Wokół Białej Góry

Moderatorzy: Asia M., Marcin K-G, sebastian.f

Awatar użytkownika
_Sokrates_
Posty: 636
Rejestracja: 2013-12-05, 22:03
Lokalizacja: Białystok

Wokół Białej Góry

Post autor: _Sokrates_ » 2016-07-19, 12:29

Z założenia miało być łatwo, miło, przyjemnie i widokowo tak więc miłośników ekstremy, biwaków pod Rysami, nawisów, uprzęży, lin i nagłych załamań pogody na grani z góry bardzo przepraszam.

Dojazd

Wyjazd z samego rana z Białegostoku. Potem Warszawa, Kraków, Katowice i przez Cieszyn do Czech.

Jest już noc i przydałoby się choć na chwilę kimnąć ale Czesi pomyśleli o wszystkim.
Zaczyna sobie człowiek drzemać a tu nagle JEB! JEB! JEB! JEB! Te ich pieprzone autostrady z łączonych płyt!

Potem bezpłciowe Niemcy i jesteśmy w Bazylei. Zza szyby miasto prezentuje się jako jedna, wielka fabryka.

Pierwsze poważniejsze widoki pojawiają się w okolicach Fryburga.

Lac de la Gruyere:

Obrazek

No i w końcu Jezioro Genewskie. Nie było czasu na postój i zdjęcia ale widoki zwalają z nóg. REWELACJA!

Dojeżdżamy do Martigny i zaczynamy piąć się w górę Route de la Forclaz.
Znów genialne widoki na okoliczne góry i płaską jak stół dolinę Rodanu.

Po chwili mijamy granicę szwajcarsko-francuską i przed oczami mamy już skalne iglice i lodowce masywu Mont Blanc.

Dojeżdżamy do hotelu w okolicy Plateau d'Assy i rozpoczynamy serię aktywności, która jak się okaże będzie powtarzała się już każdego kolejnego dnia: prysznic, kolacja, wino, więcej wina, piwo, lulu.

Wieczorem wiatr przegania chmury nad masywem i udaje nam się złapać widok na Białą Górę:

Obrazek

Czas spać!

Obrazek

Dzień 1 - Grand Col Ferret (2537 m n.p.m.)

Raniuśko jedziemy na włoską stronę do...

Obrazek

Tu łapiemy jakiegoś lokalnego busa by dostać się do Val Ferret.
Bus jest nabity na maksa ale zyskujemy dzięki niemu na wysokości i na odległości.

Otoczenie Val Ferret:

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Rozpoczynamy podejście. Szlak pnie się w górę dość łagodnie więc można cieszyć oczy widokami.

Obrazek

Po kilkudziesięciu minutach dochodzimy do Rifugio Elena (2062 m n.p.m.):

Obrazek

Na prawo od środka Mont Dolent (3820 m n.p.m.), w środku Glacier de Pre de Bar:

Obrazek

Otoczenie schroniska:

Obrazek

Glacier de Pre de Bar:

Obrazek

Val Ferret:

Obrazek

Po chwili przerwy ruszamy dalej.

Obrazek

Zakosy wśród trawników wyprowadzają nas na przełęcz.

Widoki miodzio:

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Po zasłużonym odpoczynku schodzimy na stronę szwajcarską.

Tu zdecydowanie więcej śniegu:

Obrazek

Na widoki jednak nadal nie narzekamy:

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Po kilkudziesięciu minutach dochodzimy do szwajcarskiego schroniska La Peule:

Obrazek

Obowiązkowe piwo. Tyle, że straciłem czujność i okazało mi się, że nalali mi jakieś pszeniczny syf.
Chciał, nie chciał trzeba było łyknąć tą zniewagę...

Obrazek

Potem już łagodnie w dół do szwajcarskiej... Val Ferret:

Obrazek

Wokół malownicza okolica z zadbanymi domami:

Obrazek

Na dobicie asfalt do La Fouly:

Obrazek

Dzień 2 - Tete aux Vents (2132 m n.p.m.)

Jedziemy do Tre Le Champ (1417 m n.p.m.) i stamtąd startujemy na szlak.
Od początku wrażenie robi masa ludzi widoczna na ścieżce. No ale nie ma co się dziwić - pogoda piękna.

Szlak od razu pnie się w górę a po wyjściu nad las pokazują się pierwsze konkretniejsze widoki:

Obrazek

Obrazek

W końcu pojawia się też Biała Góra!

Igły Chamonix, Mont Blanc du Tacul, Aiguille du Midi, Mont Maudit, Mont Blanc i Dome du Gouter:

Obrazek

Dochodzimy do skalnej turniczki na której szczycie wisi taśma do highline'u.
Wspina się jakiś zespół...

