruzawikow jest calkiem zadowalajaca!!! :mrgreen:
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam ta mniej uczęszczaną. Cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam"

na wiecznych wagarach od życia..

Awatar użytkownika
Cisy2
Posty: 733
Rejestracja: 2012-12-13, 00:10
Lokalizacja: Świebodzice

Post autor: Cisy2 » 2013-01-13, 04:34

Dzięki Wam za miłe słowa. Sparkus, nie wahaj się dłużej, tylko jedź w Parâng, póki jeszcze są to dzikie góry. Niestety, przecięcie masywu wyasfaltowaną ostatnio Transalpiną DN 67 (transkarpacka droga krajowa z Sebeº do Novaèi, która jeszcze w 2009 r. była nieprzejezdną przez 6 miesięcy w roku wąską drogą gruntową) powoduje, że nad tymi naprawdę pięknymi górami zawisły czarne chmury (na YT pojawiają się już pierwsze filmy quadowców i kierowców wozów terenowych „eksplorujących” ten masyw od strony przełęczy Urdele (2141 m), dokąd można wjechać asfaltówką).

Na szczęście w wiele miejsc tak łatwo nie wjadą. Do większości kotłów polodowcowych, wypełnionych stawami (w Karpatach rumuńskich tylko jeziora polodowcowe w Retezacie są – moim zdaniem – ładniejsze; te bardziej rozreklamowane fogaraskie pozostają daleko w tyle), prowadzą tylko pasterskie ścieżki, lub nie prowadzi tam nic; do niektórych jeziorek trzeba po prostu przebić się przez kosówkę.

Są to kapitalne góry na namiot. Na obrzeżach gór jest wprawdzie kilka schronisk, ale najlepiej uciec od nich od razu w góry (wyjątkiem jest „klimatyczna” Obârsia Lotrului). Miłośnicy chatek i schronów samoobsługowych w Parângu mogą być ukontentowani. Właśnie w tych górach znajduje się chyba najpiękniejszy karpacki schron – Refugiul Agaþat (dekując się tam spokojnie można zrobić jednodniową pętlę na najwyższy szczyt masywu Parângul Mare – 2519 m – przy okazji zaliczając jeszcze kilka innych szczytów mających ponad 2400 m i kilka stawów polodowcowych).

Obrazek

Obrazek

Drugi schron – Refugiul Cârja (czyt. Kyrża) – znajduje się w grani głównej, w pobliżu szczytu Cârja (2405). Stoi w miejscu dawnej strażnicy wojskowej.
Jeszcze w 2001 r. były to tylko ruiny strażnicy:

Obrazek

Teraz wygląda to tak:

http://www.carpati.org/ghid_montan/munt ... _carja-91/


Ale, tak jak napisałem wyżej, Paring (użyłem tu polskiego zapisu nazwy tych gór – do niedawna zapis rumuński był podobny Parîng (wym. Paryng), jednak kilkanaście lat temu Rumuni wrócili do swojej wcześniejszej „przedwojennej” ortografii, stąd w nazewnictwie górskim pojawiły się „nowe” formy zapisów – Mândra zamiast Mîndra, Cârja zamiast Cîrja itp., itd.) to przede wszystkim góry „namiotowe”. Bez problemu znajdziecie miejsce, gdzie będziecie sami.
Dla mnie taką kwintesencją „namiotowości” Paringu jest pojezierze górskich stawów w dolinie Slivei (m.in. Lacul Verde, Lacul Slivei). Miejsce bliziutko najwyższych szczytów tych gór, a jednak niemal zupełnie nieodwiedzane. „Odkryte” zostało bardzo przypadkowo – w 1983 r., w czasie mojej pierwszej bytności w Parângu, na grani złapała nas burza. Uciekliśmy przed nią, z prawie 40-kilogramowymi worami na plecach, na podciętą kotłami polodowcowymi północną stronę grani (łagodniejsze południowe stoki Paringu lizały cały czas pioruny). Namioty rozbijaliśmy po ciemku. A jak tam jest pięknie zorientowaliśmy się dopiero następnego dnia (te malutkie kolorowe plamki pomiędzy jeziorkami to nasze namioty):

