Letnie Tatry Ircowników

Moderatorzy: Madziul, Asia M., Marcin K-G, sebastian.f

Awatar użytkownika
Wiesio
Posty: 506
Rejestracja: 2011-11-13, 16:25
Lokalizacja: Biała Podlaska
Kontakt:

Letnie Tatry Ircowników

Post autor: Wiesio » 2016-09-12, 22:51

Formuła naszych zlotów zdaje się być niewyczerpana. Kolejny znowu okazał się jedyny i niepowtarzalny. Czym nas zaskoczył? Na początek pogodą! W zasadzie chyba tak dobrych warunków jeszcze nie mieliśmy. Może aż za dobrych. Wbrew swoim zwyczajom nie sprawdzałem w tym roku prognozy pogody aż do ostatniego dnia przed wyjazdem. W końcu się złamałem i zajrzałem. Zaskoczenie! Cztery dni bez jednej chmurki… niedowierzanie! I co najważniejsze – prognoza się sprawdziła 🙂

Plan… był. Bystre Sedlo, zwane z polska Bystrym Przechodem. Patrzyliśmy jednak z niepokojem na mapę, bo czasy przejścia były dość poważne, co w poniektórych natychmiast budziło wspomnienia z Otargańców 🙂 A tak naprawdę to postanowiliśmy improwizować.

Prolog

Zjeżdżamy się naszym zwyczajem w środę wieczór. Chwilkę pogadaliśmy i do łóżek. Ustalamy, że po całodziennej podróży trzeba nieco odpocząć i pobudkę zarządzamy na ósmą.

W nocy śniło mi się, że zapomnieliśmy butów trekingowych. Wkrótce okaże się, że to proroczy sen 🙂

Obrazek

Dzień 1. Chata Teryho

Na pierwszy ogień uradziliśmy znamy nam już szlak do schroniska Teryho. Po śniadaniu sprawnie umieszczamy naszą grupkę w dwóch autach i jazda do Smokovca. Realizujemy plan Adasia, najmłodszego w ekipie. Plan polega na zbieraniu pieczątek do książeczki PTTK. A to oznacza, że musimy dziś zaliczyć wszystkie schroniska na szlaku 🙂

Obrazek

Tak więc zaczynamy od Bilikowej Chaty, potem oczywiście wodospady Białej Wody, jest i Rainerowa Chata, a w końcu Chata Zamkovskiego. Zajmuje nam to… 3 godziny 🙂 Wojtek jest bliski załamania 🙂

Obrazek

Obowiązkowo wciągamy „cesnakovą”, kufelek Kofoli i czas na realizację drugiej części planu dnia. Rozdzielamy grupę, bo Adaś odkrywa plac zabaw. Zostaje nas piątka i w tym składzie ruszamy do Chaty Teryho. Jak zwykle zachwycam się Doliną Małej Zimnej Wody, chociaż jest końcówka sierpnia i wszystko już przekwitło. Jednak w pełnym słońcu nadal robi wrażenie swoim spokojem, ciszą, przestrzenią. Dość szybko przebiegamy jej płaską część i oto widać w górze Chatę. Czas na godzinne podejście wśród skał, wodospadów i leżących wokół gigantycznych głazów. Jest chwila na wspominki i pogaduchy.

Obrazek

Obrazek

Dolina Pięciu Stawów Spiskich rzeczywiście robi wrażenie. Jest tu już ponad 2000 metrów npm, klimat chłodny, skalny teren i piękne jeziora. Do tego fantastyczna pogoda – słońce rozświetla okolicę, po niebie snują się obłoki, wokół strzeliste turnie, słowem – sielanka.

Obrazek

Obrazek

Kręcimy się trochę po okolicy, robię zdjęcia, podziwiam i cieszę się naturą. Potem rozkładamy się nad jednym ze stawów, aby zjeść trochę zapasów z plecków. Oczywiście zdejmujemy buty, aby sprawdzić temperaturę wody 😉 Ziiimnaa…. Pieczareczki, kanapeczki, gdy nagle…

„O [piii]! Gdzie jest moja podeszwa!„.

