Rowerowe wycieczki Roberta J

Moderatorzy: Madziul, Asia M., Marcin K-G, sebastian.f

Robert J
Posty: 361
Rejestracja: 2015-02-23, 20:34
Lokalizacja: Charbielin

Re:

Post autor: Robert J » 2018-12-04, 18:06

rambi pisze:
2018-11-23, 20:50
Robert J pisze: ponieważ musimy się przedrzeć przez niewysokie, ale upierdliwe wzniesienia na północ od Balatonu
Tak, znam i wspominam te wzniesienia bardzo mocno. Po pierwsze z tego powodu, że są tam wspaniałe winnice z pysznymi winami. A także z tego powodu, że przyłożyłem tam na rowerze łbem w asfalt przy dość dużej prędkości i wylądowałem w szpitalu.
Uooo, no to niezłe masz wspomnienia !
rambi pisze:
2018-11-23, 20:50
Robert J pisze:Kilka minut po dziewiątej docieramy do Sümeg. Już z daleka jest widoczny tamtejszy zamek na 80 metrowym wzniesieniu.
Ekstra! Zapisany do zwiedzenia w przyszłości, dzięki :-)
Mi niedane było zwiedzić ruiny, ale następnym razem nie odpuszczę !

Robert J
Posty: 361
Rejestracja: 2015-02-23, 20:34
Lokalizacja: Charbielin

Re: Rowerowe wycieczki Roberta J

Post autor: Robert J » 2018-12-04, 18:08

Rowerowy Eurotrip 2018 - Dzień 15 - Słowacja i tradycyjnie burze ;-) - 28.07.2018

Wyprawa zbliża się już ku końcowi. W sumie jakby się tak sprężył to dałby radę dotrzeć do domu i w jeden dzień. Jednak o tym nawet nie myślimy ;-)

Przedostatniego dnia wstajemy po ósmej. Nie ma pośpiechu bo trasa jest płaska i powinniśmy osiągnąć dość wysoką średnią jazdy(przynajmniej na początku). Po dwudziestu kilometrach faktycznie średnia wychodzi przeszło 27 km/h. Ale jeszcze dzisiaj będą wzniesienia, a w zasadzie Małe Karpaty, które są już górami przecież ;-)

Odwiedzamy Seniec. To niewielkie miasto około 30 kilometrów na wschód od Bratysławy. Mimo już wysokiej temperatury powietrza jest dość spory ruch pieszych. Robimy tu sobie pauzę na piwo w cieniu drzew rosnących na rynku. Znaczy się Grzesiu robi przerwę bo ja standardowo robię objazd okolicy ;-)

Ładne miasteczko.

Obrazek

Obrazek

W 1825 roku, wybudowano w Sencu jedyną z okolicy synagogę.

Obrazek

Ciekawym obiektem jest słup hańby wzniesiony w 1552 roku, przy którym publicznie biczowano skazanych.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Godzinę później jesteśmy już w mieście Pezinok. Pierwsza pisemna wzmianka na temat miejscowości pochodzi z 1208 roku. W czerwcu 1647 miasto otrzymuje z rąk króla węgierskiego Ferdynanda III prawa wolnego miasta królewskiego. Dzięki temu obecnie mamy tu sporo zabytków.

Wzniesiona w 1749 roku kolumna maryjna.

Obrazek

Kilka świątyń(w tym jedna z XIV wieku).

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W północnej części historycznego centrum stoi pałac. Pierwotnie była to twierdza wodna z XIII wieku. Zbudowany został w XIII w, jako zamek wodny i należał do najbogatszych i wpływowych szlacheckich rodów węgierskich. Z wiekami został przebudowany na pałac jednak do dnia dzisiejszego nosi znamiona pierwotnej budowli.

Od ośmiu lat obiekt poddawany jest pracom renowacyjnym.

Obrazek

Obrazek

Są też pomniki SNP oraz wyzwolicielom i poległym

Obrazek

Obrazek

Grzesiu skończył piwo, więc możemy jechać do nieodległej Modrej. Podobnie jak Pezinok miasto zlokalizowane u stup Małych Karpat. Co prawda szybciej byłoby przejechać przez góry na północną stronę właśnie z miasta Pezinok, ale ja chciałem zobaczyć zamek Červený Kameň.

Modra czasami nazywana jest perłą Małych Karpat. W 1607 roku cesarz Rudolf II przyznał miastu przywileje wolnego królewskiego miasta. W latach 1610 – 1646 miasto wybudowało system umocnień miejskich z trzema bramami. Z tego wszystkiego zachowały się jedynie fragmenty obwarowań oraz tzw. Brama Górna.

Obrazek

Wśród zabytków najstarszym jest gotycki kościół św. Jana Chrzciciela datowany z drugiej połowy XIV wieku.

Obrazek

Obrazek

W 1826 roku zbudowano artykularny protestancki kościół słowacki. Natomiast w 1834 roku w stylu neoklasycystycznym postawiono protestancki kościół niemiecki.