Obrazek

W tamto lato 1983 r. rozbiliśmy się jeszcze nad jeziorem Cilcescu – pięknie, z górującym nad tym fragmentem masywu Mohorulem (2337 m) ale trochę za dużo ludzi (kto zna Góry Rodniańskie – to taki odpowiednik tamtejszego jeziora Lala Mare)

Obrazek

Mój ostatni wypad w Paring w 2007 r. to m.in. biwak nad jeziorem Zanoaga Stânei, na wysokości 1910 m, w samym sercu masywu, u stóp Parângula Mare (2519 m)...

Obrazek

... oraz na samej grani – w rejonie przełęczy Pâcliºa (ok. 2250 m)

Obrazek

A w tym miejscu namiotu chyba już nigdy nie rozbiję. Przełęcz Urdele (2141 m), rozdzielająca wyższą zachodnią część Parângu od wschodniej części masywu, przecięta jest od trzech lat nitką asfaltowej drogi – wygląda to nienaturalnie i obrzydliwie. A jeszcze w 2007 r. było to jedno z najlepszych w tych górach miejsc na biwak.

Obrazek

Obrazek

Urdele w 2007 – tylko konie, owce i pilnujące je owczarki. A biegnącą przez przełęcz gruntówką przejechały może trzy lub cztery samochody.

Obrazek

Jak teraz wyglądają okolice przełęczy Urdele? Można zobaczyć to choćby na YouTubie – pocieszające jest to, że na filmach wyraźnie widać, iż przyroda nie da się tak łatwo pokonać. Na świeżutkim asfalcie widoczne są już ślady pierwszych wiosennych osuwisk skalnych:

http://www.youtube.com/watch?v=mXHoZcOIjbo

http://www.youtube.com/watch?v=pe1dCN5OBRU

http://www.youtube.com/watch?v=HHA-TGGxSFI


Wschodnia część Parângu ma już inny charakter – szczyty bardziej kopulaste, słabo wykształcone kotły polodowcowe, w ogóle mało skał, a mimo to góry są również wciągające. Może ze względu na widoki? Wszędzie wokół pasma wysokie (Lotru na północy, Capatini na południowym wschodzie) lub bardzo wysokie (zachodnia część Parângu od zachodu i Fogarasze od wschodu). Po prostu harasymowiczowskie „wokół góry, góry i góry”...

Na szczycie Micaia (2170 m), jednym z wyższych wierzchołków wschodniej części Paringu, zlało nas w nocy okrutnie...

Obrazek

... ale poranne widoki (mieliśmy kilka około dwudziestosekundowych okienek w chmurach) wszystko wynagradzały. Szkoda tylko, że ni cholery nie można było tego wrażenia utrwalić na fotografii. Oj, bardzo wtedy byłem zły na swoją decyzję przejścia z analoga (a ściślej ze slajdów) na cyfrówkę. Uważałem, i nadal uważam, że chrom „Velvia 50” firmy Fuji (czyli po prostu najlepszy film do przeźroczy), na pewno by te micaiovskie nastroje i klimaty zdecydowanie lepiej oddał:

Obrazek

Czy w Paring warto jechać? Zdecydowanie tak! Zostawcie sobie na później jakieś swoje najbliższe alpejskie plany, gdyż za pięć, dziesięć czy też dwadzieścia lat wszystkie pensjonaty w Niedernsill, Krimml, Chamonix i Zermatt będą wyglądały dokładnie tak samo jak dzisiaj. Podobnie treść alpejskich przewodników górskich wydanych jeszcze w latach międzywojennych, jest nadal aktualna, i aktualna będzie jeszcze przez wiele, wiele lat. Niczego więc nie stracicie, naprawdę. Natomiast takich, jak jeszcze dzisiaj, Karpat rumuńskich (ale również i ukraińskich) za pięć lat na pewno – jestem o tym przekonany – nie zastaniecie. Zamiast gontów na dachach tamtejszych chałup (lub strzech z trzciny lub słomy w Bihorze) zobaczycie dokładnie to samo co na dachach domków w podwrocławskich czy podwarszawskich osiedlach – to u podnóża gór. A w samych górach zamiast stad owiec możecie zastać ruiny bacówek i porośnięte szczawiem opuszczone koszary dla owiec (po wejściu Rumunii do Unii gospodarka pasterska w tym kraju została bardzo mocno ograniczona).