Dopisujemy kwestię Ryśka do listy kultowych powiedzeń zlotowych 🙂 Co się okazuje – nasz Baca stracił na podejściu podeszwę w bucie i nawet tego nie zauważył 🙂 Punkt dla mnie, a raczej dla mojego snu 🙂

Obrazek

Obrazek

Czas leci, robi się późno. Oceniamy możliwość zejścia na ostatnią kolejkę na Hrebionku. Powinno się udać.

Obrazek

Obrazek

Pokonanie fragmentu drogi spod schroniska na dno doliny zajmuje nam pół godziny. Miłe zaskoczenie 🙂 No to nie musimy się dalej śpieszyć. Spokojnie schodzimy do Chaty Zamkovskiego, 5 minut odpoczynku i po kolejnych czterdziestu minutach jesteśmy na stacji. Zdążyliśmy – na przedostatnią 🙂

Obrazek

Za chwilę będzie kolejny punkt dla mnie. Opowiadamy historię z butem Ryśka, gdy Dorotka odkrywa, że w jej bucie również odpadła podeszwa. Już się bójcie moich kolejnych snów 😉

Na kolejny dzień chcemy wyskoczyć na zaplanowaną trasę na Bystry Przechód, więc pobudkę zarządzamy na siódmą.

Dzień 2. Solisko

To była dziwna noc 🙂 Około 4 obudziłem się i już nie zasnąłem. Tak zleciało do siódmej. Pozostali też kręcili się na łóżkach a rano stwierdzili, że mieli dokładnie tak samo jak ja…

Pogoda jest ponadprzeciętnie piękna, a my ruszamy czerwonym szlakiem w kierunku Jamskiego Plesa.

Obrazek

Obrazek

Z każdą minutą temperatura rośnie, wytapia z nas resztki wilgoci. Po skręcie na żółty szlak w Dolinę Furkotską zaczyna się podejście i morale siada. Z jednym wyjątkiem 🙂 Adaś, którego do tej pory nudziła szeroka i płaska droga, na widok kamieni dostaje zastrzyk energii i zaczyna dyktować tempo godne kozicy (nie darmo Kasia, mama Adasia, została kiedyś ochrzczona przez nas Kozicą). Widoki coraz piękniejsze, jednak tempo marszu oklapło i szansa ma przejście przełęczy coraz mniejsze.

Obrazek

Obrazek

Rodzi się plan B. Pójdziemy łącznikiem do Chaty Pod Soliskiem. Bystry Przechód musi poczekać.

Obrazek

Robimy więc dłuższą przerwę nad strumieniem. Buty z nóg i czas na krioterapię. Wczorajsza woda w Stawach Spiskich wydaje się gorąca z porównaniu z dzisiejszą z potoku. Po 5 sekundach każdy wyciąga stopy z krzykiem, czując, jak od temperatury ścina się białko 🙂 Po wyjęciu z wody stopy pieką dłuższą chwilę, schnąc na słońcu 🙂 Oj dobrze, że przygrzewa… a jest pewnie ze 30 stopni! Adaś niezmordowanie topi kamienie, by za chwilę je wyciągnąć. Ręce ma jak sopelki, ale szczęście na twarzy bezcenne 🙂

Obrazek

Dłuższa przerwa kończy się poderwaniem przeze mnie ekipy do dalszej walki. Dochodzimy do rozstaju szlaków. Kusi mnie ciągle jezioro w głębi doliny, ale czasy na tablicy szlakowej wskazują, że to ciągle daleko. Odpuszczamy.

Teraz czeka nas przyjemny – 15-minutowy spacer do schroniska zboczem Predniego Soliska.

