Antyolimpiada '84 w Wójtowicach

Moderatorzy: Madziul, Asia M., Marcin K-G, sebastian.f

Awatar użytkownika
Cisy2
Posty: 742
Rejestracja: 2012-12-13, 00:10
Lokalizacja: Świebodzice

Antyolimpiada '84 w Wójtowicach

Post autor: Cisy2 » 2013-10-20, 03:02

Trudno to nazwać wyprawą. Ale impreza była przednia!
Miejsce akcji - Góry Bystrzyckie, Chatka "Czechówka" w Wójtowicach.
Czas akcji - 25-26 lutego 1984 r.

W lutym 1972 roku 19-letni zakopiańczyk Wojciech Fortuna zdobył złoty medal olimpijski w skokach narciarskich na dużej skoczni w japońskim Sapporo. Złoto naszego skoczka, wywalczone na skoczni Okurayama, miało - zdaniem ówczesnych dziennikarzy - rozpocząć medalową passę polskich sportowców na kolejnych "białych" igrzyskach.

A tu figa... XII Zimowe Igrzyska Olimpijskie w austriackim Innsbrucku w 1976 r. - zero medali, XIII Igrzyska w Lake Placid w 1980 r. - znowuż wtopa naszych olimpijczyków, na kolejnych, które odbyły się w jugosłowiańskim Sarajewie w 1984 r. kolejny niewypał. Zero krążków. Medalowe szanse Grzesia Filipowskiego (łyżwiarstwo figurowe), Erwiny Ryś-Ferens (łyżwiarski szybkiej), Doroty i Małgorzaty Tlałkówien (narciarstwo alpejskie) pękały jak mirażowe bańki mydlane.

Tego ówczesnemu zarządowi wrocławskiego Studenckiego Koła Przewodników Sudeckich i zaprzyjaźnionemu kołu turystycznemu "Gżęgle" z Politechniki Wrocławskiej było już za wiele. Postanowiono zorganizować takie zimowe igrzyska, aby wszystkie medale zdobyli Polacy. To, co nie udało sie dolnośląskim Niemcom w 1936 r., gdy organizację IV Zimowych Igrzysk Olimpijskich sprzątnęło sprzed nosa karkonoskiej Schreiberhau (czyli Szklarskiej Porębie) bawarskie Garmisch-Partenkirchen, udało się nam.

W Wójtowicach wszystko było "naj" - doskonale przygotowane areny zmagań i infrastruktura okołosportowa.

Budynków wioski olimpijskiej mógłby pozazdrościć każdy europejski ośrodek sportów zimowych, łącznie z Zakopanem, któremu władze światowego ruchu olimpijskiego nie przyznały zimowych igrzysk w 2006 r. Bo takiej oto wioski olimpijskiej w Zakopanem nie było:

Obrazek

¦wietnie wyszkolona ekipa telewizyjna, pod kierunkiem Piotrusia N.

Obrazek

Najwyższej klasy dziennikarze sportowi (chociażby Maciek B.), którym warsztatu dziennikarskiego mógłby pozazdrościć sam Przemysław Babiarz, ikona dzisiejszej redakcji sportowej TVP

Obrazek

Sędziowie o nieskalanej reputacji (jak np. Krzysiek J.), strzegący zasad fair play i uodpornieni na naciski zewnętrzne działaczy sportowych wszelkiego autoramentu, próbujących niepostrzeżenie wsunąć w kieszeń sędziego kartki na mięso z dużą ilością kuponów rezerwowych (mąka, wyroby tytoniowe, tłuszcz, alkohol i podstępny doping - czekolada)

Obrazek

Pracująca dzień i noc ekipa techniczna (w tym ostatnim względzie widoczny na pierwszym planie Edziu Q. był bezwzględnie najlepszy), dająca z siebie wszystko w trosce o perfekcyjne przygotowanie (anty)olimpijskich obiektów

Obrazek

A tu dowód, że igrzyska w Wójtowicach były pionierskie. O trzy pełne dekady wyprzedzające epokę! Nieprawdą jest bowiem, że debiut pań w olimpijskich konkursach skoków narciarskich to dopiero Soczi w 2014 r. (a zatem dopiero za kilka miesięcy). W sudeckich Wójtowicach piękniejsza część rodzaju ludzkiego rywalizowała o palmę pierwszeństwa w skokach narciarskich znacznie, ale to znacznie wcześniej.

