SZLAK ORLICH GNIAZD na raz... na dwa...

Moderatorzy: Madziul, Asia M., Marcin K-G, sebastian.f

Awatar użytkownika
Incognito
Posty: 385
Rejestracja: 2013-10-28, 00:21
Lokalizacja: zza7góry, zza7rzeki

SZLAK ORLICH GNIAZD na raz... na dwa...

Post autor: Incognito » 2014-07-11, 14:56

W naszym kajeciku z planowanymi wycieczkami jest wiele ciekawych miejsc. Jedne są bardziej moje, inne – Darga. Na szczęście większość jest wspólna. I chyba tylko czas i kondycja ograniczają nas w realizacji ich w wymarzonym przez nas tempie. A z drugiej strony – dobre rzeczy należy sobie dawkować, aby dłużej móc się nimi cieszyć.
Od tygodnia przygotowywaliśmy się (ja – psychicznie, Darg – logistycznie) do wyjazdu przy okazji długiego weekendu czerwcowego. Miało być lekko, łatwo i przyjemnie, bo przecież naszym celem nie były Alpy czy Tatry, a jedynie Jura Krakowsko-Częstochowska i Szlak Orlich Gniazd. Zależało nam na przejściu do konkretnego miejsca, bo… Ale o tym później.

Szlak Orlich Gniazd na raz...

Rano wyruszyliśmy z naszej betonowej wsi w kierunku grodu Kraka korzystając z usług rączego rumaka. Odszukanie początku szlaku okazało się sporym wyzwaniem. Wiedzieliśmy, że należy szukać przy budce z kebabem obok pętli autobusowej. Spodziewałam się jakiejś pięknej tabliczki, no, może zwykłej tabliczki, a tu? A tu tylko kropa i kop na drogę.

Obrazek

Koło południa ruszyliśmy niespiesznie, bo przecież „Mamy czas, czas nie goni nas…”. Pierwszy etap był wybitnie nudny. Na szczęście pogoda dopisywała i nasze człapanie było całkiem przyjemne. Po drodze mijaliśmy kilka ciekawych miejsc – był zakład, jak sprzed lat,

Obrazek

Czerwony Mostek z czasów… (to dopisze Darg, bo ja się na tym nie znam),

Obrazek

forty,

Obrazek

Latarnia Twardowskiego, Skały Cygańskie, źródełko miłości (nikt mi tam miłości nie wyznał, więc lipa), Rękawicę,

Obrazek

Bramę Krakowską

Obrazek

i jeszcze co nie co.

Obrazek

Obrazek

Ku naszemu ogromnemu zdziwieniu w Dolinie Prądnika można poczuć klimat niektórych dolin tatrzańskich! Nie, nie za sprawą krajobrazu lecz koników ciągnących dorożki wypełnione stadami młodych leniwców. Naszym celem max tego dnia była Pieskowa Skała, ale po ostatnich (intensywnych w pracy) tygodniach, energii wystarczyło nam na dojście zaledwie do Ojcowa. W Ojcowie panował umiarkowany ruch – turyści w niewielkich grupach snuli się sennie deptakami. Minęliśmy ich i skierowaliśmy swe kroki w stronę pola namiotowego na Złotej Górze. Biwakowiczów było niewielu. Namiotów – razem z naszym – cztery sztuki. Rozbiliśmy się przy innych namiotowiczach, od których dostałam w prezencie złoty napój na zakończenie dnia. Proponowali też dobra z grilla, ale co za dużo to nie zdrowo. (Niektórzy forumowicze powinni wpisać sobie to miejsce na swoją listę – darmowe piwo i jedzenie nie wszędzie się zdarza). Szczęśliwi (że to koniec marszu tego dnia, że można coś zjeść, że można się umyć, że można się położyć), nie zważając na niekończącą się imprezę kamperowców, przespaliśmy noc. Wiedzieliśmy, że następnego dnia czeka nas dłuższy odcinek, bo przecież nie wykonaliśmy planu maksimum. (sic!)

Po śniadaniu ruszyliśmy w drogę zahaczając jeszcze o ruiny zamku w Ojcowie

Obrazek

i kaplicę na wodzie.

