KGP Julii - czyli w górach z córeczką

Moderatorzy: Madziul, Asia M., Marcin K-G, sebastian.f

Awatar użytkownika
Bonus
Posty: 436
Rejestracja: 2015-12-07, 07:22
Lokalizacja: Poznań

Post autor: Bonus » 2016-08-02, 17:45

Marco pisze:Łooo Matko :shock: :shock: :shock: :shock: 2000m przewyższenia w takim upale... szacun dla Julki... Tobie to najwyżej można tylko pogratulować :mrgreen:
Dokładnie. Sam chciałbym mieć taką kondę. Tyle, że ja nie lubię dłuższych przerw ;-)

Awatar użytkownika
Lidka K.
Posty: 5536
Rejestracja: 2011-03-09, 10:29
Lokalizacja: 555 km od Bies...
Kontakt:

Post autor: Lidka K. » 2016-08-03, 05:35

Bonus pisze: Tyle, że ja nie lubię dłuższych przerw
_________________
zdążyć wypić piwo i lecimy dalej ? ;-)
dawaj cd :-D
jest we mnie wiary okruszek....

Awatar użytkownika
rambi
Posty: 1265
Rejestracja: 2009-05-24, 17:39
Lokalizacja: Wrocław

Post autor: rambi » 2016-08-03, 05:54

Marco pisze:Łooo Matko :shock: :shock: :shock: :shock: 2000m przewyższenia w takim upale... szacun dla Julki... Tobie to najwyżej można tylko pogratulować :mrgreen:
Julka już się chyba zalicza do tych forumowych "komandosów" (leuthenowa nazwa ;-) ). Zaskakuje mnie mocami. U niej trzeba tylko pracować zawsze nad motywacją ;-)

Ciąg dalszy będzie jak się odgruzuję z obowiązków zwłaszcza że nie będzie tego za dużo... Postaram się jak najszybciej :-)
Pasjami brukuj drogę swojego życia..

Leuthen

Post autor: Leuthen » 2016-08-03, 08:26

rambi pisze:Julka już się chyba zalicza do tych forumowych "komandosów" (leuthenowa nazwa ;-) ).
Widzę, że określenie się spodobało :-D

Awatar użytkownika
Bonus
Posty: 436
Rejestracja: 2015-12-07, 07:22
Lokalizacja: Poznań

Post autor: Bonus » 2016-08-03, 11:36

Lidka K. pisze:
Bonus pisze: Tyle, że ja nie lubię dłuższych przerw
_________________
zdążyć wypić piwo i lecimy dalej ? ;-)
Wziąć łyk wody, opanować astmę, opanował zawał, pożreć kabanosa, zagryźć sznikersem, wziąć drugi łyk wody i heja dalej ;-) Piwo w schronie jako nagroda, że znów mi się chciało :mrgreen:

Awatar użytkownika
PermanentTravel
Posty: 608
Rejestracja: 2016-02-08, 23:34
Lokalizacja: Tarnowskie Góry
Kontakt:

Post autor: PermanentTravel » 2016-08-03, 11:41

Rambi, gratuluję pomysłu na ojcostwo i samozaparcia przy jego realizacji! A jeszcze bardziej gratuluję córki, która tak dzielnie i ochoczo się na to pisze ;-)
Sam również jestem ojcem młodej turystyki :-D Moja córka zaczęła dopiero 10-ty m-c swojego życia ale zdążyła już być w kilku ciekawych miejscach. Jak dotąd nie realizuję żadnego konkretnego planu, po prostu zabieram ją tam gdzie sam jeszcze nie bylem. Tym sposobem, w drugiej połowie pierwszego roczku zdążyła już "wejść" (w nosidełku, na moich ramionach) na Klimczok, Lwią Górę, Krzyżną Górę, Sokolik Duży i Policę a wcześniej, jako swój pierwszy wyjazd zaliczyła Dolinki Podkrakowskie. W przyszłości mam nadzieję, że zechce wziąć udział w realizacji takiego planu, jak Twoja Julka ;-)

Swoją drogą, niestety nie wyświetlają mi się w tym wątku żadne zdjęcia sprzed 2014 :-/
Zastanawiasz się, W KTÓRE GÓRY wyruszyć tym razem?
>>> wktoregory.pl