Już kolorowe stroje idących na skocznię zawodniczek przykuwały uwagę dziennikarzy, siedzących na trybunach kibiców i Edzia Q.

Obrazek

Siła, dynamika, piękno...

Obrazek

... piękno, dynamika, siła!

Obrazek

A później niezapomniany konkurs męski. Na którym bito wszelkie rekordy długości skoków. I to nie znając jeszcze stylu V. Ale nie uprzedzajmy faktów.

Najpierw zapoznanie się ze skocznią i z panującymi na niej warunkami. Tu wielką pomoc udzieliły znające wszelkie niuanse tej olimpijskiej areny medalistki konkursu żeńskiego.

Obrazek

W pierwszej serii Zbyszek ¦. dał z siebie wszystko, wywołując euforię nie tylko kłębiących się koło zeskoku fanek (m.in. niebieskiej Halinki Cz. i czerwonej Asi G.), ale i przedstawicielek służb medycznych

Obrazek

W drugiej serii Zbyszek postanowił wykorzystać wiejący mu pod narty wiatr. Jako że nie znano jeszcze w środkowej Europie stylu V (do Wójtowic nie dotarł niestety ze Szwecji pionier tego stylu Jan Bokloew), Zbyszek postanowił zwiększyć swoją powierzchnię nośną za pomocą jedynego i niepowtarzalnego tricku. Wyprzedził epokę - zobaczcie sami. Trafi to kiedyś na olimpijskie areny - to pewne!!!

Obrazek

Obrazek

Mamy złoto, sięgamy po złoto!!! Yes, yes, yes - dało się słyszeć nawet z Gorzowa Wielkopolskiego!!!

I kolejny konkurs, którego w programie zawodów olimpijskich jeszcze nie ma. Nie po to jednak Edziu Q całą noc walczył ubijając zeskok skoczni, aby miała ona być wykorzystana podczas jedynie dwóch konkursów.
A zatem - saneczkarze na start!!!

Najpierw długi rozbieg - Andrzej W., zwany Astronomem, osiągał iście kosmiczne szybkości najazdu na próg skoczni...

Obrazek

... co przełożyło się na zdecydowane zwycięstwo i prawdziwy nokaut jego przeciwników

Obrazek

Drugiemu w zawodach Edziowi Q nie pomogła nawet perfekcyjna znajomość obiektu. Całonocne uklepywanie, cyzelowanie i wręcz pieszczenie najazdu na próg, samego progu, buli i zeskoku, wystarczyło jedynie do srebra.

Obrazek

Komisja sędziowska odnotowała też jeden przykład jawnego dopingu. Tego niecnego i pozostającego w sprzeczności z duchem obowiązujących w sportowej rywalizacji zasad fair play, dopuścił się Piotruś N., korzystający z siły męskich ramion Grzesia G. Piotruś nie wrócił jednak do Wrocławia z pustymi rękami. Otrzymał dyplom gratulacyjny za całokształt swej walki z ułomnościami ciała i użytkowanego sprzętu od Ministra Sportu Niemieckiej Republiki Demokratycznej.

Obrazek

Zaś Grześ postanowił też coś wygrać. W konkurencji jazdy figurowej na śniegu był gwiazdą pierwszej wielkości, wręcz frunął ponad zaśnieżonymi łagodnymi stokami Wójtowskiej Równi

Obrazek

Obrazek

I wreszcie ostatnia konkurencja sportowa. Wyścigi na "turboszczocie", będącym kamieniem milowym w ewolucji zimowego sprzętu sportowego. Na początku XX w. Sudety były kojarzone z bobslejami, później z saneczkarstwem sportowym. To wszystko było jednak przed Wójtowicami. Turboszczot mógł wyznaczać nowe horyzonty, mógł stanowić szansę dla polskiej młodzieży marzącej o światowej karierze sportowej, o wejściu na sportowe salony i fotografie na pierwszych stronach gazet, choćby to miało być enerdowskie "Deutsche Sportecho" lub moskiewki "Sowietskij Sport" . Katalizatorem sportowych przemian w polskim sporcie turboszczot jednak się nie stał, z prozaicznego powodu zresztą. Kryzys gospodarczy w Polsce w 2 połowie lat 80. XX w. spowodował, że w polskich sklepach zabrakło szczotek - podstawowego komponentu konstrukcji turboszczota. I tak opatentowany przez inżyniera Grzesia G. turboszczot trafił do przysłowiowego lamusa historii.

