Przez Góry Izerskie i Karkonosze

Moderatorzy: Madziul, Asia M., Marcin K-G, sebastian.f

Awatar użytkownika
Maska
Posty: 150
Rejestracja: 2008-12-29, 16:16
Lokalizacja: Leszno

Przez Góry Izerskie i Karkonosze

Post autor: Maska » 2009-01-25, 17:53

Tak wielu ludzi zachwalało nam Góry Izerskie, że gdy tylko udało się zorganizować dwa wolne dni, nie pozostało nic innego, jak powrzucać do plecaków odpowiednią ilość sprzętu, odzieży oraz pożywienia i ruszyć w nieznane.
Treking rozpoczynamy w Hucie – zachodniej dzielnicy Szklarskiej Poręby. Tutaj wkraczamy na czarny szlak i spacerując wokół Białej Doliny dochodzimy do skrzyżowania ze szlakiem czerwonym, który zmęczył nas niemiłosiernie trzystumetrowym podejściem na szczyt Wysokiego Kamienia (1058 m n.p.m.). Na Wysokim beztrosko pozostawiamy plecaki przy jednej z ławek i, spokojni o nasz dobytek, podchodzimy jeszcze kilka metrów do punktu widokowego. Nasze wory są zbyt ciężkie, by z nimi uciekać po górach, w związku z czym ryzyko kradzieży uznajemy za skrajnie mało prawdopodobne.
Z punktu widokowego ogarniamy wzrokiem Karkonosze. Doskonale widać schronisko na Szrenicy i stację radiowo – telewizyjną ponad ¦nieżnymi Kotłami. Rozbawia nas mądry bądź co bądź napis, że łażenie po skałkach bez zabezpieczenia grozi wypadkiem. Lecz skałki na Wysokim Kamieniu nie są ani nadzwyczaj wymagające, ani tym bardziej pociągające.
Główny grzbiet Gór Izerskich jest niemal płaski. Gdyby nie widoczne po bokach wzgórza, miałoby się wrażenie, że jest to spacer po nizinnej leśnej dróżce. Ale nie dajemy się zwieść pozorom. W nizinnym lesie nie napotkamy tak wielu skałek. W drodze na Zwalisko (1047 m n.p.m.) mijamy między innymi Zawalidrogę i Skalną Bramę. Przechodząc przez Zwalisko, z trudem orientujemy się, że jest to już szczyt wzniesienia.
Tuż za Zwaliskiem napotykamy przykre dla oka i całkowicie niepasujące do otoczenia zjawisko. Na zboczu Izerskich Garbów (1084 m n.p.m.) znajduje się kopalnia kwarcu. Działalność człowieka dalece zmieniła krajobraz tego miejsca, pozbawiając je całkowicie uroku. Widok ogołoconego z zieleni i rozkopanego zbocza nie nastraja nas pozytywnie, więc czym prędzej opuszczamy to miejsce, kierując się w stronę Wysokiej Kopy, najwyższego szczytu pasma. Z mapy wynika, że szlak jednak nie dociera na szczyt, omijając go od północnego wschodu. Nie zamierzamy pozbawiać się satysfakcji z zaliczenia szczytu, więc tymczasowo opuszczamy szlak i przez około 300 metrów błądzimy wśród zarośli i ścieżek wydeptanych przez naszych poprzedników. Wreszcie docieramy do miejsca, które wydaje nam się najwyższym punktem. Rozglądamy się niepewnie wokół siebie, próbując się przekonać, że istotnie nic nas już nie przewyższa.
- To chyba tu – stwierdzamy wreszcie i rozsiadamy się wygodnie.
Góra niczym szczególnym się nie wyróżnia, poza tym, że jest prawie płaska. Widoczność jest dość przyzwoita, bo nawet jeśli szczyt był kiedyś zalesiony, to obecnie niewiele z tego lasu pozostało.

