Główny Szlak Sudecki cz. 1 08-16.07.2011

Moderatorzy: Madziul, Asia M., Marcin K-G, sebastian.f

Awatar użytkownika
Red-Angel
Posty: 2681
Rejestracja: 2011-04-16, 16:54
Lokalizacja: Wrocław

Główny Szlak Sudecki cz. 1 08-16.07.2011

Post autor: Red-Angel » 2011-08-05, 12:32

Pomysł na przejście tego szlaku zrodził się we mnie gdzieś na początku tego roku. Potrzebowałem tylko sprzyjającego czasu na wyruszenie na tą wyprawę. Idąc tym szlakiem chciałem poznać i zobaczyć nowe miejsca, a szczególnie takie, w których inaczej na pewno bym się nie pojawił, gdyż nie są zbyt interesujące na osobną wycieczkę.
Wieczór przed wyruszeniem na szlak spędzam na spotkaniu ze znajomymi, na którym dzielimy się wrażeniami z marszu Wrocław-¦nieżka sprzed 5 dni. Podczas tego spotkania Leuthen wypowiada prorocze słowa, że ja się do domu nie śpieszę, bo i tak się nie wyśpię ;) Ostatecznie do domu wracam o północy . Pakuję rzeczy do plecaka, ostatnie przygotowania i rozmowy ze znajomymi na gadu i koło 2 idę spać.

Piątek, 8 lipca 2011

3 godziny później dzwoni budzik, powoli wstaję, szykuję się i wychodzę na autobus, który odjeżdża o godz. 7. Ponieważ podróż zajmie trochę czasu zasypiam spokojnie, a gdy się przebudzam w trasie widzę mocno padający deszcz. O 10.30 wysiadam w ¦wieradowie Zdroju a deszcz nadal pada. Po chwili odnajduję słupek oznaczający początek szlaku i próbuję zrobić sobie zdjęcie. Kładę aparat na plecaku, odsuwam się i… widzę jak ten plecak się przewraca i aparat spada na płyty chodnikowe. Po sprawdzeniu czy aparat działa, okazuje się, że aparat nie łapie ostrości, nie działa ani AF ani MF. To co w tym momencie wypełniło przestrzeń dookoła mnie nie nadaje się do powtórzenia. Na próbach „naprawy” spędzam kilka minut, na szczęście zaczyna łapać ostrość, tak więc równo o 11 wyruszam na szlak, deszcz przestał padać. Na podejściu na Stóg Izerski (1105 m n.p.m.) rozcinam sobie przedramię na ok. 3cm o jakiś krzak i prawie rozdeptuję żmije czarną(?). W schronisku zatrzymuje się tylko po pieczątkę i ruszam w stronę Wysokiego Kamienia (1058 m n.p.m.) po drodze mijając nieczynną kopalnię kwarcu „Stanisław”. Schodząc w dół mijam kobietę z dzieckiem i po chwili słyszę:
„Patrz jak ten Pan szybko schodzi, chodź szybciej.”
Szklarską Porębę przechodzę ”na czuja”, bo jak zwykle mam problem z miejskimi odcinkami szlaków. Zwiedzanie Kanionu i Wodospadu Kamieńczyka mam darmowe, gdyż jestem tam ok. 19.30. Wejście do KPN’u również mam darmowe :) Po chwili ruszam dalej i powoli wdrapuje się na Halę Szrenicką, z której podziwiam zachód słońca nad Górami Izerskimi. Wchodzę do Schroniska PTTK na Hali Szrenickiej, gdzie baba w recepcji traktuje mnie jak intruza i oznajmia, że woda w prysznicu jest do godz. 21 (patrzy na zegarek, gdzie jest 21.10) i oznajmia: ”Ma Pan 10 minut”. Zapomniała tylko dodać, że woda jest zimna. Na korytarzu spotykam jednego turystę, który jeszcze odegra pewną rolę w mojej dalszej wędrówce, o czym wtedy oczywiście jeszcze nie wiedziałem.

