Tatrzańskie wypady sosika

Moderatorzy: Madziul, Asia M., Marcin K-G, sebastian.f

Awatar użytkownika
menel
Posty: 9918
Rejestracja: 2009-01-10, 09:11
Lokalizacja: Wro

Post autor: menel » 2017-01-14, 09:57

Bonus pisze:Tak to mniej więcej wygląda.
Dzięki za oświatę.
Bonus pisze:Tanie to to nie jest, ale jak ktoś łazi (lub jeździ) tam gdzie może zejść z lawiną to jest różnica czy ma 5-10% szans na przeżycie gdy zejdzie wraz z nią czy 85-95%.
Jak najbardziej się z tym zgadzam.
ПУНКС НОТ ДЭД !

Awatar użytkownika
sosikhehe
Posty: 230
Rejestracja: 2014-09-24, 22:14
Lokalizacja: Tyskie (Ślunsk)

Post autor: sosikhehe » 2017-01-29, 16:17

Grudzień- Kasprowy Wierch/¦winicka Przełęcz
Tym razem w planach mieliśmy ¦winicę ale niestety wyszło jak zwykle.
Zima mocno odpuściła do 1500m gdzieniegdzie połacie śniegu wyżej wygląda już to trochę lepiej. W nocy wychodzę z imprezy i jedziemy.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Dochodzimy do kasprowego i jemy śniadanie.
Pogoda nam dopisuje, ale tylko chwilowo.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na południe zapowiadano załamanie pogody i tak też się stało. Na ¦winickiej Przełęczy szybko pojawiły się chmury i porywisty wiatr, zarządzamy odwrót. Gdy dochodzimy do Kasprowego na ekranie widzimy że zmagaliśmy się z wiatrem o prędkości 108km/h. Zjeżdżamy kolejką jak turyści :-? . Po dojściu do auta zastaję karteczkę "Przepraszam zarysowałam panu zderzak i nr tel." No kuuuurde jakby tego było mało... fabianek porysowany.

Styczeń- Granaty
A machnę dwie relacje bo poprzednia słaba, a teraz odpoczywam i mam czas po wczorajszym wypadzie.
W 4 chopa jedziemy już o 1 i około 4:30 startujemy, dochodzimy do przełęczy między Kopami. Nie myślałem że to kiedyś powiem ale ALE przez Boczań szło się całkiem przyjemnie :shock: ponieważ wszystkie kamienie były pokryte grubą warstwą śniegu.

Obrazek

W drodze na Zmarzły Staw zaczyna nam towarzyszyć słonce.

Obrazek

Obrazek

Nad zmarzłym skitour'owcy zrobili sobie eleganckie iglo :-D
Lodospady już są eleganckie (musimy tu na nie przyjechać) no to w drogę

Obrazek

I droga stanie się moją wybranką...
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Koło 9 jesteśmy na Zadnim Granacie, pogoda jest super, słoneczko, zero wiatru, nic tylko rozłożyć leżak i podziwiać 8-)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Decydujemy się na przejście przez wszystkie trzy wierzchołki.
Ehh zawsze braliśmy sprzęt i niepotrzebnie go nosiliśmy, a teraz nie wzięliśmy a jednak by się przydał jest trochę lufiasto :-o

Obrazek

Na Skrajnym Granacie

Obrazek

Zejście ze Skrajnego nastręcza nam trochę problemów ponieważ śnieg jest mocno zmrożony i z wierzchu pokryty warstwą lodu więc trzeba mocno kopać, a zjazd może się skończyć źle.

Obrazek

No jeszcze trochę emocjonujące zejście na Pańszczycką Przełęcz Wyżnią i zaczynamy spokojnie schodzić żlebem potocznie zwanym Kanionem.

