NPM - luty 2015

oceń najnowszy numer n.p.m., skomentuj wybrane artykuły, napisz, co podobało ci się w numerze, skrytykuj lub pochwal autorów tekstów

Moderatorzy: Asia M., Marcin K-G, sebastian.f

Awatar użytkownika
Vlado
Posty: 5079
Rejestracja: 2011-01-14, 11:23
Lokalizacja: Wega XXI

NPM - luty 2015

Post autor: Vlado » 2015-02-22, 19:10

A w numerze nareszcie moje ¦więtokrzyskie i słów kilka o Twardzielu;)
Lidia dzięki za cynk ;-)
stary osioł bez katalizatora, zapchlony

tadeks
Posty: 744
Rejestracja: 2015-04-18, 09:30
Lokalizacja: słupsk

Post autor: tadeks » 2015-04-20, 20:05

W rozmowie Doroty Rakowicz z Krzysztofem Wielickim przeczytałem:
[shadow=blue]...A jak jesteś na górze, to myślisz tylko o tym, żeby sp......ć w dół. Nie patrzy się na widoki. Jak to koledzy mówili: "popieprzaj, popieprzaj, widoki na widokówkach!" Po prostu nie ma czasu.[/shadow]

Gdy to przeczytałem, chociaż wiem, że to nie do końca pełna linia postępowania i postawy w górach Krzysztofa Wielickiego, to przypomniały mi się pewne przemyślenia naszego wybitnego taternika, alpinisty i nie do końca spełnionego himalaisty- Zbigniewa Wacha. Bardzo odmienne od wyżej przeczytanych.
Szperałem, szperałem w swoich zbiorach i JEST!!!
TATERNIK nr 4 z 1972 roku.
Tam artykuł Zbigniewa Wacha o przejściu nowej drogi na południowej ścianie TORRE TRIESTE (23- 26 LIPIEC 1972 z J. Kallą, J Kukuczką, T. Łaukajtysem).
Po wejściu na szczyt Zbigniew Wach:

[shadow=blue]"Wierzchołek. Smak rzeczywistego odpoczynku i ulga, że to już koniec. Ale wierzchołek Torre Trieste, to zarazem niepokój o zejście. Chłopcy robili zdjęcia, ja wcisnąłem się w jakiś załom, podłożyłem linę pod głowę i patrzyłem. Przez ocean przezroczystego po deszczu powietrza, jak okiem sięgnąć widać było szczyty: ostre, łagodne, proste, i fantazyjnie postrzępione. ¦wiat gór bez początku i bez końca..."[/shadow]

Piękne, to prawda? Jakże odmienne od tego, co przeczytaliśmy w rozmowie z Krzysztofem Wielickim.
Dwa różne podejścia do gór, przebywania w nich. Obaj Panowie, to przedstawiciele tego samego pokolenia. Różnica ich wieku, to tylko 3 lata.

wodzu
Posty: 355
Rejestracja: 2010-06-26, 23:46

Post autor: wodzu » 2015-04-21, 11:14

Hej, Tadeks, ale przymanipulowałeś opinią publiczną :-)

Co prawda nie czytałem przywołanego przez Ciebie wywiadu, ale mniemam, że zachowania i pośpiech, o których wspomina K.W. odnosiły się do przebywania na wierzchołkach gór najwyższych, może nawet w obawie o zmianę warunków pogodowych, przy określonej długości i trudności zejścia do obozu, itp.

Jako przykład innej filozofii bycia w górach przywołujesz sytuację po zdobyciu Torre Trieste w słonecznych Dolomitach (Monte Civetta). Przypuszczam, że źle dobrałeś materiał porównawczy :-)
Jedne góry od drugich rozróżnia około, a może grubo, ponad 5000 m! Okoliczności zdobywania, zachowań po zdobyciu, a później powrotu są nieporównywalne.