¦wieradów Zdrój – Hala Szrenicka 29km

Sobota, 9 lipca 2011

Ze schroniska wyruszam o 9 i od razu widzę piękne, prawie bezchmurne niebo. Jeszcze nie wiem, że będę tego żałował, ale i jednocześnie cieszył się z widoków. Wędrówka grzbietem jest przyjemna. Na dłuższy postój zatrzymuję się nad ¦nieżnymi Kotłami, gdzie podziwiam widoki. Po chwili ruszam w stronę Wielkiego Szyszaka (1509 m n.p.m.) i ostatecznie za Przełęczą Karkonoską,, w cieniu jakiegoś iglaka, zatrzymuję się na drugie śniadanie, które wypadło idealnie w samo południe. Następnie ruszam dalej na Mały Szyszak (1439 m n.p.m.), gdzie kończy mi się woda. Jednak kilkadziesiąt metrów przed Słonecznikiem spotykam płynący strumyczek, w którym uzupełniam braki wody i ruszam dalej. Przy Słoneczniku ruch jak na wrocławskim Rynku, więc mijam je bez zatrzymywania się. Kolejny raz, ze względu na widoki, zatrzymuję się nad Kotłem Wielkiego, a następnie Małego Stawu. Dalej, wraz ze zbliżaniem się do Domu ¦ląskiego, rośnie ilość ludzi na szlaku, którzy w większości wyglądają jakby wracali ze sklepu i zazdroszczą Czechom ich kolejki na ¦nieżkę (zasłyszane). Na obiad wchodzę do Domu ¦ląskiego, gdzie kupuję wrzątek, zalewam gorący kubek i czas obiadu spędzam w towarzystwie miłego starszego małżeństwa rozmawiając na tematy górskie. Po obiedzie pytam się obsługi schroniska, czy mogę zostawić plecak by bez niego podejść na ¦nieżkę, jednak okazuje się, że za chwilę zamykają lokal, ponieważ będzie się w nim odbywać wesele. Takim oto sposobem rezygnuję z chęci wchodzenia na ¦nieżkę z plecakiem (widzę zbliżające się czarne chmury na horyzoncie) i schodzę w dół Kotłem Łomniczki. Po drodze na dłuższą chwilę zatrzymuję się przy Symbolicznym Cmentarzu Ofiar Gór a następnie przy Wodospadzie Łomniczki, gdzie nabieram 3l wody. Idę dalej, mijam hałaśliwe miasto i na noc rozbijam się w namiocie na zboczu Grabowca (784 m n.p.m.).

Hala Szrenicka – Grabowiec 30km

Niedziela, 10 lipca 2011

O 3.30 budzi mnie burza. Budzik dzwoni o 7, niestety dalej pada, więc idę spać dalej. O 8 wstaję, jem śniadanie i koło 10 ruszam w trasę, bo czekałem aż namiot trochę przeschnie. Po dojściu do asfaltu zmieniam buty na adidasy, bo czeka mnie spory kawałek asfaltem. Jak się później okazało, w tych butach przechodziłem już cały dzień. Gdy wchodziłem do Mysłakowic usłyszałem dzwony kościelne, szybki rzut oka na mapę i już wiedziałem, gdzie jest kościół. Pod kościół pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa przychodzę 5 minut przed mszą i pytam się gdzie mogę znaleźć otwarty sklep. Po uzyskaniu odpowiedzi udaję się na mszę. Po mszy idę do Żabki, gdzie robię zakupy, siadam na ławce pod sklepem i jem obiad. Przysiada się do mnie małżeństwo w średnim wieku i podczas rozmowy padły takie słowa faceta, który chciał się pochwalić:
Mąż: Gdy byłem u córki w Chamonix to byłem na Aiguille du Midi (3842 m n.p.m.)…
Żona: Zapomniałeś powiedzieć, że kolejką

