Rowerowe wycieczki Roberta J

Moderatorzy: Madziul, Asia M., Marcin K-G, sebastian.f

Robert J
Posty: 376
Rejestracja: 2015-02-23, 20:34
Lokalizacja: Charbielin

Re:

Post autor: Robert J » 2018-12-04, 18:06

rambi pisze:
2018-11-23, 20:50
Robert J pisze: ponieważ musimy się przedrzeć przez niewysokie, ale upierdliwe wzniesienia na północ od Balatonu
Tak, znam i wspominam te wzniesienia bardzo mocno. Po pierwsze z tego powodu, że są tam wspaniałe winnice z pysznymi winami. A także z tego powodu, że przyłożyłem tam na rowerze łbem w asfalt przy dość dużej prędkości i wylądowałem w szpitalu.
Uooo, no to niezłe masz wspomnienia !
rambi pisze:
2018-11-23, 20:50
Robert J pisze:Kilka minut po dziewiątej docieramy do Sümeg. Już z daleka jest widoczny tamtejszy zamek na 80 metrowym wzniesieniu.
Ekstra! Zapisany do zwiedzenia w przyszłości, dzięki :-)
Mi niedane było zwiedzić ruiny, ale następnym razem nie odpuszczę !

Robert J
Posty: 376
Rejestracja: 2015-02-23, 20:34
Lokalizacja: Charbielin

Re: Rowerowe wycieczki Roberta J

Post autor: Robert J » 2018-12-04, 18:08

Rowerowy Eurotrip 2018 - Dzień 15 - Słowacja i tradycyjnie burze ;-) - 28.07.2018

Wyprawa zbliża się już ku końcowi. W sumie jakby się tak sprężył to dałby radę dotrzeć do domu i w jeden dzień. Jednak o tym nawet nie myślimy ;-)

Przedostatniego dnia wstajemy po ósmej. Nie ma pośpiechu bo trasa jest płaska i powinniśmy osiągnąć dość wysoką średnią jazdy(przynajmniej na początku). Po dwudziestu kilometrach faktycznie średnia wychodzi przeszło 27 km/h. Ale jeszcze dzisiaj będą wzniesienia, a w zasadzie Małe Karpaty, które są już górami przecież ;-)

Odwiedzamy Seniec. To niewielkie miasto około 30 kilometrów na wschód od Bratysławy. Mimo już wysokiej temperatury powietrza jest dość spory ruch pieszych. Robimy tu sobie pauzę na piwo w cieniu drzew rosnących na rynku. Znaczy się Grzesiu robi przerwę bo ja standardowo robię objazd okolicy ;-)

Ładne miasteczko.

Obrazek

Obrazek

W 1825 roku, wybudowano w Sencu jedyną z okolicy synagogę.

Obrazek

Ciekawym obiektem jest słup hańby wzniesiony w 1552 roku, przy którym publicznie biczowano skazanych.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Godzinę później jesteśmy już w mieście Pezinok. Pierwsza pisemna wzmianka na temat miejscowości pochodzi z 1208 roku. W czerwcu 1647 miasto otrzymuje z rąk króla węgierskiego Ferdynanda III prawa wolnego miasta królewskiego. Dzięki temu obecnie mamy tu sporo zabytków.

Wzniesiona w 1749 roku kolumna maryjna.

Obrazek

Kilka świątyń(w tym jedna z XIV wieku).

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W północnej części historycznego centrum stoi pałac. Pierwotnie była to twierdza wodna z XIII wieku. Zbudowany został w XIII w, jako zamek wodny i należał do najbogatszych i wpływowych szlacheckich rodów węgierskich. Z wiekami został przebudowany na pałac jednak do dnia dzisiejszego nosi znamiona pierwotnej budowli.

Od ośmiu lat obiekt poddawany jest pracom renowacyjnym.

Obrazek

Obrazek

Są też pomniki SNP oraz wyzwolicielom i poległym

Obrazek

Obrazek

Grzesiu skończył piwo, więc możemy jechać do nieodległej Modrej. Podobnie jak Pezinok miasto zlokalizowane u stup Małych Karpat. Co prawda szybciej byłoby przejechać przez góry na północną stronę właśnie z miasta Pezinok, ale ja chciałem zobaczyć zamek Červený Kameň.

Modra czasami nazywana jest perłą Małych Karpat. W 1607 roku cesarz Rudolf II przyznał miastu przywileje wolnego królewskiego miasta. W latach 1610 – 1646 miasto wybudowało system umocnień miejskich z trzema bramami. Z tego wszystkiego zachowały się jedynie fragmenty obwarowań oraz tzw. Brama Górna.

Obrazek

Wśród zabytków najstarszym jest gotycki kościół św. Jana Chrzciciela datowany z drugiej połowy XIV wieku.

Obrazek

Obrazek

W 1826 roku zbudowano artykularny protestancki kościół słowacki. Natomiast w 1834 roku w stylu neoklasycystycznym postawiono protestancki kościół niemiecki.

Obrazek

W mieście podobnie jak wcześniej Grzesiu chowa się gdzieś w cieniu. Mówi : "czekam tu na ciebie", a ja robię objazd starówki. Po moim powrocie nie ma Grzesia. Jeżdżę jeszcze raz po centrum szukając go. Dostaje sms "pojechałem dalej tą drogą, którą mamy jechać". No to długa jak wariat w pogoń. Jadę i jadę, a Grzesia nie widać. Dostaję kolejnego smsa " W Casta zatrzymałem się na piwo naprzeciwko stacji jakby co" No tak, a ja już przejechał tą miejscowość ! Teraz to niech Grzesiu mnie goni! :-D

Obrazek

No i goni mnie. A ku nam obydwu zmierza wielka czarna chmura. Opady deszczu są nieuniknione. Niedane mi będzie zobaczyć z bliska zamku Červený Kameň. Zaczyna padać, Grzesiu mnie dogania. Daleko nie ujechaliśmy rozszalało się piekło. Chowamy się na chwilę w Trstinie by zabezpieczyć bagaże i w ulewie oraz płynących drogą potokach jedziemy dalej na Senicę.

Obrazek

Obrazek

W tym roku na Słowacji każdego dnia mokłem, więc kraj nie był zbyt gościnny jeżeli chodzi o aurę ;-)

Po drugiej stronie Małych Karpat oczywiście sucho bo tu nie padało. No może jeszcze trochę pokropiło w Jablonicy.

Obrazek

Obrazek

W mieście Senika 2-3 zdjęcia w centrum i za miastem odbijamy na drogę nr. 500 wiodącej ku granicy z Republiką Czeską. Kilka niewielkich podjazdów i docieramy na granicę.

Obrazek

Obrazek

Kawałek drogi po wierzchowinie i natrafiamy na strasznie chwiejącą się wieżę widokową. Ciekawostką jest, że wieża stoi pomiędzy znacznie wyższymi wzniesieniami ;-)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Zjeżdżamy teraz w dolinę. Zadupiami docieramy do Uherské Hradiště. Stąd wybieramy trasę rowerową wzdłuż kanału Baťův.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Kanał ten wybudowano w latach 1935-38 i liczy 52 kilometry długości. Obecnie służy celom rekreacyjnym.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Tak docieramy do Napajedli gdzie decydujemy się niedaleko rozbić na nocleg.

Obrazek

Obrazek

Galeria: https://photos.app.goo.gl/XnqxKSW3sp7Pyr6b7

cdn....

Robert J
Posty: 376
Rejestracja: 2015-02-23, 20:34
Lokalizacja: Charbielin

Re: Rowerowe wycieczki Roberta J

Post autor: Robert J » 2018-12-09, 08:05

Rowerowy Eurotrip 2018 - Dzień 16 - To już jest koniec.... - 29.07.2018

Dziś żadnych fajerwerków nie przewidujemy. W zasadzie mógłbym nawet ten dzień podpiąć pod wcześniejszą część relacji lub nawet całkowicie pominąć. Jednak mam taką swoją regułę, że każdy dzień jest relacjonowany osobno coś na zasadzie pamiętnika.