Obrazek
Góry Izerskie

Po nieznacznym uszczupleniu naszych potężnych zapasów, wracamy tą samą drogą i wchodzimy na niebieski szlak, prowadzący nas do Rozdroża pod Cichą Równią. Tutaj zyskujemy pewność, że ze względu na ograniczenia czasowe, nie uda nam się dzisiaj zwiedzić Jagnięcego Jaru i Izerskiego Torfowiska. Nie poddajemy się jednak rozczarowaniu i Dolnym Duktem Końskiej Jamy podążamy na południowy wschód, w kierunku drogi krajowej nr 3, prowadzącej ze Szklarskiej Poręby do czeskiego Harrachova. Przed nami niemiła perspektywa spaceru wzdłuż szosy, lecz jest to jedyny sposób, by względnie szybko przemieścić się w rejon Karkonoszy.
Zachodzące słońce sprawia, że niebo nad Cichą Równią (1002 m n.p.m.) przywołuje skojarzenia z płonącym lasem. Nie możemy się powstrzymać i uwieczniamy niezwykłą grę światła na fotografii.

Obrazek
Zachód słońca nad Izerskimi

Uznajemy, że nadszedł czas na rozejrzenie się za miejscem na nocleg. Po kilkusetmetrowym marszu krajówką, docieramy do wąskiej dróżki, wijącej się pod górę ku karkonoskiej głównej grani. Przekonani, że w pobliżu spokojnej i mało uczęszczanej drogi znajdziemy miejsce na biwak, zaczynamy piąć się w górę. Wkrótce napotykamy sympatyczną polankę. Rozbijamy namiot, posilamy się i zasypiamy kamiennym snem.
Rankiem prędko pakujemy nasz dobytek i ponownie przymusowo wychodzimy na szosę. Po kilkunastu minutach dochodzimy do Chaty Babiniec i rozpoczynamy podejście zielonym szlakiem na Szrenicę. Snujemy się po lesie, marząc o wyrzuceniu ciążących nam niemiłosiernie plecaków. Coraz większym szacunkiem zaczynam darzyć pasjonatów, którzy wyjeżdżają w góry po to, by przez kilka tygodni spać pod namiotem lub nawet pod chmurką.
W pewnym momencie wyrasta przed nami przyrodnicza osobliwość. Niby nic nadzwyczajnego w powalonym drzewie nie ma, lecz ten okaz został wyrwany z korzeniem. Przez kilkadziesiąt lat swego żywota korzenie oplatały znajdujące się w ziemi kamienie i nie oswobodziły ich nawet po brutalnym wyciągnięciu przez wiatr na powierzchnię. Niesamowita plątanina żywej niegdyś materii i skał robi na nas wrażenie.
Jednak nie wszystko, czego doświadczają nasze oczy, wywołuje w nas pozytywne emocje. Martwy las skłania do refleksji nad przemijaniem i delikatnością wszelkiego istnienia...

Obrazek
Smutny las w Karkonoszach

Krocząc podmokłym miejscami szlakiem, docieramy wreszcie na Szrenicę (1362 m n.p.m.). Tutaj zielony szlak zamieniamy na czerwony i dochodzimy do skałki Trzy ¦winki. Oglądamy skałę z każdej strony, poszukując wytrwale świńskich ryjków, jednak po zlokalizowaniu jednego, może dwóch, dajemy za wygraną. Wyobraźnia osoby nadającej nazwę skale, niewątpliwie znacznie przewyższała naszą.
O 15:30 stajemy u podnóża Twarożnika (1320 m n.p.m.). Tym razem nie mamy żadnych problemów z dostrzeżeniem cech zwierzęcych i dopatrujemy się w skale podobieństwa do... małpy.
Czas płynie w ekspresowym tempie, w związku z czym nie marnujemy go i już niebawem wspinamy się na kamienisty Łabski Szczyt (1472 m n.p.m.). Na Marcie nie robi wielkiego wrażenia, lecz mnie bardzo się tutejszy „klimat” podoba. To zapewne efekt mojego upodobania do skalistych pagórków. Kilkaset metrów pod nami, po czeskiej stronie, znajduje się źródło rzeki Łaby, przepływającej przez Czechy, Niemcy i wpadającej za Hamburgiem do Morza Północnego.