Następna część trasy wiedzie przez Rudawy Janowickie, gdzie wchodzę na Ostrą Małą (935 m n.p.m.) i podziwiam piękne widoki na Karkonosze. Ostatnie tego dnia podejście wiedzie na ¦wierczynę (720 m n.p.m.) i trochę mi się dłuży. Dochodząc do Paprotek przypomina mi się moja wyprawa sprzed dokładnie tygodnia, podczas której byłem w tym miejscu. Dzisiejszy nocleg spędzam w namiocie w Stanicy pod Zadzierną 15zł. I tutaj właśnie spotykam tego samego chłopaka, co na Hali Szrenickiej. Okazało się, że to również wrocławianim, również idzie GSS’em, również wyruszył w piątek. Dużo tych podobieństw ;)
Ogólnie z tego dnia mam mało zdjęć z trasy, z powodu bólu ramion, które poprzedniego dnia spaliłem sobie i to bardzo mocno.

Grabowiec – Stanica pod Zadzierną 36km

Poniedziałek, 11 lipca 2011

Burza budzi mnie o 4.30. Wstaję po 8 i zaczynam powolne pakowanie się i jedzenie śniadania. Dodatkowo trochę czasu spędzam na rozmowie z Damianem. O 10.30 ruszam na szlak wraz z Damianem, jednak szybko każdy zaczyna iść swoim tempem i się rozdzielamy. Zadzierna miło mnie zaskakuje ładnymi widokami, ale szybko ruszam dalej w Bukówce zatrzymuję się na przystanku autobusowym by zmienić buty na adidasy. W Lubawce odwiedzam sklep, aptekę i czekam do godz. 12.30 na otwarcie „Grubej Łychy”, którą polecił mi Leuthen. Naprawdę dobre jedzenie i nie drogie. Droga do Krzeszowa to istne tragedia, jeden wielki kryzys. Myślę, że przyczynił się do tego fakt porządnego objedzenia się w barze. Pod Bazyliką robię dłuższy postój. Dalsza droga to znowu wielka tragedia, ledwo powłóczę nogami. Gdy kończy się asfalt zmieniam buty na trekkingi i ruszam powoli dalej. Podczas zejścia z Góry Ziuty (631 m n.p.m.) gubię szlak, więc schodzę przed siebie. Na dole wracam na szlak i czym bardziej zbliżam się do Grzęd, tym lepiej się idzie.W Grzędach ponownie nakładam adidasy. Kryzys minął. Szlak przed jak i za Lesistą Wielką nie najlepiej oznaczony, jest kilka niepewnych miejsc, jednak udaje mi się nie pomylić drogi. Podstawa chmur znajdowała się na wysokości ok. 800m, przez co szczyty okolicznych gór, a później także mój szlak tonął w chmurach – fajne wrażenie. Wchodzę do Sokołowska i zaczynam szukać miejsca na nocleg. Próba przejścia w stronę lasu kończy się niepowodzeniem z powodu spotkania dzika (dosłownie wszedłem na niego, bo nie widziałem go w wysokiej trawie), więc zawróciłem. Ostatecznie rozbijam się na pobliskim wzgórzu, teren niestety jest trochę pochyły.