... ale żeby na koniec było nieco bardziej optymistycznie, to powiem, iż produkowane w Braszowie piwo „Ursus” na pewno jest daleko lepsze od wszelkich francuskich i włoskich wyrobów piwopodobnych.

Awatar użytkownika
Gryf
Posty: 1241
Rejestracja: 2009-05-25, 06:38
Lokalizacja: Wrocław
Kontakt:

Post autor: Gryf » 2013-01-13, 06:17

Cisy2 pisze:
Obrazek


Drugi schron – Refugiul Cârja (czyt. Kyrża) – znajduje się w grani głównej, w pobliżu szczytu Cârja (2405). Stoi w miejscu dawnej strażnicy wojskowej.
Jeszcze w 2001 r. były to tylko ruiny strażnicy:

Obrazek

Teraz wygląda to tak:

http://www.carpati.org/ghid_montan/munt ... _carja-91/
Czy w waszej wyprawie uczestniczył może nijaki Bankowy, podpisujący się w chatkowej księdze wpisów znakiem karkonoskiego ducha gór? Nocowałem w tej chatce dwa razy i szczerze mówiąc z zewnątrz robi o wiele większe wrażenie niż to co można zastać w środku. Z Bankowym musiałem się minąć w tej chatce o jeden dzień lub nawet kilka godzin.
Schron na Karżji mijaliśmy za każdym razem zabarykadowany, ale parę lat temu spotkałem w Bajle Herkulane emerytowanego pracownika Salvamontu, który zajmował się opieką i remontem tej chatki na dowód czego demonstrował mi swoje zdjęcia z tego schronu.
Moja wielka pasja do Paringu zrodziła się z kapitalnej relacji Władysława Krygowskiego z książki "Góry mojego życia". (Najlepsza seria książek o Karpatach po "Karpackich Grach" Miloslava Nevrleho.)

Udało ci się może pokonać cały grzbiet gór Capacini? Ja próbowałem ale przy fatalnej poglądowej mapie z przewodnika pomyliłem grzbiety a potem mozolnie cały dzień schodziłem w dół doliną do Vilca Rimka.

Swoimi świetnymi relacjami wywołałeś u mnie wielką tęsknotę za rumuńskimi Karpatami.
Świniopas, łazęga, powsinoga, wałkoń i szaławiła.


"Lisy mają nory i ptaki powietrzne - gniazda, lecz Syn Człowieczy nie ma miejsca, gdzie by głowę mógł oprzeć" (Mt 8, 9-20)

(FFWK)

Awatar użytkownika
rambi
Posty: 1265
Rejestracja: 2009-05-24, 17:39
Lokalizacja: Wrocław

Post autor: rambi » 2013-01-13, 14:03

I znowu ta Twoja wyprawa przypomniała mi, że czas powoli zacząć ruszać w w kierunku Rumunii. ¦wietna wyprawa :-) Tych gór nie miałem na liście ale chyba też warto je zahaczyć, jak widać.
Pasjami brukuj drogę swojego życia..

