TS+ return!!

Moderatorzy: Madziul, Asia M., Marcin K-G, sebastian.f

Awatar użytkownika
creamcheese
Posty: 1827
Rejestracja: 2012-06-07, 11:19
Lokalizacja: lublin

Post autor: creamcheese » 2016-08-24, 18:45

Żeby rozruszać temat zapytam...yaretzky!! dlaczego nie działa Twój link https://picasaweb.google.com/grazynajarek ??

Awatar użytkownika
yaretzky
Posty: 641
Rejestracja: 2015-03-13, 20:11
Lokalizacja: Lubin

Post autor: yaretzky » 2016-08-24, 21:40

Picasa nie działa już od jakiegoś czasu - "łyknął" ją Google+.
Trochę się tam pozmieniało z układem zdjęć, albumów i wyglądem całości ale wszystkie fotki zostały (czasami tylko w nieco innym układzie).
Nowy adres (tymczasowy) np. mojej starej Picasy to: Moja staro-nowa Picasa... :-)

Fotki z tegorocznych Tatr są w trakcie ogarniania - możesz już tworzyć relację... :mrgreen:, bo w tym roku to chyba Ty zaczynasz ? :-P
"Od gór lepsze są tylko góry...
więc pocę się na szlaku i męczę
... i ciągle chcę więcej..."
https://photos.google.com/albums

Awatar użytkownika
remedios196
Posty: 819
Rejestracja: 2012-06-07, 19:26
Lokalizacja: Bielsko Biała

Post autor: remedios196 » 2016-08-25, 12:39

Yaretzky TY masz może trochę czasu to zacznij :) albo może Tadeks :) chyba już dojechał

Awatar użytkownika
creamcheese
Posty: 1827
Rejestracja: 2012-06-07, 11:19
Lokalizacja: lublin

Post autor: creamcheese » 2016-08-28, 08:26

Byście nie pomyśleli z trwogą, że nikt nie przeżył i nie wrócił z Granatów...napiszę (wywołany przez yaretzkiy'ego) słów kilka...
Słów bo:
- zdjęć zrobiłem jak na lekarstwo, a w moim wieku lekarstwami się nie szafuje
- w kryzysie w jakim jest Picasa...nie wiem w jaki sposób wklejać zdjęcia...posłużę się więc pomocą remedios...o ile ona potrafi dołączać foty.
Słów kilka będzie...ale to pewnikiem dopiero dziś wieczorem. Cierpliwości więc.

PS. Gdyby ktoś chciał mi doradzić coś z tym wklejaniem fotek to proszę na PW żeby ze mnie nie robić na forum kompletnego już barana

Awatar użytkownika
creamcheese
Posty: 1827
Rejestracja: 2012-06-07, 11:19
Lokalizacja: lublin

Post autor: creamcheese » 2016-08-28, 10:28

I nastał "dziś wieczór" ;-)

Oto zapis trzech pierwszych, jakże samotnych, dni w Tatrach Zachodnich...

Zaczęło się rok temu gdy schodziliśmy z Rysów...Co robimy za rok? -padło pytanie i choć nie było konkretnej odpowiedzi to termin sierpniowy został zaklepany (z późniejszym małym ukłonem w stronę Atineb)
Kilka późniejszych maili z Markiem i padło na Kościelec i Granaty.
A potem był rok oczekiwań w czasie których miły lekarz ortopeda zabronił mi chodzić po górach. Chodziłem więc chyłkiem. Żeby nie widział.
Sierpniowy długi weekend zachęcał do wzięcia tygodnia urlopu...więc w sobotę 13 wsiadłem w busa i po długich i ciężkich cierpieniach dojechałem do Zakopanego, i dalej do Siwej Polany. Unikając karcącego wzroku ortopedy zarzuciłem wór na plecy i na uginających się nogach powlokłem do schroniska na Chochołowskiej. Uginających się nie tylko z poczucia winy przed doktorem ale i z racji tej, że plany miałem by ponad tydzień nie schodzić poniżej schronisk, a ja choć prezes TS+ to jednak mało wynagradzany...i żarcia na ten tydzień trochę zabrać chciałem.
I tak minął dzień pierwszy...podróż zatłoczoną zakopianką, marsz Doliną Chochołowską i zimne piwo w schronisku (8,-) a na koniec nocleg w wieloosobówce (zaklepany wcześniej)
Fotografii nie daję bo nie potrafię, zresztą każdy wie jak wygląda Chochołowska...daję słowo: nic a nic się nie zmieniła.