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Na wyjściu z Kanionu widać zgrudowany śnieg z małych lawinek, dochodzimy do stawu ściągam wszystko, jedzonko w murowańcu i szczęśliwie wracamy do domu (chociaż trochę po drodzę mi się oczy kleiły za kółkiem.
Teraz mała zagadka: Jaki szczyt będzie w następnej relacji?
Zwycięzcy stawiam piwo/wino przy najbliższej okazji :mrgreen:
Podpowiedz w relacji ze stycznia.
My body lie but still I roam

Awatar użytkownika
Bonus
Posty: 436
Rejestracja: 2015-12-07, 07:22
Lokalizacja: Poznań

Post autor: Bonus » 2017-01-29, 16:42

Strzelam w Kończystą jeżeli można oddać dwa strzały to dorzucam Rysy ;-)

Awatar użytkownika
sosikhehe
Posty: 230
Rejestracja: 2014-09-24, 22:14
Lokalizacja: Tyskie (Ślunsk)

Post autor: sosikhehe » 2017-01-30, 16:07

Niestety oba chybione, niech będzie po jednym strzale. ;-)
Z Kończystą mamy jeszcze niewyrównane rachunki więc będzie grana ale dopiero w lutym/marcu. 8-)
My body lie but still I roam

Awatar użytkownika
menel
Posty: 9918
Rejestracja: 2009-01-10, 09:11
Lokalizacja: Wro

Post autor: menel » 2017-01-30, 16:18

Sos, szalejesz. Ale w takim warunie, to się nie dziwię. ;-)
ПУНКС НОТ ДЭД !

Awatar użytkownika
sosikhehe
Posty: 230
Rejestracja: 2014-09-24, 22:14
Lokalizacja: Tyskie (Ślunsk)

Post autor: sosikhehe » 2017-02-02, 16:54

Dobra olać zagadkę machnę recenzję. 8-)
My body lie but still I roam

Awatar użytkownika
sosikhehe
Posty: 230
Rejestracja: 2014-09-24, 22:14
Lokalizacja: Tyskie (Ślunsk)

Post autor: sosikhehe » 2017-03-10, 01:40

A co do zagadki- grot czekana wskazuje Gerlach. ;-)
Obrazek

Styczeń- Gerlach

Pomysł wejścia zrodził się właśnie przez zdjęcie które jest powyżej. Szukałem jakiegoś pomysłu na Tatry i tak przeglądałem fotki z Granatów i się zastanawiam hmmm cóż to za góra... internet> widok z granatów> patrzę Gerlach. Dzwonię do Pawła "słuchaj warun jest wyśmienity a może byśmy tak zrobili Gerlach?" "chciałem o to samo zapytać" :-D no to elegancko. Niestety jakoś nikt się nie kwapi by do nas dołączyć więc jedziemy sami, kończę prace jem coś szybko, odpalam fabiana i w drogę. Zamierzamy startować z miejscowości Wyżne Hagi i o rano 4:30 wychodzimy. Plan jest taki idziemy mniej więcej tak jak idzie letni żółty szlak na Batyżowiecki Staw, potem wchodzimy do Walowego Żlebu i na Przełęczy Tetmajera idziemy w prawo na szczyt. Plan dobry- nie wypalił. :-/

Idziemy przy świetle czołówek po wydeptanych śladach, wychodzimy z lasu i wchodzimy w kosodrzewinę i tutaj odbijamy lekko w prawo i idziemy cały czas środkiem żlebu do góry. Pić mi się chce, dojdziemy do stawu to pauza. Patrzę na jakiej wysokości jesteśmy 1790 ok jeszcze stówka do góry i jesteśmy. Idziemy idziemy no i co jest? Gdzie ten staw? Patrzę na gps :shock: 2000m jesteśmy w Stwolskiej Dolinie na zboczu Kończystej... Paweł rzuca "to może Kończysta? I tak mieliśmy ją zrobić?" Nie no nastawiliśmy się na Gerlach więc machniemy sobie trawers i zejdziemy te 100m do stawu.

Obrazek

Zaczyna już świtać, trawersuje się nieprzyjemnie bo idziemy po twardym śniegu i nogi mamy ciągle wygięte w prawo. Chociaż widoki dodają otuchy.

Obrazek

Powoli widzimy już staw i cel naszej podróży. :-P

Obrazek

No i ostatnio niezdobyta Kończysta.

Obrazek

Mijamy ślady idące do jednego, drugiego i trzeciego żlebu. To chyba tutaj, z topo widać że na początku odbija trochę w lewo i tak mniej więcej się pokrywa. No to do góry. Ciężko to wszystko od dołu tak określić więc tutaj nieświadomie popełniamy kolejny błąd.
Napotykamy pierwsze trudności o kulucha są i kilka stopni no to się szpejujemy i idziemy (trochę mnie to zastanawiało ale jak patrzyłem w domu na jednej ze stron internetowych coś było wspomniane o ułatwieniach w Walowym Żlebie) no nic w drogę.