Ale w Wójtowicach miał swoje, również przysłowiowe, pięć minut!!!
Sędzia i komisarz techniczny zawodów Krzysiek J. sprawdza przygotowany do zawodów sprzęt...

Obrazek

... który w rękach zawodnika osiąga niewyobrażalną wprost prędkość. Klasa!

Obrazek

Organizatorzy Igrzysk w Wójtowicach oczywiście nie zapomnieli o olimpijskich konkursach sztuki. No bo jakże tak pozbawiać się samemu szans na polskie złote, srebrne i brązowe medale. Zarzucone w 1948 r., na XIV Letnich Igrzyskach Olimpijskich w Londynie olimpijskie konkursy sztuki, zostały w Wójtowicach reaktywowane.

Kibiców i kibicki do czerwoności rozgrzał konkurs rzeźby w śniegu. Wygrał go dosłownie o milimetr, rzutem na taśmę, Edziu Q. Rzeźbą, zatytułowaną "Marzenie o sukcesie", zjednał sobie wszystkich

Obrazek

Drugie miejsce za projekt "Ice&iron Maiden" zdobył Piotruś N. Mógł wygrać, jednak żelazne elementy jego ekspresyjnego dzieła, czyli tkwiąca w dłoni żeńskiej personifikacji Sudetów siekiera i kula na łańcuchu zawieszona u nogi, tuż przed posiedzeniem jurorów były się po prostu urwały.

Obrazek

Wszystkich uczestników olimpijskiego konkursu sztuki w klasie muzyki, komisja sędziowska postanowiła zdyskwalifikować. Podczas zorganizowanych w nocy zawodów olimpijska idea została wręcz zhańbiona przez większość zawodników, dużą grupę działaczy i niektórych sędziów. Niemal wszyscy znaleźli się pod wpływem środków dopingujących.

Była to jednak tylko maleńka łyżeczka dziegciu. Wszystko się generalnie udało, były łzy radości, kwiaty (róża kłodzka, czyli pełnik europejski, na etykietce wina "Róża Kłodzka", produkowanego w kłodzkiej fabryce win), euforia.

I jak to po każdej sportowej imprezie. Zbieranie zabawek...

Obrazek

... i smutna chwila pożegnania. Na szczęście nieco rozciągnięta w czasie, gdyż przejście na stację kolejową do Gorzanowa parę godzinek potrwało.

Obrazek

Post scriptum I. A właściwie ante scriptum, bo rzecz dotyczy próby przedolimpijskiej w styczniu 1983 r. Również w Wójtowicach. Wszystko zostało dopięte na ostatni guzik, ale w dniu rozgrywania pierwszych zawodów, w konkurencji biathlonu (dwubój zimowy, czyli bieg i rzucanie bronią do celu), wydarzyła się tragedia. Co będę pisał - to trzeba zobaczyć

Obrazek

Spazmatyczny grymas na twarzy żelaznego kandydata drużyny "Gżęgli" do złota, czyli Grzesia G. (którego klon tak świetnie spisał się rok później już na właściwej Antyolimpiadzie), pozostanie w naszej pamięci na zawsze

Obrazek

Ale dzięki takim tuzom dziennikarstwa sportowego jak Dziamdziak, czyli Tomek D., ten epizod, uchwycony na Jego radzieckim aparacie fotograficznym marki FED (czyli Feliks Edmundowicz Dzierżynskij), trafi z pewnością do annałów dolnośląskiego i światowego sportu.

Obrazek

PS II. Takie już trochę bardziej poważne. Fotografie to zeskanowane mocno porysowane i niestety dość już brudne przeźrocza UT 20 enerdowskiej firmy ORWO. Robione były radzieckim aparatem Smena 8M, leciutkim, najlepszym do zabierania na biegówki. Organizatorami byli oficjalnie Witek Dorosz i ja, ale bez sprężu, fantazji i humoru wszystkich Antyolimpijczyków nic by po prostu nie wyszło.

