Strona 4 z 4

: 2017-09-06, 19:36
autor: _Falco_
Mimo, że minęło już trochę czasu to chciałabym dodać dwa słowa od siebie. Uważam, że warto ponieważ spotkania pod szyldem TS+ stały się ważną częścią życia całkiem sporej garstki ludzi, która mimo paskudnej pogody, wirusa grypy żołądkowej i innych nieprzewidzianych wcześniej przeszkód, chciała przedreptać tą upiorną dolinę Chochołowską by w klimacie górskich opowieści i nieskończonych żartów pobyć ze sobą, uciec na chwilę od problemów dnia codziennego, pośmiać się, pożartować.

Przynajmniej ja tak to widzę...

Moja relacja będzie tym razem relacją z planów a nie osiągnięć.

Plany faktycznie były ambitne. Jeszcze do piątkowego wieczoru łudziłam się, że może ta Bystra...może te Rohacze. Przestałam się łudzić jak zaczęły się telefony od TS, który w tym czasie dojeżdżał do Zakopanego. Wstępnie umówiliśmy się o 7:00 w Kirach, miałam ich zgarnąć z kwatery a następnie mieliśmy się szybko dotransportować do Chochołowskiej i spróbować być pod schroniskiem ok. 9:00, kiedy grupa zasadnicza ruszała na szlak. Na tym etapie padały jeszcze hasła w stylu: może Starorobociański lub może chociaż Siwa Przełęcz.

Kolejny telefon zweryfikował te plany. Pogoda podobno ma się popsuć więc może lepiej umówić się ok. 8:00 przecież w Chochołowskiej kursuje traktor więc najwyżej będziemy trochę po 9:00, ogarniemy się i spróbujemy ruszyć na szlak. Spróbujemy przynajmniej wyjść naprzeciw tym, którzy gdzieś tam mocno zmęczeni będą już schodzić z gór.

W trakcie kolejnego telefonu stwierdziliśmy, że w sumie na pewno nie ma co się śpieszyć bo jak pogoda faktycznie się popsuje to na długie wędrowanie i tak nie ma szans. Od tej pory wszyscy bez wyjątku czekaliśmy na to zapowiadane popsucie się pogody i nie wiedzieć czemu chcieliśmy żeby nadeszło prędzej niż później.

Warto dodać, że w sobotę rano, pod szlabanem zameldowaliśmy się o 9:45.

45 minut później niż pierwotnie planowane wyjście na szlak spod schroniska!!!!!!

Sobota przywitała nas piękną pogoda i bezchmurnym niebem ale z każdą chwilą spaceru przez Chochołowską wspieraliśmy się słowami, że za chwile i tak lunie więc kolejny raz: nie ma co się spieszyć. Motywatorem, przynajmniej dla mnie, było piwo. Hektolitry piwa, które bezkarnie będę mogła wypić bo przecież nie mamy zamiaru wychodzić na szlak :-)

Z Piotrem i Krzysiem dotarliśmy w niecałe 2 godziny i chwilę przed 12:00 mogliśmy się zameldować w schronisku. Niedługo później dotarli dzielni Pogromcy ¦winicy. Po chwili kolejne znajome twarze pojawiały się przy schroniskowym stole: Szef szefów - Creamchease, Remi, Benitka z Rysiem, Yaretzki z Yaretzką, trochę później Marek S. wraz z Catty a na końcu nasz bohater Tadzio Tadeks.

Z tamtego dnia zapamiętałam uśmiechnięte twarze przyjaciół i żarty i rozmowy o życiu.

Plany górskie i osiągnięcia w tym dniu zeszły na dalszy plan.

Niedziela to odwrót totalny. Spacer w deszczu do auta i powrót do Warszawy.

Warto dodać, że w trakcie wieczornych rozmów padło wiele różnych pomysłów co do spotkania w przyszłym roku. Według mnie najciekawszy z nich to nocowanie w schronisku na Hali Ornak i wędrowanie po Czerwonych Wierchach. Tylko tak się zastanawiam, który z naszych panów odważy się wystąpić w koszulce z napisem Ciemniak :-)

Na koniec dziękuję wszystkim za kolejne fantastyczne spotkanie i mam nadzieję do zobaczenia niebawem.

Falco