Ciśniemy już tylko żlebem na lotnej. Robimy sobię chwilę przerwy i doganiają nas pierwsi klienci z przewodnikiem- trochę dziwnie bo idą związani w dwumetrowych odstępach... no nic może na słowacji lubią sobie wbijać raki w nogi...

Obrazek

Zrobiło się tak gorąco że ściągam rękawiczki rozpinam kurtkę, polar. Płyny z nas szybko wyparowują, a zapasy w plecaku równie szybko się kończą.


Obrazek

Dalej jesteśmy przekonani że jesteśmy w Walowym, więc przed samą przełęczą może odbijemy od razu w prawo i trochę sobie skrócimy- kolejny błąd.

Obrazek

Wchodzimy w bardzo stromy teren, zarzucam pętle na skałę, Paweł poszedł pierwszy, jakoś przeszedł ten lufiasty teren wszedł na grań zabezpieczył "ok możesz iść Marcin ale się wk***sz." Wchodzę i patrzę... "o k***a..." Gerlach jest po lewej stronie praktycznie na wyciągnięcie ręki ale w linii prostej tego nie przejdziemy. Co robimy? Paweł motywuje- dawaj ruszamy jesteśmy tak blisko zrobimy to dzisiaj ale nawet zdjęcia nie robimy bo wstyd. OK! Więc musimy zejść na dół jakieś 70 metrów, trawersować i zaś do góry. Opcja zejścia też nie wchodzi w grę bo pewnie polecimy, no to zostawiamy po pętli i zjazd. Wracamy, podchodzimy i jest wreszcie jesteśmy 13:08 logujemy się na szczycie.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

\/ Tu widać gdzie byliśmy przed chwilą czyli Gerlachovská ve¾a :-D

Obrazek

Na szczycie jest tak gorąco że rozbieram się do podkoszulki, wypijam resztki herbaty i zjadam bułkę. Taki upał że gość robi sobie zdjęcie bez koszulki. Schodzimy nawet żwawo ale do pewnego czasu. Przed nami schodzą jacyś klienci z przewodnikiem. Co chwila leci bryła lodu lub śniegu- krzyczymy Uwaga! Pozor! i tak za trzecimy razem coś tam przewodnik burka pod nosem tak jakbyśmy to my zrzucali...

Obrazek

Powoli opadam z sił i jest mi tak gorąco że nie mogę wytrzymać a jestem w samej koszulce i całkowicie rozpiętym goretexie. Paweł się tylko śmieje bo w cieniu przytuliłem się do zimnej skały i się chłodzę. Nigdy bym nie pomyślał że będę chciał żeby w zimę było zimniej i to jeszcze w Tatrach.
Teraz już wiadomo że jesteśmy w Batyżowieckim Żlebie, dochodzimy do Batyżowieckiej Próby i tutaj sobie zjeżdżamy- przecież po coś tą linę mamy. Tylko tutaj kolejna dziwna sytuacja ponieważ Paweł rzuca linę na dół krzyczy "uwaga lina" już zaczyna się wpinać a ktoś mu tą linę zaczyna ciągnąć :shock: dochodzi do krawędzi i okazało się że klienci się ową liną przyasekurowali. Dobra wpinam się i słyszę z dołu jakieś pogaduchy, zjechałem. Przewodnik mówił Pawłowi że ringi nie są do zjazdów :lol: , że to jest niebezpieczne...
Mhm i powiedział to przewodnik który szedł cały czas bez kasku...

Obrazek

Schodzimy już do stawu i tu łapie mnie totalny kryzys- nie mam w ogóle siły. Chce mi się pić a nie mam już co, zjadłbym bułkę z plecaka ale boje się że stanie mi w gardle.
Idzie mi się problematycznie. Dlatego ściągami raki ponieważ śnieg jest na tyle lepki że wkładki antyśniegowe z raków nie zdają swojego egzaminu, do tego zrzucam uprząż i inne żelastwo- od razu lepiej.

Obrazek

Obrazek

Mój organizm mówi że ma już dość tej wycieczki a tu jeszcze tyle drogi.