Awatar użytkownika
fado76
Posty: 397
Rejestracja: 2011-01-02, 15:04
Lokalizacja: Jelenia Góra

Post autor: fado76 » 2013-10-20, 06:18

Powiało Monty Pythonem :-P
Serdecznie gratuluję! Ekipa do zabawy jak widać nie do pobicia :mrgreen:

Awatar użytkownika
Lidka K.
Posty: 5594
Rejestracja: 2011-03-09, 10:29
Lokalizacja: 555 km od Bies...
Kontakt:

Post autor: Lidka K. » 2013-10-20, 06:55

Obrazek
mi to bardziej na hamulec wygląda :-)
mam nadzieję, że na AWF-ach są lekcje historii polskiego sportu i te zawody mają swoje stałe miejsce na późniejszym egzaminie z tegoż przedmiotu :mrgreen:
ps. czy już pisałam , ze jestem fanką Twoich opowieści? :lol:
jest we mnie wiary okruszek....

Awatar użytkownika
Vlado
Posty: 5079
Rejestracja: 2011-01-14, 11:23
Lokalizacja: Wega XXI

Post autor: Vlado » 2013-10-20, 10:59

Mój idol :!:

Obrazek

Awatar użytkownika
Satan
Posty: 5595
Rejestracja: 2009-02-22, 20:22
Lokalizacja: Gdańsk/Beskid Płaski

Post autor: Satan » 2013-10-20, 11:22

:mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:

¦wietne! Poczucie humoru najwyższych "lotów" i "skoków" ;-)

:mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:

PS - dzięki za fajny przerywnik w pracy... :-)
For God Your Soul... For Me Your Flesh

Dark Side of N.P.M.

Awatar użytkownika
Cisy2
Posty: 742
Rejestracja: 2012-12-13, 00:10
Lokalizacja: Świebodzice

Post autor: Cisy2 » 2013-10-20, 11:36

fado76, dziękuję Ci bardzo za miłe słowa. Ekipa faktycznie była zacna :mrgreen:

Lidko, muszę się znowu zaczerwienić :oops: Dziękuję Ci bardzo za te slowa, oj, będą one dla mnie dopingiem - tym razem już legalnym

a jeśli zaś chodzi o ten hamulec aerodynamiczny, to też tak myśleliśmy, ale do czasu :lol: Nie zatrzymał się na progu skoczni, ale poooooooleciał...., niczym nasz Adaś, dobro narodowe, dwadzieścia lat później.

Vlado, znasz Astronoma? Jedną z kultowych postaci w naszym kole. Astronoma i fizyka z zawodu, botanika z zamiłowania (wykłada przyrodę na kursach przewodnickich), kucharza z obowiązku (przygotowuje zupki dla otrząsanych przewodników, przez co ich kubki smakowe przez całe lata muszą wracać do normy), taternika, alpinisty i obieżyświata.

Na opisywanym przeze mnie na forum zimowym przejściu Pirynu w lutym 1987 r. był naszym kierownikiem.

W Górach Rodniańskich w 1984 r. Andrzej zaś był moim namiotowym współspaczem i współudziałowcem ekstremalnych niekiedy górskich tzw. zdarzeń:

Obrazek

Obrazek

Awatar użytkownika
Vlado
Posty: 5079
Rejestracja: 2011-01-14, 11:23
Lokalizacja: Wega XXI

Post autor: Vlado » 2013-10-20, 11:48

Trochę mu się posiwiało ale burza na głowie ta sama ;-)
Nie, nie znam go osobiście.

Awatar użytkownika
Cisy2
Posty: 742
Rejestracja: 2012-12-13, 00:10
Lokalizacja: Świebodzice

Post autor: Cisy2 » 2013-10-20, 12:20

Vlado pisze:Trochę mu się posiwiało ale burza na głowie ta sama ;-)
Nie, nie znam go osobiście.
Oj tam, oj tam. Niektórzy siwieją, jak np. przepełniony refleksyjnymi przemyśleniami Astronom w schronisku "Orlica" w Zieleńcu w grudniu 2010 r. (w kubku skomponowana przez niego zupka dla otrząsanych nowych przewodników)

Obrazek

innym zaś fryzury mocno rzedną. Ja np. mi ... (widać to przecież w wielu moich postach, w których zamieszczam fotografie sprzed lat i te dzisiejsze) :lol:



