Szwajcarskie Prealpy i Alpy

Moderatorzy: Asia M., Marcin K-G, sebastian.f

kulczyk1
Posty: 1727
Rejestracja: 2013-08-22, 21:29
Lokalizacja: Roztocze Południowe

Szwajcarskie Prealpy i Alpy

Post autor: kulczyk1 » 2014-12-05, 21:03

Zacząć powinienem od tego , że od kilku lat w Szwajcarii pracuje mój siostrzeniec - Grzegorz, którego zabierałem z sobą w Bieszczady i Beskid Niski. Jakos udało mu sie zaszczepić zamiłowanie do gór i w nowym miejscu zamieszkania nie poprzestał tylko na odkładaniu CHF ale chodzi i wspina sie w Alpach.
Ostrzegam , że w relacji tej nie będzie żadnych spektakularnych wspinaczek dlatego niezainteresowani nich nie marnuja czasu i oczu :-)
Wyjazd ten rodził się od ok. trzech lat ale jak to bywa brakowało czasu , kasy i chyba odwagi. Aż na pewnych weselnych poprawinach będąc w stanie lekko wskazującym zadeklarowałem Grzesiowi „pewnie - jadę a co mi tam”. Rano już głupio było się wycofać więc szukanie lotu powrotnego, zakup zaopatrzenia , szukanie przewodnika i map (zakończonych połowicznym sukcesem – przewodniki bardzo przeciętne) no i jadziem. Żeby nie było normalnie do Zgorzelca jedziemy jak króle a schody zaczynaja się w Niemczech – w korkach tkwimy 3 h. No ale po 17 h jazdy jesteśmy w kraju Milki , czasomierzy i rozwiniętej bankowości (dla Polaków głownie hipotecznej :-D ).
Następnego dnia wypad na pierwszą z nich Rigi Kulm tak to cudo się nazywa. Po dłuższym błądzeniu samochodem (nawet navi zaczęła tracić cierpliwość do mnie) startuję. Szlak a raczej szlaki oznakowane na czerwono wybieram zgodnie z wskazówkami bywalca ten po lewej i naprzód. Mijam pastwisko z rogacizną jakąś niby bacówkę i dochodzę do drabinoschodów jest ich mnóstwo a moje kolana aż jęczą z zachwytu. W przewodniku było napisane , że jeszcze w XIX wieku zdobyła tą górę królowa Wiktoria , do której w tym momencie mój szacunek znacznie wzrasta. Traci go gdy się okaże , że wniesiono ja w lektyce z drugiej strony przyjemną dróżką. Ja dochodzę do tarasu widokowego gdzie szlak się miło wypłaszcza i spotykam pierwszych ludzi. Jeszcze godzinka łagodnego podejścia i jestem na szczycie. Radość zdobywcy gasi nieco świadomość , że wśród zdobywców znajdują się dwa pociągi na zębatce , trzy wycieczki Azjatów , 10 krów , trzech rowerzystów i mała ciężarówka Steyer. Pogoda mało fotograficzna więc pokręciwszy się trochę po okolicznych górkach schodzę drugim szlakiem ( dużo przyjemniejszym)i wracam nie bez problemów do bazy.

Pierwszy przedstawiciel miejscowej fauny-niekoniecznie alpejskiej

Obrazek

Taras z widokiem na Pilatus i Jezioro Czterechkantonów

Obrazek

Stacja kolejowa na szczycie

Obrazek



Kolejny dzień leje od świtu jade więc do Luzern obejrzeć Verkehrshaus czyli Muzeum Transportu. Rzecz jest duża i warta polecenia. Mnie osobiście urzekło jeżdżące po placu miedzy budynkami Pendolino na miarę naszych możliwości.