Stanica pod Zadzierną – Sokołowsko 33km

Wtorek, 12 lipca 2011

Budzik dzwoni o 7, Szybkie pakowanie, zwinięcie mokrego namiotu i ruszam do centrum Sokołowska na zakupy. Następnie szybkie śniadanie i ruszam w stronę Andrzejówki, gdzie spotykam cały autokar turystów. Dalsza trasa do Rybnicy Dolnej przebiega spokojnie. Następnie w okolicach linii kolejowej gubię szlak (Damian też zgubił szlak w tym miejscu) i na czuja dochodzę do Grzmiącej. A następnie dochodzę do Jedliny Zdrój. W Jedlinie pod sklepem jem obiad i ruszam dalej. Przed Rzeczką spotykam Damiana i już z nim idę razem do końca tego dnia. W Schronisku "Orzeł" nie udaje mi się zdobyć pieczątki niestety. Udaję się dalej do Schroniska Sowa po pieczątkę, a następnie wchodzę na szczyt Wielkiej Sowy (1014,8 m n.p.m.) i oglądam okolicę z wieży widokowej. Następnie łatwa wędrówka grzbietem Gór Sowich i na nocleg melduję się w Schronisku PTTK "Zygmuntówka". Ten wieczór spędzam na rozmowach z Damianem sącząc Carlsberga z prywatnych zapasów gospodarza :)

Sokołowsko – Zygmuntówka 33km

¦roda, 13 lipca 2011

Budzę się o 8, ogarniam bałagan, który zrobiłem w pokoju i wychodzę w stronę Kalenicy (964 m n.p.m.). Po oglądnięciu widoków z wieży ruszam dalej w stronę Srebrnej Góry. Do Fortu Donżon wchodzę o 14.05 i zwiedzanie jest za 5 minut. Ja jednak postanawiam poczekać na kolejną turę o godz. 14.50, a w tym czasie gotuję sobie obiad stając się atrakcją dla dzieci przebywających w forcie. Po forcie oprowadzają przewodnicy-wolontariusze, którzy nie dostają wpływów z biletów. Bardzo polecam zwiedzić fort, jednak lepiej poczekać na koniec remontu, ponieważ teraz część fortu jest niedostępna dla zwiedzających. Po zwiedzaniu ruszam w dalszą drogę, gdzie w momencie przejścia przez drewniany most , w miejscu gdzie szlak zmienił przebieg robię pamiątkowe, półmetkowe zdjęcie :) Za chwilę ruszam dalej za śladami czerwonego szlaku. Nie wiem jak on przebiega dokładnie, więc muszę pilnować oznaczenia, na szczęście jest ono w tym miejscu bardzo dobre. Wychodzę na stary szlak w Czerwieńczycach, koło leśnictwa. Idę dalej do Słupca, gdzie robię większe zakupy w Intermarché, odwiedzam aptekę i idę dalej. Podejście na Kościelec (586 m n.p.m.) jest bardzo strome i męczące. Na górze wchodzę do Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej i biorę pieczątkę, dosłownie minutę przed zamknięciem. W gęstniejącej ciemności przechodzę przez ¦cinawkę ¦rednią, zapalam czołówkę i ruszam z zamiarem dojścia za Wambierzyce. Jednak, gdy jestem na zboczach Cierniny (463 m n.p.m.) widzę rozbłyski na niebie z kierunku Wambierzyc, wiec postanawiam się rozbić tutaj. Znajduję jakiś mało nachylony odcinek zbocza i rozkładam namiot.

Zygmuntówka – Ciernina 35,5km

Czwartek, 14 lipca 2011

Całą noc padało, burza budziła mnie 3 razy w nocy i to naprawdę potężna burza. Namiot rozbity na zboczu wzniesienia nabiera wody, więc rano mam wodę na podłodze, mokry plecak i śpiwór. O 9 ruszam na Wambierzyce. Gdy jestem już blisko centrum zaczyna padać i grzmieć, więc przeczekuję ten czas w wiacie przystankowej, gdzie gotuję sobie wodę na gorący kubek, ponownie stając się atrakcją dla dzieci z wycieczki ;) Gdy deszcz przestał padać ruszam w Góry Stołowe. Już na samym początku spotykam rodzinkę, która pyta się mnie czy idąc w tą stronę dojdą do Drogi Stu Zakrętów. Wyprowadzam ich z błędu i razem ruszamy w jednym kierunku. Dalej spotykam starszą parę bez mapy, która pyta się mnie jak dojdą do Słoneczników, bo:
”Chodzimy już po tym lesie kilka godzin, a warto byłoby coś zobaczyć”
Wyjaśniam im drogę i ruszam w stronę Karłowa, gdzie przechodzę przez plac budowy, bo nie zauważyłem obejścia szlaku. Szlak między Karłowem a Błędnymi Skałami pełen wody, przemaczam sobie adidasy, ale idę w nich dalej. Do Błędnych Skał dochodzę o 16.45 i ruszam przez Skalny labirynt, co z dużym plecakiem stwarza pewne trudności, a mijam ludzi, którzy narzekają na małe plecaczki ;) Na nocleg udaję się do agroturystyki w Kudowie Zdroju, gdzie robię pranie, rozkładam wszystkie mokre rzeczy do wyschnięcia, razem z namiotem i ruszam na miasto.

