Pireneje

Moderatorzy: Madziul, Asia M., Marcin K-G, sebastian.f

ksia
Posty: 37
Rejestracja: 2009-01-03, 18:02
Lokalizacja: Gdańsk

Pireneje

Post autor: ksia » 2009-07-03, 13:51

Cześć,

Jako nowa na forum, podzielę się z Wami relacją z wyprawy z zeszłego roku w Pireneje.
Na początek zdjęcia:

http://picasaweb.google.com/kaasiab/Pir ... directlink

Wkrótce wrzucę jakiś opis.

Awatar użytkownika
gustavo
Posty: 1843
Rejestracja: 2009-06-24, 16:06
Lokalizacja: Wrocław

Post autor: gustavo » 2009-07-03, 13:55

Super pagórki. To okolice Ordesy prawda?

trzmiel
Posty: 13
Rejestracja: 2009-06-15, 12:30
Lokalizacja: Kraków

Post autor: trzmiel » 2009-07-03, 16:43

Piękne! Gratuluję. :-)

Awatar użytkownika
Mordimer
Posty: 1521
Rejestracja: 2008-12-02, 11:38
Lokalizacja: G.ŚLĄSK
Kontakt:

Post autor: Mordimer » 2009-07-03, 17:00

bardzo tam ładnie - super foty

fajnie by było przeczytać jakiś opis z Waszej przygody ;-)