Awatar użytkownika
Vlado
Posty: 5079
Rejestracja: 2011-01-14, 11:23
Lokalizacja: Wega XXI

Post autor: Vlado » 2016-08-03, 17:14

PermanentTravel pisze:Swoją drogą, niestety nie wyświetlają mi się w tym wątku żadne zdjęcia sprzed 2014 :-/
Pewnie były na imageshack'u i AMBA je zjadła

Awatar użytkownika
milena
Posty: 202
Rejestracja: 2015-08-22, 11:18
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: milena » 2016-08-18, 20:02

rambi pisze: Ciąg dalszy będzie jak się odgruzuję z obowiązków zwłaszcza że nie będzie tego za dużo... Postaram się jak najszybciej :-)
rambi, nie chciałabym być jakaś upierdliwa czy coś takiego, ale grzecznie się zapytam
Gdzie ten obiecany ciąg dalszy relacji? :-)

Awatar użytkownika
rambi
Posty: 1265
Rejestracja: 2009-05-24, 17:39
Lokalizacja: Wrocław

Post autor: rambi » 2016-08-22, 19:46

PermanentTravel pisze:W przyszłości mam nadzieję, że zechce wziąć udział w realizacji takiego planu, jak Twoja Julka
I tego Tobie życzę :-) Choć jak się domyślasz kosztuje to wiele pracy a jeszcze więcej cierpliwości ;-) Ale potem może być już tylko satysfakcja :-)
Vlado pisze:Pewnie były na imageshack'u i AMBA je zjadła
Jak zwykle masz rację :-)
milena pisze:Gdzie ten obiecany ciąg dalszy relacji?
Miałem ostatnio strasznie dużo pracy i przeciągnęło się ale zaraz wrzucam :-)
Pasjami brukuj drogę swojego życia..

Awatar użytkownika
rambi
Posty: 1265
Rejestracja: 2009-05-24, 17:39
Lokalizacja: Wrocław

Post autor: rambi » 2016-08-22, 20:02

DZIEń DRUGI
Dzień drugi jako, że był pod patronatem Julki to do wyboru miałem Besenovą lub Tatralandię. Po drodze udało mi się ją przekonać by zwiedzić Liptovski Mikulas, którego centrum jest całkiem sympatyczne, a raczej było przeze mnie omijane. Choć, co mnie zdziwiło, w większości knajp brak było wi-fi, co w dzisiejszych czasach jest bardzo nietypowe a Julkę rzuciło na kolana ;-)
Najciekawszym zabytkiem jest Kościół ¦więtego Mikołaja będący największą i najstarszą wczesnogotycką budowlą na Liptowie. Co ciekawe był on postawiony pomiędzy kilkoma wsiami dla ich mieszkańców i dopiero w późniejszym czasie wyrosło wokół niego miasteczko.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Ale przy okazji znalazłem też coś dla siebie – minibrowar Liptovar ;-) Jak się okazuje z całkiem przyzwoitym piwem i to nie tylko typowo czeskim bo pojawia się tu też APA i parę innych gatunków.
Obrazek