Obrazek

Mimo delikatnie mówiąc średniej pogody kolejny dzień kolejny szczyt. Ma to być Grosse Mythen. Do towarzystwa dostaje trzy młode damy i ruszamy. Morale spadają gdy powożąca furmanką dama próbuje zepchnąć na pobocze ciężarówkę , ta się nie daje , blacharka nieco ucierpiała i Passacik nie wyglada już jak nowy. Przyjeżdża miejscowa policja i jak na Szwajcara przystało niesłychanie miły funkcjonariusz imieniem Bruno stwierdza , że kara ogólnie wyniesie ok. 1000 CHF!!!!. Jeden plus to to , że moje wyuczone na wojennych filmach „nicht schissen bitte”nie przydaje się. Kolega Bruna jednak spisał mnie – kurde trzeci dzień w tym kraju a ja już jestem notowany. Po krótkiej naradzie zmiana kierowcy (jedź ty -nie ty, itd.) ruszamy pod wspomniana górę. Początek tradycyjny las , łąka – jedyna atrakcja to omijanie tego co z krowy wypada po przeżuciu trawy. Dochodzimy do twardego podłoża – chwila zadumy nad ostrzeżeniem , że wchodzi się na własną odpowiedzialność i naprzód. Szlak trawersuje zbocze a ubezpieczony jest az do przesady. Po około godzince jesteśmy na wierchu- tam małe schronisko , krzyż , lawy i ławeczki oraz zerowa widoczność. Na okno pogodowe nie ma szans.

Obrazek

Obrazek

Cała ekipa

Obrazek

Wieszczki sępiące papu

Obrazek

Jako , że idzie nam dobrze kolejnego ranka ruszamy na Pilatusa. Nazwa zdaje sie znajoma a to ze wzgledu na legendę , że zmarł tu Poncjusz Piłat.Skład to dwie młode damy i ja. Dojazd (bez żadnych dodatkowych atrakcji), parkowanie i w droge – pogoda igła. Dajemy z lacza dwie godziny lasem nad nami w gondolkach zdziwione twarze górskich turystów z Azji.Po wyjściu z lasu czas na uszczuplenie zapasów jadła i napiwku i czas ruszać dalej a pogoda lekko klęka. Nieco drapania się na trzech a nawet czterech kończynach (mogliby przerzucić troche łańcucha z Mythena), trochę piarżyska i jesteśmy w chmurach, kolejna godzinka – szczyt.
Na szczycie wszystko co w Szwajcarii mozna spotkac czyli dwa hotele, dźwig żuraw budujacy kolejny , stacja kolejek, bunkry i inne instalacje wojskowe, restauracje i pół Azji.

Klimsenhornkapelle



Obrazek

Widoki z podejścia



Obrazek

Obrazek

Szczyt


Obrazek


Obrazek

Schodzimy innym szlakiem nieco łagodniejszym ale cały czas w chmurach i mgle.

Pogoda w górach beznadziejna wiec ruszamy w objazdówkę.Żadnych gór tylko kultura i architektura. Zaczynamy od Rheifall szwajcarsko- niemieckiej Niagary. Grześ pstryka fotkę trzem młodym Słowakom oni nam przy okazji okazując się Czechami. Następne w kolei jest Schaffhausen . Zwiedzamy zamek Munot – taka rotundowatą twierdzę, stare miasto.
Przemieszczamy sie do Stein am Rhein – żelazny punkt wycieczek. Kolejny na liście zamek Kyburg. Sam go wyczaiłem w przewodniku „wyniosły zamek -największy w Szwajcarii”no to jak nie pojechać. Kluczymy z godzinę , nawigacja głupieje w końcu jest. Nie ma co się rozpisywać architektura tego kraju dupy nie urywa. Pottocy czy Lubomirscy mieli lepsze i większe pałacyki myśliwskie niż tutejsza arystokracja rezydencje. Z drugiej strony żaden Szwajcar naszego oscypka to by pewnie do ust nie wziął. Każdy może czymś się pochwalić.

Reinfall

Obrazek

Pozdrowienia dla wszystkich fanów Iron Maiden z zamku Kyburg.

Obrazek

Po wieczornym przegladnięciu róznorakich prognoz o 5.00 rano ruszamy w czwórke do Zermatt . W Tasch parkujemy furmankę i juz pociagiem przemieszczamy sie do bezsamochodowego Zermatt. Tam pogoda zaczyna się klarować więc włączamy wyższa przerzutkę i szybkim marszem dajemy na Gronergrat. Po minięciu granicy lasu zaczynam sie zachowywac jak dziecko po wymarzonym prezencie na Mikołaja.