Ciernina – Kudowa Zdrój 33,5km

Piątek, 15 lipca 2011

Jem śniadanie, pakuję się i ruszam w trasę o 9. Do Dusznik trasa wiedzie przez Wzgórza Lewińskie i ich słynne drewniane płotki i schodki, zagradzające drogę. Pod wiaduktem kolejowym zebrała się wielka kałuża wody, która utrudnia przejście, ale udaje mi się przejść to miejsce mocząc tylko jednego buta. Ruszam dalej, aż do Dusznik Zdrój, gdzie robię zakupy w Biedronce i jem śniadanie. Za kolorową fontanną mam problem gdzie jest szlak, okazuje się jednak, że znika w gęstwinie drzew idąc ostro pod górę. Mijam Kozią Halę i wychodzę na Autostradę Sudecką, którą teraz będę szedł przez kilka dobrych godzin. Droga się dłuży. Dochodzę do Zieleńca, gdzie mijam zamknięte Schronisko PTTK "Orlica". Idę dalej i po monotonnej wędrówce skręcam z Autostrady Sudeckiej w stronę Przełęczy Pod Uboczem. Na tej drodze staję się informacją drogową dla starszego małżeństwa, które się mnie pyta, czy dojadą tą drogą do Dusznik Zdrój. Informuję ich o sytuacji drogowej i ruszam dalej do Schroniska PTTK "Jagodna", które pierwszy raz odwiedzam porą inna niż zimową. Rozpakowuję się w pokoju i udaję się do jadalni na kolację. Po kolacji zaczyna się maraton telefoniczny, podczas którego spędzam ponad 30 minut na różnych telefonach do rodziny. I już wiem ,że to był mój ostatni dzień na trasie GSS’u i jutro wracam do domu, bo mam propozycję wyjazdu do Włoch, więc żal z niej nie skorzystać, a GSS nie ucieknie :)

Kudowa Zdrój - Schronisko PTTK "Jagodna" 42km

Sobota, 16 lipca 2011

Wstaję rano i moim planem jest dojście tylko do Długopola Zdrój, gdzie mam pociąg do Wrocławia. Najpierw monotonna i dłużąca się wędrówka Autostradą Sudecką, a po odbiciu z niej na leśną drogę. Po pewnym czasie gubię oznaczenie i bez niego idę najpierw lasem, potem polem do Ponikwy. Następnie wędrówka do Długopola Zdrój, gdzie idę na stację PKP i czekam na pociąg do Kłodzka, a następnie przesiadam się na pociąg do Wrocławia. I tym oto sposobem o 15.30 jestem we Wrocławiu.