No cóż ruszamy dalej. Po pokazaniu Julce w informacji turystycznej atrakcji Besenovej i porównaniu z jej wspomnieniami z Tatralandii, wybór pada na … Tatralandię! Znowu. No cóż, lecimy tam. Kto nie był to kilka informacji praktycznych: potężny kompleks, z wielkim dobrze zorganizowanym parkingiem. Lepiej nie brać ze sobą nic wartościowego bo trzeba za dodatkowe 4 Euro wynajmować sejfy przy wejściu a jak dojechaliśmy wszystkie były zajęte. Szafki natomiast nie są za duże a większe też trzeba dodatkowo wynajmować. Wejść jest mnóstwo więc nie ma problemu, choć kolejki się pomimo to tworzą. Rano więcej jest wejść a popołudniu wyjść ale można przy tłumie czasami skorzystać z wejścia będącego wyjściem, omijając kolejkę ;-) Zabawa jest fajowa bo zjeżdżalni od groma, kupa termalnych basenów, do tego ścianka wspinaczkowa nad jednym z nich. I to było miejsce, na którym Julka spędziła najwięcej czasu. Tam znalazła sobie koleżanką z którą wspinały się do góry co okupiła potem bólem rąk. Przy okazji udało jej się wygrać jakiś konkurs dla dzieci w przepłynięciu basenu czym wygrała słowackiego batonika ;-) Dużo jest tutaj animacji dla dzieci więc ciężko im się tu nudzić.
Fajnie zorganizowane są wszystkie atrakcje bo płaci się elektronicznym kluczykiem od szatni i to zarówno w punktach gastronomicznych jak i za inne atrakcje. Ciekawym miejscem jest nowa hala do ćwiczenia surfingu na desce. Bardzo widowiskowe miejsce i uczy młodych jak się bawić na fali. Są tam profesjonalni instruktorzy, którzy uczą surfingu. Jak komuś mało to można jeszcze polatać w tunelu aerodynamicznym w Hurricane Factory.
Co mnie urzeka w tym miejscu to widok gór: z jednej strony widać Tatry Zachodnie i piękny Kwywań. Z drugiej patrzą na Ciebie dostojne Tatry Niskie. Odwracamy głowę a tam Góry Choczańskie zaglądają nam do basenów :-) Kilka fotek poniżej.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Po kilku godzinach zabawy zgłodnieliśmy i postanowiliśmy ruszyć na jedzenie. Udało mi się namówić Julkę na moje wybory czyli dla odmiany … minibrowar Brontvai położony w miejscowości Kvacany u wylotu Doliny Kwaczańskiej. Można stąd wystartować na Wyżnią Huciańską Przełęcz. Jedzenie było tu przyzwoite a piwo trzymało poziom, choć zdziwiony byłem bo najsmaczniejszy wydał mi się ciemny lager Cerny Lezak. Lokal jest położony urokliwie, czyściutki i milutki ale dość drogi.
http://pivovarbrontvai.sk/

Po jedzonku powróciliśmy do schroniska i wieczór spędziliśmy na graniu w karty :-)

DZIEń 3
Prognozy pogody mówiły, że to ostatni dzień przyzwoitej pogody więc warto ją wykorzystać. Spać mieliśmy w drodze powrotnej (myślałem o ¦ląskim) choć większość znanych miejsc była pozajmowana. Skoro świt spakowaliśmy się do auta i postanowiliśmy zobaczyć ®iarską Dolinę o której tyle ciekawych rzeczy parę lat temu było słychać w telewizji. Jak ktoś nie pamięta to przypomnę. Dolina wchodzi ostro pod Hrubą Kopę, Rohacz Płaczliwy a z boku ma zbocza majestatycznego Barańca. Jest to miejsce bardzo zagrożone lawinami. W 2000 roku zeszła tu potężna lawina o długości 3km i 200 metrów szerokości, która zniszczyła hektary lasu. Nazwana została lawiną stulecia. Po paru latach w 2009 roku przez całą zimę śniegu było jak na lekarstwo. Nie padało prawie w ogóle. Za to w drugiej połowie marca jak zaczęło padać to nie mogło skończyć. Zagrożenie lawinowe było najwyższe więc ewakuowano zarówno personel schroniska jak i położony obok budynek ratowników Alpinkę. 25.03 zeszła z Jałowieckiej Kopy lawina a po niej kilka następnych. Schronisko cudem ocalało z niewielkimi szkodami ale ucierpiała Alpinka. Suma summarum powstał ślad polawinowy o długości 3,5 kilometra i dochodzący do … 30 metrów grubości. Oszacowano, że zeszło około 2 mln metrów sześciennych śniegu!!! ¦nieg przetrzymał całe lato a w niektórych zacienionych miejscach do dwóch lat. Była to największa odnotowana na Słowacji lawina.