Obrazek

Obrazek

W końcu dla takich widoków tu przyjechałem . Pogoda sie ustabilizowała , na niebie różne rodzaje chmur a my zadowoleni lukamy na Monte Rosa , Kastora ,Polluksa , Breithorn i oczywiście towarzyszacego nam przez cały dzień Matta.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Kopczyk troche jak na Babiej

Obrazek

Grześ pokazuje wszystkim zainteresowanym (i nie tylko) gdzie był kilka tygodni wcześniej.

Obrazek

Widok ze szczytu

Obrazek

Obrazek

Cała ekipa

Obrazek

Ci którzy pierwszy raz w zyciu przekroczyli 3 tys.

Obrazek

Piszący tą relację z aureolą chmury soczewkowej

Obrazek

Po zejściu z gór przechadzka po miejscowych Krupówkach.

Obrazek

Juz w Zermatt zaczyna wieczorem kropić który z czasem przeradza sie w ulewę , jadąc przez pass-y czyli tutejsze serpentyny daje to wiecej adrenaliny niz nasza całodzienna wędrówka po górach.
Zostały jeszcze dwa wyjścia w góry Szwajcarii ale to nastepnym razem.

Awatar użytkownika
Taja
Posty: 1567
Rejestracja: 2009-10-30, 23:12
Lokalizacja: Poznań

Post autor: Taja » 2014-12-05, 21:12

Kurka rurka ależ tam pięknie! Rodzaje chmur niesamowite :-D
"podróżowanie - nawlekanie koralików geografii na nitkę życia" A. Stasiuk

kulczyk1
Posty: 1727
Rejestracja: 2013-08-22, 21:29
Lokalizacja: Roztocze Południowe

Post autor: kulczyk1 » 2014-12-05, 21:20

Wiesz Taja tu zadecydowała stara zasada jak sie zignoruje beznadziejne prognozy meteo to widoki są zaje... :-D

Awatar użytkownika
sosikhehe
Posty: 232
Rejestracja: 2014-09-24, 22:14
Lokalizacja: Tyskie (Ślunsk)

Post autor: sosikhehe » 2014-12-07, 15:57

kulczyk1 pisze:Ostrzegam , że w relacji tej nie będzie żadnych spektakularnych wspinaczek dlatego niezainteresowani nich nie marnuja czasu i oczu
Widoki z dolin też dają rade :->
W sumie alpaka ma w nazwie "alp" także trochę pasuje :-o
Zgadzam się z Taja świetne chmury się trafiły
My body lie but still I roam

kulczyk1
Posty: 1727
Rejestracja: 2013-08-22, 21:29
Lokalizacja: Roztocze Południowe

Post autor: kulczyk1 » 2014-12-09, 16:55

Czas na dokończenie tych moich szwajcarskich wypocin.
Kolejne dwa dni to spogladanie przez okno na lejacy deszcz , obserwacja wszystkich mozliwych prognoz czyli totalne nic nierobienie.
Po wieczornej naradzie Gregor wiezie mnie na wschód słońca na Rigi.
Ruszam ciemnym świtem z Weggis.. I znowu pastwisko, bacówka , krowy – o mało nie dostaję zawału widząc ślepia błyszczące w świetle czołówki. Aluminiowe schody i nieoczekiwanie szybko jestem na tarasie. Jako ,że jestem mocno w czasie ide z nogi na nogę , wypijam herbatę w ogóle pełne lenistwo. Na szczycie jestem jednak drugi ,wyprzedził mnie facio wyglądający na miejscowego kolejarza.
Potem dochodzi jeszcze kilka osób i szkolna wycieczka . Wschód jest przeciętny – wrażenie robią mgły nad okolicznymi ...see czyli jeziorami. Północny wiatr dmucha dość mocno a ja pierwszy raz w tym kraju bez kurtały (prognozy zapowiadały niemalże upał). Lecz by pokazać kto jest twardy z szczytu schodze ostatni.