Schronisko PTTK "Jagodna" – Długopole Zdrój 8,5km


Podsumowując, to szkoda, ze nie udało mi się dojść do końca szlaku, jednak i tak przeszedłem bardzo długą trasę i już wiem, że była to moja pierwsza długodystansowa wędrówka, ale na pewno nie ostatnia. Tym oto sposobem przeszedłem równe 282km wraz ze zmienionym odcinkiem szlaku w 9 dni, a w praktyce 273,5km w 8 dni. Teraz tylko czekam na okazję na dokończenie swojego szlaku :)

Zdjęcia: https://picasaweb.google.com/artur.szym ... 0816072011

Awatar użytkownika
Vlado
Posty: 5079
Rejestracja: 2011-01-14, 11:23
Lokalizacja: Wega XXI

Post autor: Vlado » 2011-08-25, 11:06

Żona: Zapomniałeś powiedzieć, że kolejką
ach te żony :mrgreen:

ładne tempo ;-)

Awatar użytkownika
MORF
Posty: 109
Rejestracja: 2009-08-12, 07:48
Lokalizacja: Kraków
Kontakt:

Post autor: MORF » 2011-08-30, 05:16

fajnie się przegląda zdjęcia z podpisami ;)

Tomekk

Re: Główny Szlak Sudecki cz. 1 08-16.07.2011

Post autor: Tomekk » 2011-08-30, 06:55

Red-Angel pisze:Wchodzę do Schroniska PTTK na Hali Szrenickiej, gdzie baba w recepcji traktuje mnie jak intruza
No, tam to standard, takie podejście do klienta :mrgreen:
Brawo Angel ! Bardzo ciekawa relacja, a i odległości pokonywane codziennie zasługują na uznanie tym bardziej, że z pełnym plecakiem ! Szacun !

Awatar użytkownika
rajli
Posty: 2226
Rejestracja: 2010-06-04, 17:37
Lokalizacja: Pr Teschinensis

Re: Główny Szlak Sudecki cz. 1 08-16.07.2011

Post autor: rajli » 2011-08-30, 06:59

Tomekk pisze:
Red-Angel pisze:Wchodzę do Schroniska PTTK na Hali Szrenickiej, gdzie baba w recepcji traktuje mnie jak intruza
No, tam to standard, takie podejście do klienta :mrgreen:

Idealne miejsce na zlot!!! :mrgreen:

Tomekk

Re: Główny Szlak Sudecki cz. 1 08-16.07.2011

Post autor: Tomekk » 2011-08-30, 07:13

rajli pisze: Idealne miejsce na zlot!!! :mrgreen:
Tam kiedyś był przed-zlot, upamiętniony w fenomenalnej relacji ronca którą tutaj wkleję :mrgreen:

Pomijając zbędne relacje pociągami, autokarami, samochodami przejdę do sedna jak to było , gdy doszliśmy do Hali Szrenickiej.


... Tzw. "Grupa przedzlotowców" (w dalszej części zwana w skrócie "Grupą") weszła do schroniska (Hala Szrenicka - przyp. autor). Małe skotłowanie na schodach, ktoś krzyczy Kierowniczce prosto w nos : "Chcemy noclegów!" Korpulentna, w staromodnym wdzianku "Kierowniczka" rzuca przerażonemu tłumowi : "Nie ma - dziś jest dyskoteka (sic!)".

Powiało grozą (to Satan wychynął zza pleców Marco usłyszawszy słowa "Kierowniczki").

S: "Przepraszam, jak to nie ma?" - odpowiedziała kulturalnie diabelska istota
K: "Nie ma, kolonia jest" - rzekła niewzruszona Kierowniczka.
S: "Przepraszam, a czy to jest schronisko PTTK"?
C (Cylon): - "I czy zniżki są??? "
G (Grupa): "Mamy karimaty!"