Pozdrawiam

Krzysiek
Ostatnio zmieniony 2014-05-20, 14:15 przez Cisy2, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
buba1
Posty: 3156
Rejestracja: 2012-01-13, 17:07
Lokalizacja: Oława
Kontakt:

Post autor: buba1 » 2013-10-20, 19:04

Vlado pisze:Mój idol :!:

Obrazek
Mi rowniez ta konkurencja podoba sie najbardziej!!! :mrgreen:

Piekny wyjazd! widac tyle radosci w tych ludziach, tyle checi zrobienia czegos fajnego! Wiesz, nie cierpie zimy, ale na taki wyjazd, w takie gory to wybralabym sie z radoscia!
Cisy2 pisze: Miejsce akcji - Góry Bystrzyckie, Chatka "Czechówka" w Wójtowicach.
sPrzydalaby sie fajna chatka w tym miejscu!
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam ta mniej uczęszczaną. Cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam"

na wiecznych wagarach od życia..

Awatar użytkownika
Cisy2
Posty: 742
Rejestracja: 2012-12-13, 00:10
Lokalizacja: Świebodzice

Post autor: Cisy2 » 2013-12-01, 10:24

Ażeby nie zaśmiecać forum nowym wątkiem, przedstawię w tym miejscu (czyli dokleję do wątku już w swej naturze "imprezowego") pewną wyprawę ( :lol: :lol: :lol: ) sprzed lat. Nietypową, bo jednocześnie "w Sudety i w Himalaje".

Niemożliwe :?: - a chyba jednak tak :!:

Przynajmniej we wspomnieniach, w których mieszają się już najrozmaitsze górskie łańcuchy i łańcuszki.

Poniższy post jest zaadaptowaną na to forum relacją, którą przed kilkoma dniami przygotowałem "na potrzeby" forum mojego macierzystego Studenckiego Koła Przewodników Sudeckich. Potrzeby także i edukacyjne, gdyż w ludku przewodnickim coraz mniej chodzenia po górach (tak, tak - więcej jest chyba jeżdżenia po Sudetach), a i tradycyjne imprezy jakieś takie mniej wyraźne. W relacji na forum "NPN" usunąłem nazwiska, pozostawiając jedynie imiona lub oficjalne ksywki. Wyjątek zrobiłem dla Włodka Szczęsnego. Chyba każdy wie, dlaczego.

Dodam tu jeszcze, że zdecydowałem się na pokazanie i tutaj moich sudecko-himalajskich wspominek pod wpływem "starej szafy Krzysia" z naszego npm-owskiego forum i jego znalezionych w tej szafie "otrzęsinowych" fotografii. Tak, otrzęsiny nowo przyjmowanych do ówczesnych studenckich kół turystycznych były faktycznie jedyne w swoim rodzaju!

No to zaczynamy...

"Pozwolę sobie wrzucić na nasze forum odrobinę fotografii z czasów, gdy to co dziś nazywane jest "Blachowaniem" (taki import w Sudety slangu beskidzkiego, tzn. różnych SKPB), zwało się eskapeesowskim "Zakończeniem sezonu" (lub "Rozpoczęciem sezonu"), zaś sam akt "blachowania" był przez nas nazywany po prostu "otrzęsinami". Właśnie przed sekundą się zorientowałem, że Word podkreśla mi czerwonym wężykiem słówko "blachowanie", pozostawia zaś w spokoju "otrzęsiny". Ot, taki szczegół.

A - i jeszcze jedno. Były to czasy, kiedy praktycznie wszyscy do miejsca otrzęsin dochodzili, jeżeli zaś dojeżdżali, to wyłącznie na śladówkach. Stare dzieje...

Będzie więc o zakończeniu sezonu 1986 r. Miejsce akcji - Sokolec, a tak dokładnie to Dom Wycieczkowy "Pod Wielką Sową". Dokładny czas akcji - 13-14 grudnia 1986 r. Ciekawostką jest to, że mimo, iż była to dokładnie 5. rocznica ogłoszenia stanu wojennego, to motywem przewodnim otrzęsin wcale nie była "wojna" SKPS-u z Wroną (mimo, że dwie górki o tej nazwie były dosłownie na wyciągnięcie ręki), ZOMO, PRON-em itd. Stwierdziliśmy, że byłaby to powtórka z kilku innych, w tym duchu robionych, zakończeń i rozpoczęć poprzednich sezonów.