Podswietlone szczyty nad Engelbergiem

Obrazek

Mgły nad J. Czterechkantonów a po prawej Pilatus

Obrazek

Słońce wschodzi nad Alpami Glarneńskimi

Obrazek

Na wierzchołku

Obrazek

W drodze na Rotstock - mgła zaczyna podnosic sie z jezior.

Obrazek

W wyścigu o zdjęcie porannych szczytów nad Engelbergiem przegrywam z niskimi chmurami i jak moja ulubiona królowa brytyjska zadaję szlakiem do Goldau. Droga lekka , łatwa i przyjemna utrudnienia to asfalt , słońce i męska część rodziny Milki. Patrzyli tak trochę byczo , że oddaliłem się po angielsku .Po drodze kilka niekiepskich wodospadów , czarnoskórzy Szwajcarzy pracujący na torach kolejki i zachecające widoki na Wildspitz. Masyw spory , szczyt skalisty aż się prosi by poleżeć na nagrzanym kamieniu.

Dokładnie w centrum kadru Grosser Mythen

Obrazek


Widok na Wildspitz

Obrazek

Mijam wdzięczący się do mnie banhof oferujący szybki powrót do domu znajduję szlakowskaz i jazda w górę. ¦cieżka prowadzi przez las w miłym cieniu , po bokach leżą wantule obrośnięte bluszczem – no sielanka. Ale jak kazda się kończy i apiat pastwiska , krowy , kupy i, chwilami asfalt. Pod szczytem spotykam ciężarówke i gości z kosiarkami. Skały widoczne z dołu są pod urwiskiem graniowym a ja dale łąką , lasem .Dodatkowo pogoda przeciętna i widoki takoż. Na szczycie schronisko z gromada rowerzystów , będąc już z letka w nerwie zapodaję na Zugerberg. W tym miejscu kilka słów o szwajcarskich szlakach. Vanderwerg ponoć prowadzi przez każda miejscowość tego kraju. Krzyżówki szlaku zasadniczo są przy banhofach. Idea jest niezła ale samo prowadzenie szlaku w terenie to makabra. Vanderweg-meister był albo na bani albo to jakiś złośliwy typ. Szlak ma prowadzić przez miejsca ciekawe lub widokowe a tu często jest prowadzony bez ładu i składu. Przejście z Goldau do Zug jest tego najlepszym przykładem. Tak więc daję dalej co chwila przeklinając pod nosem owego szlakarza a on na złość prowadzi mnie to po jakiś błotach to po krzaczyskach. Wreszcie skonany dochodzę do Zugerbergu. Na niej jak to na górze przy mieście kolejka zębatka. Mam taką teorię , że w tym kraju jak miasto nie ma własnej kolejki to zabierają mu prawa miejskie . Olewam szlak , ide na czuja i jest ok dopóki te cholerne żółte znaki znów mnie nie skusiły. Wiadomo łąka , krowy , błoto a ja się gubię. Po godzinie dochodzę do Zug , Grześ mnie odbiera i do chałupy.

Przez nastepne dwa dni zwiedzam Luzern i Zurich oraz zapoznaje sie blizej z transportem publicznym w Szwajcarii (naprawde jest czego pozazdroscić)
W ostatni dzień jedziemy z kierownikiem do Grindelwaldu.
Parkujemy auto i z braku czasu do granicy lasu przemieszczamy sie gondolką. Czuwajacy tam pracownik tłumaczy nam , że wysiedliśmy za wcześnie ale udaje sie nam go uspokoić :-) i dalej ruszamy z buta. Pierwszy widok jak z reklamówki

Obrazek

Niespiesznie udajemy sie na nasz główny cel czyli Mannlichen. Pogoda jakby chciała wynagrodzic te wszystkie deszczowe dni.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Szczęśliwi "zdobywcy"

Obrazek

Wybitnie spacerowym przechodzimy na przełęcz Kleine Scheidegg. Tu juz przewalają sie tłumy.

Grzes pokazuje Eigera gdzie ma wyjść na niespełna tydzień - żeby nie czuł sie zbyt pewnie słychac schodząca z Jungfrau lawinę.