Awatar użytkownika
Cisy2
Posty: 733
Rejestracja: 2012-12-13, 00:10
Lokalizacja: Świebodzice

Post autor: Cisy2 » 2013-01-13, 16:42

Gryf pisze:
Czy w waszej wyprawie uczestniczył może nijaki Bankowy, podpisujący się w chatkowej księdze wpisów znakiem karkonoskiego ducha gór?
Nie, niestety Bankowego, podpisującego się naszym karkonoskim Rübezahlkiem, nie znam. Chyba, że z widzenia – świat jest przecież bardzo mały. A propos karkonoskiego Ducha Gór, to też miałem w Rumunii związaną z Nim fajną przygodę. Zapomniałem, że na plecach jednej z moich koszulek jest przedstawiony ten rogaty i ogoniasty „diabełek” i tak przyodziany chciałem zwiedzać klasztor Prislop koło Hunedoary. Reakcja zakonnic była natychmiastowa, ale skończyło się tylko krótka rozmową i zwiedzaniem monastyru z plecakiem na grzbiecie. A wracając do chatki Agaþat (z tym „wracając” to chętnie bym wykrakał). Przechodziliśmy jedynie koło niej, tylko na godzinkę zaglądając do środka, w dniu 30 sierpnia 2007 r. Startowaliśmy w góry z Groapa Seacã, czyli jedynie 2,5 godz. poniżej chatki, więc nie było potrzeby zatrzymywać się tutaj na noc. Doszliśmy wtedy do kotła Zanoagi. Ale jeżeli Bankowy i Ty byliście właśnie w sierpniu 2007 r. w chatce, to możliwe, że zastaliśmy w niej Waszą kawę i cukier (na półce były jeszcze jakieś inne polskie produkty; także dwie polskie książki – to chyba na zimę, bo wtedy w refugiul Agaþat musi być naprawdę super).
Mam do Ciebie jedno małe pytanie. Czy masz jakieś fotografie wraku samolotu zalegającego przy szlaku z Agaþat do stiny Roºiile? Kompletuję sobie fototekę tego wraku, pamiętam, że w 1983 r. był całkiem rześki, w 2007 r. już niestety były to tylko szczątki szczątek.
Co do siły rażenia książki Władysława Krygowskiego w pełni się zgadzam. W serii „Z parzenicą” była chyba faktycznie najlepszą, chociaż gdy mam tęsknicę do Karpat ukraińskich sięgam chyba częściej do „Gór i dolin po mojemu” lub – nieco rzadziej – „W litworowych i piarżystych kolebach” tego samego autora. To rzeczywiście już klasyka gatunku – chociaż „klasyka gatunku” to tylko slogan, książki Kryga to po prostu piękna literatura.

Gór Capaþâni nie znam – pomijam klasztor Polovragi i kawałek doliny (wąwóz Cheile Olþetului) nad nim z jaskinią Peºtera Polovragi, gdzie byłem w 2001 r. W czasie naszej wędrówki przez Paring w 2007 r. doszliśmy całkowicie przemoczeni (przemoczone śpiwory puchowe ważyły po 6-7 kg; namioty z naprawdę wysokich półek nie wytrzymały efektów przejścia południowokarpackiego frontu atmosferycznego) do przełęczy Curmatura Olþetului i zeszliśmy do doliny Latoricy. Musieliśmy wtedy skorzystać z cywilizowanego noclegu – potrzeba suszenia praktycznie wszystkiego i ładowania akumulatorów aparatów i komórek. Ale było super – właściciel napoił nas chyba z 60-procentową cujką (jest w tej plastikowej butelce)...

Obrazek

... nie wściekał się, że pokoje przypominają stajnie Augiasza...

Obrazek

... i na koniec zapakował nas i nasze graty w swój samochód [na tej fotce Maciek ma taką samą koszulkę z karkonoskim Duchem Gór na plecach, jak ja dwa lata wcześniej w monastyrze Prislop]...

Obrazek

... i zawiózł nas do oddalonego kilkanaście kilometrów od pensjonatu przystanku autobusowego (przy zbiegu rzek Lotru i Latoricy), skąd – korzystając z autobusu, autostopu i pociągów) - dotarliśmy do Buºteni w górach Bucegi. Z Busteni, już przy rewelacyjnej pogodzie, gdyż front nas minął podczas naszego przemieszczania się na wschód, udało nam się pozwiedzać Sinaię i Bucegi. A Capaþini zostają jeszcze do odrobienia.