Nie mam już pomysłów na pokonywanie tego odcinka Republiki Czeskiej ponieważ mam zjeżdżone w tej okolicy niemal wszystko. Dlatego też już poprzedniego wieczora umówiłem się z Grzesiem, że tego ostatniego dnia każdy z nas wyruszy w drogę o dogodnej dla siebie godzinie. Bo przecież i tak po pewnym czasie nasze drogi by się rozeszły ponieważ każdy z nas starałby się dotrzeć do domu najbardziej optymalną dla siebie trasą.

Obrazek

I tak dzisiaj zbieram się wcześnie, bo im szybciej wyruszę tym szybciej dotrę do domu, a może i uda mi się ominąć zapowiadane na dzisiaj burze.

Niezmiennie panuje upał i w sumie nie widzę różnicy czy to południe Europy czy okolice gdzie żyjemy. Wszędzie ostatnio panują wysokie temperatury. Nawet teraz po szóstej rano jest ponad dwadzieścia na plusie.

Ruszam w drogę. Jako, że jest niedziela to nawet na głównej drodze ruch znikomy. Inna sprawa, że za Otorkovicami remontowany jest wiadukt nad torami kolejowymi i większość pojazdów i tak kierowana jest na biegnącą równolegle autostradę. Oczywiście rowerem trzeba sobie jakoś inaczej poradzić ;-)

Obrazek

Obrazek

Tym razem postanawiam zatrzymać się na rynku w Přerovie. Dawno mnie tu nie było, z jakieś sześć lat. Ostatnio omijam centrum by jak najszybciej przejechać miasto, a przeważnie i tak wybieram jakąś alternatywną trasę by zupełnie ominąć to miasto. Zwiedzania nie będzie, jadę przez rynek tylko dlatego, że o tej godzinie ruch zerowy i jest po prostu najkrócej ;-)

Tam tylko kilka zdjęć i przekraczam rzekę Beczwę /Bečva.Opuszczając miasto w kierunku północnym przemierzam tereny gdzie są duże plantacje chmielu. W Přerovie działa browar Żubr.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Przez Ołomuniec zawsze przyjemnie mi się przejeżdżało i choć ruch na drogach już znacznie się wzmógł to lubię tędy jeździć. No może mógłbym czasami pominąć kilkunastokilometrowy odcinek do Šternberka.

Obrazek

W mieście tradycyjnie robię zakupy w Lidlu bo tak naprawdę to jedna z ostatnich możliwości na tej trasie. Przede mną Niski oraz Wysoki Jesionik. Tym razem postanawiam nieco inaczej pojechać aniżeli zwykłem robić. Bardzo lubię wykonywać zdjęcia z drona zamków, a przecież w niewielkiej odległości znajduje się jeden z ciekawszych obiektów w okolicy - zamek Sovinec.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jego początki sięgają pierwszej połowy XIII wieku. W XVII wieku staje się własnością Zakonu Rycerzy Niemieckich, czyli zakonu krzyżackiego, w maju 1945 roku kompleks spłonął i po dzień dzisiejszy trwa jego stopniowa odbudowa.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Niestety prognozy się sprawdzają. Od północy czyli z kierunku, w którym podążam idzie ogromna nawałnica. Dobrze, że chociaż udało mi się jeszcze polatać zanim zaczęło padać. Szybko pokonuję jeszcze kilka kilometrów w kierunku Rýmařova, ale na totalnym zadupiu dopada mnie oberwanie chmury. Nie mam się gdzie schować. Szybko staram się zabezpieczyć bagaże i jadę dalej. I tak jestem totalnie zgnojony, więc żadna to różnica dla mnie 😂

Za Rýmařovem wychodzi słoneczko i bardzo szybko wszystko schnie. I w sumie to by było na tyle. Jeszcze kilkadziesiąt kilometrów i w o dość wczesnej godzinie jestem w domu. Na tyle wczesnej, że jeszcze po obiedzie mam możliwość by wyskoczyć na Biskupią Kopę na piwo, ale już na pusto bez bagaży ;-)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Podsumowanie:

Jeżeli chodzi o statystyki to nie było jakichś rewelacji. Nie udało się osiągnąć zakładanych 200 kilometrów dziennie. Powiem więcej, to była najsłabsza wyprawa jeżeli chodzi o ten aspekt odkąd jeżdżę na podobne długie wyprawy. I może dlatego nie udało mi się zejść w ogóle z masy ciała podczas tego wypadu bo mój organizm był jednak przygotowany na nieco więcej ;-)

Ogólnie całkiem spoko wypad mimo iż trasa nie była zupełnie planowana, a każda decyzja była podejmowana niemal na bieżąco. Równie dobrze w zależności od naszego "widzi mi się" mogliśmy zrobić zupełnie inną trasę od tej którą właśnie przejechaliśmy ;-)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W liczbach wyglądało to tak: 16 dni w drodze 3004 kilometry pokonane, 187 km średnio dziennie. Czas jazdy 149 godz. 31 min. Średnia prędkość 21,26 km/h oraz urobionych 22176 metrów podjazdów.

Nie wiem ile tym razem wydałem podczas całego wyjazdu bo nie kontrolowałem wydatków. Jednak mogę podać małe zestawienie jeżeli chodzi o ilość spożytych płynów bo to tradycyjnie codziennie notowałem.

I tak dla porównania zestawienie moich i Grześka statystyk dotyczących płynów 😅

Grzesiek Woda: - 55-60 litrów
Inne: - 35-40 litrów
Piwo: - 160-170 piw
Wino: - 8,5 l


Robert Woda: - około 69 litrów
Inne: - około 41 litrów
Piwo: - 66 piw
Wino: - nie dotyczy

Jak widać Grzesiu jest znacznie większym pochłaniaczem piw ode mnie ;-) Inna sprawa, że mając ostatnio problemy z żołądkiem ilość piw w moim przypadku zmalała.

Jeżeli chodzi o plany na kolejną wyprawę rowerową to takich nie ma i nie będzie. Oczywiście mam jakieś swoje cele, które chciałbym kiedyś zrealizować, ale pewnie co z tego uda się osiągnąć wszystko jak zwykle okaże się w ostatniej chwili.

Galeria: https://photos.app.goo.gl/6smmJPfyXZLrBhiW8

Tym czasem kończę tą przydługawą opowieść ;-)

Robert J
Posty: 376
Rejestracja: 2015-02-23, 20:34
Lokalizacja: Charbielin

Re: Rowerowe wycieczki Roberta J

Post autor: Robert J » 2019-01-04, 15:43

Śnieżnik - dzień świtaka - 29-30.09.2018

W końcu postanowiłem wybrać się w tym roku rowerem w Masyw Śnieżnika. Celem jest spędzenie nocy na najwyższym szczycie Sudetów Wschodnich po polskiej stronie, czyli na Śnieżniku. Przy okazji można zaliczyć zachód oraz wschód słońca ;-) Dodatkowo u podnóża weekend ze znajomymi spędza Artur, z którym umawiam się na niedzielny poranek.

Obrazek

Oczywiście jak to ostatnimi czasy u mnie ciężko jest mi się wcześnie zebrać do drogi. Wyjeżdżam dopiero około południa. Aparat wyciągam jeszcze później bo o drugiej po południu. Tak sobie tym razem postanowiłem, że przejadę to pasmo górskie od południa. Jadę więc z Brannej na Vikantice i Habartice. Tam dopiero pierwszy postój. Kilka fotek z poziomu gruntu.....

Obrazek

Obrazek

Obrazek

....kilka fotek z powietrza.....

Obrazek

Obrazek

Za początek konkretnego podjazdu uważam szlak żółty w miejscowości Vysoka. Trochę po trasach rowerowych, trochę po szlakach pieszych docieram do granic rezerwatu.

Obrazek

Jest tu zakaz jazdy rowerem(zresztą i tak byłby problem z jazdą, więc i tak prowadzę dalej rower). Niebieskim szlakiem docieram na szczyt Podbělka i niewiele dalej na inny - Sušina.