Dzień drugi nastał słoneczny. Spakowałem mały plecaczek i przez Dolinę Wyżnią Chochołowską polazłem w stronę Wołowca. Zachodnie mają inny klimat choćby dlatego, że ludków mniej, a właściwie zupełnie mało...takie ciut bardziej wyrośnięte Bieszczady. W ciągu prawie trzygodzinnego podejścia spotkałem dosłownie kilka osób. A raczej to one mnie spotkały i przeszły po mnie bo wszystkie mnie mijały. Ja szedłem dokładnie i powoli. Trochę ludniej zrobiło się na grani na ostatnim podejściu na Wołowiec i na szczycie...ale zaraz za nim...w drodze na Dziurawą Przełęcz znów pusto, cicho. Trawers Łopaty przypominał znów Bieszczady...taki trawers Krzemienia i podejście na Halicz...trawy, przestrzenie, bezludzie (względne, i to mówię o Haliczu)…
I szedłem przez te tatrzańskie Bieszczady a przede mną rósł, piętrzył się Jarząbczy Wierch...a mnie włos stawał na głowie bo górka wyglądała poważnie a do tego prawie 1000 m przewyższeni, które kolana odczują przy schodzeniu. Pod Jarząbczym stado chyba 30 kozic chodziło po i obok szlaku nie zwracając uwagi na maszerujących po kamolach ludków.
Z Jarząbczego to już tylko mały kawałek na Kończysty a z niego przez Trzydniowiański i przez Kulawiec do schroniska. Zejście dało w tyłek nie tylko z powodu przewyższenia (a właściwie przeniższenia) ale bardziej z racji korzeni kosówek, które skutecznie utrudniały zejście i...z powodu cholernych schodów po których nie podjął bym się wchodzić. W schronisku tradycyjne piwo za osiem i lulu.
(tutaj miejsce na podziękowania dla Darga, który poza kadrem podpowiedział jak wrzucać foty)

Oto więc mój rzut oka na Wołowiec z Jarząbczego, z Rohaczami na wyciągnięcie ręki
Obrazek

I raz jeszcze Wołowiec z Babią i Pilskiem w tle
Obrazek

Poniedziałek równie słoneczny pogonił mnie Doliną Jarząbczą na Kończysty a z niego na najwyższy w polskich Zachodnich Starorobociański Wierch. Ludzi ciut więcej niż wczoraj, choć myślałem że w dni pracy zrobi się jeszcze bezludniej. Długie podejścia, piękne widoki, wiatr i słońce...plany były ambitniejsze...może jeszcze na Błyszcz i Bystrą? Ale tak jak wczoraj gdy na Jarząbczym przeszła mi ochota na Jakubinę tak i dziś na Siwym Zworniku odechciało mi się Bystrej. Na usprawiedliwienie dodam, że troszkę się burzowo chmurzyło a pioruny na szczycie to nie jest to to co creamcheesy lubią najbardziej. Bez żalu zszedłem na Siwą Przełęcz gdzie już wiało porządnie i zacząłem schodzić Doliną Starorobociańską...oczywiście pogoda zakpiła sobie za mnie i do schroniska nie spadła kropla deszczu. Co nie przeszkadzało w wypiciu kolejnego wieczornego piwa i położeniu się na łóżko.
Gdybym się nie pospieszył z tym pójściem spać to pewnie wypiłbym jeszcze przynajmniej jedno w miłym towarzystwie remedios, która, jak się nazajutrz okazało, przyszła w poniedziałek na Chochołowską, zostawiła plecak i pobiegła „moją” wczorajszą drogą przez Wołowiec, Jarząbczy na Kończysty. Dzięki niej i jej manii robienia setek zdjęć będzie można zobaczyć kilka ujęć gór, które wszyscy dobrze znacie. Ale przeca wszyscy lubią oglądać te góry, które już znają. I tak mój przedwczesny „zgon” uchronił mój organizm przed kolejną, morderczą dawka alkoholu. Ale co się odwlecze to nie uciecze.

Siwy Zwornik i Siwa Przełęcz
Obrazek

cdn
Lekarz zabronił mi chodzić po górach. Chodzę więc chyłkiem. Żeby nie widział.