A z którego przewodnika miałeś tą fatalną przeglądówkę – czy była to graniówka z „Bulharskich a rumunskych hor”, czy też coś rumuńskiego? Przyznam się, że korzystając z mapek zamieszczonych w czeskim opracowaniu też miałem (mieliśmy) trochę przygód.

A swoją drogą, to w Rumunii osiągnąłem swój największy w życiu sukces pedagogiczny. A było to tak. Wiosną 2001 r. Krzysztof Mazurski, redaktor istniejącego wtedy pisma turystycznego „Na Szlaku”, poprosił mnie, abym poprowadził wycieczkę „autokarowo-pieszą” dla czytelników pisma w Wysokie Taury w austriackich Alpach. Zgodziłem się, a magnesem było i to, że właścicielka goszczącego nas pensjonatu w Niedernsill zaproponowała spore zniżki do pokojów zajmowanych przez pilota, przewodnika i kierowcę. Była więc okazja, aby do wycieczki dołączyć rodzinkę (żona i dwie moje córki – wtedy 14- i 10-letnie). Było fajnie - krajobrazy, jakieś nienajwyższe szczyty w Taurach i sąsiednich Alpach Kitzbühelskich, jeziorka koło Kaprun, mozartowski Salzburg i inne tego rodzaju atrakcje. To był przełom czerwca i lipca.

Obrazek

Obrazek

Natomiast nieco ponad miesiąc później w sierpniu w tym samym rodzinnym składzie wybraliśmy się na również autokarowo-pieszą wycieczkę po Rumunii, organizowaną przez pewnie znanego niektórym z Was Olka Dymka z Krakowa. I tu było fajnie, a najfajniejsze było to, że autokar rozkraczył się w najfajniejszym z możliwych miejsc, bo przy wjeździe od południa do Petroºani. Szczytem fajności było to, że rozkraczył się na aż trzy dni, tzn. tyle dni był naprawiany. Udało się więc zrobić dwie wcześniej niezaplanowane wycieczki – właśnie w Paring (większość uczestników wycieczki dotarła do Paringula Mare, nasza rodzinka – nie spiesząc się – do przełęczy między Cirją a Mindrą)...

Obrazek

Obrazek

... i w leżące na zachód od Petroºani góry Vilcan (wycieczka na Straję 1868 m i Virful Mutu 1737 m).

Obrazek
Obrazek

I gdzieś pod koniec tego rumuńskiego wyjazdu, w bardzo deszczowych wówczas Bucegach, moja pierworodna Ula z powagą w głosie wypowiedziała takie oto zdanie:

„Wiesz Tata, ale ta Rumunia jest lepsza i ładniejsza od Alp”

Oj, serducho mi wtedy urosło a przez plecy przeszło takie fajne mrowienie. I to jest właśnie to moje największe pedagogiczne osiągnięcie.

Awatar użytkownika
sparkus
Posty: 2460
Rejestracja: 2009-01-08, 19:21
Lokalizacja: Jurajska Kraina