Obrazek

W Grodzisku znaleźliśmy rewelacyjną pieczątkę pamiątkową przy pustelni.

Obrazek

Darg zaczął ściemniać, że być może, ze względu na zmianę pierwszego noclegu, będziemy musieli rozbić namiot poza polem namiotowym. Oczywiście doskonale o tym wiedział przed wyjazdem, ale żeby nie dawać mi czasu na zawetowanie trasy, przemilczał taktownie ten fakt (wiedział, że nie chcę rozbijać namiotu na dziko i trochę się tego boję). Podjęliśmy męską decyzję - pójdziemy tak daleko, jak damy radę, najlepiej (plan max) do Rabsztyna. No i szliśmy. Odwiedziliśmy tego dnia zamknięty zamek w Pieskowej Skale (wbrew nazwie nie mieszkają tu pieski – można natomiast spotkać małego kociaka),

Obrazek

Obrazek

Obrazek

kościół w Sułoszowej,

Obrazek

szliśmy polami, lasami, dolinami i pagórkami.

Obrazek

Obrazek

Mijaliśmy domy wkomponowane w skały (coś pięknego).

Obrazek

Pogoda zaczynała się załamywać (ja trochę też). Darg rozpatrywał ewentualność noclegu przy leśniczówce w Olewinie, ale tu niespodzianka. Szlak został zmieniony i już nie prowadzi obok leśniczówki. Przez moment byłam tak zdesperowana, że chciałam nocować na ambonie przy polanie. Rozsądek (czyt. rozsądek Darga) jednak zwyciężył i poszliśmy dalej tym nowym szlakiem, który w pewnym momencie doprowadził nas do znaku „Zakaz przejścia”. Dalej było coś tam coś tam wróć skąd przyszedłeś i tam przejdź przez drogę. O nie! W nosie mam wracanie się! „Idę prosto, nie biorę jeńców żadnych…” Przetruptaliśmy przez nową, śliczną drogę. Zapadał zmrok, deszcz padał, ja też. Wreszcie oczom naszym ukazały się ruiny zamku w Rabsztynie – nigdy nie przypuszczałam, że tak się ucieszę na ich widok. Niestety namiot rozbijaliśmy w deszczu. Poranek przywitał nas pięknym słonkiem i widokiem na ruinki.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Postanowiłam skorzystać z mijanego w nocy toi-toia i jakież było moje zdumienie, gdy po jego otwarciu nic na mnie nie wypadło, nie wylało się. Mało tego – wyposażony był w wodę, papier toaletowy, ręczniki papierowe i nawet lusterko! Normalnie kibelek w wersji de Lux! Podbudowana wróciłam do namiotu na posiłek.

Objedzeni, opici, obładowani ruszyliśmy w dalszą drogę. Przy pierwszym leśnym dukcie napotkaliśmy na człowieka spacerującego z akitą inu – cudowne zwierzę. Niestety psiak nie odwzajemnił mojego zachwytu, więc bez zbędnych czułości poczłapaliśmy dalej. Przerwę zrobiliśmy sobie w Jaroszowcu (tu szlak też został nieco zmieniony – nie przechodzi już obok PKP). Ruszamy dalej, a tu niespodzianka. Naprzeciw nam idzie dwoje plecakowców! Rozpoznawszy ich zaczynam machać gałązkami. Niestety oni dopiero po chwili zorientowali się, że nie mają odwrotu i muszą się do nas przyznać. Witamy się radośnie z Kasjopeą i Vladem, którzy deptali tym samym szlakiem (w przeciwnym kierunku) i z łezką w oku myślę, jak im mało, a nam dużo do mety zostało… No, ale my tu gadu-gadu, a czas leci. Poleciały też sms do osób, które nie uwierzyły w przypadkowość naszego spotkania (Lidko, wstydź się!). Ruszamy każdy w swoją stronę wymieniając się jeszcze wskazówkami dotyczącymi zmian w przebiegu szlaku. Mijamy kolejne miejscowości, uzupełniamy płyny. Wspinamy się na coś, co przypomina wydmę.