Pomysł na imprezę narodził się przypadkiem. Ktoś stwierdził, że w ciągu kilku lat SKPS dorobił się prawdziwego etnograficznego Muzeum Azji. Z wyjazdów na ten kontynent (głównie w Himalaje, ale ktoś z nas był również w Uzbekistanie i Kazachstanie) ludzie z koła przywozili do Wrocławia sporo bardzo fajnych pamiątek, również i takich typu imprezowego, np. instrumentów muzycznych, nakryć głowy itp. Poza tym w grudniu wielu z nas miało jeszcze sporo niesprzedanych ciuchów bawełnianych Made in India, chyba też każdy miał hinduskie śmierdziuszki, czyli kadzidełka.
A zatem motyw główny otrzęsin mógł być tylko jeden. Zorganizowaliśmy wieczór himalajski, w którym przeważały motywy hinduskie.

A beanami, czyli otrząsanymi, podczas tego wieczoru były osoby dla SKPS wręcz pomnikowe, bo i Włodek Szczęsny, Andrzej @, Wacek @, Maciuś "Szalony" @, oprócz nich trochę już zapomniani, m.in. Ewa @, Tytus @, Janusz @ i - no właśnie, pamięć jest jednak zawodna....

Ale najpierw do Sokolca trzeba było dojść. Kilka osób, w tym Bożena (moja żona) i ja, wybrało się z Bielawy. Podczas przejścia Bielawa - Bielawska Polana - Kalenica (962 m n.p.m.) - Przełęcz Jugowska - Wielka Sowa (1015 m n.p.m.) - Sokolec, nie zrobiłem ani jednej fotografii. Na włożonym do aparatu enerdowskim filmie ORWO UT-21 (oczywiście przeźrocza) miałem jeszcze dwadzieścia parę klatek. Chciałem je wypstrykać podczas imprezy. Pożyczyłem bowiem od UFA, czyli Wicia @, lampę błyskową (takie to były czasy) i postanowiłem zaszaleć. Jeżeli by jeszcze jakieś wolne klatki zostały, to wykorzystałbym je w drugim dniu wędrówki.

Ale żeby nie zanudzać. Dojście do miejsca noclegu i imprezy, szybka kolacja.

A potem początek wieczoru - najpierw klimaty hinduskie (nie powiem, kto był szmacianym zaopatrzeniowcem; ale i ksywka "Bławatny" też w pewnym momencie była popularna w kole i zaprzyjaźnionym Klubie Wysokogórskim). A sfotografowanym strażnikiem haremu jest nie kto inny, jak Zbysio @, postrzegany w świecie miłośników sprzętu górskiego jako twórca plecakowo-śpiworowego imperium "Oshin"

Obrazek

Z Malborka dojechał w wojskowym mundurze (nie krzyżackim, tylko Ludowego Wojska Polskiego) do Sokolca Piotruś @ - główny kapłan wieczorno-nocnych uroczystości.

Obrazek

Galeria otrząsanych - od lewej Włodek Szczęsny, Andrzej i Ewa ...

Obrazek

... a tu po lewej Maciuś "Szalony", Włodek Szczęsny, Janusz i Wacek oraz ich oprawcy Stasiu i Robert

Obrazek

Półnagi Tytus i "Szalony" - jeszcze nie wiedzą, co ich czeka

Obrazek

Andrzej w wietnamskim wdzianku i Wacek

Obrazek

Pokłony Tytusa. Pozostali bohaterowie znani - Piotruś i Stasiu...

Obrazek

Aby jęków otrząsanych nie było słychać, u stóp Wielkiej Sowy rozbrzmiewała euro-azjatycka muzyka... W dłoniach Zbysia uzbecka dombra, hurysa w środku dzierży kaszgarski rubab, zaś trzymana przeze mnie gitara to wyrób w tym kontekście egzotyczny, bo dolnośląski (z Lubina)

Obrazek

Do czego zmuszaliśmy Janusza i Maćka to tylko Budda może wiedzieć...

Obrazek

A tam na drugim planie, z zachwytem patrzący na tańczącego Wacka z Ewą, to oczywiście sam maharadża (ówczesny Prezes Oddziału Akademickiego PTTK) Michał

Obrazek

W tej próbie (muzycznej) otrząsany Janusz miał za zadanie wybijać rytm granej przez nas muzyki na dosyć specyficznym nepalskim bębenku - ni cholery, jakoś mu nie wychodziło !!!!