Startujemy niebieskim szlakiem na płatnym parkingu przy wlocie do Doliny Ziarskiej. Koszt 4 Euro nie poraża ale tanio nie jest. Do wyboru mieliśmy Baranec, Banikov albo Placlivy Rohac. Decydujemy się uderzyć na Banikov aby obejrzeć sobie zachodnią część Tatr Zachodnich. Idziemy asfaltem mijając po drodze jedyną zachowaną i udostępnioną do zwiedzania kopalnię złota po prawej stronie. Jest za wcześnie więc jeszcze zamknięta. Po chwili marszu otwierają się nam pierwsze cudowne widoki :-)
Obrazek

I powoli pokazuje wykluwa się zza zakrętów cudownie położona na prawie 1300 metrach Ziarska Chata :-) Doliny w słowackie części Tatr Zachodnich są strasznie długie co powoduje, że każda wycieczka trwa bardzo długo. Chata jest za to idealnym miejscem do wielu wycieczek w kilku kierunkach. Strasznie mi się podoba ten schron i jego umiejscowienie… Jeszcze tu wrócę na dłużej.
Obrazek

Tymczasem zatrzymujemy się na uzupełnienie płynów i sprawdzamy menu :-) Po krótkim odpoczynku ruszamy zielonym szlakiem do góry dalej podziwiając odbudowaną Alpinkę.
Obrazek

Zaczynamy podejście koło symbolicznego cmentarza górskiego założonego w 1995 roku, gdzie są spisane ofiary gór głównie słowackie ale znalazłem też parę polskich nazwisk.
Obrazek

Kawałeczek powyżej pokazują się Szafiarowe Wodospady.
Obrazek

Julka ma chęć wejść jak najszybciej więc wyprzedzamy wszystkich po drodze bijąc rekordy prędkości. Stosuje technikę wejścia 100 metrów w górę i minuty odpoczynku. Zalewam się przy niej potem ;-) Dochodzimy do Przełączy Jałowieckiej a widoki są coraz bardziej magiczne: z jednej strony Banikov a z drugiej Rohace.
Obrazek
Obrazek

Grań się robi coraz bardziej wąska i ostra. Docieramy na szczyt Prislop 2145. Julka mówi: nie odpoczywamy a idziemy dalej. I tu dochodzimy do miejsca gdzie trzeba zejść przy pomocy rąk po skałkach. Po drodze jest wąski przesmyk na grani z przepaścią i … okazuje się, że Julka ma lęk wysokości. Łapie trochę stracha i trochę się paraliżuje. Pokazuję jej przedeptaną drogę poniżej grani od drugiej strony niż przepaść, chociaż też dość stromej. Ale się usztywnia. Widzę po oczach, że ma stracha i nie za bardzo chce iść.
I tu robię coś czego nauczyło mnie życie przed laty: pytam Julkę czy chce iść dalej czy chwila odpoczynku. W sumie też czuję dyskomfort tego miejsca i jej o tym mówię.
- Tu jest stromo. Chcesz iść dalej czy wracamy?
- Ale przecież chciałeś wejść na ten szczyt a przeze mnie nie wejdziesz.
- Nie ma to znaczenia. Najważniejsze jest Twój komfort i bezpieczeństwo. Wracamy. Jak będziesz gotowa wrócimy tu.

Banikov był stąd na 15 minut. Już go macaliśmy. Ale zrezygnowałem. Czy dobrze zrobiłem? Czy powinienem zaspokajać swoje ambicje kosztem dyskomfortu córki? Odpowiedź moim zdaniem mogła być tylko jedna: NIE. Kiedyś myślałem inaczej. A nie można dzieci do niczego przymuszać. Wiele lat temu ruszyłem ze znajomymi na dwudniową wycieczkę za Wołów i zmusiłem syna do morderczej jazdy na rowerze prawie 80km w jedną stronę. Fakt, że go pchałem po drodze i pomagałem ale jedną wycieczką zniechęciłem go do jeżdżenia na rowerze ze mną a nawet w ogóle :-( A wcześniej chętnie ze mną jeździł. Już wiem, że nigdy bym nie popełnił tego błędu… Do dzisiaj tego bardzo żałuję. Tym razem więc wiem doskonale jak się zachować. NIC NA SIŁę… Poznajemy siebie i powoli przełamujemy, nie można niczego przyspieszać… Bo i tak wiemy jedno: „Kim jesteś? Jesteś zwycięzcą! kim jesteś? Jesteś zwycięzcą!” ;-)

Wróciliśmy na Prislop gdzie poplotkowaliśmy z innymi wchodzącymi, których wcześniej wyprzedziliśmy z zjedliśmy szybki mały posiłek :-)
Obrazek