Obrazek

Zaczyna się seria drabinek więc trzeba trochę podziałać rękoma.

Widoki wokół wciąż przyjemne:

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W końcu docieram do Tete aux Vents. Tu robię przerwę i odpuszczam podejście do Refugio Lec Blanc.

W oddali Le Brevent:

Obrazek

Mont Blanc du Tacul, Aiguille du Midi, Mont Maudit, Mont Blanc i Dome du Gouter:

Obrazek

Igły Chamonix:

Obrazek

No i cała reszta:

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Teraz już tylko w dół w kierunku La Flegere. Ale z taki widokami nawet na zejście asfaltem bym pewnie nie narzekał.

Chamonix i jego otoczenie:

Obrazek

Obrazek

cdn
Wiem, że nic nie wiem.

Awatar użytkownika
Satan
Posty: 5606
Rejestracja: 2009-02-22, 20:22
Lokalizacja: Gdańsk/Beskid Płaski

Post autor: Satan » 2016-07-19, 20:22

Ładnie tam, ładnie, nie ma co kłamać :mrgreen:

Napisz coś więcej o wyjeździe...co, gdzie ,kiedy i...z kim :mrgreen:
For God Your Soul... For Me Your Flesh

Dark Side of N.P.M.

Awatar użytkownika
_Sokrates_
Posty: 636
Rejestracja: 2013-12-05, 22:03
Lokalizacja: Białystok

Post autor: _Sokrates_ » 2016-07-20, 07:39

Dzień 3 - Sous le Rocher des Miots (1695 m n.p.m.)

Trzeci dzień z rzędu ładnej pogody więc ekipa wybiera się kolejką na Aiguille du Midi.
Ja staję okoniem i postanawiam spenetrować masyw znajdujący się na północ od hotelu.

Wynajduję nawet potencjalny cel - Tete du Colloney (2692 m n.p.m.).

Szlak zaczyna się zaraz za parkingiem. Najpierw szutrówka trawersująca zbocze, potem odbicie w prawo na ścieżkę w lesie.
No i zaczyna się zabawa.

Po wyjściu z lasu zakosy po trawnikach wyprowadzają coraz wyżej.

Otwierają się nawet jakieś widoki:

Obrazek

Klimat znany z Czerwonych Wierchów:

Obrazek

Obrazek

Podczas podejścia trawnikami co jakiś czas słyszę owcze dzwonki - rozglądam się wokół ale owiec ani widu ani słychu (właściwie to słychu jest co jakiś czas).

Dochodzę do trawersu pod skałami i zarządzam przerwę.

Obrazek

No i w końcu widzę owce.
Cały kierdel sunie w górę ścieżką. Moją ścieżką!

No tak. Pewnie śniegi wyżej puściły i przeganiają owce na pastwiska w okolicach Chalets de Plate.

I w tym właśnie momencie wpieprzam się w jedną z najgłupszych sytuacji w górach w swojej karierze...

Jako, że wyżej ścieżka nie rokuje szans na minięcie się ze stadem postanawiam przeczekać chwilę aż owce mnie miną.
Ta "chwila" rozciągnęła się tak, że całą moją wycieczkę szlak trafił. Człowiek stary a nadal głupi!

Najpierw czekałem aż owce dojdą w miejsce, które naiwnie wybrałem sobie na mijankę.
A owce jak to owce: wa kroki w górę, żarcie trawy, dwa kroki w górę, kupa, dwa kroki w górę, żarcie trawy...

W końcu doszły do miejsca gdzie czekałem. Z lewej skała, z prawej trawnik.
Poganiacz prosi mnie abym usiadł na skraju trawnika.

Owce szły, spojrzały na mnie, stanęły i teraz ani kroku ani w przód ani w tył.
Na nic zachęty, na nic pokrzykiwania. Patrzą na mnie i stoją.

W końcu dogadujemy się z poganiaczem, że pójdę wyżej ścieżką i ogarnę jakieś miejsce gdzie nie będę widoczny.
Nie pomaga. Stoją dalej i ani rusz.

Zachciało mi się kurna mijanki!
Sytuację ratują poganiacze idący z tyłu, którzy przeganiają przez trawniki część owiec z tyłu stada. Te nie zdążyły mnie wcześniej zauważyć więc dostawszy się na ścieżkę idą do przodu a reszta ciągnie za nimi.

Cała ta porąbana sytuacja trwa godzinę albo i półtorej.
Czas stracony, ścieżka osrana.

Postanawiam, że mam już to wszystko w dupie i wracam na dół.

Miejsce wycofu:

Obrazek

Masyw Mont Blanc na osłodę:

Obrazek

Dzień 4 - W dupie byłeś i łajno widziałeś

Prognoza mówiła o trzech dniach deszczu ale spróbować trzeba było...