Obrazek

Praktycznie w tym samym miejscu w którym obserwowaliśmy wschód, teraz patrzymy na zachód.

Obrazek

Idę i coraz częściej robię sobie przerwe, ale wstaję i powoli brnę do przodu. Wchodzimy w kosodrzewinę i idziemy po śladach które prowadzą przez środek lasu. Ciągle się zapadam, to blokują mnie gałęzie- to jakiś koszmar i tylko proszę by jak najszybciej się skończył. Paweł też ma dość tej drogi lecz nic z tym nie zrobimy, myślę już tylko łyku o kawy którą zostawiłem w aucie. 19:40 docieramy wykończeni do auta, 14 godzin ciągłej tułaczki z tymi pomyłkami zrobiliśmy 1700 metrów w górę i tyle samo w dół. Jedziemy do najbliższego sklepu czyli stacji- jest KOFOLA! Gasimy pragnienie jem, jakie to przyjemne, trochę odżywam i spokojnie sobie prowadzę do domu.
Cóż mogę powiedzieć Gerlach technicznie nie jest trudny, jeśli sprzyjają warunki, porządnie się wyśpimy i zaczniemy sobie od ¦ląskiego domu.
Ogólnie było super, lecz z drugiej strony trochę mi dał w kość ten Gerlachovski Stit ;-)

No i na koniec krótki film
https://www.youtube.com/watch?v=3GcvAvKydu4
My body lie but still I roam

Awatar użytkownika
menel
Posty: 9918
Rejestracja: 2009-01-10, 09:11
Lokalizacja: Wro

Post autor: menel » 2017-03-10, 07:41

Piękne waruneczki trafiłeś.
sosikhehe pisze:Jedziemy do najbliższego sklepu czyli stacji- jest KOFOLA!
Tak z ciekawości, za wiele ten luksus tam stoi?
ПУНКС НОТ ДЭД !

Awatar użytkownika
Marco
Posty: 2123
Rejestracja: 2008-11-18, 19:05
Lokalizacja: Opole

Post autor: Marco » 2017-03-10, 09:57

No i widzę, że dopadło Cię odwodnienie.. najgorsze cholerstwo chyba jakie może być... w jednej chwili odcina Ci prąd... Przypominam sobie jak kilka lat temu po zimowej pętli po Zachodnich Tatrach nie miałem siły wejść na Iwaniacką Przełęcz.... masakara jakaś. na szczęście Ty już tu miałem prawie ciągle z "górki". Piękna pogoda i warun... Król zdobyty Barwo.
...only way to cure stupidity is death...

Awatar użytkownika
Bonus
Posty: 436
Rejestracja: 2015-12-07, 07:22
Lokalizacja: Poznań

Post autor: Bonus » 2017-03-10, 15:36

Pogoda faktycznie igła a wyrypa godna pozazdroszczenia. Gratulacje i szacun ;-)

Awatar użytkownika
sosikhehe
Posty: 230
Rejestracja: 2014-09-24, 22:14
Lokalizacja: Tyskie (Ślunsk)

Post autor: sosikhehe » 2017-03-11, 00:35

Menello na stacji straszna drożyzna, w sklepie w Jaworzynie Tatrzańskiej jest znacznie taniej. Nie chcę rzucać cen bo już serio nie pamiętam bo sklepów tam jest kilka. Ale porównując z Billa w czeskim cieszynie to taniej w Czechach. Ale jak chce się pić a ma się trochę grosza to na cenę się nie patrzy ;-)

Tak dokładnie Marco to odwodnienie które zaskoczyło mnie i kompana. Ile razy byłem w Tatrach w różnych zimnych, śnieżnych, wietrznych i pogodnych warunkach, ale ten był odmienny- totalny gorąc i zero wiatru- na to niestety byliśmy słabo przygotowani (zapomnieliśmy kremu i leżaków :mrgreen: ).
Ale po tym zrozumiałem jedno, nie ma warunków na które da się przygotować w 100%. Bo tak to jest jak weźmiesz grubą puchówkę to wyjdzie słońce, a jak weźmiesz adidasy i okulary przeciwsłoneczne to będzie urwanie chmury. :lol:

Dziękuję, to wyrypa która na długo pozostanie mi w pamięci 8-)