Obrazek

Obrazek

Tak jak wcześniej pisałem zbyt późno wyjechałem z domu i teraz są marne szanse zdążyć na zachód słońca na Śnieżnik. Postanawiam schować gdzieś w okolicy szczytu Sušina rower i dalej już pieszo. Słońce już nisko i otocznie zalewa cieplutkie światło.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wiedząc, że nie zdążę na zachód słońca nie forsuję tempa. Przez szczyt Stříbrnická schodzę na przełęcz pod szczytem. Kawałek czerwonym szlakiem i z okolic Frantiskovej chaty robię skrót do "słonia" po całkiem dobrze widocznej ścieżce.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na szczyt Śnieżnika docieram dość sporo po zachodzie słońca. Zaczynam się bawić sprzętem foto. Już chyba wszystko obfotografowałem ze szczytu i to zarówno cieplejszą porą roku jak i zimą. Ciężko więc jest wymyślić coś nowego.

Nim jeszcze jest widoczna poświata na zachodzie to skupiam się właśnie na tamtym kierunku. Warunki widocznościowe trafiałem tu już znacznie lepsze, ale i teraz nie jest źle ;-)

Obrazek

Obrazek

Karkonosze całkiem dobrze widoczne, podobnie jest ze światłami odległych miast na terytorium Republiki Czeskiej jaki i Polski....

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

O ile za dnia było fajnie cieplutko tak teraz w środku nocy temperatura spada wyraźnie poniżej zera. Na szczęście czynnika chłodzącego czyli wiatru brak.

Obrazek

Noc przede mną długa. Bawię się w długie czasy naświetlania...

Obrazek

Było też wiele prób z autoportretem. Chcąc mieć na jednym ujęciu zarejestrowaną swoją postać oraz Drogę Mleczną trzeba być nie lada cierpliwym. Zanim końcowy efekt był zadowalający minęła dobra godzina i kilkanaście powtórzeń ;)

Obrazek

Obrazek

Zaczyna mi doskwierać pragnienie i też odczuwam mały głód, a ja jak na złość wszystko w pośpiechu pozostawiłem w sakwach na rowerze :-/

Dostaję wiadomość od Artura, który wyruszył na szlak. Umawiamy się, że zejdę w okolice schroniska na hali pod Śnieżnikiem.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Następnie wspólnie wracamy na szczyt. Po drodze spotykamy dwójkę turystów schodzących ze szczytu do schroniska. Okazuje się, że to kolejny znajomy, Piotrek. Jeszcze przed wschodem spotkamy się ponownie na szczycie. Tam już jaśnieje horyzont...

Obrazek

Obrazek

Sesja foto na całego.

Obrazek

Obrazek

Widać również Karpackie pasma z najbardziej odległym Klakiem(188 km).

Obrazek

Otoczenie nabiera kolorów, a przed samym wschodem docierają Piotrek z Dominiką.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Siedzimy na szczycie jeszcze chwilę i wszyscy idziemy do schroniska na zasłużone śniadanie. Próbuję puścić drona, ale ten odmawia posłuszeństwa, więc tylko kilka zdjęć i ląduje na dłuższy czas w plecaku.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W schronisku siedzimy długo, bardzo długo. W sumie to nie ma się gdzie śpieszyć ;-)

Artur schodzi już na dól, a my ponownie na szczyt. Tam chwila podziwiania widoków i już każdy schodzi w swoją stronę.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ja uderzam zielonym na przełęcz pod Stříbrnicka.

Obrazek

Obrazek

Tą samą trasą, ale w przeciwnym kierunku docieram do pozostawionego gdzieś w lesie roweru ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Pozostawione piwo w sakwie nieźle się przez noc schłodziło ;-)

Z Sušiny zjeżdżam trochę po szlaku pieszym, trochę po wyznaczonych szlakach rowerowych ale również były odcinki poza szlakowe. W masywie jest poprowadzonych wiele dróg technicznych dzięki którym poznałem nowe okolice.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Planowo docieram do chaty Návrší. Wewnątrz jeszcze nigdy nie byłem, więc teraz planowałem wstąpić na obiad. Zdążyłem niemal w ostatniej chwili bo restaurację zamykają o dość wczesnej godzinie. Jedzenie natomiast smaczne i w przyzwoitych cenach.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

No i cóż pozostaje wrócić kilkadziesiąt kilometrów do domu. W taką pogodę to sama przyjemność. Chcąc jeszcze wykorzystać dzień robię przeloty Igorem w okolicy Starego Miasta pod Śnieżnikiem oraz Brenną.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

No i to by było na tyle z tego wypadu rowerowo-pierszego. Teraz pozostaje poczekać na jakieś fajne zimowe warunki i postaram się odwiedzić masyw kolejny raz ;-)


A i tradycyjnie galeria: https://photos.app.goo.gl/BfTwGyEvE3gXvssM7

Awatar użytkownika
Lidka K.
Posty: 5547
Rejestracja: 2011-03-09, 10:29
Lokalizacja: 555 km od Bies...
Kontakt:

Re: Rowerowe wycieczki Roberta J

Post autor: Lidka K. » 2019-01-04, 19:02

jest we mnie wiary okruszek....

Robert J
Posty: 376
Rejestracja: 2015-02-23, 20:34
Lokalizacja: Charbielin

Re: Rowerowe wycieczki Roberta J

Post autor: Robert J » 2019-01-06, 21:23

Lidka K. pisze:
2019-01-04, 19:02

ilustracja do piosenki :lol:
https://www.youtube.com/watch?v=nbV0H8KxD8U
W sam raz na okładkę płyty :-D

Robert J
Posty: 376
Rejestracja: 2015-02-23, 20:34
Lokalizacja: Charbielin

Re: Rowerowe wycieczki Roberta J

Post autor: Robert J » 2019-01-06, 21:23

Pradziad dzień Świtaka + Serak - 01.11.2018

I co tu ze sobą zrobić gdy trafia się dzień wolny ? Oczywiście wybyć gdzieś w teren ! Jak ja się cieszę, że mam góry tak blisko ! ;-)

Obrazek

Kuba wpada na pomysł by zaliczyć wschód słońca na Pradziadzie i ja jestem za tym choć początkowo myślałem o czym innym. Tak się składa, że wschodu na najwyższym szczycie Sudetów Wschodnich nie miałem okazji widzieć od stycznia, więc już dość sporo czasu mineło. Jak na tą porę roku ma być wyjątkowo ciepło, nawet na wysokości ponad 1400 metrów n.p.m. Problemem może być zapowiadany bardzo silny wiatr.

Z dolnego parkingu ruszamy przed północą. Jedziemy nieśpiesznie. Tu w lesie nie czuć tych mocnych podmuchów wiatru, ale ewidentnie bardzo mocno duje. Na Ovcarni planowa sesja foto, dość długa bo i czasu mamy sporo. Spora odległość nas dzieli od wieży nadajnika zlokalizowanego na szczycie, a mimo to bardzo wyraźnie słychać jak gwiżdże tam wiatr.

Obrazek

Obrazek

Nawet się nie obejrzeliśmy jak gdzieś nam wsiąkła godzina czasu. Jedziemy na szczyt. Coraz bardziej odczuwalne są podmuchy wiatru. Jednak tym razem są nam bardzo pomocne bo wieje w plecy. Tak mocno, że czasami nie trzeba kręcić by jechać pod górę !

Obrazek

Kuba jedzie na szczyt się schować, a ja postanawiam koczować w kosodrzewinie ;-)

Obrazek

Obrazek

Świt to dla mnie najpiękniejsza pora dnia. Nawet dzisiaj przy w sumie i tak kiepskiej widoczności jaśniejący horyzont jest najciekawszy....

Obrazek

Obrazek

Nie chce mi się nigdzie ruszać bo tu akurat jestem dobrze osłonięty od porywistego wiatru. Jeszcze tylko kilka zdjęć i o wschodzie słońca, który był marniutki udaję się na szczyt. Wiatr tak mocno wieje, że nie jestem w stanie podjechać i z wielkim trudem wpycham rower na szczyt.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na szczycie Kuba próbuje utrzymać równowagę. Jest też Tobiasz z kolegami, z którym umówiłem się na ten wschód słońca. Dziś jednak nie ma żadnych widoków dalekoobserwacyjnych, ale chłopaki mieli całkiem niezłą zabawę z tym wiatrem. Myślę, że spokojnie podmuchy przekraczały 100 km/h.