Obrazek

W mieście podobnie jak wcześniej Grzesiu chowa się gdzieś w cieniu. Mówi : "czekam tu na ciebie", a ja robię objazd starówki. Po moim powrocie nie ma Grzesia. Jeżdżę jeszcze raz po centrum szukając go. Dostaje sms "pojechałem dalej tą drogą, którą mamy jechać". No to długa jak wariat w pogoń. Jadę i jadę, a Grzesia nie widać. Dostaję kolejnego smsa " W Casta zatrzymałem się na piwo naprzeciwko stacji jakby co" No tak, a ja już przejechał tą miejscowość ! Teraz to niech Grzesiu mnie goni! :-D

Obrazek

No i goni mnie. A ku nam obydwu zmierza wielka czarna chmura. Opady deszczu są nieuniknione. Niedane mi będzie zobaczyć z bliska zamku Červený Kameň. Zaczyna padać, Grzesiu mnie dogania. Daleko nie ujechaliśmy rozszalało się piekło. Chowamy się na chwilę w Trstinie by zabezpieczyć bagaże i w ulewie oraz płynących drogą potokach jedziemy dalej na Senicę.

Obrazek

Obrazek

W tym roku na Słowacji każdego dnia mokłem, więc kraj nie był zbyt gościnny jeżeli chodzi o aurę ;-)

Po drugiej stronie Małych Karpat oczywiście sucho bo tu nie padało. No może jeszcze trochę pokropiło w Jablonicy.

Obrazek

Obrazek

W mieście Senika 2-3 zdjęcia w centrum i za miastem odbijamy na drogę nr. 500 wiodącej ku granicy z Republiką Czeską. Kilka niewielkich podjazdów i docieramy na granicę.

Obrazek

Obrazek

Kawałek drogi po wierzchowinie i natrafiamy na strasznie chwiejącą się wieżę widokową. Ciekawostką jest, że wieża stoi pomiędzy znacznie wyższymi wzniesieniami ;-)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Zjeżdżamy teraz w dolinę. Zadupiami docieramy do Uherské Hradiště. Stąd wybieramy trasę rowerową wzdłuż kanału Baťův.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Kanał ten wybudowano w latach 1935-38 i liczy 52 kilometry długości. Obecnie służy celom rekreacyjnym.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Tak docieramy do Napajedli gdzie decydujemy się niedaleko rozbić na nocleg.

Obrazek

Obrazek

Galeria: https://photos.app.goo.gl/XnqxKSW3sp7Pyr6b7

cdn....

Robert J
Posty: 361
Rejestracja: 2015-02-23, 20:34
Lokalizacja: Charbielin

Re: Rowerowe wycieczki Roberta J

Post autor: Robert J » 2018-12-09, 08:05

Rowerowy Eurotrip 2018 - Dzień 16 - To już jest koniec.... - 29.07.2018

Dziś żadnych fajerwerków nie przewidujemy. W zasadzie mógłbym nawet ten dzień podpiąć pod wcześniejszą część relacji lub nawet całkowicie pominąć. Jednak mam taką swoją regułę, że każdy dzień jest relacjonowany osobno coś na zasadzie pamiętnika.

Nie mam już pomysłów na pokonywanie tego odcinka Republiki Czeskiej ponieważ mam zjeżdżone w tej okolicy niemal wszystko. Dlatego też już poprzedniego wieczora umówiłem się z Grzesiem, że tego ostatniego dnia każdy z nas wyruszy w drogę o dogodnej dla siebie godzinie. Bo przecież i tak po pewnym czasie nasze drogi by się rozeszły ponieważ każdy z nas starałby się dotrzeć do domu najbardziej optymalną dla siebie trasą.

Obrazek

I tak dzisiaj zbieram się wcześnie, bo im szybciej wyruszę tym szybciej dotrę do domu, a może i uda mi się ominąć zapowiadane na dzisiaj burze.

Niezmiennie panuje upał i w sumie nie widzę różnicy czy to południe Europy czy okolice gdzie żyjemy. Wszędzie ostatnio panują wysokie temperatury. Nawet teraz po szóstej rano jest ponad dwadzieścia na plusie.

Ruszam w drogę. Jako, że jest niedziela to nawet na głównej drodze ruch znikomy. Inna sprawa, że za Otorkovicami remontowany jest wiadukt nad torami kolejowymi i większość pojazdów i tak kierowana jest na biegnącą równolegle autostradę. Oczywiście rowerem trzeba sobie jakoś inaczej poradzić ;-)

Obrazek

Obrazek

Tym razem postanawiam zatrzymać się na rynku w Přerovie. Dawno mnie tu nie było, z jakieś sześć lat. Ostatnio omijam centrum by jak najszybciej przejechać miasto, a przeważnie i tak wybieram jakąś alternatywną trasę by zupełnie ominąć to miasto. Zwiedzania nie będzie, jadę przez rynek tylko dlatego, że o tej godzinie ruch zerowy i jest po prostu najkrócej ;-)

Tam tylko kilka zdjęć i przekraczam rzekę Beczwę /Bečva.Opuszczając miasto w kierunku północnym przemierzam tereny gdzie są duże plantacje chmielu. W Přerovie działa browar Żubr.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Przez Ołomuniec zawsze przyjemnie mi się przejeżdżało i choć ruch na drogach już znacznie się wzmógł to lubię tędy jeździć. No może mógłbym czasami pominąć kilkunastokilometrowy odcinek do Šternberka.