Awatar użytkownika
creamcheese
Posty: 1827
Rejestracja: 2012-06-07, 11:19
Lokalizacja: lublin

Post autor: creamcheese » 2016-08-28, 11:05

Wersja dla słabowidzących (dzięki uprzejmości kulczyka)

Oto więc mój rzut oka na Wołowiec z Jarząbczego, z Rohaczami na wyciągnięcie ręki
Obrazek

I raz jeszcze Wołowiec z Babią i Pilskiem w tle
Obrazek

Siwy Zwornik i Siwa Przełęcz
Obrazek
Lekarz zabronił mi chodzić po górach. Chodzę więc chyłkiem. Żeby nie widział.

Awatar użytkownika
krzyś
Posty: 583
Rejestracja: 2013-10-28, 12:51
Lokalizacja: Katowice

Post autor: krzyś » 2016-08-28, 13:31

creamcheese pisze:miły lekarz ortopeda zabronił mi chodzić po górach
... bo chodzisz do niewłaściwych lekarzy. Idź do kardiologa - oni zazwyczaj zalecają dużo chodzenia :roll:

Awatar użytkownika
atineb
Posty: 1445
Rejestracja: 2010-10-26, 21:06
Lokalizacja: depresja (ppm)

Post autor: atineb » 2016-08-28, 18:18

Panie prezesie, proszę pisac dalej, bo jeszcze nie moja kolej.
byle do wakacji

Awatar użytkownika
creamcheese
Posty: 1827
Rejestracja: 2012-06-07, 11:19
Lokalizacja: lublin

Post autor: creamcheese » 2016-08-28, 19:28

krzyś pisze:... bo chodzisz do niewłaściwych lekarzy.
¦więte słowa!! Zimny chirurg pewnie by mi powiedział: Leż chłopie spokojnie :mrgreen:
Lekarz zabronił mi chodzić po górach. Chodzę więc chyłkiem. Żeby nie widział.

Awatar użytkownika
creamcheese
Posty: 1827
Rejestracja: 2012-06-07, 11:19
Lokalizacja: lublin

Post autor: creamcheese » 2016-08-29, 05:06

atineb pisze:Panie prezesie
Przez skromność nie dodałem żem samozwańczym prezesem :-)
Lekarz zabronił mi chodzić po górach. Chodzę więc chyłkiem. Żeby nie widział.

Krzyś66
Posty: 1122
Rejestracja: 2012-06-07, 09:54
Lokalizacja: Mazowsze

Post autor: Krzyś66 » 2016-08-29, 06:17

Cześć.
Jak zwykle dobrze się Cię czyta :-)
Długie podejścia, piękne widoki, wiatr i słońce...plany były ambitniejsze...może jeszcze na Błyszcz i Bystrą? Ale tak jak wczoraj gdy na Jarząbczym przeszła mi ochota na Jakubinę tak i dziś na Siwym Zworniku odechciało mi się Bystrej.
Jak , ja rozumiem iii pochwalam :oops: takie wybory :-)
Życzę zdrówka.
”Wydarzenia nie zawsze spełniają nasze oczekiwania, ale zawsze jest dla nich jakieś logiczne wytłumaczenie. Często nie jest ono krzepiące, ale zawsze logiczne.”

Awatar użytkownika
creamcheese
Posty: 1827
Rejestracja: 2012-06-07, 11:19
Lokalizacja: lublin

Post autor: creamcheese » 2016-08-29, 06:31

Nie w tym wątku ale na temat:
Granaty
Lekarz zabronił mi chodzić po górach. Chodzę więc chyłkiem. Żeby nie widział.

Awatar użytkownika
krzyś
Posty: 583
Rejestracja: 2013-10-28, 12:51
Lokalizacja: Katowice

Post autor: krzyś » 2016-08-29, 07:26

creamcheese pisze:Zimny chirurg pewnie by mi powiedział: Leż chłopie spokojnie
Tylko nie chirurg!!! oni lubią obcinać....

Awatar użytkownika
creamcheese
Posty: 1827
Rejestracja: 2012-06-07, 11:19
Lokalizacja: lublin