Post autor: sparkus » 2013-01-13, 18:26

Cisy2 pisze: Niestety, przecięcie masywu wyasfaltowaną ostatnio Transalpiną DN 67 (transkarpacka droga krajowa z Sebeº do Novaèi, która jeszcze w 2009 r. była nieprzejezdną przez 6 miesięcy w roku wąską drogą gruntową) powoduje, że nad tymi naprawdę pięknymi górami zawisły czarne chmury
Nie spodziewałem się tego. O Transalpinę byłem spokojny, bo zawsze sądziłem, że wcześniej zaczną Rumuni poprawiać fatalny stan dróg, a dopiero w dalszej kolejności poniosą koszty związane z drogami o znaczeniu bardziej turystycznym Rzeczywiście to już ostatni dzwonek, aby zobaczyć Karpaty żyjące naturalnym rytmem jak przed wiekami. Już domyślam się i widzę jak przełęcz przy tej trasie zacznie się komercjalizować, podobnie jak obserwowałem to na przełęczy Vartop w Bihorze i przy trasie Transfogaraskiej.
Cisy2 pisze: takich, jak jeszcze dzisiaj, Karpat rumuńskich (ale również i ukraińskich) za pięć lat na pewno – jestem o tym przekonany – nie zastaniecie. Zamiast gontów na dachach tamtejszych chałup (lub strzech z trzciny lub słomy w Bihorze) zobaczycie dokładnie to samo co na dachach domków w podwrocławskich czy podwarszawskich osiedlach – to u podnóża gór.
Dokładnie taki proces można było dostrzec na wspomnianej powyżej przeze mnie przełęczy Vartop. Jeszcze kilka lat temu dominowały drewniane chałupy i zabudowania gospodarcze, a teraz rosną jeden za drugim kolorowe pensjonaty, hotele, parkingi, wyciągi a pasterskie obiekty już gdzieniegdzie w cieniu tych wielkomiejskich budowli.
Cisy2 pisze:żeby na koniec było nieco bardziej optymistycznie, to powiem, iż produkowane w Braszowie piwo „Ursus” na pewno jest daleko lepsze od wszelkich francuskich i włoskich wyrobów piwopodobnych.
Z całą pewnością, Ursus zasługuje na uznanie, ale ostatnio posmakowałem piwo Ciuc i teraz tylko za takim się rozglądam.

Cisy2, dzięki za rozwinięcie tematu Gór Parang, każda informacja jest interesująca i cenna. Po Twoich relacjach i fotkach narobiłem sobie ochoty na wypad w te góry, a chodzą mi po głowie od co najmniej 4 lat. :lol:
W górach jest niewiele, ale jest to co najlepsze.

Awatar użytkownika
Lidka K.
Posty: 5536
Rejestracja: 2011-03-09, 10:29
Lokalizacja: 555 km od Bies...
Kontakt:

Post autor: Lidka K. » 2013-01-14, 13:57

I gdzieś pod koniec tego rumuńskiego wyjazdu, w bardzo deszczowych wówczas Bucegach, moja pierworodna Ula z powagą w głosie wypowiedziała takie oto zdanie:

„Wiesz Tata, ale ta Rumunia jest lepsza i ładniejsza od Alp”

Oj, serducho mi wtedy urosło a przez plecy przeszło takie fajne mrowienie. I to jest właśnie to moje największe pedagogiczne osiągnięcie.
coś jest na rzeczy, 5 lat temu moje córy były dokładnie w takim samym wieku, na wczasy wywiało nas do Bułgarii (10 dni)na wyraźne ich żądanie ;-) W drodze powrotnej zahaczyliśmy Fogarasze i coś tam jeszcze (3 dni) , wtedy moja młodsza stwierdziła mniej więcej tak: mogliśmy te proporcje odwrócić, tu jest o wiele fajniej :-)
Też się wzruszyłam :-)
jest we mnie wiary okruszek....

Kefir1985
Posty: 86
Rejestracja: 2012-09-29, 15:54
Lokalizacja: z dołu do góry
Kontakt:

Post autor: Kefir1985 » 2013-01-19, 20:38

Rewelacja! Zastanawiam się właśnie nad wypadem we wrześniu, w planach miałem raczej zachód europy, ale tą relacją zabiliście mi klina.

Awatar użytkownika
Gryf
Posty: 1241
Rejestracja: 2009-05-25, 06:38
Lokalizacja: Wrocław
Kontakt:

Post autor: Gryf » 2013-01-20, 04:40

Cisy2 pisze:
Jak teraz wyglądają okolice przełęczy Urdele? Można zobaczyć to choćby na YouTubie – pocieszające jest to, że na filmach wyraźnie widać, iż przyroda nie da się tak łatwo pokonać. Na świeżutkim asfalcie widoczne są już ślady pierwszych wiosennych osuwisk skalnych:

http://www.youtube.com/watch?v=mXHoZcOIjbo
Kiedy byłem tam ostatnim razem, droga była szutrowa a zabudowania wiochy kończyły się niewiele po niżej granicy lasu. Sądzę, że z biegiem czasu domy wejdą aż na samą przełęcz.

w trakcie filmu (8.34) widać po drodze krzyż w okolicy, którego znajduje się kapliczka i źródło wody, więc przecinając asfalt z Paringu w Capacini warto odbić do tego źródła w celach uzupełnienia wody i higieny. ]

O wrku samolotu w Paringu słyszałem. W sprawie katastrofynajlepiej zapytać na rumuńskim forum karpackim.
Świniopas, łazęga, powsinoga, wałkoń i szaławiła.