Obrazek

W mieście tradycyjnie robię zakupy w Lidlu bo tak naprawdę to jedna z ostatnich możliwości na tej trasie. Przede mną Niski oraz Wysoki Jesionik. Tym razem postanawiam nieco inaczej pojechać aniżeli zwykłem robić. Bardzo lubię wykonywać zdjęcia z drona zamków, a przecież w niewielkiej odległości znajduje się jeden z ciekawszych obiektów w okolicy - zamek Sovinec.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jego początki sięgają pierwszej połowy XIII wieku. W XVII wieku staje się własnością Zakonu Rycerzy Niemieckich, czyli zakonu krzyżackiego, w maju 1945 roku kompleks spłonął i po dzień dzisiejszy trwa jego stopniowa odbudowa.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Niestety prognozy się sprawdzają. Od północy czyli z kierunku, w którym podążam idzie ogromna nawałnica. Dobrze, że chociaż udało mi się jeszcze polatać zanim zaczęło padać. Szybko pokonuję jeszcze kilka kilometrów w kierunku Rýmařova, ale na totalnym zadupiu dopada mnie oberwanie chmury. Nie mam się gdzie schować. Szybko staram się zabezpieczyć bagaże i jadę dalej. I tak jestem totalnie zgnojony, więc żadna to różnica dla mnie 😂

Za Rýmařovem wychodzi słoneczko i bardzo szybko wszystko schnie. I w sumie to by było na tyle. Jeszcze kilkadziesiąt kilometrów i w o dość wczesnej godzinie jestem w domu. Na tyle wczesnej, że jeszcze po obiedzie mam możliwość by wyskoczyć na Biskupią Kopę na piwo, ale już na pusto bez bagaży ;-)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Podsumowanie:

Jeżeli chodzi o statystyki to nie było jakichś rewelacji. Nie udało się osiągnąć zakładanych 200 kilometrów dziennie. Powiem więcej, to była najsłabsza wyprawa jeżeli chodzi o ten aspekt odkąd jeżdżę na podobne długie wyprawy. I może dlatego nie udało mi się zejść w ogóle z masy ciała podczas tego wypadu bo mój organizm był jednak przygotowany na nieco więcej ;-)

Ogólnie całkiem spoko wypad mimo iż trasa nie była zupełnie planowana, a każda decyzja była podejmowana niemal na bieżąco. Równie dobrze w zależności od naszego "widzi mi się" mogliśmy zrobić zupełnie inną trasę od tej którą właśnie przejechaliśmy ;-)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W liczbach wyglądało to tak: 16 dni w drodze 3004 kilometry pokonane, 187 km średnio dziennie. Czas jazdy 149 godz. 31 min. Średnia prędkość 21,26 km/h oraz urobionych 22176 metrów podjazdów.

Nie wiem ile tym razem wydałem podczas całego wyjazdu bo nie kontrolowałem wydatków. Jednak mogę podać małe zestawienie jeżeli chodzi o ilość spożytych płynów bo to tradycyjnie codziennie notowałem.

I tak dla porównania zestawienie moich i Grześka statystyk dotyczących płynów 😅

Grzesiek Woda: - 55-60 litrów
Inne: - 35-40 litrów
Piwo: - 160-170 piw
Wino: - 8,5 l


Robert Woda: - około 69 litrów
Inne: - około 41 litrów
Piwo: - 66 piw
Wino: - nie dotyczy

Jak widać Grzesiu jest znacznie większym pochłaniaczem piw ode mnie ;-) Inna sprawa, że mając ostatnio problemy z żołądkiem ilość piw w moim przypadku zmalała.

Jeżeli chodzi o plany na kolejną wyprawę rowerową to takich nie ma i nie będzie. Oczywiście mam jakieś swoje cele, które chciałbym kiedyś zrealizować, ale pewnie co z tego uda się osiągnąć wszystko jak zwykle okaże się w ostatniej chwili.

Galeria: https://photos.app.goo.gl/6smmJPfyXZLrBhiW8

Tym czasem kończę tą przydługawą opowieść ;-)

Robert J
Posty: 361
Rejestracja: 2015-02-23, 20:34
Lokalizacja: Charbielin

Re: Rowerowe wycieczki Roberta J

Post autor: Robert J » 2019-01-04, 15:43

Śnieżnik - dzień świtaka - 29-30.09.2018

W końcu postanowiłem wybrać się w tym roku rowerem w Masyw Śnieżnika. Celem jest spędzenie nocy na najwyższym szczycie Sudetów Wschodnich po polskiej stronie, czyli na Śnieżniku. Przy okazji można zaliczyć zachód oraz wschód słońca ;-) Dodatkowo u podnóża weekend ze znajomymi spędza Artur, z którym umawiam się na niedzielny poranek.