Obrazek

Korzystamy z okazji, że jest coś normalnego do zjedzenia, bo żyjemy drugi dzień na zupkach w proszku 🙂 Zamawiam „kotlikowy gulasz”, a inni idą w moje ślady. Oj mocno pikantny jest 🙂 Wokół spory tłumek, koniec wakacji i piękna pogoda sprawiają, że góry przeżywają najazd. Mam wielką ochotę na szczyt, który znajduje się tuz nad nami – według mnie o około pół godziny marszu od schroniska. Jednak temperatura tak wszystkich rozleniwia, że nikogo nie udaje mi się poderwać do heroicznego boju. Już po zlocie usłyszałem jednak: „trzeba było wejść, szkoda”.

Obrazek

Podczas gdy pozostali pomału ruszają w dół, ja biegnę sam ponad schronisko, w ciągu kilku minut osiągając dość znaczna wysokość. No nic, trzeba zawracać. Robię to z żalem, ale grupa to grupa.

Obrazek

Schodzimy najprostszym wariantem, czy prosto w dół w kierunku widocznego na horyzoncie Strbskiego Plesa.

Obrazek

Obrazek

Dwójka prowadząca omija jednak odejście na niebieski szlak i pędzi dalej w dół nartostradą, co kończy wbiciem się do podnóża skoczni. No cóż, przynajmniej mam okazję obejrzeć ją z bliska. Wygląda marnie… skruszony beton, rdzewiejące blachy – pewnie świetność ma dawno za sobą i raczej już do niej nie wróci. Jest tez pewna trudność – kończy się przy niej droga.

Obrazek

Obrazek

Obchodzimy podstawę skoczni i odnajdujemy wąską ścieżkę. Robi się ekstremalnie 😉 Przez zarośla, krzaki – zygzakami – schodzimy w dół po bardzo stromym zboczu. Udało się 🙂 Bez strat w ludziach meldujemy się ponownie z drugiej strony Strbskiego Plesa. Zostaje jeszcze spacer na parking i powrót na kwaterę.

Obrazek

Jako że propozycja wycieczki na Rysy padła na podatny grunt, postanawiamy skrócić wieczorną integrację do minimum i kolejnego dnia poderwać się o szóstej 🙂 Udaje się – przed północą wszyscy śpią.


Dzień 3. Rysy

Od rana upał. Niebo nieskazitelnie błękitne, na którego tle pięknie prezentują się Tatry. Kasia z żalem odpuszcza wyprawę, bo Adaś spał niespokojnie, jakby przeczuwając, że zostanie tylko z nianią. Po 20 minutach jazdy jesteśmy na parkingu przy Popradskim Plesie. Pierwszy szok – jesteśmy przed ósmą, a na parkingu już setki samochodów. Parkujemy w okolicy dawnego szlabanu – około 500 metrów od stacji kolejki. Pierwszy raz widzę tak nabity tutejszy parking.

Obrazek

Obrazek

Ludzie jednak już poszli, więc wydaje się że będzie spokojnie. Pierwszy czterokilometrowy odcinek pokonujemy w orzeźwiającym chłodzie poranka w dobrym tempie. Pierwszy sygnał, co się będzie działo, mamy po godzinie – po dotarciu do początku właściwego szlaku na Rysy.

Obrazek

Tu zaczyna się nieustający sznur ludzi. Idą wąską ścieżką długimi kolumnami po kilka-kilkanaście osób. Weekend, pogoda i zaczyna być ciasno. Póki co jednak pokonujemy sprawnie pierwszy odcinek do mostku, gdzie szlak rozdziela się na dwa: na Koprovy Stit i na Rysy. Miałem nadzieję, że tu tłum się rozdzieli, ale moje nadziej szybko zostały jednoznacznie zweryfikowane: wszyscy gnali na Rysy.

Obrazek

Obrazek

Cóż zostało… idziemy w tłumie. Słońce przypieka, z ulgą łapiemy każdy kawałek cienia. Wyprzedzamy strudzonych wędrowców, za chwilę oni nas. Dojście do Żabich Ples mocno nadwątla siły, bo trzeba pokonać zygzakiem wysoką morenę i wydrapać się na ponad 1900 metrów npm.