Obrazek

Skupienie... Coś się na pewno wydarzy - to jasne....

Obrazek

... i wszedł - sam Edmund Hillary (umiejętnie kreowany przez Romka), dzierżący na swych ramionach świeżo zakupiony w himalajskim Manali plecak firmy "Lowe" (klony którego, już jako szyte przez Zbyszka plecaki "Oshin", zalały Wrocław i Sudety w 2. połowie lat 80. poprzedniego stulecia). I tenże Hillary pokazał Andrzejowi marność plecaków z Bydgoszczy, niezakładalnych nawet na wygodne wietnamskie wdzianka. A przygląda się temu Jurek...

Obrazek


Obrazek

I Tytus miał z jakiegoś powodu (był to chyba asymetrycznie umieszczony w plecaku niewielki ciężarek - taki z 20 kg, aha - i, o ile dobrze pamiętam, urwana po stronie tego ciężarka "szelka") problemy z założeniem plecaka "Polsportu"

Obrazek

Tytus tej konkurencji nie sprostał, musiał więc zjeść zupkę przyrządzoną przez Astronoma (Andrzeja @). Jego oprawcy - Jurek, Stasiu i Robert - delektują się jej orientalnym aromatem!

Obrazek

A teraz rozpoczyna się wyzwanie intelektualne wieczoru, czyli rozwiązywanie Dziamdziakowych rebusów. Na razie trzymanych przez hurysy w postaci zwojów...

Obrazek

... ale już za chwilę ukazanych światu przez Zbysia (a co to jest, to zagadka AD 2013)

Obrazek

I następny rebusik

Obrazek

I tak doszliśmy do opus magnum tego wieczoru. Czegoś takiego w Górach Sowich jeszcze nie widziano. Piotruś podpatrzył w Indiach tajemnice tamtejszych fakirów !?!?!?!

Będzie lewitował.... !!!!!!!!!!!!!

Ale na razie się koncentruje...


Obrazek

... a następnie sprawdza gibkość swej cielesnej powłoki... (kibicują mu Stasiu i Romek, pardon Hillary, tylko dlaczego w uzbeckiej tiubitejce na głowie?)

Obrazek

... prosi jednego z widzów (??) o powtórzenie ćwiczeń... Nie wychodzi, nie każdy może być fakirem!

Obrazek

Emocje rosną... Intensywny zapach kadzideł... Cisza!!!

Obrazek

Sekundy, długie sekundy mijają, a on se kuźwa leży!

Obrazek

I nagle... wzniósł się w górę, że aż się klosz lampy rozkolebał!!!

Mag prawdziwy, Rübezahl się chowa!!!

Obrazek

Piotruś jeszcze jeden jedyny raz powtórzył na SKPS-owskiej imprezie ten numer (pamiętacie gdzie?), ale ten pierwszy - wykonany pod Wielką Sową w grudniu 1986 r. - był niezapomniany, ten właśnie przeszedł do historii koła!!!

I zostały mi jeszcze na filmie cztery (!!!) klatki. W niedzielę zrobiliśmy trasę z Sokolca przez najwyższy szczyt Wzgórz Wyrębińskich Gontową (717 m n.p.m.) do ¦wierków Dolnych, skąd jeszcze (gdyż mieliśmy dwie godziny do odjazdu pociągu) wyskoczyliśmy sobie na Włodzicką Górę (758 m n.p.m.) - kulminację Wzgórz Włodzickich.

Przed wejściem do sztolni w Gontowej (II wojna światowa i część kompleksu "Riese" oczywiście...). A na zdjęciu od lewej schylony Jacek, jego brat Romek, schylona chyba Ewa , zwrócony twarzą w stronę sztolni Michał, moja ślubna, czyli Bożena, która zasłania Gosię.

Obrazek

A to fotka z wnętrza sztolni w stronę jej wylotu - Bożena, Małgosia, Michał, Ewa, Jacek i Romek.

Obrazek

Skamieniałe worki cementu (dobrego, bo drugowojennego i niemieckiego) na zboczach Gontowej

Obrazek

a to wiadomo - ruiny wieży widokowej na Włodzickiej Górze. I niestety, ostatnie zdjęcie z tej pamiętnej imprezy!