Obrazek

Oczywiście jak to ostatnimi czasy u mnie ciężko jest mi się wcześnie zebrać do drogi. Wyjeżdżam dopiero około południa. Aparat wyciągam jeszcze później bo o drugiej po południu. Tak sobie tym razem postanowiłem, że przejadę to pasmo górskie od południa. Jadę więc z Brannej na Vikantice i Habartice. Tam dopiero pierwszy postój. Kilka fotek z poziomu gruntu.....

Obrazek

Obrazek

Obrazek

....kilka fotek z powietrza.....

Obrazek

Obrazek

Za początek konkretnego podjazdu uważam szlak żółty w miejscowości Vysoka. Trochę po trasach rowerowych, trochę po szlakach pieszych docieram do granic rezerwatu.

Obrazek

Jest tu zakaz jazdy rowerem(zresztą i tak byłby problem z jazdą, więc i tak prowadzę dalej rower). Niebieskim szlakiem docieram na szczyt Podbělka i niewiele dalej na inny - Sušina.

Obrazek

Obrazek

Tak jak wcześniej pisałem zbyt późno wyjechałem z domu i teraz są marne szanse zdążyć na zachód słońca na Śnieżnik. Postanawiam schować gdzieś w okolicy szczytu Sušina rower i dalej już pieszo. Słońce już nisko i otocznie zalewa cieplutkie światło.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wiedząc, że nie zdążę na zachód słońca nie forsuję tempa. Przez szczyt Stříbrnická schodzę na przełęcz pod szczytem. Kawałek czerwonym szlakiem i z okolic Frantiskovej chaty robię skrót do "słonia" po całkiem dobrze widocznej ścieżce.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na szczyt Śnieżnika docieram dość sporo po zachodzie słońca. Zaczynam się bawić sprzętem foto. Już chyba wszystko obfotografowałem ze szczytu i to zarówno cieplejszą porą roku jak i zimą. Ciężko więc jest wymyślić coś nowego.

Nim jeszcze jest widoczna poświata na zachodzie to skupiam się właśnie na tamtym kierunku. Warunki widocznościowe trafiałem tu już znacznie lepsze, ale i teraz nie jest źle ;-)

Obrazek

Obrazek

Karkonosze całkiem dobrze widoczne, podobnie jest ze światłami odległych miast na terytorium Republiki Czeskiej jaki i Polski....

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

O ile za dnia było fajnie cieplutko tak teraz w środku nocy temperatura spada wyraźnie poniżej zera. Na szczęście czynnika chłodzącego czyli wiatru brak.

Obrazek

Noc przede mną długa. Bawię się w długie czasy naświetlania...

Obrazek

Było też wiele prób z autoportretem. Chcąc mieć na jednym ujęciu zarejestrowaną swoją postać oraz Drogę Mleczną trzeba być nie lada cierpliwym. Zanim końcowy efekt był zadowalający minęła dobra godzina i kilkanaście powtórzeń ;)

Obrazek

Obrazek

Zaczyna mi doskwierać pragnienie i też odczuwam mały głód, a ja jak na złość wszystko w pośpiechu pozostawiłem w sakwach na rowerze :-/

Dostaję wiadomość od Artura, który wyruszył na szlak. Umawiamy się, że zejdę w okolice schroniska na hali pod Śnieżnikiem.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Następnie wspólnie wracamy na szczyt. Po drodze spotykamy dwójkę turystów schodzących ze szczytu do schroniska. Okazuje się, że to kolejny znajomy, Piotrek. Jeszcze przed wschodem spotkamy się ponownie na szczycie. Tam już jaśnieje horyzont...

Obrazek

Obrazek

Sesja foto na całego.

Obrazek

Obrazek

Widać również Karpackie pasma z najbardziej odległym Klakiem(188 km).

Obrazek

Otoczenie nabiera kolorów, a przed samym wschodem docierają Piotrek z Dominiką.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Siedzimy na szczycie jeszcze chwilę i wszyscy idziemy do schroniska na zasłużone śniadanie. Próbuję puścić drona, ale ten odmawia posłuszeństwa, więc tylko kilka zdjęć i ląduje na dłuższy czas w plecaku.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W schronisku siedzimy długo, bardzo długo. W sumie to nie ma się gdzie śpieszyć ;-)

Artur schodzi już na dól, a my ponownie na szczyt. Tam chwila podziwiania widoków i już każdy schodzi w swoją stronę.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ja uderzam zielonym na przełęcz pod Stříbrnicka.