Obrazek

Obrazek

Mam coraz bardziej dość. Ten dzień to był jeden wielki kryzys z kilkoma epicentrami. Darg sam deptał po ruinach w Bydlinie

Obrazek

i Smoleniu

Obrazek

Obrazek

Obrazek

– ja w tym czasie umierałam z braku sił i chęci do dalszej drogi.

Obrazek

Vlado dodatkowo „podnosił” nas na duchu kolejnymi sms o treści „Gdzie jesteście?” i w odpowiedzi: „W tym tempie to do zimy dotrzecie do celu.” – dziękujemy Ci! :-P Na szczęście każde kolejne „Możemy zrezygnować z dalszej drogi.” powodowało rozpętanie się furii w mojej głowie, miotanie piorunami z oczu i energia wracała.

Obrazek

Takim sposobem dotarliśmy do Pilicy,

Obrazek

gdzie oznajmiłam Dargowi, że czuję się oszukana, bo umawialiśmy się na nie więcej niż 30 km dziennie, a tu końca nie widać. Zdenerwowana propozycją skorzystania z taksówki powłóczyłam dalej nogami w kierunku Kocikowego lasu (cóż za słodziakowa nazwa). Po zmroku docieramy do… Nie, jeszcze nie do Podzamcza. Docieramy do Design Hotel & Spa „Poziom 511”. Niestety nie po to, by korzystać z oferowanych przyjemności, ale przez niewiedzę co dalej. Nie zważając na męską dumę zaczepiam spacerującą parkę, która wskazuje nam przejście między skałami. Podobno tędy do ruin zamku :-) Idziemy, przeciskamy się, Darg dzielnie podtrzymuje mnie na duchu i na nogach.
Kiedy oczom naszym ukazało się tzw. pole namiotowe miałam ochotę rozpłakać się ze szczęścia. Pani wskazująca nam miejsce do rozbicia namiotu sugeruje, że dotarliśmy lekko późnawo. Tłumaczę jej, że wiem, rozumiem, oczywiście, ale idziemy z Rabsztyna. W tym momencie na twarzy wymalowało jej się lekkie zdziwienie, wskazała coś, co szumnie nazywała prysznicem, łazienkami itp. i życzyła spokojnej nocy. Niemal już tradycyjnie rozbijaliśmy namiot w deszczu. A rano znowu słonko (co za nuda, hi hi).

Obrazek

Ale dość dobrego. Czas wracać do domu, bo… świadectwa niewypisane, arkusze nieuzupełnione, a w domu pobojowisko. Poczłapaliśmy do Ogrodzieńca skąd komunikacją miejską dostaliśmy się do Zawiercia. Tam znowu deszcz, a raczej ulewa, ale nie zepsuje nam to humorów. Osiągnęliśmy założony cel! Z Zawiercia pociągiem jedziemy do Katowic, a z Katowic do domku. Home, sweet hHome.

Podsumowanie:
Osoby, które nas znają wiedzą, że jesteśmy raczej ślimakami (jeśli chodzi o tempo). Tym bardziej jesteśmy z siebie dumni. Podczas tego wyjazdu przeszliśmy około: 20 km (I dzień) + 32 km (II dzień) + 44 km (III dzień) = ok. 96 km. Mieliśmy ze sobą jedzenie na te wszystkie dni (dokupiliśmy tylko 2 butelki wody), namiot, grube śpiwory (bo ciepełko to fajna sprawa), palnik itp. Nasze plecami ważyły (w zależności od dnia i podziału dóbr): mój 13 – 15 kg, Darga 15 – 18 kg. Ten wyjazd był jednym z elementów przygotowujących nas do planowanej wyprawy pod koniec wakacji. Jestem z nas dumna, choć pewnie większość z Was uzna, że Jura to żaden wyczyn, a to co opisałam to takie nic.

