Szlakiem dawno zdobytych już szklanic

Moderatorzy: Madziul, Asia M., Marcin K-G, sebastian.f

Awatar użytkownika
darkheush
Posty: 169
Rejestracja: 2012-01-21, 20:10
Lokalizacja: spod Beskidu Małego
Kontakt:

Post autor: darkheush » 2017-10-11, 12:39

tadeks pisze:Naprawdę to to stoi tam? W którym miejscu dokładniej?
Naprawdę!!! Dokładnie tutaj.

Obrazek
tadeks pisze: to jest Twój super słowotwór, czy to gdzieś zasłyszałeś
Nie mój, zasłyszałem od kumpla, który dla mnie, że tak to nazwę, "odkrył" Beskid Niski.
Góry okiem darkheush'a
Noli me tangere...

Awatar użytkownika
dave
Posty: 372
Rejestracja: 2017-08-17, 20:00
Lokalizacja: Zbąszyń

Post autor: dave » 2017-10-11, 18:56

tadeks pisze:
dave pisze:Doskonałe. Ciągnie mnie w ten Niski jak diabli.
dave, to może to Ciebie zainteresuje (przepraszam, że tu z butami pakuję się):
http://npm.pl/forum/viewtopic.php?t=6394
Mamy rezerwację w Zaścianku, gdzie kwaterował m.in autor tego wątku darkheush
Dzięki za zaproszenie. Wygląda to bardzo obiecująco, ale jak dla mnie trochę zbyt wcześnie, żebym mógł się wypowiedzieć na 100% czy będę. ;-)

kulczyk1
Posty: 1671
Rejestracja: 2013-08-22, 21:29
Lokalizacja: Roztocze Południowe

Post autor: kulczyk1 » 2017-10-12, 20:41

Nie chce mi sie wiele pisac bo ino co wróciłem z Biesów ale...relacja w pytkę. Miejsca znane i lubiane przebyte zgodnie z kanonem - niespiesznie. Czytającym zwracam uwagę, że jest wszystko co powinno być - cmentarze , krzyże przydrożne , cerkwie. ;-)
Jak czas i zdrowie pozwolą podjadę na dniach w ten B.Mały zobaczyć skąd sie tacy autorzy relacji biorą. :mrgreen:

Awatar użytkownika
krzyś
Posty: 569
Rejestracja: 2013-10-28, 12:51
Lokalizacja: Katowice

Post autor: krzyś » 2017-10-16, 18:03

kulczyk1 pisze:Nie chce mi sie wiele pisac bo ino co wróciłem z Biesów
... to się nie liczy, bo z nami Cię nie było :roll:

Awatar użytkownika
Michi23
Posty: 19
Rejestracja: 2015-02-13, 14:11
Lokalizacja: Bielsko-Biała

Post autor: Michi23 » 2017-12-10, 09:01

Teraz buty w łapę i dwa pierwsze brody na Bełczy w Czeremsze. Przy drugim spotykamy samotnego turystę – idzie szlakiem granicznym, śpi w wiatach.
A teraz przyznać się który to był i czemu nie napisał jeszcze relacji, hę? :cry: ;-)
Schodzimy z Jałowej Kiczery do Zyndranowej i tu dopiero zaczyna się Armagedon… Błoto po kostki, wszystko na drodze rozjechane ciężkim sprzętem do zrywki, buty nie chcą się z tego gówna oderwać, nie ma na czym stanąć ani nie ma po czym iść. Zassało też kije a las chce koniecznie zabrać plecak.
Z mojej tegorocznej "tragedii w trzech aktach" ten fragment niebieskiego szlaku granicznego najbardziej oderwał mnie od kontemplowania piękna tamtejszych gór. Nikt nie zliczu ile k***w padło podczas przekraczania 2-ch błotnistych dróg rozpier******ch notorycznie przez traktory z łańcuchami na kołach. Na finale, tuż przed chatką w Zyndranowej, płyta startowa tychże pojazdów po której bnie się po kostki (albo i głębiej w zależności od szczęścia) w błotnistej breji. Na zwężeniu jedynym sensownym torem przejścia była lewa strona drogi biegnąca tuż nad potokiem. Sęk w tym, że trzeba tam było przekroczyć taką wyrwę zrobioną w miejscu, gdzie breja wlatywała z drogi do potoku częściowo żłobiąc swój własny rów. W tym miejscu nietrudno było zaliczyć lot tudzież dupozjazd na samo dno koryta, które było ok. 3m niżej.
Na środku podłogi leżą dwie paczki papierosów, które wieczorem leżały zdecydowanie gdzie indziej… Z narożnika wiaty wystają jakieś przerażone oczy… Okazuje się, że to popielica przyszła na sępa po fajki
To sympatyczne zwierzątko również spotkałem (już na pierwszym noclegu we wiacie po słowackiej stronie Przełęczy nad Roztokami). Grupce sympatycznych słowaków dobrała się wespół z myszą do prowiantu zapakowanego w porządne worki (jak widać niewiele to daje).
Tymczasem woda na wykończeniu i jesteśmy bidnie na głodno. Burza mózgów. O ile te dwie ostatnie szare komórki można mózgiem nazwać… Zarzynać się z perspektywą najbliższej wody za 20 km czy ewakuacja i lizanie ran? Wybieramy to drugie i zwalamy na Olchowiec
Tutaj chciałbym dodać 2 uwagi dla tych, którzy chcieliby podążyć granicznym, ale trzymając się go jak najwięcej (tj. nie robiąc dużych odbić do cywilizacji). Dobrze jest założyć, że wodę na cały dzień niesiemy ze sobą (dla mnie to było 3L w plecaku + 0,5L na obiadokolację). Jeśli chodzi o kwestię jedzenia, to szedłem z zapasem na 5 dni (ok. 2kg bez "wkładu" do wody oraz batonów) co stanowiło po 2 liofy na dzień (to pozwoliło mi uniezależnić się w kwestii prowiantu na trasie)
Jak ktoś przebrnie przez te 668 zdjęć pod linkiem, to gratuluję wytrwałości i samozaparcia :P
Dzięki wielkie za tą galerię. Dla mnie to pełniejszy obraz tego co widzieliście na trasie, a więc miód na... oczy :mrgreen:

ODPOWIEDZ