Obrazek

Obrazek

Wreszcie Żabie Plesa. I widok, który robi wrażenie… nie, nie szczyt, ale kolejka do jedynego tutaj łańcucha. Czas ucieka, my stoimy. Wreszcie udaje się złapać „swój kawałek żelaza” i już ruszamy dalej.

Obrazek

Przeżywam szok: Słowacy montują… schody. Chyba komuś tutaj mózg przegrzało. W dodatku zrobione z ażurowych kratek. Całkiem bez sensu – w otworkach utknie każdy turysta idący w szpilkach 😉

Teraz czeka nas najbardziej wyczerpujący fragment – do schroniska. Krew, pot i łzy. Wokół skały, a my ciągle w górę… Mamy chwile zwątpienia – to ciężki i niewdzięczny odcinek szlaku – niby widać już schronisko, a tu ciągle stromo pod górkę. Oprócz Piotrka, który chyba coś brał, bo melduje, że on już na szczycie! Tym samym załatwił porachunki sprzed kilku lat, kiedy to „przyspawał się do skały” 200 metrów przed szczytem.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Pod schroniskiem znowu tłum. Nawet nie próbujemy wejść do środka. Że nie wspomnę o słynnym kibelku pod Rysami. Plotki głoszą, że trzeba stać koło godziny, aby podziwiać widoki 🙂

Mobilizuję naszą grupkę, by ruszać w górę, bo czas nadal mamy całkiem dobry. Na przełęcz Waha wchodzimy w kilkanaście minut. Teraz ostatnia prosta, czyli grań aż do szczytu. Tu ruch jak na Krupówkach. Góra-dół pędzą kolejne ekipy. Sprawnie przemieszczamy się aż do uskoku, nazwanego przeze mnie roboczo „uskokiem Hillary’ego” 😉 To tu kilka lat temu zakończyli atak nasi przyjaciele z ekipy 🙂 Za chwilę zostaje nam tylko 50 metrów stromego zbocza z „lufą” za plecami. Ostatnie minuty i jest szczyt! Tu wita nas Piotr. Cieszymy się wspólnie z sukcesu. A nad nami idealnie bezchmurne niebo. Baca nie może się nadziwić, bo tyle lat chodzi po górach, a jeszcze takiej pogody tu nie widział…

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Już z daleka widać było, że Rysy przeżywają dziś oblężenie. Teraz jednak możemy naocznie się przekonać co do skali zjawiska: są tu starzy, młodzi, psy, niemowlęta (dlaczego nie było żadnego kota? – chyba zabiorę kiedyś swojego) 😉

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Czas na tradycję. Znajdujemy kawałek wolnej skały i sięgamy do plecaków. Na pierwszy ogień idą pieczarki. W trakcie posiłku staje nad nami tajemniczy osobnik w ciemnych okularach i przygląda się nam z szerokim uśmiechem. Otóż i Mirek we własnej osobie. Czyli solenizant z zimowego zlotu na Chochołowskiej. Serdecznie się witamy 🙂

Mirek prowadzi dziś ekipę z polskiej strony, o czym wiedzieliśmy już wcześniej i nieśmiało mieliśmy nadzieję, że uda nam się zgrać godzinę wejścia. Dowiadujemy się, że idąc z polskiej strony, złapali prawie 3 godziny opóźnienia, w efekcie czego weszliśmy niemal równocześnie. Poznajemy grupkę Mirka – sympatyczną i wesołą. Los połączy nas dziś aż do nocy 🙂 I pewnie na dłużej też.

Obrazek

Póki co jednak świętujemy spotkanie, robimy zdjęcia i sycimy się widokami na wszystkie strony świata. Tłumów nie ubywa. Około 15 zarządzamy odwrót.

Obrazek

Na uskoku pojawia się pierwsza krew… Basia zrobiła sobie w dramatycznych okolicznościach bąbla na palcu. Ma pewnie około milimetra średnicy i wygląda strasznie 😉 Bąbel będzie tematem analiz do późnej nocy.