Z pewnością jednak zaryzykowałbym stwierdzenie, że wśród himalaistów są i tacy, o których można powiedzieć, że nie są do końca ludźmi gór – nie mają w sobie tej pięknej wrażliwości, która pozwala łączyć romantyzm z pragmatyzmem. Owszem, są super rzemieślnikami od „rozwiązywania problemów”.
Kiedyś wspinałem się jednego cudnego dnia na Stanisławskim na zach. Kościelca, a mój kolega w innym zespole robili coś na wschodniej ścianie. Spotkaliśmy się na wierzchołku. Słońce chyliło się już wyraźnie ku zachodowi, Tatry w czerwono-różowym półmroku, ujmująco pięknie po prostu. Ja szukam takich chwil w górach, więc mówię: czy to widzicie, czy to czujecie, tyle piękna, tyle wolności, szliśmy jakimiś kominami, rysami, by dotknąć nieba. Ja zostaję i schodzę po zachodzie. A kolega patrzy na mnie dziwnie i mówi: co ty w ogóle pieprzysz! Ja to miałem „problem do rozwiązania”, zrobiłem go i już myślę nad jutrzejszym. I odwrócił się, by szybko schodzić. I z innych rozmów wiem, że jest jakoś dziwnie zaimpregnowany na urok gór. Ale wspinaczem jest doskonałym.

I co z tym zrobić? Nic. Tak to już jest. Dlatego trzeba robić swoje, najlepiej w towarzystwie podobnie wrażliwych osób.

tadeks
Posty: 744
Rejestracja: 2015-04-18, 09:30
Lokalizacja: słupsk

Post autor: tadeks » 2015-04-21, 16:20

Nie było moją intencją manipulowanie czyimiś wypowiedziami.
Zgadza się, że Himalaje i Dolomity to nieporównywalne góry, w tym zejścia po zdobyciu szczytu, po zrobieniu drogi.
Dokonałem porównania wypowiedzi w jednym celu: zacytowania słów Zbigniewa Wacha i przedstawienia takiej postawy, takiego stosunku do gór. Tak mi to kiedyś utrwaliło się, że musiałem poszukać tej wypowiedzi i ją tu na forum przedstawić.
Fragment z rozmowy z Krzysztofem Wielickim posłużył mi do przedstawienia odmiennego patrzenia na góry, to przeciwwaga, nie wnikając w szczegóły, nie uwzględniając miejsca i okoliczności wypowiedzi. A wiem, że te mogą być różne i bywa, że rozsądek musi stanowczo panować nad romantyzmem.
Różne podejście do gór istniało od wieków, wciąż istnieje i zawsze istnieć będzie. Nie oceniam żadnej z postaw. Każdy ma swój powód, aby wspiąć się nad poziom morza. Jedni kilka metrów w kilka sekund, inni całe kilometry w górę, robiąc to jedno wejście przez całe tygodnie, a w skrajnych przypadkach, po nieudanych próbach, przez lata.

Awatar użytkownika
Vlado
Posty: 5079
Rejestracja: 2011-01-14, 11:23
Lokalizacja: Wega XXI

Post autor: Vlado » 2015-04-21, 16:37

Krzysztof Wielicki pisze:Góry w letnim zachodzącym słońcu nie przemawiają do nas ludzkim głosem, ale ciszą i pięknem natury roztaczającej się dookoła. Nie marnujmy takich chwil, ale napełniajmy się nimi i wracajmy wyciszeni.

Góry wymagają respektu i cierpliwości. Na sukces składają się tysiące doświadczeń. Z faktu, że ktoś jest bardzo sprawny technicznie w skałach, nie wynika jeszcze, ze poradzi sobie w górach w trudnej sytuacji, w czasie załamania pogody lub lawiny, w razie śmierci partnera czy wypadku. Można się tego nauczyć jedynie przez długoletnia praktykę. Ale przede wszystkim najważniejsza jest miłość do gór.
Wodzu już to wyłożył, zapomniałeś o kontekście;)

tadeks
Posty: 744
Rejestracja: 2015-04-18, 09:30
Lokalizacja: słupsk

Post autor: tadeks » 2015-04-21, 17:02

Vlado: dziękuję za pełne przedstawienie kontekstu.
Widać cel mojego postu, który wyżej przedstawiłem, spowodował, że poszedłem w swojej wypowiedzi na skróty, albo nie tą drogą.
Postaram poprawić się.

