styczeń 2015

oceń najnowszy numer n.p.m., skomentuj wybrane artykuły, napisz, co podobało ci się w numerze, skrytykuj lub pochwal autorów tekstów

Moderatorzy: Asia M., Marcin K-G, sebastian.f

Awatar użytkownika
Vlado
Posty: 5079
Rejestracja: 2011-01-14, 11:23
Lokalizacja: Wega XXI

Post autor: Vlado » 2015-01-11, 11:56

To jest oczywiste, że wycieczka nie jest z tej zimy. Skoro numer ukazał się w połowie grudnia, to składany był co najmniej od początku grudnia, a artykuł napisany został jeszcze wcześniej.
Cisy2 pisze:napisać jak było naprawdę
Cisy;) tylko, że nic nie wyklucza tego, że autor odbył przynajmniej część tej wycieczki latem poprzedniego roku, a że zapotrzebowanie było akurat na zimę...
Nikogo nie broniąc i nie usprawiedliwiając, takie są realia takich pism, co sam dokładnie opisałeś.
Cisy2 pisze:(bo 2000 r. to jeszcze XX w.)
Cisy a czy jesteś pewien, że już w żadnym podręczniku nie znajdziesz osi czasu z rokiem "0"? :mrgreen:

Awatar użytkownika
atineb
Posty: 1445
Rejestracja: 2010-10-26, 21:06
Lokalizacja: depresja (ppm)

Post autor: atineb » 2015-01-11, 18:24

Cisy - wspaniałe, obiektywne stanowisko na temat artykułu.
I jeszcze do tego okraszone sympatycznymi opowieściami :-)
Ty Benito, w ostatnim numerze (tak - tym styczniowym!)
:shock:
Tu muszę zdementować. Albo przeprosić za niezrozumienie. W styczniowym numerze nic nie popełniłam :lol: , aczkolwiek w głębi jestestwa nam nadzieję, że jeszcze może kiedyś redakcja jakiś mój tekst opublikuje (i bardzo bym chciała poczytać w papierowym wydaniu relacje osób z forum)
byle do wakacji

Awatar użytkownika
buba1
Posty: 3156
Rejestracja: 2012-01-13, 17:07
Lokalizacja: Oława
Kontakt:

Post autor: buba1 » 2015-01-11, 21:31

creamcheese pisze:
¦mierć w rodzinie zmieniła moje plany urlopowe...zająłem się uroczystością żałobną, ale potrzeba odpoczynku stała się jeszcze silniejsza. Skróciłem trochę trasy, odwołałem niektóre rezerwacje i wyruszyłem w góry z kilkudniowym opóźnieniem...
W niedzielę przed południem doszedłem do wiaty...jak na złość, choć do tej pory nie spotkałem nikogo na szlaku, w wiacie siedział człowiek. Piszę, jak na złość, bo właśnie za kilkanaście minut miała rozpocząć się msza za Zmarłego, a ja pełen wyrzutów, że jestem w górach a nie w kościele, chciałem choćby chwilą zadumy, w spokoju i samotności uczcić Jego pamięć. Chciałem choćby z daleka uczestniczyć w mszy.
Nieznajomy jadł śniadanie, rozmawialiśmy trochę, opowiadał o swojej fascynacji górami i...o swoim życiu na Syberii. W innych okolicznościach słuchałbym z zaciekawieniem, ale teraz zerkałem na zegarek, bo południe i początek mszy był tuż tuż, a on mówił, mówił, mówił.
Zaczynałem się niecierpliwić, być zły...gdy już dochodziła 12-ta nie wytrzymałem. Przeprosiłem mojego przygodnego towarzysza o chwilę ciszy, bo właśnie rozpoczyna się msza za...
- Nic nie dzieje się bez powodu – powiedział – jestem księdzem, misjonarzem na Syberii.
I modliliśmy się razem, w wiacie wśród lasu, gór...i „wieczne odpoczywanie racz mu dać Panie a światłość...”
Nawet nie wziąłem od Tomka adresu, telefonu, nawet mu nie podziękowałem...
...kontakt z nim jednak udało mi się nawiązać, choćby po to by wysłać mu życzenia w srogie, syberyjskie Boże Narodzenie

Jak widzisz nie wszystkie wiaty są zasyfiałe.

A tak na marginesie...to była właśnie TA wiata...na Przełęczy Woliborskiej
Jak ty to robisz ze ci sie przytrafiaja takie niesamowite historie?? To nie brzmi jak przypadek, to brzmi jak jakies... przeznaczenie!