Widząca coraz bardziej napiętą atmosferę i nieustępliwość "Grupy", Kierowniczka, postanowiła "okopać" się w swoim "kiosku" (Kiosk - szklane pomieszczenie, w którym przebywają Kierowniczki - recepcja).
"A ilu Was jest?" - poczęła rozmowy Kierowniczka.
"11" - ktoś rzucił ze wściekłego tłumu

Idę pertraktować. Towarzyszy mi DC. Jestem pełen zapału, wiem , że z "Nią" wygram w bezpośredniej rozmowie. Podchodzę do drewnianego blatu kiosku. Ledwo otwieram buzię, gdy widzę jak DC puszcza mi znak "oczny" w kierunku biurka. Spoglądam w rzeczonym kierunku. "Mamy przerąbane!" - pomyślałem bez wahania. Widok, który mnie zastał za szklaną szybą zmroził moje serce. Na stole poniewierała się naczęta flaszka wysokoprocentowego alkoholu a obok nadszarpnięta upływem czasu książka pt. "Polowanie na męża" (sic!^2)

DC robi się purpurowy ze śmiechu. Szturcham go w ramię aby zachował spokój, sam nie mogąc się powstrzymać od gromkiego śmiechu. Trzymamy fason.

Kierowniczka coś pisze. Wyciągam portfel (zapewne dowód będzie potrzebny) i kładę go nieopatrznie dalej niż pozwala na to przezorność. Szklana szybka opada na drewniany blacik. Nagle ta szklana granica podzieliła mój portfel i mnie.

Wraz z DC zaczynamy paluchami "jeździć" po szybie, aby owo ustrojstwo podnieść do góry i wydostać porfel.
Nagłe szarpnięcie, szybka unosi się do góry, potężny ryk z ust "Kierowniczki" : "Co Pan robi?! Przecież widzi Pan swój portfel ( ), nie zabiorę go Panu. Pisze nie dotykać szyby! "- po czym ponownie zatrzaśnięte zostaje, z wielkim hukiem, okienko ( ) . Niejako skruszony obserwuję samotny portfel za szybką a w nim 19,5zeta na nocleg

"Kto jest odpowiedzialny za grupę" ? - pada pytanie.

Oczyma wyobraźni widzę las palców,taaa oczyma wyobraźni
Niewidzialne ręce , zbitej w jedną masę "Grupy" popychają mnie w kierunku kiosku. Ponownie przyklejam twarz o feralne okienko.

"Aaaaa to znowu Pan! Dowód poproszę! A tu jest lista (sic!) wpisać imię , nazwisko, adres"

LISTA! Zimny pot przeszedł mi po plecach, przed oczyma stanęła znana całemu forum historia z listą list, problemy! Szukam wzrokiem Lele, ona dobra w te klocki - pomoże, na Deirę nie ma tym razem co liczyć.
"Gdzie Lele?" - próbuję zagadać.

Kolejne , tym razem mocniejsze, szturchnięcie i znowu ląduję na okienku.
"To pisze Pan czy nie?!" .
Błagam "Grupę" o rzetelne i czytelne wpisywanie danych.
"Dziewiętnaście pięćdziesiąt się należy od osoby. Doba hotelowa (sic!) do 10:00!"

Zbieram kasę. Przekazuję pieniądze Kierowniczce.

"Państwo Pójdą za mną".

"A bar otwarty?" - ktoś rzuca z "Grupy".

K: "Bar otwarty od 21:00 do 22:00"

??????

"A piwo jest" - nie daje za wygraną tłum.

K: "Jak właściciel dowiezie" - nie daje też za wygraną Kierowniczka.

Zmierzamy ku górze, mijamy jedno piętro, drugie. Lądujemy na ostatnim. Szczęk klucza w zamku. Pstryknięcie światła i..... Znajdujemy się na korytarzu na którym jest masa pokoi. My trafiamy do sławnego już "314". "Tłoczno" na piętrze jak na dyskotekę i kolonię. No , ale do dzisiaj nikt nie może zrozumieć dlaczego nie chciano ofiarować Nam pokoju, skoro cało piętro było wolne.