Zaczęło lać zanim jeszcze wsiedliśmy do Tramwaju MB.
Przez cała drogę w okolice Bellevue też lało.

Wysiadamy. Leje.

Plan był taki aby przejść pod lodowcem de Bionnassay do les Contamines-Montjoie zahaczając po drodze o Mont Vorassay.
Taki był plan gdy się siedziało w suchym mieszkaniu oglądając mapę.
Teraz ten plan mam już w głębokim poważaniu.

Dochodzę tylko do mostku przerzuconego nas spienioną rzeką wypływającą z lodowca i wracam.
Zimno, mokro, nic nie widać.

Aparat tego dnia mógł odpocząć. Dzień bez historii.

Dzień 5 - Col de Balme (2191 m n.p.m.)

Jedziemy na Col de la Forclaz (1526 m n.p.m.). Prognoza oczywiście fatalna ale nie ma opcji na siedzenie w hotelu.

Zaraz po wyjściu na szlak pokazuje się nasz cel:

Obrazek

Trawersujemy zbocze i dochodzimy do jakiegoś małego schroniska.
Przez mostek na potoku zmieniamy stronę doliny i obniżamy się w kierunku le Peuty.
Trochę to wszystko bez sensu bo tracimy wysokość no ale cóż począć...

Gdy jesteśmy na dnie doliny na chwilę przecierają się chmury:

Obrazek

I to by było na tyle widoków tego dnia.

Za chwilę zaczyna padać deszcz a po następnej chwili grad.
Znajdujemy jakąś wiatę i zastanawiamy się co dalej.
Schodzić w dół na autobus czy cisnąć w górę w ulewie?

Stanęło na tym drugim...

No to ciśniemy. Najpierw łąki, potem przekraczamy wezbrany potok.
Teraz zakosy w lesie. Jestem już cały mokry ale idzie się zadziwiająco dobrze.
Zakos, zakos, zakos i tak w kółko.

W końcu wychodzę na trawniki powyżej lasu.
Przestaje padać deszcz. Zaczyna padać śnieg.

Wiem, że na przełęczy jest schronisko więc idę z nadzieją, że tam się ogrzeję.
Kolejny zakos i tabliczka - 30 minut na przełęcz.

Człapię powoli w tym cholernym śniegu i w końcu jestem na miejscu.
Po drodze były nawet jakieś widoki ale tak piździło, że nie chciało się nawet wyciągać aparatu z plecaka.

Schronisko klimatyczne. ¦mierdzące i wilgotne.
Szefuje stara babcia zabijająca wzrokiem każdego gościa.
Nie rozumie po angielsku ale w końcu udaje mi się wyciągnąć od niej jakieś ciepłe piwo.

O ogrzaniu się nie ma mowy - piecyk ledwo zipie a ludzi masa.

Jak sobie pomyślę, że znów muszę wyjść na ten ziąb na zewnątrz to wstrząsają mną dreszcze.
W końcu zbieram się w sobie i schodzimy na dół.

Nie ma już deszczu, nie ma już gradu, nie ma już śniegu.
Jest za to błoto. Masa błota!

Schodzimy do le Tour z myślą o tym, że jutro ma wrócić lampa!

cdn
Wiem, że nic nie wiem.

Awatar użytkownika
Lidka K.
Posty: 5596
Rejestracja: 2011-03-09, 10:29
Lokalizacja: 555 km od Bies...
Kontakt:

Post autor: Lidka K. » 2016-07-20, 13:57

no no no, ciekawie bezkomiksowo się zapowiada ;-)
a błoto najlepsze bieszczadzkie, i tańsze :mrgreen:
jest we mnie wiary okruszek....

Awatar użytkownika
_Sokrates_
Posty: 636
Rejestracja: 2013-12-05, 22:03
Lokalizacja: Białystok

Post autor: _Sokrates_ » 2016-07-20, 22:19

Dzień 6 - Planpraz (1995 m n.p.m.)

Korzystamy z kolejki i wjeżdżamy na le Flegere. W planach kolejny lajtowy dzień z widokami na masyw Mont Blanc.

Zaraz po wyjściu z kolejki od razu atakują nas ośnieżone szczyty:

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Igły Chamonix:

Obrazek

Aiguille de Midi, Mont Maudit i Mont Blanc:

Obrazek

Chamonix w chmurach:

Obrazek

Aparaty przestają w końcu pstrykać i można ruszyć w drogę.
Szlak to łatwy trawers w kierunku południowo-zachodnim.