I trzeba pamiętać o trzymaniu czekana w ręce a nie na plecaku bo ujechać to kwestia sekundy ;-)
My body lie but still I roam

wodzu
Posty: 361
Rejestracja: 2010-06-26, 23:46

Post autor: wodzu » 2017-03-11, 09:18

A mnie zastanawiają te topograficzne niefrasobliwości tym razem zakończone szczęśliwie.
Niefrasobliwości... hmm... tak delikatnie napisałem :-D
Uwaga o używaniu czekana zgodnie z przeznaczeniem nad wyraz słuszna i jakżesz pożyteczna :mrgreen:

Awatar użytkownika
sosikhehe
Posty: 230
Rejestracja: 2014-09-24, 22:14
Lokalizacja: Tyskie (Ślunsk)

Post autor: sosikhehe » 2017-03-14, 17:31

Co do topograficznych pomyłek to pierwszą popełniliśmy gdzieś w ciemności bo widzieliśmy tylko światło swoich czołówek, nie śledziliśmy dokładnie trasy z gpsem. Kolejna pomyłka wyszła z nieznajomości terenu(gps nie łapał) bo z daleka to było wszystko oczywiste- tu i tu i do góry a kiedy jest się pod ścianą to ciężko ocenić do którego żlebu już doszliśmy.
Przypomniałem o używaniu tego przyrządu ponieważ po zjeździe zamiast go wyciągnąć najpierw zacząłem zwijać linę i w tym momencie ujechała mi noga i tak zjechałem ponad 10 metrów. Zatrzymałem się hamując ostrożnie jednym rakiem, a zjechać było gdzie... :roll:
My body lie but still I roam

Awatar użytkownika
sosikhehe
Posty: 230
Rejestracja: 2014-09-24, 22:14
Lokalizacja: Tyskie (Ślunsk)

Post autor: sosikhehe » 2017-09-28, 22:06

ojj coś mnie tu dawno nie było, wrócę na szybko do wyjścia po którym strzeliłem małego focha na Tatry ale potem wróciłem :-P

Luty- Mnich (prawie)

Tym razem Artur z resztą mnie zgarnia i jedziemy z planem wejścia na Mnicha klasycznie przez płytę. Przed 5 docieramy na Palenice i ruszamy w świetle czołówek tą morderczą drogą na której jest "ciemno i zimno". :lol: W schronisku małe śniadanko, łyk herbatki z termosa i zazbrojenie plecaka.
Chmury są nisko i narazie guzik widać, cierpliwości.

Obrazek

Obrazek

Podziwiamy morze chmur i jak wstające słońce to wszystko czadowo oświetla.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W tamtym kierunku wędrujemy 8-)

Obrazek

Obrazek

Warunki mamy wymarzone

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Podejście pod płytę nie nastręcza dużych problemów ale wchodzimy czujnie. Dochodzimy do płyty równo z nami podchodzi jeszcze dwóch gości. Wbijają się przed nas i widać że będą się niecenzuralnie stosunkować z wejściem... Stoimy w cieniu i jest po prostu zimno ja ubrany tylko w termo, polar i cerate zaczynam marznąć ale nie ma tragedii (po ostatnich gorących przygodach na Gerlachu puchówka została w domu). Koledzy przed nami najpierw szarpią się z friend'em- "chłopaki zostawcie idzcie dalej nikt wam nie weźmie, wyciągniecie na zejściu" Jak doszli już do pierwszego potem do drugiego ringa Artur zaczyna wchodzić lecz praktycznie po nim wchodzi przewodnik z lewej strony tak że mało co a by skończył z rakiem w nodze... No nie co tu się odwala? Od tego momentu mój wkurw na przewodników sięga już zenitu... Patrzymy się na siebie z kwaśnymi minami co tu się dzieje?! To jakiś wyścig po trupach? I tak czekamy aż sobie cała zgraja przewodników i klientów wlezie. Ha jeszcze gdy czekamy, skaczemy, rozgrzewamy się, gadamy słyszę jak jeden z przewodników za nami mówi do klienta "siądźcie sobie na tych plecakach" :shock: :evil: :evil: :evil: No k*^#@ nie wierzę... Odwracam się i kategorycznie zabraniam to są nasze plecaki! No tego już za wiele, jeszcze gogle miałem w kieszeni na górze, co za szczyt chamstwa. Po upływie prawie dwóch godzin stania w miejscu mam już tego serdecznie dosyć. Ja mam ochotę wracać, reszta również podziela moje zdanie, może prócz z Artura który chciał walczyć do końca. W pośpiechu ewakuuje się z Mnicha zjeżdżając bez blokera. I szybko schodzę by chociaż trochę się zagrzać.