Dalej już bez przeszkód sprawnie schodzimy do Chaty Pod Rysmi, gdzie obowiązkowo musimy odstać swoje do najsłynniejszego wychodka w Tatrach 🙂 Teraz czas w dół. Początkowy odcinek pokonujemy ekspresowo, pogadując sobie z ekipą Mirka.

Obrazek

Dochodzimy do łańcuchów. I tu szok. Kolejka 🙂 Dłuuga – na prawie godzinę stanie. Obok stoją jakieś młode panny i strasznie „gwiazdorzą”. Trochę pokory by się przydało – noszenie d**y wyżej jak głowa strasznie rzuca się w oczy 😉

Obrazek

Po odstaniu swego zostaje już tylko pokonanie długiej drogi w dół: Żabie Plesa, przy których robimy pmiątkowe foto grupowe, zejście na dno Doliny Mięguszowieckiej, krótki kawałek do Popradskiego Plesa i wreszcie ostatnia prosta na parking. W okolicy Żabich Ples zaczynamy malą akcję ratunkową: jedna polskich turystek ma problem z kolanem. Dostaje od nas kije, bandaże i eskortę 🙂 Szczęśliwie jakoś zeszła.

Pojwia się jednak inny problem. Na wariant zejścia na słowacką stronę zdecydowało się wielu Polaków. Po polskiej stronie jest korek na kilka godzin. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że parkują w Palenicy. Robi się ciemno i chłodno – w końcu jest koniec sierpnia. Na parkingu gęstnieje tłumek ludzi bez ciepłych ubrań, tylko z czołówkami i bez szansy na wydostanie się z pułapki. Chyba mało kto miał świadomość, że na Słowacji nie ma busów, jest tylko kolejka, która o tej porze już nie jeździ, a do najbliższej miejscowości jest kilkanaście kilometrów. Zaczynają się gorączkowe telefony, pomysły na ratowanie sytuacji. Do Palenicy jest stąd około 40 kilometrów. Jako szczęśliwi posiadacze auta po tej stronie gór, deklarujemy pomoc i robię dodatkowy kurs do Smokovca, przewożąc część ekipy Mirka na dworzec autobusowy, podczas gdy moja grupka drepcze w kierunku głównej drogi. Zgarniam ich pół godziny później i na 22 docieramy na kwaterę w Novej Lesnej.

Pula dobrych uczynków znacznie tego dnia urosła i mam nadzieję że kiedyś do mnie wrócą 🙂

Zmęczeni, dość szybko odpływamy w sen, a rano już o 7 zaczynamy pakowanie. Chwila na pożegnanie i w drogę. Szczęśliwie dojeżdżamy do domu po 12 godzinach jazdy.
Wiesio
O fotografii i górach
iWiesio.pl

Awatar użytkownika
Lidka K.
Posty: 5595
Rejestracja: 2011-03-09, 10:29
Lokalizacja: 555 km od Bies...
Kontakt:

Post autor: Lidka K. » 2016-09-13, 05:29

Wiesio pisze:Plan… był
do tego się latami dojrzewa :lol: :lol:
gdzie szlak rozdziela się na dwa: na Koprovy Stit i na Rysy. Miałem nadzieję, że tu tłum się rozdzieli, ale moje nadziej szybko zostały jednoznacznie zweryfikowane: wszyscy gnali na Rysy.
a my poszliśmy rok temu na Koprovy i byliśmy sami i jedyni :-P :lol:
jest we mnie wiary okruszek....

Awatar użytkownika
rambi
Posty: 1282
Rejestracja: 2009-05-24, 17:39
Lokalizacja: Wrocław

Post autor: rambi » 2016-09-13, 05:56

Uśmiałem się szczerze przy tej Twojej relacji :-) I przyznam szczerze, że warun miałeś tak nieziemski iż pozytywnie zazdraszczam.... Tłumów na trasie już mniej ;-) Niefrasobliwość turystów zawsze zadziwia ;-)

A foty piękne :-) ¦wietne zdjęcie kolesia odpoczywającego na półce skalnej :-)
Pasjami brukuj drogę swojego życia..