Obrazek
Trzy ¦winki

Z Łabskiego kierujemy się w stronę ¦nieżnych Kotłów (1480 m n.p.m.), będących wizytówką działającego tutaj tysiące lat temu lodowca. Nad ponaddwustumetrową ścianą kotłów znajduje się radiowo – telewizyjna stacja przekaźnikowa. Dawno temu obiekt ten był hotelem, lecz na początku lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku, zmienił się jego charakter. Naturalnie na przestrzeni ponad stu lat był wielokrotnie przebudowywany, ale we wspomnianym okresie ówczesne władze zdecydowały, że łączność ze światem jest ważniejsza niż jakiś tam kolejny karkonoski hotel. No cóż, starając się spojrzeć na problem obiektywnie, trudno temu sposobowi rozumowania odmówić słuszności.
Z platformy widokowej wpatrujemy się w skaliste zbocza kotłów, nie pasujących zupełnie do łagodnego charakteru Karkonoszy. Prawdę mówiąc miejsce to wygląda jakby zostało tu przeniesione z innego świata lub było pozostałością przynajmniej po potężnej katastrofie.
Czasomierz przekonuje nas, że nie ma się co szarpać, by dotrzeć dzisiaj do Przełęczy Karkonoskiej. Nie uśmiecha nam się rozbijanie namiotu na terenie parku narodowego, a nie możemy sobie pozwolić na przedłużenie naszego trekingu aż o 10 kilometrów. Podejmujemy więc decyzję o zejściu za Wielkim Szyszakiem na niebieski szlak, prowadzący do Piechowic. Mieliśmy nadzieję na zdobycie drugiego spośród najwyższych karkonoskich szczytów, lecz szlak omija szczyt Wielkiego Szyszaka (1509 m n.p.m.), a my nie zamierzamy łamać parkowych zakazów. Tym razem nie będzie nam dane przyjrzeć się z bliska pomnikowi wystawionemu w XIX w na cześć cesarza Wilhelma I. Może innym razem...
Za Szyszakiem, zgodnie z przyjętym wcześniej założeniem, wchodzimy na niebieski szlak, by po chwili skręcić w lewo na zielony. Obraną drogą podążamy ku ¦nieżnym Stawkom, ukrywającym się na dnie podziwianych niedawno kotłów. Szlak jest kamienisty i poruszanie się po nim wymaga wzmożonej ostrożności. Ponadto nie szczędzi nam urozmaiceń, zmuszając nas do schodzenia w dół lub pięcia się po stromiznach. Jak to w górach.
Zmierzch zapadł przed godziną 20:00, stawiając przed nami dylemat. Miejsca na nocleg brak, a do auta kawał drogi. Szukać po ciemku polany, na której można by rozstawić namiot czy raczej starać się dotrzeć do samochodu? Już od kilkudziesięciu minut poruszamy się przy świetle czołówek, a zmęczenie daje o sobie znać coraz bardziej. W takich warunkach, przy egipskich ciemnościach, poszukiwanie nieproblematycznego miejsca na biwak, to szukanie przysłowiowej igły w stogu siana... Rozkładamy więc mapę i szukamy najlepszego rozwiązania. W pewnym momencie dostrzegamy ledwo widoczną dróżkę, wcześniej całkowicie przez nas zignorowaną. Dróżka łączy schronisko Pod Łabskim Szczytem z Rozdrożem pod Kamieńczykiem, skąd już niedaleko do naszego auta. A do schroniska rzut beretem. Idealnie.
Decyzję podejmujemy natychmiast: idziemy do auta. Nie będziemy tracić czasu na rozbijanie i składanie namiotu i prześpimy się w śpiworach, w samochodzie. Jak postanawiamy, tak czynimy. Rozłożone fotele co prawda nie okazują się najwygodniejszym posłaniem, jednak po dwudniowym, wyczerpującym trekingu, niewiele turyście do szczęścia potrzeba.
Ostatnio zmieniony 2009-01-26, 00:32 przez Maska, łącznie zmieniany 1 raz.
Everything imaginable is possible.

leleith

Post autor: leleith » 2009-01-25, 21:17

Maska,nie byłam w tamtych rejonach,ale poważnie,czytając Twoje relacje aż chce się jechac,na prawdę fajnie piszesz o Waszych przygodach :-) gratuluję :-)

Awatar użytkownika
Maska
Posty: 150
Rejestracja: 2008-12-29, 16:16
Lokalizacja: Leszno

Post autor: Maska » 2009-01-25, 23:56

Eeeekhm... Dziękuję. Bo się zaczerwienię...
Everything imaginable is possible.

Awatar użytkownika
Mordimer
Posty: 1521
Rejestracja: 2008-12-02, 11:38
Lokalizacja: G.ŚLĄSK
Kontakt:

Post autor: Mordimer » 2009-01-28, 17:21

Bardzo fajna relacja.