Post autor: creamcheese » 2016-08-29, 16:46

We wtorek nadal straszy deszczem więc wracam delikatnie Doliną Starorobociańską na Siwą Przełęcz.
Przed wyjściem spotykam w schronisku remedios i umawiamy się na przełęczy. Remedios chce wejść na Starorobociański Wierch a ja już nie chcę, idę więc na skróty. Na przełęczy czekam dość długo, zaczyna się robić chłodno. Nie zrobiłem błędu z dni poprzednich i w plecaczku małym to małym ale znalazło się miejsce na flakon czegoś pożywnego i rozgrzewającego.
Nadchodzi remedios i teraz już razem przez przeurocze Siwe Skały i Ornak dochodzimy do...400 m w pionie schodów!! Makabra...kolana chyba nakręcone przez doktora, dają mi w kość...Na przełęczy Iwaniackiej konieczna dłuższa przerwa. A tam…!! Piknik w najlepsze. Ludzi jak na odpuście, brakowało tylko grilli...byli nawet tacy zapaleni turyści którzy przywlekli ze sobą wózek dziecięcy. Dziecka w nim nie widziałem, chyba się po drodze wychlupało…
Z przełęczy już krótka droga do Chochołowskiej i do schroniska. Oglądamy trochę Olimpiadę i każdy do swojej komnaty. Jutro zapowiadają srogie deszcze.

Starorobociański z doliny o tejże samej nazwie
Obrazek

Ornak
Obrazek


I tak jak zapowiadali od rana leje. Dzwonię pod Ornak ale miejsc nie ma (mam rezerwację od czwartku)...szkoda, bo poszlibyśmy tam już dziś, a tak czeka nas dzień przed telewizorem.
Ale...może by się tak wybrać w stronę Grzesia...choć kilka kroków. Jak będzie bardzo padało to wrócimy...I padało...raz bardziej, raz mniej, ale nigdy tak szczerze, żeby nas zawrócić...Na Grzesia wchodzimy we mgle, która odbiera nam ochotę do walki o Rakoń...tym bardziej, że później czekałoby nas zejście z przełęczy pod Wołowcem długim, kamienistym i śliskim w czasie deszczu, szlakiem. Zwycięża rozum, wracamy zatem po śladach (częściowo, bo kawałek nielegalnego dziś szlaku, musiałem przejść) docieramy do schroniska. Teraz suszenie, piwo, Olimpiada i pakowanie. Jutro przechodzimy do schroniska pod Ornakiem.

Rano niespiesznie wychodzimy z Chochołowskiej. Niespiesznie bo ze wszystkim na plecach, a zapasów trochę zostało i jeszcze remedios swoje doniosła...idziemy Doliną Iwaniacką. Przed nami nikogo, nikogo za nami, jak to we czwartek...aż tu nagle!!
Aż tu nagle!!!...widzimy schodzącą od strony przełęczy, ku nam, uśmiechniętą gębę. My idziemy, pot nam się leje po plecach, a gęba schodzi i coraz radośniej się wykrzywia!! Gęba? Co tam gęba!! Za gębą podąża jej właściciel czyli...tadeks we własnej osobie. Jak już przyleźli do nas gęba i jej pan...powitaliśmy się okrutnie szczerze i radośnie. Tadeks zauważył rezolutnie, że dziś był tylko raz na Iwaniackiej Przełęczy więc zawrócił i poszedł z nami...do schroniska pod Ornakiem.
Krótkie przepakowanie, ciepły posiłek, zimne piwo i czas w drogę. Trzeba choć kawałek odprowadzić tadeksa… przy miłej rozmowie droga miło pędzi, nawet się nie obejrzeliśmy a już stoimy u wrót Jaskini Mylnej. Tadeks w Mylnej nie był dziś ani razu więc długo się nie namyślając...przeczołgał nas po kałużach jaskiniowych. Przy okazji kilka razy walnąłem się w łeb o niski strop jaskini...oj zemsta ma będzie słodka…
I była. Po wyjściu z jaskini, już na głównej drodze Doliny Kościeliskiej częstowaliśmy tadeksa spirytualiami wyjętymi z plecaka...a niech chłop też sobie trochę na czterech pochodzi!! Po skończonej degustacji przeżegnaliśmy tadeksa a sami wróciliśmy do schroniska. Bratając się w myślach z Tadziem obiecałem mu, ze mnie też będzie dnia następnego łupało w głowie. A piwo pod Ornakiem po siedem
A na horyzoncie majaczyła gdzieś niedaleko Atineb...Dobranoc

cdn
Lekarz zabronił mi chodzić po górach. Chodzę więc chyłkiem. Żeby nie widział.

Awatar użytkownika
Lidka K.
Posty: 5547
Rejestracja: 2011-03-09, 10:29
Lokalizacja: 555 km od Bies...
Kontakt:

Post autor: Lidka K. » 2016-08-31, 21:33

creamcheese, niech skonam, płaczę już teraz. Potem będę pewnie sikać :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:
jest we mnie wiary okruszek....

ODPOWIEDZ