Obrazek

Dużo czasu spędzamy w holu wieży na dyskusjach, a potem jeszcze więcej w restauracji przy śniadaniu ;)

Obrazek

W końcu jednak przychodzi pora by się ewakuować ze szczytu. Wiatr jakby odrobinę zelżał, ale zjazd przysparzał niesamowicie dużo problemów. Dopiero od Ovcarni jest lepiej i aż ciekawe, że dziś nie spotkaliśmy żadnego powalonego drzewa !

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Przychodzi pora na drugi punkt dzisiejszego wypadu. Przemieszczamy się do miejscowości Bela pod Pradziadem i jedziemy na Serak. Jest niesamowicie ciepło !

Obrazek

Obrazek

Im jesteśmy wyżej tym wiatr ponownie daje o sobie znać. Jednak poza kilkoma konarami na drodze jest całkiem bezpiecznie. Zatrzymujemy się na moment nad Keprnickim potokiem.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Zdobywamy szczyt.

Obrazek

Obrazek

A tam rozczarowanie bo schronisko czynne tylko piątek, sobota i niedziela. A dzisiaj mamy czwartek !

Obrazek

Obrazek

Jednak po pewnym czasie wychodzi gdzieś z kosodrzewiny gościu umorusany błotem i się pyta czy chcemy coś ciepłego. Otwiera nam i nas wpuszcza do środka. Możemy się napić ciepłej herbaty i co najważniejsze piwa !
Siedzimy tak dość długo. Z możliwości schowania się przed wiatrem korzysta również rodzinka z polski. Bo w sumie w Czechach jest dziś normalny dzień, a my mamy dzień ustawowo wolny.

Po kilku piwach pora na zjazd i udanie się do domów. Niestety mimo szczerych chęci nie udało się nam nigdzie znaleźć czynnej knajpy gdzieś moglibyśmy cokolwiek zjeść :-/

No i dzień w sumie całkiem udany chociaż czy uda mi się jeszcze zobaczyć z Jesioników szczyty Tatrzańskie ? Już od dwóch lat nie miałem takiej okazji mimo, że bywam w górach bardzo często......

Album: https://photos.app.goo.gl/L69ygJCx4wjU4H937

Robert J
Posty: 376
Rejestracja: 2015-02-23, 20:34
Lokalizacja: Charbielin

Re: Rowerowe wycieczki Roberta J

Post autor: Robert J » 2019-03-14, 18:23

Południowe Morawy - 18/19.08.2018

Druga połowa sierpnia i dzień jeszcze dość długi, prognozy pogody są bardzo dobre i wypadałoby wyskoczyć na jakiś dwudniowy trip rowerowy ;) Chcąc szybko przeskoczyć przez Jesioniki wyruszam w nocy. Jest bezchmurne niebo, a o świcie wyjątkowo daje o sobie znać chłód. Ubieram na siebie wszystko co zabrałem, a tym razem poszedłem na minimalizm i bagaży mam niewiele....

Wschód słońca zastaje mnie w okolicy Uničova. To miasto podobnie jak Litovel i Ołomuniec dzisiaj ominę tak by jak najszybciej dotrzeć bardziej na południe.

Obrazek

Obrazek

Nad jeziorem Chomutovskim postanawiam zrobić sobie przerwę śniadaniową. Fajna miejscówka dla osób mających cierpliwość w fotografii ptactwa. Stoi tam nad brzegiem niewielka wieża, ale akurat śpi na niej jakaś młoda para ;)

Obrazek

Obrazek

Omijam wszystkie większe miasta. Zupełnie nieznanymi mi do tej pory drogami docieram do miejscowości Kralice na Hané. Znajduje się tu niczym niewyróżniający się barokowy pałac. Obecnie jest tu jakiś hotel czy coś w tym stylu. Przed pałacem pomnik upamiętniający poległych w obu wojnach światowych.

Obrazek

Obrazek

Zrobiłem mały błąd nawigacyjny i pojechałem na Němčice nad Hanou. Nie tędy chciałem jechać, ale już nie będę wracać i uderzam przez samo centrum bo i tak trzeba mi zrobić jakieś zakupy. Słupek rtęci wędruje coraz wyżej i trzeba się pilnować by się nie odwodnić. Na dziś zapowiadają temperaturę przekraczającą sporo 30 stopni.
W miasteczku całkiem ładny ryneczek. Kompletnie żywej duszy.

Obrazek

Obrazek

Na okolicznych wzniesieniach trwają prace w polu po niedawno skończonych żniwach. Trzeba też się nawodnić ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Znacznie ciekawsze w zabytki są sąsiednie Mořice. Miejscowość darował zakonowi Paulinów w 1633 roku książę Maksymilian von Liechtenstein. Tutejszy empirowy pałac swój wygląd otrzymał po przebudowie wcześniejszego, który spłoną w 1807 roku. Przez 150 lat gdy majątkiem tym władali Paulini wybudowano jeszcze barokowy kościół św. Marcina oraz ustawiono kilka figur świętych.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Po niespełna dwóch kilometrach jazdy w kierunku miasta Vyskov kolejny pałac w Nezamyslicach. Ten obiekt również pochodzi z XVIII wieku. Tuż obok stoi przyległy kościół św. Wacława.Po drugiej stronie budynek fary.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

I ponownie nie zdążyłem się rozpędzić jak trafiam do Ivanovic na Hané. Główna droga przebiega przez centrum i wszystkie najcenniejsze obiekty są zlokalizowane w jej okolicy. Ratusz, kościół św. Andrzeja i pałac.

Obrazek

Troszku bardziej schowany jest kościół husycki. W przeszłości była to synagoga.

Obrazek

Obrazek

W Vyskovie mam też kilka rzeczy, które chciałem zobaczyć. np. tamtejszy pałac.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Przede wszystkim moim celem na tą wycieczkę był Slavkov u Brna. Wiele razy tu byłem, ale nigdy nie było za bardzo czasu by się zatrzymać. Nic też dziwnego bo przeważnie miało to miejsce w nocy i to całkiem pod koniec jazdy danego dnia. Teraz podjeżdżam pod tamtejszy piękny barokowy pałac.

Pierwsze pisemne wzmianki o pałacu pochodzą z XIII w. kiedy to zakon krzyżacki postawił tu swoją twierdzę. W późniejszym okresie wokół obiektu powstało niewielkie miasto. Na początku XVII wieku dawny zamek przebudowany został w okazałą renesansową rezydencję, która później z kolei przekształcona została w barokowy pałac.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Tu na południu Moraw panuje niesamowita susza. Trawniki kompletnie wyschnięte.

Uruchamiam pierwszy raz dzisiaj drona...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Samo centrum też niczego sobie. Ładne, zadbane kamienice. Jednak nie myślałem by długo się tu kręcić. W oczekiwaniu na słońce dość sporo czasu spędziłem w parku przypałacowym i teraz już powoli zaczyna mnie czas gonić.

Obrazek

Obrazek

Najbardziej na południe wysuniętym miejscem, które chciałem odwiedzić jest Palava. Najwyższym wzniesieniem tego niewysokiego pasma jest Devin. Już z daleka widoczny.

Obrazek

Przez Hustopeče docieram nad zalew novomlynsky. Po drodze w miejscowości Starovičky przy drodze stoi drugowojenny pomnik w postaci czołgu T34.

Obrazek

We wspomnianym wcześniej zalewie stan wody niski, a jej kolor i zapach na pewno nie zachęcają do kąpieli ;)

Obrazek

Obrazek

Docieram do Pavlova, który leży już na zboczach Palavy. Nad miasteczkiem natomiast góruje wzniesienie z ruinami zamku Děvičky.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Początkowo chciałem podjechać pod ruin, ale raz, że było bardzo stromo(właściwie to były szerokie schody), a dwa, że w rezerwacie tym jest zakaz jazdy rowerem. Czasu miałem do końca dnia niewiele i nie widziało mi się za bardzo spacer tam w obuwiu kolarskim.... , ale od czego jest Igor !

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na Devinie kiedyś spędziłem noc. Dość dawno już to było. Z góry widać dobrze jaki syf jest obecnie w zalewie.

Obrazek

Obrazek

Jadę w kierunku Mikulova. Ciężko się podjeżdża w takim upale.