Obrazek

I to byłoby na tyle :lol: :lol: :lol: "
Ostatnio zmieniony 2013-12-01, 11:49 przez Cisy2, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
menel
Posty: 9918
Rejestracja: 2009-01-10, 09:11
Lokalizacja: Wro

Post autor: menel » 2013-12-01, 10:28

Zdjęciem Jurka pozamiatałeś.. :lol:
ПУНКС НОТ ДЭД !

Awatar użytkownika
atineb
Posty: 1445
Rejestracja: 2010-10-26, 21:06
Lokalizacja: depresja (ppm)

Post autor: atineb » 2013-12-01, 11:51

Swietne wspomnienia i przesmieszne relacje.

A potem smutna refleksja. Nasz klub SKT PG, tez, za moich czasow potrafił się tak bawić. Nie było problemów z wyglupianiem, przebieraniem i szalenstwami. Dziś moi uczniowie i studenci tego nie doswadczą. Wstydzą się, nie chce im sie...
:cry:
byle do wakacji

Leuthen

Post autor: Leuthen » 2013-12-01, 12:02

atineb pisze:Swietne wspomnienia i przesmieszne relacje.

A potem smutna refleksja. Nasz klub SKT PG, tez, za moich czasow potrafił się tak bawić. Nie było problemów z wyglupianiem, przebieraniem i szalenstwami. Dziś moi uczniowie i studenci tego nie doswadczą. Wstydzą się, nie chce im sie...
:cry:
Spróbuję pocieszyć :-)
Mój znajomy, który za trzy dni (w środę) będzie bronił pracy doktorskiej, powiedział mi ostatnio, że ponad 2000 lat temu, u schyłku rzymskiej republiki starsi wiekiem mieszkańcy Imperium też narzekali iż "dzisiaj młodzież już nie ta". Ja studiowałem w czasie ostatniej dekady i powiem, że mieliśmy na studiach bardzo oryginalne pomysły. Pewnego razu np. w DA "Redemptor", do którego chodziłem podczas studiów, oficjalnie wręczyliśmy (na Mszy przy pełnym kościele) miotłę z kokardką jako prezent dla DA od Grupy Turystycznej z napisanym po łacinie aktem donacyjnym :mrgreen: Reakcja:
- Mioteł ci u nas dostatek, ale i tę przyjmiemy.

Widać każde pokolenie musi sobie ponarzekać na następne - np. ja już narzekam na tych, którzy teraz studiują (np. na Red-Angela :-P ). Na koniec optymistyczny cytat. W IV w.n.e. św. Augustyn zapisał takie słowa: "Ludzie mówią: czasy są złe, czasy są trudne. Jednak czasy to my: jakimi my jesteśmy, takimi są i czasy"...

Awatar użytkownika
Lidka K.
Posty: 5594
Rejestracja: 2011-03-09, 10:29
Lokalizacja: 555 km od Bies...
Kontakt:

Post autor: Lidka K. » 2013-12-01, 13:46

Cisy2 pisze:jednocześnie "w Sudety i w Himalaje".
ależ można można ;-)
terminu "blachowanie" nie znałam :shock: natomiast same pomysły: bezcenne :-)
atineb, nie stresuj się, skąd wiesz, co oni robią jak są sami? jak pooglądałam zdjęcia moich cór z obozów, na których podobno tylko na koniach siedziały albo spały, to z krzesła spadłam :roll: wygłupy na miarę Cisowych ;-)
jest we mnie wiary okruszek....

Leuthen

Post autor: Leuthen » 2013-12-01, 13:54

Lidka K. pisze:jak pooglądałam zdjęcia moich cór z obozów, na których podobno tylko na koniach siedziały albo spały, to z krzesła spadłam
Zapomniałaś dodać, że z tymi końmi jeszcze miały rozmawiać :mrgreen:
Ale spoko, będąc na początku listopada b.r. w Górach Sowich natknąłem się na pastwisku koło wsi Kolce na pięć koników i nie mogłem sobie odpuścić okazji, by ich nie pogłaskać. W pewnej chwili przyłapałem się na tym, że do nich gadam. Zaczynam więc spełniać warunki stawiane przez Twoje córki idealnemu kandydatowi na chłopaka, tyle że jestem już zajęty :-P

ODPOWIEDZ