Obrazek

Obrazek

Tą samą trasą, ale w przeciwnym kierunku docieram do pozostawionego gdzieś w lesie roweru ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Pozostawione piwo w sakwie nieźle się przez noc schłodziło ;-)

Z Sušiny zjeżdżam trochę po szlaku pieszym, trochę po wyznaczonych szlakach rowerowych ale również były odcinki poza szlakowe. W masywie jest poprowadzonych wiele dróg technicznych dzięki którym poznałem nowe okolice.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Planowo docieram do chaty Návrší. Wewnątrz jeszcze nigdy nie byłem, więc teraz planowałem wstąpić na obiad. Zdążyłem niemal w ostatniej chwili bo restaurację zamykają o dość wczesnej godzinie. Jedzenie natomiast smaczne i w przyzwoitych cenach.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

No i cóż pozostaje wrócić kilkadziesiąt kilometrów do domu. W taką pogodę to sama przyjemność. Chcąc jeszcze wykorzystać dzień robię przeloty Igorem w okolicy Starego Miasta pod Śnieżnikiem oraz Brenną.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

No i to by było na tyle z tego wypadu rowerowo-pierszego. Teraz pozostaje poczekać na jakieś fajne zimowe warunki i postaram się odwiedzić masyw kolejny raz ;-)


A i tradycyjnie galeria: https://photos.app.goo.gl/BfTwGyEvE3gXvssM7

Awatar użytkownika
Lidka K.
Posty: 5504
Rejestracja: 2011-03-09, 10:29
Lokalizacja: 555 km od Bies...
Kontakt:

Re: Rowerowe wycieczki Roberta J

Post autor: Lidka K. » 2019-01-04, 19:02

jest we mnie wiary okruszek....

Robert J
Posty: 361
Rejestracja: 2015-02-23, 20:34
Lokalizacja: Charbielin

Re: Rowerowe wycieczki Roberta J

Post autor: Robert J » 2019-01-06, 21:23

Lidka K. pisze:
2019-01-04, 19:02

ilustracja do piosenki :lol:
https://www.youtube.com/watch?v=nbV0H8KxD8U
W sam raz na okładkę płyty :-D

Robert J
Posty: 361
Rejestracja: 2015-02-23, 20:34
Lokalizacja: Charbielin

Re: Rowerowe wycieczki Roberta J

Post autor: Robert J » 2019-01-06, 21:23

Pradziad dzień Świtaka + Serak - 01.11.2018

I co tu ze sobą zrobić gdy trafia się dzień wolny ? Oczywiście wybyć gdzieś w teren ! Jak ja się cieszę, że mam góry tak blisko ! ;-)

Obrazek

Kuba wpada na pomysł by zaliczyć wschód słońca na Pradziadzie i ja jestem za tym choć początkowo myślałem o czym innym. Tak się składa, że wschodu na najwyższym szczycie Sudetów Wschodnich nie miałem okazji widzieć od stycznia, więc już dość sporo czasu mineło. Jak na tą porę roku ma być wyjątkowo ciepło, nawet na wysokości ponad 1400 metrów n.p.m. Problemem może być zapowiadany bardzo silny wiatr.

Z dolnego parkingu ruszamy przed północą. Jedziemy nieśpiesznie. Tu w lesie nie czuć tych mocnych podmuchów wiatru, ale ewidentnie bardzo mocno duje. Na Ovcarni planowa sesja foto, dość długa bo i czasu mamy sporo. Spora odległość nas dzieli od wieży nadajnika zlokalizowanego na szczycie, a mimo to bardzo wyraźnie słychać jak gwiżdże tam wiatr.

Obrazek

Obrazek

Nawet się nie obejrzeliśmy jak gdzieś nam wsiąkła godzina czasu. Jedziemy na szczyt. Coraz bardziej odczuwalne są podmuchy wiatru. Jednak tym razem są nam bardzo pomocne bo wieje w plecy. Tak mocno, że czasami nie trzeba kręcić by jechać pod górę !

Obrazek

Kuba jedzie na szczyt się schować, a ja postanawiam koczować w kosodrzewinie ;-)

Obrazek

Obrazek

Świt to dla mnie najpiękniejsza pora dnia. Nawet dzisiaj przy w sumie i tak kiepskiej widoczności jaśniejący horyzont jest najciekawszy....

Obrazek

Obrazek

Nie chce mi się nigdzie ruszać bo tu akurat jestem dobrze osłonięty od porywistego wiatru. Jeszcze tylko kilka zdjęć i o wschodzie słońca, który był marniutki udaję się na szczyt. Wiatr tak mocno wieje, że nie jestem w stanie podjechać i z wielkim trudem wpycham rower na szczyt.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na szczycie Kuba próbuje utrzymać równowagę. Jest też Tobiasz z kolegami, z którym umówiłem się na ten wschód słońca. Dziś jednak nie ma żadnych widoków dalekoobserwacyjnych, ale chłopaki mieli całkiem niezłą zabawę z tym wiatrem. Myślę, że spokojnie podmuchy przekraczały 100 km/h.

Obrazek

Dużo czasu spędzamy w holu wieży na dyskusjach, a potem jeszcze więcej w restauracji przy śniadaniu ;)

Obrazek

W końcu jednak przychodzi pora by się ewakuować ze szczytu. Wiatr jakby odrobinę zelżał, ale zjazd przysparzał niesamowicie dużo problemów. Dopiero od Ovcarni jest lepiej i aż ciekawe, że dziś nie spotkaliśmy żadnego powalonego drzewa !