Nad Klentnicami znajdują się ruiny kolejnego zamku. Sirotčí hrádek został wybudowany w XIII wieku, a już pod koniec XVI wieku stał opuszczony. Tutaj ze względu na niewielką odległość do pokonania podjeżdżam pod ruiny. Właściwie to wprowadzam rower po tej stromiźnie ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Sam Mikulov miałem pominąć, ale jednak wypadałoby zrobić jeszcze jakieś zakupy dzisiaj. Postanawiam, więc że zrobię sobie zachód słońca. Na zboczu szczytu Turold znajduje się geopark w dawnym kamieniołomie, a tuż obok sporych rozmiarów hałda gdzie wyczekuję ostatnich promieni słońca. Słońce jednak nie za bardzo dzisiaj chce współpracować ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Po zachodzie słońca zjeżdżam do miasta na zakupy i już główną drogą lecę w kierunku Brna. Odbijam jednak bardziej na zachód by poruszać się podrzędnymi drogami. Tak trafiam do Dolnych Kounic. Trochę już nieprzespana noc i zmęczenie dają o sobie znać. Do tego jeszcze wybrałem taką drogę, która pnie się masakrycznie stromo w górę. Pod szczytem wzniesienia Babi hora decyduję się zatrzymać na noc. Rozwieszam hamak między drzewami, ale nie mogę zasnąć jest tak strasznie duszno. Nad ranem termometr wskazuje 26 stopni ! To będzie kolejny upalny dzień, więc staram się wyruszyć wcześnie. Jednak te krótkie i strome podjazdy robią swoje i kilometrów powoli przybywa.

Około siódmej docieram Rosic. Dopiero gdy dotarłem pod tamtejszy pałac zdałem sobie sprawę, że już tu kiedyś byłem. Obiekt pochodzi z okresu renesansu. Wówczas przebudowano stojący w tym miejscu zamek na rezydencję.

Obrazek

Obrazek

Jeżeli o tak wczesnej godzinie temperatura przekracza trzydziestkę to ciekawe co będzie popołudniu ? Nawet nie chciałem o tym myśleć.
Trochę podrzędnymi drogami, trochę wyznakowanymi trasami rowerowymi docieram do zamku Veveří. Tego typu obiekty bardzo ciekawie wyglądają z góry. Ostatnio coraz bardziej zaczynam przekonywać się do takiej fotografii ;)

Obrazek

Obrazek

Zamek Veveří pochodzi z przełomu XII i XIII wieku i jest ulokowany na malowniczym cyplu w zakolu rzeki Svratka. Jest jednym z największych kompleksów zamkowych na Morawach.

Obrazek

Obrazek

Leśną trasą rowerową jadę w kierunku Tišnova. Wybór najlepszy nie był bo straciłem sporo czasu na pokonanie tej dość trudnej na rower z bagażami drogi. Bardzo mnie tam wytrzęsło ;) W Tišnovie najważniejsza rzecz to zakupy. Oczywiście na ryneczek też zawitałem.

Obrazek

Obrazek

Dosłownie o przysłowiowy "rzut beretem" w Předklášteří znajduje się Klasztor Porta Coeli (Brama Niebios) jest jednym żeńskim klasztorem i jednym z najważniejszych zabytków w Republice Czeskiej. Założony przez królową Konstancie, wdowie po Przemysławie Ottokarze I w 1233 roku.

Obrazek

Obrazek

Bogato zdobiony portal jest unikalnym dziełem sztuki gotyckiej w tej części europy.

Obrazek

Obrazek

Niestety wewnątrz nie wolno robić zdjęć. Nawet nie próbowałem bo właśnie odbywało się nabożeństwo. Jadę dalej. Moim kolejnym przystankiem będzie Pernštejn. Gdzieś po drodze przechodzi niewielka burza. Przeczekuję ją korzystając z okazji robię przerwę obiadową. Przejeżdżam przez Doubravník.

Obrazek

Obrazek

Podobnie jak w przypadku zamku Veveří tak i teraz chciałbym zrobić kilka ujęć z drona Pernštejnu. Wyszykuję jeden punkt widokowy na zamek, z którego będę mieć dobry widok i możliwość wystartowania Igorem.

Obrazek

Pernštejn to okazała średniowieczna warownia. Powstała prawdopodobnie w drugiej połowie XIII wieku. Od XVI wieku kiedy to nastąpiła ostatnia większa przebudowa trwa w niezmienionej formie.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ten lot niestety zakończył się rozbiciem drona o korony drzew.... Jak nazłość straciłem łączność wizualną na telefonie(gówniany i słaby model, często się to zdarza). Dodatkowo pokłady energii były na wyczerpaniu i było tylko tyle by wrócić. Igor spadł mi z około 20 metrów po zderzeniu ze świerkiem i stracił wszystkie śmigła. Za to jak upadł i leżał na plecach to wróciła wizja. Teraz musiałem jeszcze go odnaleźć w gęstym lesie kilkaset metrów od miejsca gdzie stałem. Poza wspomnianymi śmigłami wszystko wydawało się ok, ale sprawdziłem to dopiero kilka godzin później będąc już w Sudetach.

Pogoda ponownie straszy burzami. Trochę przez ten incydent z dronem odeszły mi chęci do czegokolwiek. Jadę starając się ograniczać postoje do minimum. Chciałem jechać przez miejscowość Vir, ale droga zamknięta ze względu na remonty i nie chciało mi się już za bardzo kombinować i pojechałem na Bystre. Niewielki deszcz przeczekuję na stacji paliw.

Obrazek

Miasteczko całkiem ładne. Zaduch panujący w powietrzu spowodował, że oprócz jednej pani siedzącej na przystanku nie spotykam nikogo !

Obrazek

Obrazek

Obrazek

No dobra robi się coraz później, a do domu jeszcze niesamowicie dużo kilometrów. Możliwie najbardziej jak to możliwe skracam trasę na Svitavy. Już nie kombinuję i główną drogą lecę w kierunku Gór Orlickich. Trasę znam i jedzie mi się bardzo dobrze bo jest niemal płasko, a do tego wiatr dość mocno pomaga ;)

Chmury burzowe gdzieś znikają i wypogadObrazekza się. Słońce będzie mi towarzyszyło już do końca dnia, a ten chyli się i tak ku końcowi. Przez Tatenice jadę wymagającą trasą na Cotkytle i dalej na Štíty.

Obrazek

Obrazek

Przełamuję się i uruchamiam Igora chcąc się upewnić, że z nim wszystko w porządku. Po wymianie śmigieł na nowe robię test. Wygląda, że jest w porządku. Jedzie mi się już znacznie raźniej. Z racji iż trasę pokonywałem wielokrotnie, a od Hanušovic jest już zupełnie ciemno. Przerw już nie robię.

Obrazek

Obrazek

I tak w sumie po przeszło 550 kilometrach i upalnym weekendzie spędzonym na rowerze docieram po 23 do domu.

Obrazek

Obrazek

Galeria: https://photos.app.goo.gl/zZuQJ3Z62B9UWgZK8

Robert J
Posty: 376
Rejestracja: 2015-02-23, 20:34
Lokalizacja: Charbielin

Re: Rowerowe wycieczki Roberta J

Post autor: Robert J » 2019-04-03, 14:47

Bruntal, Uhlířský vrch oraz Slezská Harta - 17.02.2019

Najwyższa pora rozpocząć sezon rowerowy, ale tak bardziej na poważnie. Do tej pory w tym roku jeszcze niedane mi było pokonać dystansu przekraczającego 100 km. Dzisiaj ma się to zmienić 😉

Jeżeli nie wybieram się specjalnie na wschód słońca to jeszcze mam problem ze wczesnym wstawaniem. Tak to jest w wolny weekend, że człowiek nie potrafi jakoś znaleźć motywacji, ale wiem że to tylko kwestia czasu jak się to zmieni. Wystarczy, że dzień zrobi się trochę dłuższy i temperatury będą wyższe, a chęci same przyjdą 😉

Obrazek

Ruszam w drogę sporo po wschodzie słońca. Nie miałem żadnych konkretów odnośnie trasy. Chciałem dojechać nad jezioro zaporowe Slezská Harta na rzece Moravice.