Wiesz, jakos tak sobie mysle ze jesli duchy maja mozliwosc chodzic po ziemi jeszcze jakis czas po swojej smierci.. to mysle ze ten byl wtedy z wami w tej wiacie, a nie z zalobnikami na mszy czy pogrzebie ktorzy przyszli bo wypadalo albo zobaczyc jaka nowa kurtke ma ciocia Ziuta. Taka modlitwa w wiacie z misjonarzem z Syberii musi miec dziesieciokrotna moc!!!


chcący znaleźć w piśmie poradę, w jakie to nowe, nieznane im dotąd pasmo, w najbliższym czasie się wybrać
i - gdy był jeszcze w naszej społeczności forumowej - Mazeno. Jego tekst o Azji Centralnej był naprawdę dobry, nie został upstrzony bowiem dziesiątkami nazw geograficznych, które większości Czytelnikom absolutnie nic by nie mówiły, a które z pewnością spowolniałaby lekturę tekstu, tylko bardzo fajnie i obrazowo przedstawił cały szereg specyficznych dla tego regionu procesów i zjawisk kulturowych
Ciekawe jakie jest zalozenie i potrzeby czytelnikow- czy owa gazeta ma byc przewodnikiem czy beletrystyka do poduszki? Bo z jednej strony niby klada tam nacisk zeby dokladnie pisac gdzie stoi jakas wiata czy szlakowskaz a z drugiej strony piszesz ze pomijanie sporej ilosci nazw geograficznych jest dobre- ale ich brak moze utrudniac planowanie wycieczki do Tadzykistanu?

A tak wogole to mazeno w tym roku znow odwiedzil Azje Srodkowa- nie wiem czy miales okazje ogladac jego zdjecia?
Wiec moze znowu jakis artykul zapoda??


Tak mi się wydaje, że potrzebny jest nam pewien dystans, także i do naszych wspomnień, również do oczekiwań wobec i względem innych ludzi odwiedzających góry, nieraz te nasze góry i te nasze wiaty. Też kiedyś tworzyłem sobie w górach pewne mentalne sanktuaria i byłem zły, że te miejsca innych nie wzruszają, że przechodzą obok nich obojętnie.
Wiesz- ten fragment twojej wypowiedzi uswiadomil mi pewien fakt, to dlaczego od prawie dziesieciu lat nie moge jezdzic w polskie Bieszczady.. bo ilekroc tam sie pojawie, chocby przejazdem to jasny szlag mnie trafia i zalewa wscieklosc.. Bo wyasfaltowali droge, bo zniszczyli knajpe, chatke czy schronisko. Bo poprowadzili szlak dzika sciezka, bo ktos kupil i ogrodzil miejsce nad potoczkiem, bo wycieli drzewo w rynku pod ktorym kiedys siedzialam.. Wlasnie teraz uswiadomilam sobie ze Bieszczady nie sa dla mnie po prostu gorami (zmiany jakie zachodza w Karkonoszach bola mnie o niebo mniej). Bieszczady sa dla mnie wlasnie takim "mentalnym sanktuarium", miejscem pierwszych samodzielnych wypraw w wieku mocno maloletnim i roznych nieziemskich przygod. Sa takie chwile ktory ryja sie w pamieci w niezatarty sposob i wiaza z danym miejscem... I teraz ktos probuje zniszczyc te "Moje Bieszczady", zmienic na wlasna modle i potrzeby miejsca z ktorych kazde zdaje sie byc dla mnie prawie "swiete"? I chyba wlasnie dlatego nie potrafie na to patrzec bez emocji i rozpaczy.
Tobie jak pisales przeszlo- nie wiem, moze mnie tez kiedys przejdzie...

Do schroniska na Górze ¦więtej Anny dotarliśmy późnym wieczorem, po ciemku. Impreza - rozpoczęcie sezonu SKPS - była przednia, huczna, niezapomniana. Schronisko nie spłonęło, o czym świadczy jego zdjęcie wykonane następnego ranka.
Strasznie mi sie ten budynek spodobal- szkoda ze juz nie ma tam schroniska.. Choc chyba jest zamieszkaly? ciekawe czy pelni teraz funkcje prywatnego domu czy czego innego- i czemu na ktoryms etapie przestal byc schroniskiem?

Pamietam ze ogladalam go ze wszystkich stron ale zdjecie zrobilam tylko jedno..