Obrazek

Tak blisko, a tak daleko...

Obrazek

Obrazek

Trochę widoki mnie uspokajają :-|

Obrazek

Obrazek

Schodzimy do schroniska jemy i prawie całą drogę rozmawiamy "co to miało być?"
No nic następnym razem siądzie, stąd mój mały "foch" na Tatry, wracam dopiero w lipcu.




Lipiec- Py¹ný ¹tít (Durny Szczyt)

Paweł wpadł na ten "durny pomysł" bo brakuje mu go do korony- ok mi pasuje. Ale ja tam nie mam parcia zdobycia WKT jak siądzie to siądzie albo gdy zostaną mi ze dwa szczyty to je akurat dokompletuje ale nie jest to jakiś priorytet, może kiedyś takim będzie korona Himalajów :lol: Ruszamy z pod hotelu przy czołówkach ale szybko je ściagamy bo już zaczyna świtać. Dochodzimy na Hrebeniok gdzie zastajemy wszędzie walające się śmieci- widocznie była dobra impreza albo na imprezę wpadł głodny miś.

Obrazek

Tempo podejścia mamy iście biegowe

Obrazek

Pośrednia Grań

Obrazek

Łomnica i nasz cel

Obrazek

Dochodzimy do Chaty Teryho, czas na śniadanko brr ale chłodnawo, czekamy aż słońce oświetli dolinę i nas trochę ogrzeje.
Powoli ruszamy, staw obchodzimy z prawej, chwilkę po złomach i wychodzimy na dobrze wydeptaną ścieżkę oznaczoną kopczykami.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ależ kosmicznie wyglądały te połacie śniegu. Żlebem trochę wody spływa, czasami skała jest mokra i pokryta mchem, wyżej jest krucho pod jednym filarem odbijamy w prawo i dalej do góry po czym wychodzimy na przełęcz, ogólnie nie mieliśmy problemów z orientacją.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jest trochę lufiasto ale narazie się nie wiążemy.

Obrazek

Startujemy dd przełęcz w kierunku Durnego z lewej strony. Wspinamy się by wyjść na grań, dużych trudności nie ma każdy z nas szedł obok siebie ale według własnego widzi mi się czasem trzeba było przejść jakiś kominek, gdzieś trawersować. I tak wychodzimy na grań gdzie meldujemy się na Małym Durnym Szczycie.
Widok na Kieżmarski Szczyt.

Obrazek

Cały ja... mistrz fotografii :mrgreen:
Innego zdjęcia nie mam ale to właśnie tutaj zastanawiamy się chyba z 10 minut jak to ugryźć. Wiążemy się? Ja tam byłem za no ale...
Mam pewien pomysł a mianowicie przejść tą rysą idącą na prawo i trawersować na lewo i potem do góry powinno puścić.

Obrazek

Przechodzę to w trymiga pfff chciałem się tu wiązać? cała trudność polegała na dobrym połączeniu drogi na "skalnych balkonach" i wyjściu na grań. Tu już spacerkiem i przed 10 jesteśmy na Durnym Szczycie pogoda wyśmienita, cieplutko, zero wiaterku.

Obrazek

Obrazek

Grań Wideł ahh kiedyś to zrobię 8-)

Obrazek

Wpis do książki.

Obrazek

Czas i pogodę mamy wyśmienitą, ja z Gabrysiem chcemy jeszcze zrobić Łomnicę drogą Jordana, ale Paweł jest na nie. No cóż może następnym razem.
Wpadamy na jak się później okazuje głupi pomysł by zejść żlebem bodajże Chmielowskiego.
Idziemy tak jak na drogę Jordana i dochodzimy do stanowiska na żywca- nie polecam. Warto się tu przyasekurować chociaż jak kto lubi bo gdy zobaczyliśmy biegaczy którzy bez plecaka, kasku wlecieli na Durny za nami... ja bym się tak nie odważył. Czekamy aż koledzy przed nami zjadą, mieli dwie połówki 60 więc zrobili sobie to na raz. Tylko że przy tak długim zjeździe zablokowanie liny jest dość łatwe, o czym się przekonali gdy szarpali linę zrzucili dość spory kamień na szczęście bez uszczerbku. Gabryś jest najbliżej stanowiska więc pomaga im ją odblokować. Ha! nie mogło zabraknąć przewodnika który na szczęście nas nie zrzucił ale chciał się "grzecznie" przed nas wpierdzielić po czym mu daje do zrozumienia że nie ma szans. "Nie nie my szybko zjeżdżamy na dwa razy i też swoje odczekaliśmy."