Jazda przez góry jest ciężka. Wszystko przez sporo ważący plecak oraz krępujące ruchy ubrania. Lecę na Bruntal możliwie najbardziej głównymi drogami.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ładną mamy pogodę. Jest bezwietrzne co jest sporym plusem podczas jazdy rowerem. No i chyba pierwszy tak ciepły dzień tego roku 😀

Pierwszą dłuższą przerwę robię pomiędzy Svetlą Horą(czy jak kto woli Jasną Górą 😉 ), a Bruntalem. Siadam sobie ma łące, otwieram browarka i delektuję się widokiem ośnieżonych Jesioników 😍

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wpadam do Bruntalu. Pod tamtejszym pałacem nie potrafiłem się przełamać by wypuścić drona. Bardzo korciło by zrobić jakieś ujęcia obiektu z góry. Może innym razem....

Po 1620 r. pałac zastał odebrany jego prawowitym właścicielom, rodowi von Würben ponieważ opowiedzieli się przeciwko Habsburgom, a następnie przekazano zakonowi krzyżackiemu.

Obrazek

Obrazek

Na ryku też kilka zdjęć. Gdzieniegdzie leżą resztki śniegu, ale to nic dziwnego bo miasto leży na wysokości około 550 metrów powyżej poziomu morza.

Obrazek

Obrazek

Robię małe zaopatrzenie w markecie i jadę na sąsiadujący z miastem szczyt. Uhlířský vrch, bo o nim mowa, wznosi się na wysokość 672 m n.p.m. I w sumie nie byłoby w tym niewysokim wzniesieniu nic ciekawego gdyby nie fakt, że jest to wygasły wulkan. W dodatku jeden z najmłodszych na obecnych terenach Republiki Czeskiej ! Na szczycie stoi wybudowany w XVIII wieku kościół pw. Manny Marii Pomocnej. Wiedzie do niego aleja wysadzana lipami.

Obrazek

Obrazek

Miejsce warte polecenia na spokojne rodzinne spacery. Można podelektować się przyrodą, architekturą, a przy ładnej pogodzie niesamowitymi widokami na pasmo Wysokiego Jesionika !

Obrazek

Obrazek

Na południowych stokach od XIX wieku wydobywano tuf. Obecnie jest to stanowisko geologiczne, a teren objęty jest rezerwatem przyrody.

Tutaj już się nie krępuję i wypuszczam drona. W takich przypadkach niesamowite na mnie robi wrażenie widok na miejsca, które przecież bardzo dobrze znam. Właśnie dlatego sprawiłem sobie taką latającą zabawkę by mieć nowe perspektywy 😉 Widok jest niesamowity !

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Trzeba jechać dalej. Przez Kočov zjeżdżam do głównej drogi. Kawałek dalej odbijam w lewo i wzdłuż rzeki Moravica jadę w kierunku jeziora Slezská Harta. Pierwotnie myślałem o tym by zdobyć najwyższy wygasły wulkan, Velky Roudny, ale widząc jak sporo leży na jego stokach śniegu rezygnuję. Postanawiam odbić na Nová Pláň i dalej kierować się terenem po zielonych znakach turystycznych. Posunięcie nie było najlepsze bo bardzo wiele czasu straciłem na przedzieraniu się po tym bardzo błotnistym odcinku. W wielu miejscach leży jeszcze sporo rozmiękłego, więc bardzo grząskiego śniegu.

Obrazek

Obrazek

W połowie trasy wypuszczam Juniora ponownie i znowu nowe spojrzenie z nowej perspektywy !

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Docieram do głównej drogi, uffff.... Przejeżdżam szybko przez Roudno i podjazd na przełęcz pomiędzy dwa najwyższe wulkany Niskiego Jesionika.

Obrazek

Obrazek

Zaczyna mi doskwierać brak czasu. Dzień mamy jeszcze zbyt krótki na takie długie wypady rowerowe. Podkręcam tempo jednocześnie kombinując jak tu najszybciej dotrzeć w okolicę zapory na jeziorze. Docieram tam zupełnie nowymi dla mnie drogami.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jezioro Slezská Harta jest najmłodszym jeziorem w Republice Czeskiej. Spiętrzone wody na rzece Moravice zalały w 1997 roku kilka okolicznych miejscowości. Pierwotnie według wyliczeń napełnianie zbiornika miało potrwać kilkanaście lat jednak podczas największej powodzi jaką pamiętamy na tych terenach nastąpiło to w kilka miesięcy. Długość tamy wynosi 540 metrów, a wysokość 64,8 metra co czyni ją najwyższą w całych Sudetach !

Obrazek

Obrazek

Przemieszczam się do sąsiedniej miejscowości Leskovec nad Moravicí. Jeszcze raz wzbijam się dronem w powietrze. Przejrzystość już nie ta.

Obrazek

Obrazek

Jednak powyżej 300 metrów ponad poziom gruntu powietrze czyściutkie i ładnie widać masyw Pradziada.

Obrazek

Obrazek

I to w sumie był mój ostatni przystanek na tej wycieczce. Jadę teraz szybko do Bruntalu domykając tym samym okrążenie wokół jeziora. Wariant powrotu do domy wybieram najłatwiejszy choć wcale nie najkrótszy. Lecę krajówką na Krnov, a potem dalej na Prudnik.

Obrazek

Dwustu kilometrów jeszcze tym razem nie udało się osiągnąć, ale to tylko kwestia czasu jak zacznę wykręcać takie dystanse 😉


Galeria: https://photos.app.goo.gl/eie6hvx8BqjyVSqT8

Robert J
Posty: 376
Rejestracja: 2015-02-23, 20:34
Lokalizacja: Charbielin

Re: Rowerowe wycieczki Roberta J

Post autor: Robert J » 2019-04-03, 18:35

19.01.2019 - Dzień "świtaka" Mały Dziad

Co prawda relacja obejmuje pieszą oraz narciarską wędrówkę, ale samo dotarcie na miejsce było rowerem, więc relację wrzucam do tego wątku ;-)

Zima chyli się nam ku końcowi, a ja mam jeszcze kilka zaległych relacji z tego okresu. O ile warunki zimowe w górach mamy takie jakich nie było od kilku lat o tyle pogoda nie za bardzo dopisuje. Jeżeli trafia się ładny pogodowo dzień podczas weekendu to jest to bardzo rzadko. A gdy tylko taki się trafia to staram się taką okazję wykorzystać maksymalnie jak tylko mogę 😉

Chciałbym wcześniej wyruszyć ale tym razem po prostu nie mogłem. I tak przypinam narty do roweru i startuję dopiero po 22.... Na przełęcz Videlsky Kriz docieram po pierwszej w nocy. Standardowo chowam gdzieś w lesie rower. Przypinam narty do plecaka i wio pod górę szlakiem żółtym do chaty Švýcarna.

Obrazek

Księżyc w pełni i będą ładne zdjęcia nocne 😀 Nie wiedziałem tylko o której dotrę w partie szczytowe gdzie będzie ładna sceneria. Ostatnio sporo przybyło śniegu. Według pomiarów w Masywie Pradziada jest trochę ponad dwa metry. Ostatnio też przybyło trochę całkiem świeżego i spodziewałem się że szlak będzie nieprzetarty. I tak było w rzeczy samej. Tylko jakiś skiturowiec szedł do góry. Jednak w 1/3 podejścia leżą powalone drzewa a szlaku skutecznie utrudniając dalszą wspinaczkę. Idę więc tak jak wiodą ślady nart. Jest dość ciężko bo dwa kroki są ok, ale np. trzeci już zapadam się powyżej kolan i tak co chwila. Obejście zajmuje mi sporo czasu bo i kawałek drogi trzeba pokonać. Jednak nie ma tego złego coby na dobre nie wyszło 😉 Trafia mi się całkiem fajny widok na Pradziada ! Wszystko z okolic chatki Silonova.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Dziś zero wiatru, ale z tego co kojarzę to tak przeważnie trafiam przy ładnej pogodzie podczas pełni i nie ważne to czy jestem na Pradziadzie, Śnieżce czy też Babiej Górze 😉

Znajduję niebieskie znaki na drzewach i one to prowadzą mnie ponownie do szlaku żółtego. Dalsza wspinaczka jest straszą męczarnią. Zapadam się dosłownie po pas. Wiem, że wyjście na górę zajmie mi sporo czasu i przede wszystkim będzie mnie to kosztować wiele sił.