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Przychodzi pora na drugi punkt dzisiejszego wypadu. Przemieszczamy się do miejscowości Bela pod Pradziadem i jedziemy na Serak. Jest niesamowicie ciepło !

Obrazek

Obrazek

Im jesteśmy wyżej tym wiatr ponownie daje o sobie znać. Jednak poza kilkoma konarami na drodze jest całkiem bezpiecznie. Zatrzymujemy się na moment nad Keprnickim potokiem.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Zdobywamy szczyt.

Obrazek

Obrazek

A tam rozczarowanie bo schronisko czynne tylko piątek, sobota i niedziela. A dzisiaj mamy czwartek !

Obrazek

Obrazek

Jednak po pewnym czasie wychodzi gdzieś z kosodrzewiny gościu umorusany błotem i się pyta czy chcemy coś ciepłego. Otwiera nam i nas wpuszcza do środka. Możemy się napić ciepłej herbaty i co najważniejsze piwa !
Siedzimy tak dość długo. Z możliwości schowania się przed wiatrem korzysta również rodzinka z polski. Bo w sumie w Czechach jest dziś normalny dzień, a my mamy dzień ustawowo wolny.

Po kilku piwach pora na zjazd i udanie się do domów. Niestety mimo szczerych chęci nie udało się nam nigdzie znaleźć czynnej knajpy gdzieś moglibyśmy cokolwiek zjeść :-/

No i dzień w sumie całkiem udany chociaż czy uda mi się jeszcze zobaczyć z Jesioników szczyty Tatrzańskie ? Już od dwóch lat nie miałem takiej okazji mimo, że bywam w górach bardzo często......

Album: https://photos.app.goo.gl/L69ygJCx4wjU4H937

Robert J
Posty: 361
Rejestracja: 2015-02-23, 20:34
Lokalizacja: Charbielin

Re: Rowerowe wycieczki Roberta J

Post autor: Robert J » 2019-03-14, 18:23

Południowe Morawy - 18/19.08.2018

Druga połowa sierpnia i dzień jeszcze dość długi, prognozy pogody są bardzo dobre i wypadałoby wyskoczyć na jakiś dwudniowy trip rowerowy ;) Chcąc szybko przeskoczyć przez Jesioniki wyruszam w nocy. Jest bezchmurne niebo, a o świcie wyjątkowo daje o sobie znać chłód. Ubieram na siebie wszystko co zabrałem, a tym razem poszedłem na minimalizm i bagaży mam niewiele....

Wschód słońca zastaje mnie w okolicy Uničova. To miasto podobnie jak Litovel i Ołomuniec dzisiaj ominę tak by jak najszybciej dotrzeć bardziej na południe.

Obrazek

Obrazek

Nad jeziorem Chomutovskim postanawiam zrobić sobie przerwę śniadaniową. Fajna miejscówka dla osób mających cierpliwość w fotografii ptactwa. Stoi tam nad brzegiem niewielka wieża, ale akurat śpi na niej jakaś młoda para ;)

Obrazek

Obrazek

Omijam wszystkie większe miasta. Zupełnie nieznanymi mi do tej pory drogami docieram do miejscowości Kralice na Hané. Znajduje się tu niczym niewyróżniający się barokowy pałac. Obecnie jest tu jakiś hotel czy coś w tym stylu. Przed pałacem pomnik upamiętniający poległych w obu wojnach światowych.

Obrazek

Obrazek

Zrobiłem mały błąd nawigacyjny i pojechałem na Němčice nad Hanou. Nie tędy chciałem jechać, ale już nie będę wracać i uderzam przez samo centrum bo i tak trzeba mi zrobić jakieś zakupy. Słupek rtęci wędruje coraz wyżej i trzeba się pilnować by się nie odwodnić. Na dziś zapowiadają temperaturę przekraczającą sporo 30 stopni.
W miasteczku całkiem ładny ryneczek. Kompletnie żywej duszy.

Obrazek

Obrazek

Na okolicznych wzniesieniach trwają prace w polu po niedawno skończonych żniwach. Trzeba też się nawodnić ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Znacznie ciekawsze w zabytki są sąsiednie Mořice. Miejscowość darował zakonowi Paulinów w 1633 roku książę Maksymilian von Liechtenstein. Tutejszy empirowy pałac swój wygląd otrzymał po przebudowie wcześniejszego, który spłoną w 1807 roku. Przez 150 lat gdy majątkiem tym władali Paulini wybudowano jeszcze barokowy kościół św. Marcina oraz ustawiono kilka figur świętych.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Po niespełna dwóch kilometrach jazdy w kierunku miasta Vyskov kolejny pałac w Nezamyslicach. Ten obiekt również pochodzi z XVIII wieku. Tuż obok stoi przyległy kościół św. Wacława.Po drugiej stronie budynek fary.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

I ponownie nie zdążyłem się rozpędzić jak trafiam do Ivanovic na Hané. Główna droga przebiega przez centrum i wszystkie najcenniejsze obiekty są zlokalizowane w jej okolicy. Ratusz, kościół św. Andrzeja i pałac.

