Dwa dni w Alpach Julijskich.

Moderatorzy: Asia M., Marcin K-G, sebastian.f

Ketjow
Posty: 44
Rejestracja: 2011-04-01, 21:09
Lokalizacja: Thorn

Dwa dni w Alpach Julijskich.

Post autor: Ketjow » 2011-09-03, 22:22

Siedziałem sobie wygodnie w autobusie, który mozolnie wspinał się na przełęcz Vrśić gdy w oddali w promieniach wschodzącego słońca ujrzałem schronisko, które było pierwszym celem mojego etapu w wejściu na wymarzony szczyt. Przeszedł przez moje ciało taki lekki dreszczyk emocji jaki pewnie wielu górołazów odczuwa przed nadchodzącą przygodą.
Tak się jakoś składało że od 3 lat udawało mi się pochodzić po Julijkach. W poprzednich latach był to Triglav potem Prisojnik, a teraz przyszła kolej na Jalovec.
Po raz pierwszy od wielu lat zdarzyło mi się wybrać na samotne wyjście w tak wysokie góry.
Pogoda, która była przewidywana na ten tydzień była wymarzona na pobyt nad morzem, a nie wyprawę w góry ale był "mus" który jak zawsze ciągnął mnie w nieznane.
Niestety tak tak "dobra" pogoda była tym razem moim przeciwnikiem niż sprzymierzeńcem. Palące słońce w 40 stopniowym upale było przyczyną odwodnienia mojego organizmu i zamiast dojść do schroniska Zavetlisce pod Spickom w 4 godz ja tam przybyłem po 6 godz. i to w dodatku kompletnie wyczerpany.
Na dalszą wspinaczkę nie miałem ochoty ani grama siły. Postanowiłem tu przenocować a w międzyczasie zregenerować nadwątlone zdrowie. Nie wchodząc w szczegóły pobyt z grupą Słoweńców na popołudniowo/wieczornym biesiadowaniu był bardzo sympatycznym doświadczeniem.
Po noclegu i wczesnej pobudce o godzinie 9.23 stanąłem na szczycie. Dojście na szczyt nie było jakoś szczególnie wyczerpujące ani też trudne technicznie dlatego odmiennie od wszystkich, którzy schodzili tą samą drogą, którą wchodzili ja postanowiłem sprawdzić północno zachodnie ściany Jalovca, a następnie przez via ferratę Golićicy obejść dookoła potężną grań Jalovca.
Muszę przyznać, że w czasie zejścia kilka razy musiałem bardzo się skoncentrować ponieważ były to miejsca gdzie zdecydowanie można zrobić sobie poważną krzywdę. Szczególnie obejście lodowca u podstawy Golicicy i pokonanie jej krótkiej, ale bardzo eksponowanej ściany przyprawiło mnie o niezły dreszczyk emocji. Najciekawsze a zarazem trochę odstraszające było to że w najtrudniejszym terenie nie spotkałem na szlaku żadnej osoby więc w razie trudności lub potrzeby pomocy mogłem liczyć tylko na siebie.
Całe zejście, aż do przystanku autobusowego przy Izviru Soce zajęło mi 6 godzin i znowu kompletnie mnie wyczerpało tak że ostatnie chwile przeszedłem już na rzęsach.
Dziś gdy minęło już kilka dni od powrotu ze Słowenii wyprawę uważam za bardzo udaną i jedną z najbardziej ciekawszych w mojej karierze włóczęgi. Mam nadzieję że jeszcze kiedyś uda mi się powrócić do tych fascynujących lśniących skał bo przecież Alpy Julijskie mają wiele fascynujących szlaków.

ps. Niestety moją największą porażką tej wyprawy była niestety dokumentacja fotograficzna. Po przyjeździe okazało się że aparat był ustawiony na najniższą rozdzielczość i zdecydowana większość zdjęć jest nie do opublikowania.
To wszystko co udało się sklecić z tej wycieczki umieściłem tutaj:

http://www.youtube.com/watch?v=OkDYClfmFLk

Pozdrawiam Wojtek

Awatar użytkownika
Vlado
Posty: 5079
Rejestracja: 2011-01-14, 11:23
Lokalizacja: Wega XXI

Post autor: Vlado » 2011-09-05, 18:06

Mam nadzieję że jeszcze kiedyś uda mi się powrócić do tych fascynujących lśniących skał bo przecież Alpy Julijskie mają wiele fascynujących szlaków.
powodzenia ;-)

ODPOWIEDZ