Obrazek

I tu się zaczyna horror... żleb jest mega kruchy co chwile coś leci, potem żleb przechodzi w lej gdzie my trawersujemy jedną ze ścian tylko nie ma jak zejść na dół a ciągle trawersując nabieramy wysokości do jego dna... ściana iście wspinaczkowa jeden zły ruch i lece na dół w śnieg skały i wodę. Kilkukrotnie błądzimy niby są kopczyki ale nie ma jak zejść, podchodzimy do góry to znów schodzimy.

Obrazek

Umordowani wreszcie schodzimy ja kładę się na jednej ze skał i na chwilę zasypiam, czekamy na Gabrysia. Ten żleb był mega złym pomysłem.

Obrazek

Żeby się nie wtarabanić schodzimy do terninki a potem już szlakiem, droga do auta bardzo mi się dłuży i te tłumy...
My body lie but still I roam

Awatar użytkownika
sosikhehe
Posty: 230
Rejestracja: 2014-09-24, 22:14
Lokalizacja: Tyskie (Ślunsk)

Post autor: sosikhehe » 2017-10-15, 23:35

Sierpień- Wschodnia Grań ¦winicy

Pomysł zrobienia tej grani chodził mi już dłuższy czas po głowie ale to nie było kompana albo akurat mieliśmy w planie coś innego. Ale nadszedł sierpień i tak się złożyło że znalazł się taki jeden co zgodził się to ze mną zrobić. Jeśli chodzi o techniczne aspekty przejścia to szału nie ma bo wspomniana grań jest wyceniana na II w skali UIAA. Więc to taki niedzielny spacer w Tatrach :-P
Pierwsze podejście: Oczywiście nasłuchałem się marudzenia Gabrysia jakie to uciążliwe i bezproduktywne podejście przez Jaworzynkę (tak jakby Boczań było lepsze...)
Weszliśmy na Taternicki wierzchołek ¦winicy i przeszliśmy na główny. Ale stwierdziliśmy że jest za gorąco i w ogóle zapomnieliśmy kości. Więc na niedosyt poszliśmy szlakiem do Koziej Przełęczy. To była dobra decyzja ponieważ bez kości średnio bezpiecznie by się robiło tą grań chociaż trudna nie była.
Drugie podejście:
Po przyjeździe prognozy się nie sprawdzają i w sobotę robimy tylko kilka piw i przechodzimy w iście alpejskim stylu Wielką Grań Krupówek- łatwo nie było, nie wiem jak tu można siedzieć dłużej niż jeden dzień.
Już tydzień później uzbrojeni w komplet kości i heksów ruszamy tą samą drogą, dalej słyszę marudzenie współtowarzysza jakież to trywialne przejścia mamy zamiar robić i jak bardzo to podejście jest niewspinaczkowe... :evil: :lol:

Zdjęcia z próby tydzień wcześniej:

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Oraz zdjęcia z finalnego przejścia:
Ahhh Gąsienicowa jest dla mnie jedną z hal naj naj
No jak tu się nie zakochać :mrgreen:

Obrazek

Pniemy się do góry ale jakoś chłodno się robi i niebo zachodzi dziwnymi chmurami.

Obrazek

Wchodzimy znowu na wierzchołek Taternicki i tam się szpejujemy, ale widoczność w tym czasie spada do 50m. Kurde robimy to? ROBIMY! przecież związani sznurkiem się nie zgubimy :-P Wchodzimy ponownie na główny wierzchołek ponieważ nie wiem czy Wysoka Komisja Do Spraw Czystości Przejścia zaliczyłaby nam takie zaczęcie od środka :lol:
I tak mamy dwojaką pogodę- na stronie piątki pięknie

Obrazek

na Gąsienicową mleko do kawy

Obrazek

Powoli ruszamy granią ale na początku już dają się zauważyć znaki byłych imprezowiczów.