Szlak Orlich Gniazd na dwa…

¦wiadectwa wypisane i rozdane, dokumenty zdane – wakacje czas zacząć. Pierwszy tydzień wakacji był dla nas okazją dokończenia naszej wędrówki. Tym razem odbyło się to zupełnie inaczej niż w pierwszym etapie. Nie idziemy sami, nie niesiemy ciężkich plecaków, nie śpimy w namiocie. Atrakcji jednak nie brakuje. Nasza parafia organizuje od kilku lat pielgrzymkę do Częstochowy Szlakiem Orlich Gniazd. Wędrowanie zaczyna się w Podzamczu, czyli dokładnie tam, gdzie skończyliśmy pierwszy etap :-)

Pierwszy dzień mija nam pod znakiem deszczu. Idziemy w kierunku Morska w rytm piosenki „Kap, kap płyną łzy…” Po kilku kilometrach już nikt nie omija kałuż, bo w butach mamy pralki. Oglądamy po drodze Okiennik Wielki. Wieczorem spotykamy się przy grillu. Przestaje padać. Wreszcie mamy też okazję poznać zasady gry „Sabotażysta” na żywo – młodzież gra z jednym z księży. ¦pimy w domkach typu Brda :-). Ciesząc się wyposażeniem w postaci grzejników elektrycznych suszymy ubrania, buty, plecaki…

Obrazek

Po śniadaniu ruszamy na kolejny odcinek. Dziś najdłuższy fragment (ponad 30 km) – nocleg mamy zarezerwowany w Schronisku Młodzieżowym w Złotym Potoku. Pogoda całkiem przyjemna, choć chwilami zbierają się nad nami czarne chmury. Piknikujemy na Górze Zborów,

Obrazek

Obrazek

focimy odnowiony zamek Bobolice (fuj)

Obrazek

i ruiny w Mirowie.

Obrazek

Tutaj też – przy moim ulubionym Orlim Gnieździe – zakładamy bazę :-). Wieczorem w Złotym Potoku raczymy się chlebem z nutellą i cieszymy kuchnią turystyczną.

Trzeci dzień naszej pielgrzymkowej wędrówki jest znowu pełen słonka.

Obrazek

Przy okazji rozwiązujemy tajemnicę: Skąd na Jurze tyle kamieni?
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Po drodze wchodzimy do Jaskini Olsztyńskiej.

Obrazek

Obrazek

Zdobywamy Mały Giewont (Biakło)

Obrazek

i wczesnym popołudniem lądujemy w punkcie docelowym – Olsztynie. Mamy jeszcze czas na spacer, pyszne lody i poszukanie Informacji Turystycznej. Wieczór mija nam pod hasłem gier towarzyskich z młodzieżą i jednym z księży. Bawimy się w „Mafię”. Następnie rozpoczynamy grę organizowaną przez księdza o nazwie „Killer”. Zasady są banalne, a gra ekscytująca i może trwać nawet kilka dni. Nasza ma czas trwania do poranku dnia piątego.

Czwarty dzień to dojście do Częstochowy. Nie omieszkaliśmy wcisnąć się do jaskini w Zielonej Górze, która cieszy oczy specyficznym wnętrzem.

Obrazek

Wędrujemy podziwiając piękno natury.

Obrazek

Dzisiaj ma miejsce główna część naszej gry – „Killera”. Długo się trzymałam. Pomogłam nawet Dargowi wyeliminować jego cel (księdza). Mój cel również padł (najmłodsza, ale najbardziej czujna osoba). Niestety sukces rozluźnił mnie za mocno i stałam się nieostrożna. Zginęłam wczesnym popołudniem czwartego dnia ;-)

Na tym kończy się nasza przygoda ze Szlakiem Orlich Gniazd.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Było przyjemnie, choć nie zawsze łatwo i lekko. W wielu miejscach byliśmy po raz kolejny. Niektóre odwiedzimy jeszcze nie raz. Jura, choć to nie góry, jest piękna, atrakcyjna i przyjazna dla każdego. Serdecznie zachęcamy wszystkich do odwiedzenia tych i innych jej zakątków.
Ostatnio zmieniony 2014-07-11, 20:34 przez Incognito, łącznie zmieniany 2 razy.
"Do ostatniej pestki trzeba mocno żyć..." SDM

Krzyś66
Posty: 1122
Rejestracja: 2012-06-07, 09:54
Lokalizacja: Mazowsze

Post autor: Krzyś66 » 2014-07-11, 15:18

Cześć Niedorotko ;-)

Bardzo sympatyczna wycieczka. Początek szlaku , zdjęcie ... super.Ciekawe ile osób startuje spod tego słupa :-D
Żebyście chodzili ślimaczym tempem , nie zauważyłem , po prostu nie biegacie po szlaku tylko idziecie.A dystans 44km to szacun , mnie już by się tyle w jeden dzień nie chciało , wszak można to we dwa dni zrobić :-D
Pogoda na fotkach ładna , ale rozbijania w deszczu nie znoszę i tegoż Wam współczuję.
Dzięki za ciekawą wycieczkę w tak pięknych okolicznościach przyrody i w ogóle..