Obrazek

Ciężko uwierzyć patrząc na tą ściane , ż Herr Ueli włazi tam w niespełna trzy godziny. Nam tyle czasu zeszło z zejściem do parkingu :-D .
Podsumowując swój pierwszy pobyt w tym kraju:
a/góry przepiekne
b/ludzie mili i uprzejmi- niekiedy do przesady
c/transport publiczny wzorowy
d/doskonałe sery
Z minusów to głównie pogoda - koniecznie cos powinni w tym kierunku zrobić :-)
Dziekuje za uwage i pozdrawiam.

Awatar użytkownika
Lidka K.
Posty: 5596
Rejestracja: 2011-03-09, 10:29
Lokalizacja: 555 km od Bies...
Kontakt:

Post autor: Lidka K. » 2014-12-09, 21:27

kulczyk1 pisze:spogladanie przez okno na lejacy deszcz , obserwacja wszystkich mozliwych prognoz czyli totalne nic nierobienie.
to się nazywa aklimatyzacja :mrgreen:
kulczyk1 pisze:Podsumowując swój pierwszy pobyt w tym kraju:
znakiem tego nie ostatni :-)
jest we mnie wiary okruszek....

kulczyk1
Posty: 1727
Rejestracja: 2013-08-22, 21:29
Lokalizacja: Roztocze Południowe

Post autor: kulczyk1 » 2014-12-10, 22:34

Lidka K. pisze:
kulczyk1 pisze:spogladanie przez okno na lejacy deszcz , obserwacja wszystkich mozliwych prognoz czyli totalne nic nierobienie.
to się nazywa aklimatyzacja :mrgreen:
kulczyk1 pisze:Podsumowując swój pierwszy pobyt w tym kraju:
znakiem tego nie ostatni :-)
Na 100% nie ostatni ale ostatni z kwaterą. W przyszłym roku jade z namotem i już dzisiaj szukam chętnych. Samemu w obcojęzyczym kraju porusza sie kiepsko..

PolakWalpach
Posty: 4
Rejestracja: 2015-10-26, 21:08
Lokalizacja: Lubaczów

Post autor: PolakWalpach » 2015-12-27, 17:01

Zaproszenie publiczne!!!;)

Zapraszam Pana Kulczyk jeden ;-) na kolejna przygodę w Szwajcarskich Alpach, gwarantuje zdobycia 4tysięcznik,a jeśli to będzie początek czerwca to sponsoruję bilet na koncert RED HOT CHILI PEPPERS!!!
Czekam na publiczne potwierdzenia zaproszenia :->
Pozdrawiam
g

ps. dokupiłem czekan raki i kawałek liny, aby to jakoś wyglądało ;-)

kulczyk1
Posty: 1727
Rejestracja: 2013-08-22, 21:29
Lokalizacja: Roztocze Południowe

Post autor: kulczyk1 » 2015-12-27, 21:15

Prowokuj , prowokuj a się doczekasz :mrgreen:
Ten koncert to w Interlaken?
Lina i raki zbędne jeszcze sie o nie potknę.

PolakWalpach
Posty: 4
Rejestracja: 2015-10-26, 21:08
Lokalizacja: Lubaczów

Post autor: PolakWalpach » 2015-12-27, 21:58

tak w Interlaken to festival może cos jeszcze Ci się spodoba. http://www.greenfieldfestival.ch/index.php?id=83 Ale zapraszam też na narty. Nie prowokuje tylko zapraszam ;-)
Pozdrawiam
ps. sa takie 4tysieczniki jak Tarnica tylko większe dziury trzeba omijać :lol:

kulczyk1
Posty: 1727
Rejestracja: 2013-08-22, 21:29
Lokalizacja: Roztocze Południowe

Post autor: kulczyk1 » 2015-12-27, 22:02

PolakWalpach pisze: ps. sa takie 4tysieczniki jak Tarnica tylko większe dziury trzeba omijać
A u nas wszystkie większe dziury progi przeciwwrozyjne przykryły. :mrgreen:

ODPOWIEDZ