Obrazek

Obrazek

Tak od granicy 1300 m n.p.m. las się przerzedza i teraz już nigdzie mi się nie śpieszy. Ubieram się ciepło bo mimo wszystko jest kilkanaście stopni poniżej zera. Rozkładam statyw i teraz co kawałek wykonuję zdjęcia.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Tam na otwartej przestrzeni śnieg jest bardziej zmrożony i się człowiek już tak nie zapada. Idzie się bardzo swobodnie. Aparat naświetla kolejne kadry....

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Sceneria jest po prostu boska ! Oszronione drzewa przypominają jakieś stwory lub zastygłe w bezruchu wojsko.

Obrazek

Trudny dzień, nieprzespana noc i mimo wszystko ciężka wspinaczka spowodowały u mnie spore zmęczenie. Zimno też się zrobiło. Idę więc do nieodległego schroniska chwilę się ogrzać. Zmęczenie robi swoje i przysnęło mi się odrobinę.

Obrazek

Obrazek

Jednak ocknąłem się w najbardziej odpowiednim momencie. Jeszcze nie zaczyna świtać, ale trzeba już powoli wyjść ponownie na grzbiet. Jeszcze tylko kilka nocnych zdjęć i u góry już widać jak jaśnieje horyzont. Zaczyna działać adrenalina i nie odczuwam już zima tak jestem podekscytowany !

Obrazek

Inna sprawa, że wcale się nie spodziewałem dalekich widoków, a tu masz ! Taty na wyciągnięcie ręki !

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Fajnie ! Będę mógł w końcu przetestować nowy obiektyw 😀

Obrazek

Obrazek

Mimo bardzo niskiej temperatury nie mam na dłoniach rękawiczek tak mi jest ciepło, a przecież strasznie marznę w kończyny 😉

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wstaje słońce i swymi pierwszymi promieniami muska pięknie ośnieżone świerki.

Obrazek

Wyciągam drona. Jednak zrobiłem mały błąd bo o ile akumulator trzymałem cały czas blisko przy ciele by się nie wychłodził to zapomniałem o kontrolerze ! Niestety po zaledwie kilku minutach lotu dostaję ostrzeżenie o rozładowanej baterii w kontrolerze i dron zaczyna wracać do domu. Poziom energii spada drastycznie i nieuniknione, że wyłączy się zanim zdążę wrócić. W takich przypadkach należy pamiętać o tym by przed startem pozwolić by sprzęt ustawił sobie nowy "Home Point" czyli miejsce startu, w które w razie utraty sygnału wróci dron i wyląduje bezpiecznie.

Obrazek

Obrazek

Wykonuję wiele zdjęć. Kontroler mi się wyłącza i dron powolutku ląduje w miejscu, z którego wystartował. Uff...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A i jeszcze jedno.... Udało mi się też poskładać filmik ale materiał wykorzystany zbierałem od półtora roku ;) Trochę marny ze mnie montażysta, ale jak na pierwszy raz to może być 😅
Szkoda tylko, że nie udało się wykorzystać całego dostępnego czasu w takich warunkach 😕

[youtube]https://youtu.be/yX0V-TPVpuI[/youtube]

Te ładne poranne barwy odpływają z czasem gdy słońce wschodzi coraz wyżej ponad horyzont. Zdjęć już robię mniej. Zakładam też w końcu narty by było wygodniej poruszać się naprzód.

Obrazek

Obrazek

Schodzę na główny trakt. Tam przed chwilą przejechał ratrak, który przygotował ślady pod biegówki. Już nawet kilka osób tędy przejechało. Jadę oczywiście w kierunku szczytu Pradziada.

Obrazek

Obrazek

Na szczycie tradycyjna sesja foto. Ale już nie tłukę tyle tych wszystkich zdjęć jak dawniej 😉

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Idę na śniadanie do restauracji gdzie spędzam bite trzy godziny. Akumulatory podładowane i teraz można iść trochę polatać 😉

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Kilka panoram, kilka filmików i zarządzam odwrót.

Mógłbym pozostać jeszcze dłużej np. do zachodu słońca, ale jak pisałem wcześniej trochę byłem już zmęczony, a i pogoda nie miała już później być tak dobra. Uznałem, więc że lepiej wcześnie sobie wrócić do domu i wypocząć 😀

Droga powrotna w zasadzie bez historii. Na nartach bardzo szybki zjazd do Švýcarny. Jedyne zdjęcia, które wykonuję to te telefonem. Aparat już na dobre wylądował głęboko w plecaku.

Obrazek

Obrazek

Z małego Dziada(Malý děd). Zjazd na nartach biegowych jest niemal niemożliwy. Co prawda mógłbym robić jakieś duże zakosy na tej stromiźnie ale tu bardziej zachodziła obawa o sprzęt znajdujący się w plecaku 😉

Pod górę wchodzi wiele osób na skiturach, więc z zejściem nie będzie większego problemu. Jeden starszy pan zaczepia mnie widząc przypięte narty do plecaka. Zaczyna wypytywać co gdzie jak po co. Opowiadam jak przyjechałem rowerem na wschód słońca. Na pytanie gdzie teraz jadę powiedziałem zgodnie z prawdą, że na Głuchołazy. A ten nagle zdziwiony że jestem polakiem, a mówię po czesku. W ogóle się nie pokapował mimo wymiany kilkunastu zdań 😅

Obrazek

Odnajduję pozostawiony w lesie rower. Zmęczenie coraz większe, a tu trzeba wrócić do domu ponad czterdzieści kilometrów. Udaje się tego dokonać jeszcze za dnia, dnia z którego jestem niesamowicie zadowolony. Bo jak się później okaże na następny ładny dzień podczas weekendu przyjdzie mi czekać sześć tygodni....

I na koniec wiadomo...., galeryjka foto ;)

https://photos.app.goo.gl/aBqfpRNRnhuXNmKTA

Awatar użytkownika
Satan
Posty: 5565
Rejestracja: 2009-02-22, 20:22
Lokalizacja: Gdańsk/Beskid Płaski

Re: Rowerowe wycieczki Roberta J

Post autor: Satan » 2019-04-03, 19:50

Świetne!

Najpierw te Czechy. Fotki z drona na te pałace czy kościoły oddają niesamowity klimat tych budnknów oraz ich otoczenia. Jestem pod wrażeniem.

No a Pradziad...zima i aura cudo. Takie fotki można oglądać bez końca w zasadzie. ;-)
For God Your Soul... For Me Your Flesh

Dark Side of N.P.M.

Robert J
Posty: 376
Rejestracja: 2015-02-23, 20:34
Lokalizacja: Charbielin

Re: Rowerowe wycieczki Roberta J

Post autor: Robert J » 2019-04-17, 21:39

Satan pisze:
2019-04-03, 19:50
Świetne!

Najpierw te Czechy. Fotki z drona na te pałace czy kościoły oddają niesamowity klimat tych budnknów oraz ich otoczenia. Jestem pod wrażeniem.