Pozdrówka z Mazowsza , Krzyś.
”Wydarzenia nie zawsze spełniają nasze oczekiwania, ale zawsze jest dla nich jakieś logiczne wytłumaczenie. Często nie jest ono krzepiące, ale zawsze logiczne.”

Awatar użytkownika
buba1
Posty: 3166
Rejestracja: 2012-01-13, 17:07
Lokalizacja: Oława
Kontakt:

Post autor: buba1 » 2014-07-11, 15:57

Krzyś66 pisze:.A dystans 44km to szacun , mnie już by się tyle w jeden dzień nie chciało , wszak można to we dwa dni zrobić :-D
.
albo w cztery! :-P
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam ta mniej uczęszczaną. Cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam"

na wiecznych wagarach od życia..

Awatar użytkownika
Lidka K.
Posty: 5596
Rejestracja: 2011-03-09, 10:29
Lokalizacja: 555 km od Bies...
Kontakt:

Post autor: Lidka K. » 2014-07-11, 16:12

Incognito pisze: A tu tylko kropa
ale na górze muszelka :mrgreen:
Obrazek
cuuuudo :-)
ps.wstydzę się ;-)
ps2. na czym polega killer? :lol:
jest we mnie wiary okruszek....

Awatar użytkownika
Vlado
Posty: 5079
Rejestracja: 2011-01-14, 11:23
Lokalizacja: Wega XXI

Post autor: Vlado » 2014-07-11, 20:51

Incognito pisze:Wspinamy się na coś, co przypomina wydmę.
To nie przypomina, to jest wydma;)
Incognito pisze:Rozpętanie się furii w mojej głowie, miotanie piorunami z oczu i energia wracała.
Czyli byłem skuteczny? ;-)
Incognito pisze:Zdenerwowana propozycją skorzystania z taksówki
Ooooo widzę, że Darg też potrafi skutecznie motywować :mrgreen:
Krzyś66 pisze:A dystans 44km to szacun , mnie już by się tyle w jeden dzień nie chciało , wszak można to we dwa dni zrobić :-D
Po co robić coś przez dwa dni, skoro można w jeden? Wszak tyle innych miejsc czeka;)
Incognito pisze:Naprzeciw nam idzie dwoje plecakowców!
Hihi, czyli ja już jestem zwolniony z pisania?:)

Awatar użytkownika
Incognito
Posty: 385
Rejestracja: 2013-10-28, 00:21
Lokalizacja: zza7góry, zza7rzeki

Post autor: Incognito » 2014-07-11, 21:01

Krzysiu, Lidko, dziękuję, że chciało Wam się to czytać i za miłe komentarze. Jura jest iście bajkowa.

Lidko, w kwestii zasad Killera obiecałam dać szansę wypowiedzieć się Dargowi. Jeśli nie zrobi tego do niedzielnego wieczoru - wyręczę go ;-)



Vlado pisze:
Incognito pisze:Rozpętanie się furii w mojej głowie, miotanie piorunami z oczu i energia wracała.
Czyli byłem skuteczny? ;-)
Ten motywator należał niezmiennie przy każdym "upadku" do Darga, choć Twoje sms też "podnosiły" mnie na duchu :evil:

Vlado pisze:
Incognito pisze:Naprzeciw nam idzie dwoje plecakowców!
Hihi, czyli ja już jestem zwolniony z pisania?
Zapomnij! Czekałam, czekałam, czekałam i się nie doczekałam na Twoją relację. Nagryzmoliłam własną z naszej trasy (tak długą, że ledwie kilka osób da radę przeczytać całą). Wasza trasa była prawdziwym wyczynem czasowo-dystansowym, więc przestań się migać i pisz lub Kasjopea może dać upust swoim wspomnieniom z wycieczki :-)
"Do ostatniej pestki trzeba mocno żyć..." SDM