Awatar użytkownika
creamcheese
Posty: 1830
Rejestracja: 2012-06-07, 11:19
Lokalizacja: lublin

Post autor: creamcheese » 2015-04-21, 18:10

tadeks pisze: Widać cel mojego postu, który wyżej przedstawiłem, spowodował, że poszedłem w swojej wypowiedzi na skróty, albo nie tą drogą.
Postaram poprawić się.
Młody forumowicz ma prawo błądzić ;-) na tym forumie :mrgreen:

wodzu
Posty: 355
Rejestracja: 2010-06-26, 23:46

Post autor: wodzu » 2015-04-21, 20:58

Tadeks, spokojnie, o manipulowaniu napisałem z uśmiechem. Przecież wiemy, że nie zrobiłeś tego z rozmysłem :-) Ale to, co napisałeś było przyczynkiem do dalszej wymiany zdań. I dobrze.

A tak wogóle to temat niezgłębiony. Tyle spojrzeń na góry, ilu ludzi - w związku z tym możemy powiedzieć, że każdy ma je dla siebie i że są tylko jego. I to jest pięknem gór i może być pięknem człowieka, który w nie wchodzi.
Miłość do gór, fascynacja nimi a w związku z tym chęć poznania i mądrego zbliżenia, cierpliwie rozłożone w czasie pozwalają dojrzeć do prawdziwej jedności. Bo ponad wszystko trzeba dać górom czas by nas przenikały. Żeby stać się człowiekiem gór, trzeba też mieć pokorne serce, wówczas one pozwolą się poznać i dotknąć. Miłość to wzajemne oddanie. Tak też jest z górami.

Dobrze jest kształtować swoją górską wrażliwość również w oparciu o dobre wzorce. Do mnie przemawia dwóch gości szczególnie: M. Karłowicz - z romantycznym spojrzeniem na Tatry, które nie były nigdy dla niego terenem rywalizacji, ale miejscem, w pierwszym rzędzie, estetycznych doznań. A taternikiem był doskonałym. I był miłośnikiem samotnych wędrówek. Pięknie łączył romantyzm z pragmatyzmem; T. Orłowski - wyznawca czystego, klasycznego wspinania (piękne odhaczenia na koncie), który mówił, że „prawdziwe taternictwo nie jest sportem”.
Z zadziwieniem też patrzę na W. Stanisławskiego, któremu też zdarzały się chwile „słabości”, kiedy pisał:
„Na pionowej skale, w wąskiej szczelince, rośnie mizerny, zagłodzony kwiatek. Ta szczelinka to najlepszy chwyt. Ale nikt go nie zniszczył. Ominęliśmy go - ,,wariantem''. Mała B. nie jest mistykiem, ale czuje duszę kwiatka” („Zrobiliśmy Małą ¦nieżną”).
Albo: „...ja już tak dawno chodzę po Tatrach... i robiłem już rzeczy we wszelkich skalach trudności... ale nie przestanie być dla mnie ciekawa jakaś najprostsza nawet ścieżka tatrzańska”.
Ale trzeba to rozczytać w kontekście jego dokonań i motywacji, w kontekście rywalizacji i sportowego podejścia do wspinaczki. Nawiasem mówiąc takie podejście do wspinaczki (niezdrowa rywalizacja) było przyczyną jego przedwczesnej śmierci.

Tak się jakoś zamyśliłem w konsekwencji Tadeksowego zestawienia różnych postaw. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że lekko oddaliłem się od tematu, ale proszę o wybaczenie tej słabości :-)

ODPOWIEDZ