No a Pradziad...zima i aura cudo. Takie fotki można oglądać bez końca w zasadzie. ;-)
Właśnie dla takich widoków z nowych perspektyw sprawiłem sobie zabawkę jaką jest dron ;)

Dzięki za miłe słowa :)

Robert J
Posty: 376
Rejestracja: 2015-02-23, 20:34
Lokalizacja: Charbielin

Re: Rowerowe wycieczki Roberta J

Post autor: Robert J » 2019-04-17, 21:40

Niski Jesionik czyli od Cvilina po Kružberk i dalej wzdłuż Moravicy ... - 17.03.2019

Pogoda coraz częściej zaczyna dopisywać na weekend, więc rzeczą oczywistą jest, że człowiek stara się to wykorzystać. Tylko w dalszym ciągu mam jeszcze problem z bardzo wczesnym wstawaniem 😉

Po takiej trochę nijakiej pogodowo sobocie przychodzi piękna i słoneczna niedziela. Przejrzystość powietrza też jest niezła. Tylko o poranku jest dość chłodno no ale przecież mamy dopiero połowę marca 😉 No i ten masakrycznie silny wiatr. Jednak na razie się nim nie przejmuję bo od rana to on raczej i będzie pomagać w jeździe aniżeli przeszkadzać 😋

Obrazek

Dość szybko udaje mi się tym razem dotrzeć do Krnova. Tam w sklepiku robię małe zaopatrzenie i następnie kilka fotek na rynku przy tamtejszym ratuszu. Podjeżdżam jeszcze na moment pod synagogę.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jednym z moich dzisiejszych celów było wjechanie na Cvilin, wzniesienie górujące nad miastem. Na szczycie znajduje się bardzo charakterystyczny obiekt, którym jest barokowy kościół pielgrzymkowy. Innym obiektem wartym uwagi jest kamienna wieża widokowa wybudowana w 1903 roku przez towarzystwo MSSGV.

Obrazek

Obrazek

Mimo iż wieje bardzo mocny wiatr to decyduję się wysłać na rekonesans drona. Oj ciężko było walczyć z tak silnymi podmuchami, ale efekt lotu jest zadowalający 😉

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Kontrastu nadaje widok pięknie ośnieżonych Jesioników.

Obrazek

Wracam na główną drogę i kieruję się do nieodległego Uvalna. Tam na wzniesieniu stoi kolejna kamienna wieża widokowa. Pełni ona jednak jeszcze jedną funkcję(poza widokowymi), a mianowicie jest to mauzoleum gdzie znajdują się prochy Hansa Kudlicha. Był on lekarzem amerykańskim, politykiem śląskim i austriackim, poseł austriackiego parlamentu w latach 1848-1849. Urodził się właśnie w Uvalnie. Za sprawą jego wniosku 31 sierpnia 1848 roku parlament ten zniósł poddaństwo chłopów i pańszczyznę na terytorium monarchii Habsburgów.
Niestety wieża o tej porze roku jest jeszcze nieczynna. Podobnie ma się sprawa z tą na Cvilinie.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Pisałem na początku, że jest dobra przejrzystość powietrza ale aż tak dobrej widoczności to ja się nie spodziewałem. Problem polega na tym iż nie pomyślałem by zabrać większy obiektyw i musiałem się zadowolić marnymi 120 milimetrami ogniskowej....

Poniżej widok na Beskidy z okolic Uvalna. Do Babiej Góry bagatela 141 km...

Obrazek

Obrazek

Z Uvalna jadę za zielonymi znakami na Lichnov.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Tam odbijam na miejscowość Sosnova bo według mapy.cz od niedawna stoi tam wieża widokowa. W ogóle to coraz więcej tego typu atrakcji powstaje w okolicy.

Obrazek

Podjazd jest krótki ale dość stromy. No chyba, że podjechać inną, techniczną drogą. Ja jednak wybrałem szlak turystyczny 😉 Wieża widokowa jest drewniana i liczy sobie 25 metrów wysokości. Jej oficjalne otwarcie miało miejsce w listopadzie 2018 roku.

Obrazek

Obrazek

W dalszym ciągu mocno wieje. Widoczność zdaje się, że jest jeszcze lepsza niż godzinę wcześniej. Byłem w małym szoku gdy zobaczyłem ośnieżone szczyty Tatr Zachodnich( o ile można nazwać dojrzenie 2-3 szczytów 😉 ). Oprócz tego widać też coś w Małej Fatrze 😋

Do takiej Bystrej jest przeszło 180 km, a do Małego Krywania w Małej Fatrze 132 km..

Obrazek

Obrazek

No dobra, parę fotek z wieży, parę z drona i trzeba jechać dalej.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Kieruję się na Horní Benesov. Trasa rowerowa przez las jest po ostatnich wichurach istną katorgą tyle leży tam teraz powalonych drzew 😕

Obrazek

Obrazek

W Benešovie zakupy na stacji paliw i jadę w kierunku miejscowości Kružberk leżącej nad sztucznym jeziorem o tej samej nazwie. Zapora na jeziorze nie jest tak imponująca jak ta na sąsiednim - Slezská Harta. Robi się coraz później, więc tylko kilka fotek....

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

... i jadę dalej terenem gdzie wiedzie lokalna ścieżka dydaktyczna "Kraina Břidlice" – na szlaku górnictwa łupkowego. To raczej temat na zupełnie osobny wpis.....

Obrazek

Jadę do kolejnej wieży widokowej, która powstała całkiem niedawno. Nie jest tak imponująca jak ta nad miejscowością Sosnova bo liczy zaledwie 12 metrów wysokości, ale teren jest zupełnie pozbawiony drzew, więc taka wysokość wystarczy.

Obrazek

Obrazek

Wielu turystów kręci się w okolicy. Większość podchodzi od strony Starych Těchanovic. Kilka fotek z wieży....

Obrazek

Obrazek

I później jeszcze kilka z drona. Całkiem ładna okolica 😀

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Dalsza droga wiedzie po trasie rowerowej wzdłuż rzeki Moravica. W Podhradí obowiązkowa przerwa. Trzeba ponownie puścić Igora bo nad wsią górują ruiny średniowiecznego zamku Vikštejn.

Obrazek

Smaczku widokom nadaje jeszcze wijąca się droga u podnóża oraz przełom rzeki.

Obrazek

Obrazek

Kontynuuję jazdę wzdłuż Moravicy. Teraz w większości droga jest szutrowa i bardziej odpowiednia pod rower górski aniżeli szosa, więc jak ktoś się tam kiedyś wybierze to musi pamiętać iż trasa rowerowa to niekoniecznie po asfalcie 😉

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ostatnie kilometry do Hradca nad Moravicą wiodą wzdłuż ciekawego obiektu jakim jest Weisshuhnův kanał. Kanał wybudowano pod koniec XIX wieku by spławiać nim drewno oraz wytwarzać energię elektryczną w papierni w Žimrovicach.

Obrazek

Obrazek

Gdy docieram do Hradca jest już dość późno. Wykorzystuję ostatnie chwilę ze słońcem i wykonuję kilka zdjęć z lotu ptaka tamtejszych pałaców. W tym znajdującym się niżej, zwanym czerwonym widać, że trwa remont dziedzińca. Od teraz będzie cały z kamienia, a nie jak to miało miejsce wcześniej, że znajdowały się tam tereny zielone.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Według moich kalkulacji jeżeli teraz będę wracać do domu główną drogą przez Opave i Krnov to powinno mi wyjść przeszło 200 km. Taki też miałem cel na dziś czyli pierwsze dwie stówy w tym roku 😉
Z racji, że za chwilę zajdzie słońce to postanawiam już się nie zatrzymywać tak by o względnie znośnej godzinie dotrzeć do domu. Ważna rzecz..., niemal zupełnie ustał wiatr, a to oznacza iż nie będzie mi on przeszkadzać w drodze powrotne 😀

Obrazek

Obrazek

W domu jestem po 21szej z dystansem 213 km. Zadowolony jestem z tego dnia 😀


Zdjęcia: https://photos.app.goo.gl/VQi3XTp4Nsy4QJdU7

Awatar użytkownika
Marco
Posty: 2112
Rejestracja: 2008-11-18, 19:05
Lokalizacja: Opole

Re: Rowerowe wycieczki Roberta J

Post autor: Marco » 2019-04-24, 12:20

jak zwykle imponująco... a do tego dalekie obserwacje i zdjęcia z drona w jednym miejscu.

Od kiedy otwierają wieże w Uwalnie i na Cwilinie?
...only way to cure stupidity is death...

Robert J
Posty: 376
Rejestracja: 2015-02-23, 20:34
Lokalizacja: Charbielin

Re: Rowerowe wycieczki Roberta J

Post autor: Robert J » 2019-05-07, 16:40

Marco pisze:
2019-04-24, 12:20
jak zwykle imponująco... a do tego dalekie obserwacje i zdjęcia z drona w jednym miejscu.

Od kiedy otwierają wieże w Uwalnie i na Cwilinie?
Sezon zaczyna się z początkiem kwietnia.

ODPOWIEDZ