Obrazek
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam ta mniej uczęszczaną. Cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam"

na wiecznych wagarach od życia..

Awatar użytkownika
sonar
Posty: 336
Rejestracja: 2011-12-20, 12:32
Lokalizacja: Wrocław

Post autor: sonar » 2015-01-12, 08:54

Cisy2 pisze: (...)Belfrem, wprawdzie pracującym już z pełnoletnią młodzieżą, jestem od blisko 30 lat, pochodzę też z nauczycielskiej rodziny, i wierzcie mi, że potrafię określić, kto jest "oszustem i krętaczem" (a takie słowa - wprawdzie ozdobione uśmieszkami - pojawiły się w tym wątku). Pan Tomasz Rzeczycki na pewno, takie jest moje zdanie, "oszustem i krętaczem" nie był i nie jest.
:
Nie wiem Cisy2 jak zdołałeś odczytać tak mój post, pomimo zamieszczenia tam odpowiedniego cytatu i 3 szt uśmieszków. Wyjaśniam więc , że było to komentarz odnoszący się do dedukcji Leuthena (Leuthen napisał:"Pan Rzeczycki pisze w mailu, że był "kompletnie zmęczony", a w artykule pisze o przeskakiwaniu przez przydrożny rów na przełęczy. Czy tak robi wyczerpana osoba? "), który wprawił mnie w rozbawienie i w żadnym wypadku nie uważam i nie uważałem P. T. Zarzyckiego za "oszusta i krętacza"

Awatar użytkownika
Cisy2
Posty: 743
Rejestracja: 2012-12-13, 00:10
Lokalizacja: Świebodzice

Post autor: Cisy2 » 2015-01-12, 10:22

Benito, zdanie w moim poście brzmiące: "Ty Benito, w ostatnim numerze (tak - tym styczniowym!) Pisk - czekam, kiedy zacznie pisać wreszcie na forum o Karpatach rumuńskich (może nie chce wywoływać u nas kompleksów ?), itd.." po przecinku zamieszczonym po Twoim imieniu odnosi się już do Piska, który w styczniowym numerze "N.P.M." opublikował artykuł "Zimowa bajka na Grintovcu" (s. 30-35), o Alpach Kamnicko-Sawińskich. Przepraszam w takim razie za składnię - swój tekst pisałem dość późno w nocy :-D

Sonar - ależ ja dostrzegłem Twoją ironię i sceptycyzm wobec przedstawionej nieco wcześniej wypowiedzi Leuthena i wyraźnie podkreśliłem, że swoje słowa przyozdobiłeś emotkami, aż trzema (to teraz ja Cię zacytuję: " :-D :-) :lol: " ). Z tym, że nie jest to cytat (jak zasygnalizowałeś w przeredagowanym swoim poście), albowiem w zadaniach Leuthena akurat te dwa słowa (oszust i krętacz) nie padają - no chyba (i tu się z Tobą w pewnym stopniu zgadzam), że "między wierszami". A zatem jeśli w poście Leuthena ich nie ma, to nie wiadomo, czy aż tak mocno "chciał dowalić" autorowi artykułu. Mógłby zatem i Leuthen pod Twoim postem napisać tekst zaczynający się dokładnie tak jak Twój ostatni wpis: "Nie wiem sonar jak zdołałeś odczytać tak mój post, pomimo itd., itd." :-D

A zatem, jeżeli już te dwa słowa jednak gdzieś w tym wątku zaistniały, i to właśnie wystukane na Twojej klawiaturze, to się do nich odniosłem. Przepraszam Cię, że jeszcze jednym lub dwoma zdaniami nie podkreśliłem, że czuję w Twoich słowach stosunek nie tyle do samego p. Tomasza Rzeczyckiego, ile raczej do "klimatu" wcześniejszej (-szych?) wypowiedzi z tego wątku. Przypuszczam jednak, że inni Czytelnicy naszych słów - nie obciążeni subiektywnym podejściem do każdego z zamieszczonych w wątku zdań - chyba w mych słowach nie dostrzegli jakiegoś krzywego spojrzenia skierowanego w Twoją stronę. Ja - podkreślę to jeszcze raz - Twój dystans wyczułem, wyraźnie przecież akcentując, że przyozdobiłeś swój post uśmieszkami. Ale za zamieszanie jeszcze raz przepraszam :-) :-D :lol:

Paulino - jeszcze tych drzew w Bieszczadach, pod którymi możesz rozbić swój namiot, może się jeszcze kilka znajdzie? Nie trzeba być na Tarnicy, można wszak na nią i jej otoczenie patrzeć z jakiejś pustej polany...