Awatar użytkownika
Satan
Posty: 5595
Rejestracja: 2009-02-22, 20:22
Lokalizacja: Gdańsk/Beskid Płaski

Post autor: Satan » 2016-09-13, 15:26

No, no, no...brać forumowa ostro ruszyła na szlaki w tych dniach i wszyscy trafili pogodę w punkt! Super ogląda się takie folderowe fotki, dołączam do zazdrośników.
Będę bawił w tych okolicach za 2 tyg /mam nadzieję, ze w podobnej aurze... :mrgreen: / i chyba skręcę w lewo na Koprovy :-D
For God Your Soul... For Me Your Flesh

Dark Side of N.P.M.

Awatar użytkownika
Wiesio
Posty: 506
Rejestracja: 2011-11-13, 16:25
Lokalizacja: Biała Podlaska
Kontakt:

Post autor: Wiesio » 2016-09-13, 15:51

Rzeczywiście warunki kosmiczne. Fotki same wychodziły: tak naprawdę to tylko polar założony, nic z rawów nie wyciągałem :-)
Tłumy... zaskoczyły mnie. No ale to chyba była kulminacja pogody, więc nie powinienem być zdziwiony. W zasadzie na każdym z okolicznych szczytów ktoś siedział. Na Rysach dopadł mnie SMS od Vlada - z Mięgusza :-D
Ten na półce skalnej miał najlepszą miejscówkę, bo nikt poza nim się nie odważył zwiesić nóg nad dołkiem 800 m ;-)
Wiesio
O fotografii i górach
iWiesio.pl

kulczyk1
Posty: 1717
Rejestracja: 2013-08-22, 21:29
Lokalizacja: Roztocze Południowe

Post autor: kulczyk1 » 2016-09-13, 20:27

Wiesio pisze:W nocy śniło mi się, że zapomnieliśmy butów trekingowych. Wkrótce okaże się, że to proroczy sen
Jakiś praktyczniejszych snów - z numerami totka lub pewniakami do buka nie mniewasz?
Wiesio pisze:o się okazuje – nasz Baca stracił na podejściu podeszwę w bucie i nawet tego nie zauważył
Widocznie nie była mu niezbędnie potrzebna. :mrgreen:
Warunki pogodowe pikne ale ta ilość narodu na szlaku i to po południowej stronie przeraża.

Krzyś66
Posty: 1122
Rejestracja: 2012-06-07, 09:54
Lokalizacja: Mazowsze

Post autor: Krzyś66 » 2016-09-14, 16:06

kulczyk1 pisze:
Warunki pogodowe pikne ale ta ilość narodu na szlaku i to po południowej stronie przeraża.
Ale te tłumy , poza Magistralą z przyległościami są tylko na Rysach , na Solisku i na Krivaniu .
a i tak te tłumy w porównaniu z naszą stroną Tatr to pikuś.
”Wydarzenia nie zawsze spełniają nasze oczekiwania, ale zawsze jest dla nich jakieś logiczne wytłumaczenie. Często nie jest ono krzepiące, ale zawsze logiczne.”

Kasjopea
Posty: 724
Rejestracja: 2011-11-25, 22:39
Lokalizacja: Droga Mleczna

Post autor: Kasjopea » 2016-09-16, 20:14

Bardzo szkoda że się wtedy na Rysach minęliśmy. Ale patrząc na te tłumy cieszę się że taki a nie inny termin wybraliśmy- było tłoczno ale cały czas się szło ;-)
Ludzie wchodząc z Polskiej strony dopiero w trakcie uświadamiają sobie że nie zejdą tą samą drogą. My też paru osobom służyliśmy informacją o której ostatni autobus jedzie....;-)
"Chmury wyglądały jakby właśnie usłyszały o śniegu i rozważały tę ideę."

ODPOWIEDZ