Awatar użytkownika
atineb
Posty: 1445
Rejestracja: 2010-10-26, 21:06
Lokalizacja: depresja (ppm)

Post autor: atineb » 2014-07-11, 23:10

Slyszałam już o Waszych wyczynach od Kasjopei, ale poczytać milo. Szczegolnie o motywatorach Darga i Vlada. Aż bardziej kocham mojego meża, który takich metod nie stosuje.
Bardzo proszę o reguły killera.Mafie uwielbiam.
Fajna pielgrzymka.Rozumiem, ze babć śpiewajacych godzinki nie bylo.
byle do wakacji

Kasjopea
Posty: 724
Rejestracja: 2011-11-25, 22:39
Lokalizacja: Droga Mleczna

Post autor: Kasjopea » 2014-07-12, 13:03

Inka coś Wam się chyba kilometry zmniejszyły ;-) doliczyliście "skoki w bok" ? :-P
Generalnie popadam w kompleksy.....
Trochę żałuję, że przypadek spotkania nie zdarzył się na początku szlaku.... wędrowanie w takim towarzystwie byłoby genialne ...ech szkoda :-( Bardzo żałuję. mam nadzieję że następnym razem los dopisze.
Było to najbardziej niespodziewane i wyjątkowo przyjemne spotkanie na szlaku!!!
Jak daleko wchodziliście do jaskiń?

PS
Na mnie czeka inna relacja do napisania... a ja jestem dopiero na etapie przeglądania zdjęć.....więc z tej wycieczki trzeba poczekać na wenę u Vlada :-)
"Chmury wyglądały jakby właśnie usłyszały o śniegu i rozważały tę ideę."

Darg
Posty: 543
Rejestracja: 2011-05-09, 19:22
Lokalizacja: Jastrzębie-Zdrój

Post autor: Darg » 2014-07-13, 15:17

Pozwolę sobie na małe uzupełnienie.

Niestety, czas, obowiązki itp. nie pozwoliły na przejście "od kropki do kropki", ale i tak cieszę się, że mogłem połazić po Jurze. Niby kawałek płaskiego terenu, a po drodze mnóstwo krajobrazów, od skałek, przez drogi leśne, polne wśród łąk i zbóż, aż po piaski niczym nad morzem :-)
Czerwony Mostek to dwupoziomowe skrzyżowanie zbudowane dla sprawnego przemieszczania wojsk austro-węgierskich w obrębie Twierdzy Kraków. Szkoda, że u nas po ok. 100 latach nadal brakuje takich rozwiązań... :-) Ogólnie Twierdza Kraków wpisana jest na "później", ale wiem, że ją odwiedzę :-)

Przebieg naszego szlaku został zmieniony jakoś w okresie kwiecień-maj, o czym nie wiedzieliśmy i czasem troszkę dziwiliśmy się :-).
Gdyby ktoś chciał się kiedyś wybrać, to wymienię największe zmiany przebiegu szlaku:
- obejście Olewina przez Duży Las :-), a następnie koło Januszkowej Góry do Rabsztyna (w związku z budową obwodnicy),
- odcinek z Rabsztyna do Jaroszowca,
- krótki odcinek między Okiennikem, a Morskiem.
Reszta to jakaś drobna kosmetyka. Ciekawostką są na odcinku od Jaroszowca do Pilicy szlakowskazy z odległościami, które sugerują, że autor nowych tablic albo nie przywiązywał wagi do faktu, że liczby rzeczywiste tworzą jakiś ciąg, albo odkrył miejsce, w którym czasoprzestrzeń ulega kilku zagięciom :-)