Tak samo jak Leleith nie byłem nigdy w tamtych rejonach i mam podobne odczucia.

Ciągnie mnie tam jak cholera.

A na Szyszaka bym wlazł (co tam :mrgreen: )

Łukasz M
Posty: 601
Rejestracja: 2008-11-30, 11:46
Lokalizacja: Wielkopolska

Post autor: Łukasz M » 2009-01-28, 20:20

Fajna relacja i bardzo ładne zdjęcia. Aż chciałoby się tam być...

Awatar użytkownika
Maska
Posty: 150
Rejestracja: 2008-12-29, 16:16
Lokalizacja: Leszno

Post autor: Maska » 2009-01-28, 21:32

Mordimer pisze:A na Szyszaka bym wlazł (co tam :mrgreen: )
I słusznie. A co tam :mrgreen:
Everything imaginable is possible.

Awatar użytkownika
sparkus
Posty: 2460
Rejestracja: 2009-01-08, 19:21
Lokalizacja: Jurajska Kraina

Post autor: sparkus » 2009-01-28, 21:50

Z zaciekawieniem przeczytałem Twoją relację, ponieważ okazało się, że wędrowaliśmy prawie tymi samymi szlakami. Jeszcze mam świeżo w pamięci każdy krok z wrześniowej wędrówki w minionym roku. Czytając, odkrywałem jakby inne góry i nic dziwnego, każdy z nas we właściwy dla siebie sposób postrzega i odbiera zmysłami piękno gór oraz trud wędrówki.
W górach jest niewiele, ale jest to co najlepsze.

Awatar użytkownika
Maska
Posty: 150
Rejestracja: 2008-12-29, 16:16
Lokalizacja: Leszno

Post autor: Maska » 2009-01-28, 22:10

sparkus pisze:Z zaciekawieniem przeczytałem Twoją relację, ponieważ okazało się, że wędrowaliśmy prawie tymi samymi szlakami. Jeszcze mam świeżo w pamięci każdy krok z wrześniowej wędrówki w minionym roku. Czytając, odkrywałem jakby inne góry i nic dziwnego, każdy z nas we właściwy dla siebie sposób postrzega i odbiera zmysłami piękno gór oraz trud wędrówki.
W Karkonoszach zdobywałem pierwsze górskie doświadczenia. Były to zamierzchłe czasy podstawówki :-) I choć być może nie są to najpiękniejsze góry w Polsce, darzę je szczególnym sentymentem, bo ciągle wiązało się z nimi robienie czegoś po raz pierwszy. Do dziś pamiętam pierwsze wejście na skromny przecież Chojnik. Taki mały, a taki piękny. Gdy wróciłem tam po kilkunastu latach, miałem wrażenie znów jestem u siebie. Zresztą to uczucie towarzyszy mi ciągle, gdy chodzę po górach. Spostrzegam, że w jakimś miejscu znalazłem się po raz pierwszy i... czuję, że właśnie wróciłem do domu...
Everything imaginable is possible.

Awatar użytkownika
Dante
Posty: 56
Rejestracja: 2009-01-02, 12:42
Lokalizacja: Wałbrzych

Post autor: Dante » 2009-01-28, 22:52

Podobnie jak Maska debiutowałem na Karkonoszach. Najpierw trzy dni szedłem szlakiem ze Szklarskiej Poręby na ¦nieżkę, a następnie dwa dni spędziłem na obieganiu pobliskich górek. Nigdy nie zapomnę jaki szalał wiatr na Łabskim i jak przy odpoczynku koło schroniska na Szrenicy, papuga mi usiadła na ramieniu :-D . Potem postaram się jakieś zdjęcia wrzucić.
W dziewiczych lasach jest rozkosz;
W odludnych wybrzeżach zachwyt;
Towarzystwo, jeśli nikt nie przeszkadza;
W głębi morza i ryku muzyki;
Nie to, że mniej kocham człowieka,
ale naturę bardziej...

Magda
Posty: 19
Rejestracja: 2009-02-23, 19:19
Lokalizacja: Śląsk

Post autor: Magda » 2009-02-23, 21:21

Mam to samo, uparcie wracam w Karkonosze choć w Beskidy czy Tatry mam dużo bliżej.
Miło poczytać opis znanych miejsc :-)

ODPOWIEDZ