Dostajemy klucze i .... oddychamy z ulgą. Rozlokowujemy się po .... pssssss (pierwsze odpalone piwo) ...... pokoju

Awatar użytkownika
rajli
Posty: 2226
Rejestracja: 2010-06-04, 17:37
Lokalizacja: Pr Teschinensis

Post autor: rajli » 2011-08-30, 07:52

Przypomniało mi się jak kiedyś na lotnisku w Burgas, wymienialiśmy pieniądze w kantorze i kasjerka chciała by na dowodzie wymiany wpisać swoje nazwiska. Jeden kumpel wpisał "Ryszard", ta nie mogąc tego przeczytać zaczęła się robić nerwowa, no i posypała się lawina wpisów, przez "Rammstein" po "K...wa mać" :mrgreen:

Awatar użytkownika
Michun
Posty: 7451
Rejestracja: 2009-04-24, 13:03
Lokalizacja: Western Front

Post autor: Michun » 2011-08-30, 08:05

Roncu nawet z wpisania paru nazwisk i płacenia za nocleg potrafi zrobić dramat...chociaż w sumie się nie dziwię :mrgreen:
"I don't hate people, I just feel better when they aren't around"
Ch. Bukowski
www.mojasciezkawgory.blogspot.com

Awatar użytkownika
Red-Angel
Posty: 2681
Rejestracja: 2011-04-16, 16:54
Lokalizacja: Wrocław

Post autor: Red-Angel » 2011-08-30, 09:00

Vlado pisze:ładne tempo
Dzięki.
fajnie się przegląda zdjęcia z podpisami ;)
Wiem, też lubię podpisy pod zdjęciami, więc sam również zawsze staram się je umieszczać.
Tomekk pisze:Brawo Angel ! Bardzo ciekawa relacja, a i odległości pokonywane codziennie zasługują na uznanie tym bardziej, że z pełnym plecakiem ! Szacun !
Dziękuję ;-)
Tam kiedyś był przed-zlot, upamiętniony w fenomenalnej relacji ronca którą tutaj wkleję
Ta relacja genialna! Wyszedł lepszy dramat niż w niejednym filmie :lol:

Awatar użytkownika
Satan
Posty: 5607
Rejestracja: 2009-02-22, 20:22
Lokalizacja: Gdańsk/Beskid Płaski

Post autor: Satan » 2011-08-30, 10:03

Tomekk pisze:Tam kiedyś był przed-zlot, upamiętniony w fenomenalnej relacji ronca którą tutaj wkleję
Red-Angel pisze: Ta relacja genialna! Wyszedł lepszy dramat niż w niejednym filmie :lol:
To fakt, przedzlot w tym miejscu, to była przezacna impreza, pierwsze zloty, jeszcze nikt nikogo nie znał, pierwsze wspolne pifffka, taniec Mialoca na rękach (bo trzeba dodać, że kolonia miało disco wieczorem :-D ) - oj były lambady, były... :mrgreen: , a rano jeszcze Ronc dostał od Pań Wychowawczyń darmowe śniadanie za wieczorne tańce i swawole ;-)

rajli pisze:Przypomniało mi się jak kiedyś na lotnisku w Burgas, wymienialiśmy pieniądze w kantorze i kasjerka chciała by na dowodzie wymiany wpisać swoje nazwiska. Jeden kumpel wpisał "Ryszard", ta nie mogąc tego przeczytać zaczęła się robić nerwowa, no i posypała się lawina wpisów, przez "Rammstein" po "K...wa mać" :mrgreen:
Podobnie było jeszcze kilka lat temu na Ukrainie, gdy bilety na "inostrańców" były imienne na podstawie paszportu, kolega Adam z trudnym nazwiskiem jak cholera - Kokotkiewicz, daje swój paszport, a baba w okienku mówi, żeby nawet nie pier...lił, nie będzie tego pisać!! I jechał po prostu jako "Adam" :-D


A wracając do Red-Angela, to fajna sprawa taka trasa. Na Sudetach ;-) ostatnio kilka takkich długosystansowych marszrut się pojawiło :-D Gratulacje :-D
For God Your Soul... For Me Your Flesh

Dark Side of N.P.M.

ODPOWIEDZ