Krzyś, całkiem sporo ludzi zaczyna szlak spod słupa ;-) i równie dużo tam kończy wędrówkę. W Krakowie jest słup, a w Częstochowie drzewo z kropką bez jakiejkolwiek tabliczki.
Lidka, cieszę się, że podobały się pola, ale na dłuższą metę to chyba takie widoki są męczące :-) Na szczęście kawałek dalej zza tych poletek wyłoniły się Beskidy :-)
Benita, przecież ja motywowałem pozytywnie :-) Choć po cichu liczyłem, że nocleg wypadnie przy którymś z zamków, wcale nie upierałem się, że musi tak być. Z Rabsztynem wyszło samo :-) A poza tym wyszło przecież dobrze, Biała Dama nas nie wygoniła, a i żaden dziki pies, czy inny kot, nie pożarł nam dobytku... :-)
Kasjopea, do jaskiń wchodziliśmy do samego końca, tzn. na ile pozwalały gabaryty i korytarze :-) Np. w Zielonej Górze udało się przejść przez taki niby zacisk w dół do samego końca.

A sama pielgrzymka nie była taka jak stereotypowa. Był czas i na modlitwę, i na rozmyślania o ważnych sprawach, i na wędrówkę po Jurze z opowieściami o ciekawych miejscach tych na powierzchni, i tych pod nią :-) A jak widać czas na zabawę także się znalazł.
Zasady "killera" są proste. Każdy na karteczce wypisuje jeden przedmiot (taki codziennego użytku dostępny/osiągalny dla uczestników w trakcie trwania zabawy). To jeden zestaw karteczek.
Na drugim zestawie karteczek wypisuje się imiona uczestników. Następnie każdy losuje po jednej karteczce z zestawu i uzyskuje w ten sposób komplet - imię swojej "ofiary" oraz nazwę przedmiotu za pomocą którego eliminuje swój cel. Eliminacja odbywa się poprzez wręczenie, podanie itp. owego przedmiotu.
Po wyeliminowaniu swojej ofiary, przejmuje się jej zadanie. Niby proste, ale w większej grupie trzeba bardzo uważać, bo niektórzy potrafią się wykazywać bardzo dużą inwencją :-)
Nam było o tyle trudniej, że pozostali ludzie znali się ze sobą od dawna, a z nami od 3 dni :-)

Na koniec jeszcze kilka zdjęć drogi

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

oraz jurajskich mieszkańców, których mieliśmy okazję spotkać (poza kózkami z Góry Zborów)

Obrazek

Obrazek

Obrazek
bee, bee, bee, kopytka niosą mnie

Krzyś66
Posty: 1122
Rejestracja: 2012-06-07, 09:54
Lokalizacja: Mazowsze

Post autor: Krzyś66 » 2014-07-13, 16:13

Darg pisze: autor nowych tablic albo nie przywiązywał wagi do faktu, że liczby rzeczywiste tworzą jakiś ciąg, albo odkrył miejsce, w którym czasoprzestrzeń ulega kilku zagięciom :-)
Musi , jakiś humanista filozof znakował. :-D

A co do początku szlaku w miejscowościach.Nie wiem jak jest obecnie , ale drzewiej bywało tak , że prawie zawsze znalezienie szlaku wychodzącego z miejscowości było nie lada wyczynem.
”Wydarzenia nie zawsze spełniają nasze oczekiwania, ale zawsze jest dla nich jakieś logiczne wytłumaczenie. Często nie jest ono krzepiące, ale zawsze logiczne.”

Awatar użytkownika
Vlado
Posty: 5079
Rejestracja: 2011-01-14, 11:23
Lokalizacja: Wega XXI