Obrazek

Troszkę się przelewa ale cisniemy dalej.

Obrazek

No i tutaj zaczyna się zabawa :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:
Ekspozycja z prawej i lewej a ja idę rękoma trzymając się płetwy grani z nogami na tarcie.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Machamy do ludzi na dole, ależ fajna trasa!

Obrazek

Chmury troszkę ciemnieją więc staramy się streszczać.
Dochodzimy do Niebieskiej Turni i zjeżdżamy, zjazd jest o tyle fajny że około 4 metrów od stanowiska zjeżdżamy w przewieszeniu także wrażenia są niezłe :-> Zjazd na dwa razy więc 60 spokojnie starcza.

Obrazek

Obrazek

Zielone Stawy

Obrazek

Jest! Po dwóch podejściach zrobiliśmy Wschodnią Grań ¦winicy, zaczynając (jak dobrze pamiętam) od wierzchołka Taternickiego przez główny, ¦winicką Kopę, Gasięnicową Turnię, Niebieską Turnię i Zawratową Turnię

Obrazek

Obrazek

Schodzimy do Zawratu tu odpoczywamy i jemy, teraz nam już wszystko jedno byle do auta i jedziemy w kierunku Żabiego Konia.
Zapraszam na krótki film z przejścia na którym widać iż udaje mi się nawet załapać na małe widmo :-)

https://www.youtube.com/watch?v=mXfMFlTOct4

Teraz musimy odpocząć a więc kierunek głodówka!

Obrazek

Jemy pyszny obiad i uzgadniamy że jeśli jest miejsce zostajemy tu na noc- bingo jest wolne w szczycie sezonu- niemożliwe.

Gabryś jest napalony na Żabiego Konia jak dla mnie ok.

Następnego dnia wstajemy i jedziemy na Słowację.
Ruszamy i nad Popradzkim Stawem jemy śniadanie, rozmawiamy po czym Gabryś rzuca "czy to była Joanna?" eee no chyba... eee chyba nie... Wychodzę krzyczę "Joanna" i brak reakcji hmmm
Za 5 minut wchodzi do środka "NO CZE¦ć!" ha a jednak :mrgreen: cóż za miłe spotkanie
Zdziwiło mnie to że o 10 rano mogłem zamówić spaghetti i nie było w tym nic dziwnego w sensie że jakieś śniadaniowe menu czy coś. Pogadaliśmy, ale niestety trzeba ruszać.
Idziemy z rzeszą ludzi zmierzających na Rysy, a tu już widać nasz cel.

Obrazek

Obrazek

Ja miałem plan zrobić Grań ¦winicy a ten Żabi to miał być dodatek ale widziałem że Dżokej miał na niego parcie. Więc ok zróbmy to, słabo byliśmy zorientowani w topo i ogólnie. ¬le poszliśmy i zamiast dojść na przełęcz, zjechać i zacząć Żabiego wpakowaliśmy się w jakiś IV komin gdzie asekuracja była praktycznie żadna. Szedłem jedną rysą z lewej po czym zrezygnowałem, zszedłem na dół i spróbowałem środkiem szedłem do góry tak dobre parenaście metrów pamiętając że ostatni punkt założyłem 3m nad Gabrysiem. Bo kolejny który założyłem na kości poprostu wyleciał... idę dalej a Gabryś mnie nie pociesza informując i poganiając że mam końcówkę liny (jeśli polece to jakieś 20m) rewelacja... zakładam jakieś dwie "teoretyczne kości" przechodzę wyjście z komina w lewo i tam już trochę odpoczywam psychicznie. Mam już serdecznie dość informuję kompana że już jest po 14 i średnio wyjdzie zrobienie tego nie mając żadnych informacji jak tam z asekuracją bo tu było słabo ponieważ nic nie siedziało, może jakiś friend jakbyśmy takowy mieli. Niestety z żalem i nerwami odpuszczamy Żabiego Konia który robi wrażenie. Niesty musi poczekać, następnym razem siądzie. ;-)

Obrazek
My body lie but still I roam

ODPOWIEDZ