... jak ja kiedyś z Pliszki (1068 m n.p.m.), górki leżącej już po ukraińskiej stronie Bieszczadów

Obrazek

Chociaż może rzeczywiście lepiej nie przyglądać się jej przez lornetkę, gdyż różnokolorowy tłum na szczycie może faktycznie trochę przerażać

Obrazek

Awatar użytkownika
sonar
Posty: 336
Rejestracja: 2011-12-20, 12:32
Lokalizacja: Wrocław

Post autor: sonar » 2015-01-12, 10:56

Cisy2 pisze:Przepraszam Cię, że jeszcze jednym lub dwoma zdaniami nie podkreśliłem, że czuję w Twoich słowach stosunek nie tyle do samego p. Tomasza Rzeczyckiego, ile raczej do "klimatu" wcześniejszej (-szych?) wypowiedzi z tego wątku.
Przepraszać nie ma za co, po prostu wyjaśniamy. I celna uwaga dot. tego klimatu :->

Awatar użytkownika
atineb
Posty: 1445
Rejestracja: 2010-10-26, 21:06
Lokalizacja: depresja (ppm)

Post autor: atineb » 2015-01-13, 20:04

Przecinek jest. Znaczy - ze mną coraz gorzej :lol:
byle do wakacji

Awatar użytkownika
buba1
Posty: 3156
Rejestracja: 2012-01-13, 17:07
Lokalizacja: Oława
Kontakt:

Post autor: buba1 » 2015-01-14, 10:33

Cisy2 pisze:Paulino - jeszcze tych drzew w Bieszczadach, pod którymi możesz rozbić swój namiot, może się jeszcze kilka znajdzie? Nie trzeba być na Tarnicy, można wszak na nią i jej otoczenie patrzeć z jakiejś pustej polany...
Tarnica i tlum tamze - to mnie akurat boli najmniej- jezdzilam w Bieszczady trzy lata, spedzilam tam w sumie prawie pol roku- i nie bylam na zadnej z polonin.(chyba dopiero za czwartym pobytem wylazlam na ktoras z polonin).
W tym co pisalam chodzilo mi bardziej o wioski, miasteczka, chatki, knajpy, boczne drogi, ruiny cerkwi i rozne pagory porosle wilgotnym lasem- to byly "Moje Bieszczady", a nie jakies tam Tarnice i poloniny.
I gory stoja jak staly- mniej lub bardziej zadeptane w zaleznosci od pory roku i pogody- ale "moje" tereny, wyjatkowe we wspomnieniach i jedyne w swoim rodzaju, zniknely bezpowrotnie.. O tym pomyslalam czytajac twoj wpis..
Cisy2 pisze: ... jak ja kiedyś z Pliszki (1068 m n.p.m.), górki leżącej już po ukraińskiej stronie Bieszczadów
Ukrainskie Bieszczady sa wciaz super! W tym roku moze uda sie je odwiedzic i gdzies pokluczyc wiochami wsrod pagorow
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam ta mniej uczęszczaną. Cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam"

na wiecznych wagarach od życia..

tadeks
Posty: 772
Rejestracja: 2015-04-18, 09:30
Lokalizacja: słupsk

Post autor: tadeks » 2015-04-21, 20:26

O relacji Tomasza Rzeczyckiego z Gór Sowich napisano tu bardzo dużo. Przeanalizowano ją bardzo dokładnie. Nie będę tu dodawał swoich opinii i sądów.
Dyskusja o tym artykule skłoniła mnie do przedstawienia na forum pod ocenę pewnej propozycji:
Pierwsze moje zetknięcie z nowym numerem n.p.m. , często krótkie, zawsze obejmuje: tytuły oraz informacje praktyczne zamieszczane po każdej relacji.
Właśnie te informacje praktyczne, do nich chcę coś zaproponować-w luźnym związku z relacją
z Gór Sowich.
Co sądzicie, aby na początku po INFORMACJE PRAKTYCZNE, dopisywane było: AKTUALNE NA DZIEń...
A następnie, przed szczegółami tych informacji byłoby napisane: WYCIECZKA/WęDRÓWKA ODBYŁA SIę W DNIACH...

Przy takich informacjach, oczywiście prawdziwych, nie byłoby tej dyskusji o tym artykule, albo...nie byłoby tego artykułu/ tej relacji.

ODPOWIEDZ