Post autor: Vlado » 2014-07-13, 17:15

Incognito pisze:Ten motywator należał niezmiennie przy każdym "upadku" do Darga, choć Twoje sms też "podnosiły" mnie na duchu :evil:
Czas przerwać ten czarny PR :mrgreen:
Droga Incognito, chciałbym Ci nieśmiało przypomnieć, że gdy usłyszałem w Jaroszowcu jaki macie plan, to koparka opadła mi do samej ziemi.
44 kilometry w pełnymi plecakami, to nie jest dystans dostępny dla każdego.
A moje żartobliwe smsy wynikały z urokliwego mmsa, którym raczyłaś mnie obdarzyć.
Wiesz, można szybko ale krótko, lub wolno i długo. Ta druga wersja to jest dopiero prawdziwa przyjemność.
Szybko i długo potrafi raptem garstka, na tym forum palców jednej ręki by wystarczyło.
Więc ci wszyscy nazywający Was ślimakami, wymiękli by w połowie tego dystansu. A powody do dumy są jak najbardziej na miejscu.
Incognito pisze:Poleciały też sms do osób, które nie uwierzyły w przypadkowość naszego spotkania
Magia, karma, przypadek, przeznaczenie... zwał jak zwał, ale ostatnio ponownie wszedłem na Darga w niezwykłych, kompletnie zaskakujących okolicznościach,
dokładnie tam gdzie miałem chwilę zawahania, a On będąc ciut dalej rozjaśnił mi sytuację. Był dokładnie tam, gdzie Go potrzebowałem:)
Atineb pisze:Aż bardziej kocham mojego meża, który takich metod nie stosuje.
Za Kasjopeę nie ręczę, ale Incognito jest na pewno bardzo zadowolona ze swojego Połówka ;-)
Incognito pisze:Wasza trasa była prawdziwym wyczynem czasowo-dystansowym
Przecież zrobiliśmy ją w zasadzie w identycznym czasie, spowolnili Was troszkę inni uczestnicy pielgrzymki, więc o czym Ty piszesz? ;-)
Incognito pisze:Nagryzmoliłam własną z naszej trasy (tak długą, że ledwie kilka osób da radę przeczytać całą).
Jak na Was to faktycznie niezwykle długa relacja, ale wciąż za krótka, by mogła nudzić ;-)
Darg pisze: W Krakowie jest słup, a w Częstochowie drzewo z kropką bez jakiejkolwiek tabliczki
Nie znaleźliście tablicy, czy chodzi o to, że nie znajduje się ona na końcu szlaku?

Awatar użytkownika
Lidka K.
Posty: 5596
Rejestracja: 2011-03-09, 10:29
Lokalizacja: 555 km od Bies...
Kontakt:

Post autor: Lidka K. » 2014-07-13, 19:46

Darg pisze:na dłuższą metę to chyba takie widoki są męczące
jak bym była rolnikiem pewnie tak :-P
Vlado pisze:wszyscy nazywający Was ślimakami,
ja mam wrażenie, ze to tylko Oni sami siebie tak zwą :mrgreen:
a co do kilera: jakich fantów Wy mieliscie uzyć? edka mi opowiadała, ze kiedyś grali w to na obozie i ona wylosowała siennik ze strychu :mrgreen:
jest we mnie wiary okruszek....

Darg
Posty: 543
Rejestracja: 2011-05-09, 19:22
Lokalizacja: Jastrzębie-Zdrój

Post autor: Darg » 2014-07-13, 20:33

Lidka K. pisze:jakich fantów Wy mieliscie uzyć?
Na szczęście nie był to siennik :-)
Incognito wylosowała cukierek (ale od cukierka też zginęła), a ja kapelusz.
Przy czym "upolowanie" czujnego księdza kapeluszem było operacją tak trudną, że zajęło nam (musiałem wdrożyć plan Incognito, bo mój się nie powiódł) to pół dnia... ;-)
bee, bee, bee, kopytka niosą mnie

Awatar użytkownika
Lidka K.
Posty: 5596
Rejestracja: 2011-03-09, 10:29
Lokalizacja: 555 km od Bies...
Kontakt:

Post autor: Lidka K. » 2014-07-13, 20:39

Darg pisze:musiałem wdrożyć plan Incognito, bo mój się nie powiódł)
domyślam się, ze nie zdradzicie planu, będzie zabawa przy kolejnym wspólnym wyjeździe ;-)
jest we mnie wiary okruszek....

Awatar użytkownika
Incognito
Posty: 385
Rejestracja: 2013-10-28, 00:21
Lokalizacja: zza7góry, zza7rzeki

Post autor: Incognito » 2014-07-14, 12:29

Dopiero teraz do mnie dotarło, że dałam zły podtytuł... mało chwytliwy... Powinien brzmieć "Szlak Orlich Gniazd na raz... na dwa... czyli jak Darg zabił księdza" Odsłon byłoby znacznie więcej, a i czytających też ;-)
"Do ostatniej pestki trzeba mocno żyć..." SDM

ODPOWIEDZ