Mont Blanc i Glacier des Bossons:

Obrazek

Za to patrząc w drugą stronę:

Obrazek

Obrazek

Otoczenie Chamonix:

Obrazek

Podniebne harce:

Obrazek

Obrazek

Gdzieś stamtąd przyszliśmy:

Obrazek

Z okolic Planpraz:

Obrazek

Obrazek

Kolejka na le Brevent:

Obrazek

Dochodzimy na (do?) Planpraz, bierzemy browara i rozsiadamy się przy stoliku z widokiem na masyw Białej Góry.

W środku Dent du Crocodile i Aiguille du Plan:

Obrazek

Aiguille de la Republique, Les Grands Charmoz, Aiguille de Grepon, Aiguille de Blaitiere i w cholerę inny Igieł:

Obrazek

Mont Blanc de Tacul i Mont Maudt:

Obrazek

Mont Blanc i Dome du Gouter:

Obrazek

Aiguille de Midi:

Obrazek

Siedzimy tak sobie chyba z dwie godziny oglądając wszystkie szczyty piętrzące się wokół.

Potem szybki zjazd w dół i spacer po Chamonix:

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

No i czas wracać...

Podsumowując:
1. Przez tydzień wypiłem więcej wina niż przez całe swoje wcześniejsze życie.
2. Francuzi mają paskudne piwa.

Obrazek
Wiem, że nic nie wiem.

Awatar użytkownika
krzyś
Posty: 614
Rejestracja: 2013-10-28, 12:51
Lokalizacja: Katowice

Post autor: krzyś » 2016-07-21, 18:08

_Sokrates_ pisze:Przez tydzień wypiłem więcej wina niż przez całe swoje wcześniejsze życie
Też tak mam we Francji :roll:
_Sokrates_ pisze:Francuzi mają paskudne piwa
... dlatego lubią tyskie :-P

Awatar użytkownika
rajli
Posty: 2226
Rejestracja: 2010-06-04, 17:37
Lokalizacja: Pr Teschinensis

Post autor: rajli » 2016-07-26, 15:33

_Sokrates_ pisze:przez Cieszyn
Zaczęło się obiecująco :mrgreen: potem było już tylko... lepiej. ¦wietna impreza. Tyle w temacie.

Awatar użytkownika
sparkus
Posty: 2464
Rejestracja: 2009-01-08, 19:21
Lokalizacja: Jurajska Kraina

Post autor: sparkus » 2016-07-27, 05:48

_Sokrates_ pisze:W końcu pojawia się też Biała Góra!
Wydaje się taka niska. ;-)

Wiem, aż za dobrze, że jakby się człowiek nie starał, to wysokie szczyty tak na zdjęciach wychodzą.
Trudno to przedstawić, gdy nie widać całego szerokiego planu i nie czuje się trudu ( z pozycji wygodnego fotela) potrzebnego na pokonanie trasy i wysokości. A jest co oglądać, bo wokół Góry bogactwo górskiego krajobrazu i nawet sama obecność w jej pobliżu może niezmiernie ucieszyć, bo krajobraz urzekający - jak widać na wszystkich ujęciach. Piękny i treściwy wypad, mimo kapryśnej pogody.
W górach jest niewiele, ale jest to co najlepsze.

Leuthen

Post autor: Leuthen » 2016-07-27, 06:22

_Sokrates_ pisze:Zaczyna sobie człowiek drzemać a tu nagle JEB! JEB! JEB! JEB! Te ich pieprzone autostrady z łączonych płyt!
Płytowe autostrady to był np. standard w Niemczech w latach 30. XX w. Gdzieniegdzie ostały się do dziś - np. w Polsce na A18 między Bolesławcem a granicą. Takie płytówki są znacznie trwalsze niż nawierzchnia asfaltowa.
Lidka K. pisze:a błoto najlepsze bieszczadzkie, i tańsze :mrgreen:
błoto konserwuje :-D

Awatar użytkownika
rambi
Posty: 1284
Rejestracja: 2009-05-24, 17:39
Lokalizacja: Wrocław

Post autor: rambi » 2017-01-24, 19:42

Czytanie z okazji szukania relacji z poprzedniego roku daje satysfakcję. Zwłaszcza jak czytam takie relacje :-) Szkoda, że tak późno ale lepiej późno niż wcale. Mam sentyment do okolic, w których byłeś bo jak byłem piękny i młody to razem z moim Ojcem i żoną zwiedziliśmy te tereny tak na bardzo szybko. I Chamonix zrobiło na mnie wtedy wielkie wrażenie. Nie łaziłem jeszcze wtedy po górach, tak jak teraz, ale miejsce było dla mnie magiczne a otaczające je góry kładły mnie na łopatki :-) Poczytałem Twoje przygody i chcę tam wrócić, teraz zwiedzić na inny sposób :-) Dzięki Sokratesie!
Pasjami brukuj drogę swojego życia..

ODPOWIEDZ