Schodząc się już nie spieszymy. Teraz czasu mamy od groma więc podziwiamy sobie Tatry Zachodnie robiąc sobie przystanki. Uwielbiam te góry :-) Poniżej widok w Ziarską Dolinę oraz na Baranec.
Obrazek
Obrazek

W schronisku karmię tą moją chudzinę pierogami z serem i zupą czosnkową, którą obydwoje uwielbiamy. Podziwiamy też w środku zdjęcia z lawiny stulecia.
Obrazek

Wpadamy na pomysł zjazdu na dół hulajnogami. Już kiedyś na Pradziadzie skorzystałem z tej przyjemności. Trochę zdezolowane te maszyny z ledwie działającymi hamulcami ale powolutku, bezpiecznie staczamy się na dół :-) Trzeba uważać bo sporo tu jeździ rowerzystów, mnóstwo jest pieszych i minęliśmy też kilka aut wjeżdżających na górę.
Obrazek

Tego dnia wyszło nam 13km i ponad 1200 metrów pod górę. Fajna wycieczka jak to w Tatrach Zachodnich :-)
Obrazek

Ruszamy w drogę powrotną. Sprawdzam Beskid ¦ląski a tam… wszystkie przyzwoite lokalizacyjnie i cenowo miejsca pozajmowane. Co się okazało? Akurat w tym czasie są w Krakowie ¦wiatowe Dni Młodzieży i część ludzi dojeżdża choćby z Chaty Baców z Korbielowa pod Wawel ;-) A reszta kwater zajęta jest bo letnie skoki narciarskie w Wiśle się odbywają. Postanawiamy więc jechać w kierunku domu zwiedzając po drodze ciekawsze miejsca. Pokazuję między innymi Julce Oravski Podzamok, jedno z piękniejszych miejsc w tych okolicach. Przy okazji objadamy się lodami i idziemy kupić kilka piw do minibrowaru Kastelan znajdującego się przy podejściu do wejścia do zamku. Całkiem przyzwoite piwa można tam znaleźć a mnie najbardziej przypasował Bathory Red Ale.
Obrazek

Postanawiamy przejechać jednak przez Wisłę a po drodze wskoczyć na obiad do znanej i lubianej Karczmy Ochodzita :-) Przy okazji decydujemy się wejść na Ochodzitę i zrobić kilka fotek zachodzącego słońca. Knajpa, jak to zwykle w soboty, przeżywa oblężenie. Odbywa się tam wesele a w budyneczku obok można sobie coś zjeść. Fajne tam jest to, że gra muzyka na żywo, no i jedzenie jest bardzo dobre :-) Porcje duże i nie takie drogie.
Obrazek

Ruszamy w kierunku Wisły. Jeszcze się waham czy nie zatrzymać się gdzieś tutaj ale jak widzę tłumy ludzi chodzące przez miasto i okoliczne miejscowości to ochota mi przechodzi, zwłaszcza że pogoda na następny dzień nie ma być rewelacyjna. Lecimy do domu… Julka odwiedzi koleżanki szybciej z czego jest też zadowolona. Kolejna nasza wyprawa się zakończyła. A szkoda. Ale jeszcze w tym roku w kilka miejsc na pewno pojedziemy :-)

THE END

Czy ja już tu kiedyś pisałem, że jestem CHOLERNIE DUMNY ZE SWOJEJ CÓRKI? :-)[/u]
Pasjami brukuj drogę swojego życia..

Awatar użytkownika
Bonus
Posty: 436
Rejestracja: 2015-12-07, 07:22
Lokalizacja: Poznań

Post autor: Bonus » 2016-08-23, 08:04

rambi pisze:
Czy ja już tu kiedyś pisałem, że jestem CHOLERNIE DUMNY ZE SWOJEJ CÓRKI? :-)[/u]
I słusznie, bo masz powody. Fajna wycieczka i relacja. A co do dylematów ekspozycyjno-szczytowych to ciężko byłoby obronić inną decyzję ;-)

Awatar użytkownika
Piotr Gaj
Posty: 563
Rejestracja: 2008-11-28, 07:51
Lokalizacja: Miasteczko Śl.

Post autor: Piotr Gaj » 2016-08-23, 09:44

Dobrze że zawróciłeś przed Banikovem, bo potem na Trzech Kopach jest dużo gorzej.

ODPOWIEDZ