"Lisy mają nory i ptaki powietrzne - gniazda, lecz Syn Człowieczy nie ma miejsca, gdzie by głowę mógł oprzeć" (Mt 8, 9-20)

(FFWK)

Awatar użytkownika
Cisy2
Posty: 733
Rejestracja: 2012-12-13, 00:10
Lokalizacja: Świebodzice

Post autor: Cisy2 » 2013-01-29, 02:39

Na forach rumuńskich (zarówno turystycznych, jak i lotniczych) jest bardzo, ale to bardzo ubogo, jeśli chodzi o katastrofę lotniczą w Paringu. Na carpati.org dałem linka do mojego wątku zamieszczonego w naszym polskim forum beskidzkim - po kilku godzinach rumuński admin go usunął (razem ze zrobioną przeze mnie w 1983 r. fotką, którą również wrzuciłem na rumuńskie forum; jakaś forma cenzury, czy co?).

Najwięcej o wraku z Paringu jest więc tu:

http://lotnictwo.net.pl/3-tematy_ogolne ... niowe.html

i tu:

http://www.beskidzkie.fora.pl/karpaty-z ... ,4920.html

Awatar użytkownika
Gryf
Posty: 1241
Rejestracja: 2009-05-25, 06:38
Lokalizacja: Wrocław
Kontakt:

Post autor: Gryf » 2013-01-30, 01:11

Jest pewna strona internetowa opisująca chyba wszystkie katastrofy lotnicze na świecie może tam byś zajrzał? Zapytam kumpla o adres.

W Pietroszani jest kapitalny targ gdzie można zaopatrzyć się w hałdy świeżych i prawdziwych warzyw i owoców. Jest tam też bar z kiełbaskami, który mam zaszczyt okupować kiedy tam zaglądam zawsze mam przyjemność "karmić prosiaka" w akompaniamencie rumuńskiego psychodelicznego folk-dysko! Totalny surrealizm. A Pietroszani to taka pogórnicza dziura, jako miejsce wypadowe w okoliczne pasma nadaje sie znakomicie ale żeby na czymś tam oko zawiesić, to odradzam, no chyba, że na Rumunkach.

Próbowałeś prześledzić na mapie trasę wycieczki Krygowskiego przez Paring? Chciałbym to kiedyś powtórzyć.
Świniopas, łazęga, powsinoga, wałkoń i szaławiła.


"Lisy mają nory i ptaki powietrzne - gniazda, lecz Syn Człowieczy nie ma miejsca, gdzie by głowę mógł oprzeć" (Mt 8, 9-20)

(FFWK)

Awatar użytkownika
Gryf
Posty: 1241
Rejestracja: 2009-05-25, 06:38
Lokalizacja: Wrocław
Kontakt:

Post autor: Gryf » 2013-01-30, 17:23

Cisy2 pisze:razem ze zrobioną przeze mnie w 1983 r. fotką
Byłeś w Paringu w 83 roku?

http://podroznik.com.pl/wpl/wp-content/ ... 15x300.jpg - ¦wietny przewodnik tym bardziej, że występuje w nim jakże cenna wskazówka w jaki sposób wydostać się z Baile Herculane na główny grzbiet gór Cernei.
Świniopas, łazęga, powsinoga, wałkoń i szaławiła.


"Lisy mają nory i ptaki powietrzne - gniazda, lecz Syn Człowieczy nie ma miejsca, gdzie by głowę mógł oprzeć" (Mt 8, 9-20)

(FFWK)

ODPOWIEDZ