Obrazek

Troszku bardziej schowany jest kościół husycki. W przeszłości była to synagoga.

Obrazek

Obrazek

W Vyskovie mam też kilka rzeczy, które chciałem zobaczyć. np. tamtejszy pałac.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Przede wszystkim moim celem na tą wycieczkę był Slavkov u Brna. Wiele razy tu byłem, ale nigdy nie było za bardzo czasu by się zatrzymać. Nic też dziwnego bo przeważnie miało to miejsce w nocy i to całkiem pod koniec jazdy danego dnia. Teraz podjeżdżam pod tamtejszy piękny barokowy pałac.

Pierwsze pisemne wzmianki o pałacu pochodzą z XIII w. kiedy to zakon krzyżacki postawił tu swoją twierdzę. W późniejszym okresie wokół obiektu powstało niewielkie miasto. Na początku XVII wieku dawny zamek przebudowany został w okazałą renesansową rezydencję, która później z kolei przekształcona została w barokowy pałac.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Tu na południu Moraw panuje niesamowita susza. Trawniki kompletnie wyschnięte.

Uruchamiam pierwszy raz dzisiaj drona...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Samo centrum też niczego sobie. Ładne, zadbane kamienice. Jednak nie myślałem by długo się tu kręcić. W oczekiwaniu na słońce dość sporo czasu spędziłem w parku przypałacowym i teraz już powoli zaczyna mnie czas gonić.

Obrazek

Obrazek

Najbardziej na południe wysuniętym miejscem, które chciałem odwiedzić jest Palava. Najwyższym wzniesieniem tego niewysokiego pasma jest Devin. Już z daleka widoczny.

Obrazek

Przez Hustopeče docieram nad zalew novomlynsky. Po drodze w miejscowości Starovičky przy drodze stoi drugowojenny pomnik w postaci czołgu T34.

Obrazek

We wspomnianym wcześniej zalewie stan wody niski, a jej kolor i zapach na pewno nie zachęcają do kąpieli ;)

Obrazek

Obrazek

Docieram do Pavlova, który leży już na zboczach Palavy. Nad miasteczkiem natomiast góruje wzniesienie z ruinami zamku Děvičky.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Początkowo chciałem podjechać pod ruin, ale raz, że było bardzo stromo(właściwie to były szerokie schody), a dwa, że w rezerwacie tym jest zakaz jazdy rowerem. Czasu miałem do końca dnia niewiele i nie widziało mi się za bardzo spacer tam w obuwiu kolarskim.... , ale od czego jest Igor !

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na Devinie kiedyś spędziłem noc. Dość dawno już to było. Z góry widać dobrze jaki syf jest obecnie w zalewie.

Obrazek

Obrazek

Jadę w kierunku Mikulova. Ciężko się podjeżdża w takim upale.

Nad Klentnicami znajdują się ruiny kolejnego zamku. Sirotčí hrádek został wybudowany w XIII wieku, a już pod koniec XVI wieku stał opuszczony. Tutaj ze względu na niewielką odległość do pokonania podjeżdżam pod ruiny. Właściwie to wprowadzam rower po tej stromiźnie ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Sam Mikulov miałem pominąć, ale jednak wypadałoby zrobić jeszcze jakieś zakupy dzisiaj. Postanawiam, więc że zrobię sobie zachód słońca. Na zboczu szczytu Turold znajduje się geopark w dawnym kamieniołomie, a tuż obok sporych rozmiarów hałda gdzie wyczekuję ostatnich promieni słońca. Słońce jednak nie za bardzo dzisiaj chce współpracować ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Po zachodzie słońca zjeżdżam do miasta na zakupy i już główną drogą lecę w kierunku Brna. Odbijam jednak bardziej na zachód by poruszać się podrzędnymi drogami. Tak trafiam do Dolnych Kounic. Trochę już nieprzespana noc i zmęczenie dają o sobie znać. Do tego jeszcze wybrałem taką drogę, która pnie się masakrycznie stromo w górę. Pod szczytem wzniesienia Babi hora decyduję się zatrzymać na noc. Rozwieszam hamak między drzewami, ale nie mogę zasnąć jest tak strasznie duszno. Nad ranem termometr wskazuje 26 stopni ! To będzie kolejny upalny dzień, więc staram się wyruszyć wcześnie. Jednak te krótkie i strome podjazdy robią swoje i kilometrów powoli przybywa.

Około siódmej docieram Rosic. Dopiero gdy dotarłem pod tamtejszy pałac zdałem sobie sprawę, że już tu kiedyś byłem. Obiekt pochodzi z okresu renesansu. Wówczas przebudowano stojący w tym miejscu zamek na rezydencję.

Obrazek

Obrazek

Jeżeli o tak wczesnej godzinie temperatura przekracza trzydziestkę to ciekawe co będzie popołudniu ? Nawet nie chciałem o tym myśleć.
Trochę podrzędnymi drogami, trochę wyznakowanymi trasami rowerowymi docieram do zamku Veveří. Tego typu obiekty bardzo ciekawie wyglądają z góry. Ostatnio coraz bardziej zaczynam przekonywać się do takiej fotografii ;)

Obrazek

Obrazek

Zamek Veveří pochodzi z przełomu XII i XIII wieku i jest ulokowany na malowniczym cyplu w zakolu rzeki Svratka. Jest jednym z największych kompleksów zamkowych na Morawach.

Obrazek

Obrazek

Leśną trasą rowerową jadę w kierunku Tišnova. Wybór najlepszy nie był bo straciłem sporo czasu na pokonanie tej dość trudnej na rower z bagażami drogi. Bardzo mnie tam wytrzęsło ;) W Tišnovie najważniejsza rzecz to zakupy. Oczywiście na ryneczek też zawitałem.

Obrazek

Obrazek

Dosłownie o przysłowiowy "rzut beretem" w Předklášteří znajduje się Klasztor Porta Coeli (Brama Niebios) jest jednym żeńskim klasztorem i jednym z najważniejszych zabytków w Republice Czeskiej. Założony przez królową Konstancie, wdowie po Przemysławie Ottokarze I w 1233 roku.

Obrazek

Obrazek

Bogato zdobiony portal jest unikalnym dziełem sztuki gotyckiej w tej części europy.

Obrazek

Obrazek

Niestety wewnątrz nie wolno robić zdjęć. Nawet nie próbowałem bo właśnie odbywało się nabożeństwo. Jadę dalej. Moim kolejnym przystankiem będzie Pernštejn. Gdzieś po drodze przechodzi niewielka burza. Przeczekuję ją korzystając z okazji robię przerwę obiadową. Przejeżdżam przez Doubravník.

Obrazek

Obrazek

Podobnie jak w przypadku zamku Veveří tak i teraz chciałbym zrobić kilka ujęć z drona Pernštejnu. Wyszykuję jeden punkt widokowy na zamek, z którego będę mieć dobry widok i możliwość wystartowania Igorem.

Obrazek

Pernštejn to okazała średniowieczna warownia. Powstała prawdopodobnie w drugiej połowie XIII wieku. Od XVI wieku kiedy to nastąpiła ostatnia większa przebudowa trwa w niezmienionej formie.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ten lot niestety zakończył się rozbiciem drona o korony drzew.... Jak nazłość straciłem łączność wizualną na telefonie(gówniany i słaby model, często się to zdarza). Dodatkowo pokłady energii były na wyczerpaniu i było tylko tyle by wrócić. Igor spadł mi z około 20 metrów po zderzeniu ze świerkiem i stracił wszystkie śmigła. Za to jak upadł i leżał na plecach to wróciła wizja. Teraz musiałem jeszcze go odnaleźć w gęstym lesie kilkaset metrów od miejsca gdzie stałem. Poza wspomnianymi śmigłami wszystko wydawało się ok, ale sprawdziłem to dopiero kilka godzin później będąc już w Sudetach.

Pogoda ponownie straszy burzami. Trochę przez ten incydent z dronem odeszły mi chęci do czegokolwiek. Jadę starając się ograniczać postoje do minimum. Chciałem jechać przez miejscowość Vir, ale droga zamknięta ze względu na remonty i nie chciało mi się już za bardzo kombinować i pojechałem na Bystre. Niewielki deszcz przeczekuję na stacji paliw.

Obrazek

Miasteczko całkiem ładne. Zaduch panujący w powietrzu spowodował, że oprócz jednej pani siedzącej na przystanku nie spotykam nikogo !

Obrazek

Obrazek

Obrazek

No dobra robi się coraz później, a do domu jeszcze niesamowicie dużo kilometrów. Możliwie najbardziej jak to możliwe skracam trasę na Svitavy. Już nie kombinuję i główną drogą lecę w kierunku Gór Orlickich. Trasę znam i jedzie mi się bardzo dobrze bo jest niemal płasko, a do tego wiatr dość mocno pomaga ;)

Chmury burzowe gdzieś znikają i wypogadObrazekza się. Słońce będzie mi towarzyszyło już do końca dnia, a ten chyli się i tak ku końcowi. Przez Tatenice jadę wymagającą trasą na Cotkytle i dalej na Štíty.

Obrazek

Obrazek

Przełamuję się i uruchamiam Igora chcąc się upewnić, że z nim wszystko w porządku. Po wymianie śmigieł na nowe robię test. Wygląda, że jest w porządku. Jedzie mi się już znacznie raźniej. Z racji iż trasę pokonywałem wielokrotnie, a od Hanušovic jest już zupełnie ciemno. Przerw już nie robię.

Obrazek

Obrazek

I tak w sumie po przeszło 550 kilometrach i upalnym weekendzie spędzonym na rowerze docieram po 23 do domu.

Obrazek

Obrazek

Galeria: https://photos.app.goo.gl/zZuQJ3Z62B9UWgZK8

ODPOWIEDZ