ksia
Posty: 37
Rejestracja: 2009-01-03, 18:02
Lokalizacja: Gdańsk

Post autor: ksia » 2009-07-10, 10:19

Kiedy wpadłam na pomysł pojechania w Pireneje? Nawet nie wiem. Jednak myśl zakiełkowała gdzieś głęboko w mojej głowie i wiadomo już było, że prędzej czy później tam pojadę. Pozostało tylko zebrać ekipę, wybrać termin i mniej więcej trasę i ruszyć w drogę... Oczywiście, co w teorii jest proste w praktyce lekko się skomplikowało. Z przyzwoitego teamu pozostałyśmy we dwie z koleżanką. Naszczęście szybko ustaliłyśmy cel wyprawy - Hiszpania, Pireneje centralne.
Za pomocą tanich linii (czyste błogosławieństwo!) doleciałyśmy do Barcelony, gdzie spędziłyśmy kilka dni na podziwianiu architektury. Z Barcelony udałyśmy się autobusami do Torli (bilety rezerwowałyśmy jeszcze w Polsce przez internet - nie jest to koniecznością, ale dzięki temu nie musiałyśmy szukać kasy biletowej). Przejazd zajął prawie cały dzień. Miałyśmy przesiadki w miejscowościach takich jak Huesca, Sabinaningo, gdzie czekałyśmy na autobus do Torli 5 h - może i byśmy się pokusiły na łapanie stopa, ale upał nas z lekka odstraszył. Łatwiej było się ulokować w cieniu drzew przy źródełku z wodą.
Do Torli przyjechałyśmy podwieczór. Tej nocy rozbiłyśmy namiot na campingu Rio Ara (cena 13 euro za 2 os.). Noc spędziłyśmy w miarę komfortowo, spałoby się całkiem nieźle, gdyby nie ta burza... Na szczęście rano wita nas piękne słoneczko. Po krótkich dyskusjach stwierdzamy, że czujemy się całkiem nieźle, więc bez aklimatyzacji postanawiamy podchodzić do Refugio Gortiz. Aby nie tracić sił postanawiamy podjechać autobusem do wejścia do parku Ordessa. Jakie dla nas to było zdziwienie, kiedy znalazłyśmy się na przystanku... Okazało się, że wcale to nie taka łatwa sprawa dostać się do autobusu. Trzeba było odstać swoje. Hmmm operacja "Autobus" zajęła nam około godziny czasu. Co prawda i tak zeszło nam szybciej, jakbyśmy podchodziły ten odcinek z buta, ale wiadomo... nikt nie lubi stać w ogonkach. Decydujemy się na podejście do schroniska krótszą drogą, dnem doliny - w końcu to nasz pierwszy dzień wędrówki, plecaki ważą prawie 20kg, trzeba porozkładać siły na później. Okazało się to słuszną strategią - upał, palące słońce, długie odpoczynki w cieniu, ciężkie plecaki - wszystko to spowodowało, że droga zajęła nam "trochę" więcej czasu wobec tego zakładanego. Dolina Ordessy zapiera dech w piersiach, ten głęboki kanion przypomina Wielki Kanion. Człowiek ma wrażenie, że znalazł się na innym kontynencie... Przy Circo de Soaso droga odbija mocno w górę, należy podejść monotonnie ścianę, potem jeszcze 2 km wśród świstaków i naszym oczom ukazało się schronisko. Na terenie Parku Narodowego Ordessa można rozbijać namioty powyżej 2000 m, przy schroniskach. Cóż wymóg ten spełniamy... Rozbijajmy szybciutko namiocik, raczymy się zimną wodą pod prysznicem, pichcimy coś naprędce i zagrzebujemy się w śpiworki... Jesteśmy nieźle zmordowane - w końcu podeszłyśmy ponad 1200 m przewyżki, sen nam się należy! Łatwo powiedzieć! Gdy już prawie zasypiamy w zawinięte w cieplutkie śpiworki, nagle przychodzi burza. Nigdy nie lubiłam spać w namiocie w czasie burzy, gdzieś wysoko w górach... Namiot mamy ustawiony dobrze, ale zawsze w takich momentach dziwne myśli chodzą mi po głowie. Jednym słowem noc nie należała do udanych. Rano budzimy się lekko skacowane, ale co najważniejsze znowu świeci słoneczko. Pełne optymizmu po wczorajszym podejściu decydujemy się uderzyć Monte Perdido 3355 m. - trzeci co do wysokości szczyt w Pirenejach. Po problemach ze znalezieniem ścieżki - cóż, to, co na mapie nie bardzo pokrywa się z tym, co w terenie - raźnym krokiem (bo bez obciążenia!) udajemy się w górę. o 3 godzinach jesteśmy pod kopułą szczytową, przebieramy się w cieplejsze ciuszki, bo zaczyna niemiłosiernie wiać, zostawiamy plecak pod kamieniem i w drogę! Posuwamy się niezbyt szybko, po piargu usuwającym się spod nóg przy każdym kroku, a i wysokość też daje się nam we znaki. Niestety musimy zrezygnować z wejścia na sam wierzchołek, jest on zaśnieżony, a raki nie były na naszej liście niezbędnego bagażu. Zatrzymujemy się kilkanaście metrów poniżej i napawamy oczy pięknymi widokami. Prędko jednak robi się przenikliwie zimno, więc szybko zaczynamy zejście. Tym razem w nocy jest spokojnie, więc możemy porządnie wypocząć.
Kolejnego dnia ustalamy kierunek na Refugio de Lares. Mimo wczesnej godziny upał jest nieznośny, plecaki ciążą, ale podbudowane wyjściem na Monte Perdido dzielnie udajemy się na GR 11. Tym razem wybieramy wariant dłuższy, ale trawersujący grań. Drugi wariant zakładał zejście do doliny 700 m, tylko po to, aby zaraz to podejść. Trasa jest całkiem dobrze oznakowana, nie mamy problemów z odnajdywaniem ścieżki, więc całkiem dobrze maszeruje nam się wśród tego księżycowego krajobrazu. Nielada atrakcją okazuje się dla nas przejście pod wodospadem - cóż tędy idzie szlak. Nie pozostaje nam nic innego, jak przejść po tych śliskich kamieniach, mają na prawo lekko przepaścisty teren. Ale dla tego chłodu, było warto. Co prawda szybko wyschłyśmy, ale orzeźwienie nam się przydało... Mina nam rzednie dopiero w momencie, kiedy dochodzimy do dosyć stromego zejścia. Sprawa nie byłaby taka trudna, gdyby nie te plecaki. A tak wiadomo, krótkie zejście w dół 1000 m. - hmmm to czuć w kolanach. Jaki to był irytujący odcinek! Ile żeśmy się na przeklinały! Fakt jest faktem, że to katorżnicze zejście wypluło z nas wszystkie siły. Już nie patrząc się gdzie jesteśmy, rozbiłyśmy namiot w pobliżu Refugio de Pineta. To był błąd... niedaleko był jakiś hiszpański obóz harcerski - nie wiadomo czemu ale harcerze wzięli sobie za punkt honoru podejść nocą nasz namiot. Szkoda, że nie rozumieli angielskiego, nie mówiąc już o polskim. Nie dać ludziom spać w nocy, też coś!
Tak, więc kolejna noc nie była udana, dodatkowo to zejście... Ehhh, co tu dużo mówić. Rano dopadł nas leń. Leń zwyciężył. Tego dnia postanowiłyśmy udać się dalej stopem - chcemy podjechać do wejścia na GR11 w kierunku Lago Urizeto. Stopy, jak to bywa w zwyczaju, były bardzo edukacyjne. Podróż z Hiszpanami, Francuzami i Holendrami - to było całkiem ciekawe. I do tego jeszcze postój we wsi Bielsa i te zimne lody i gazpacho! Ah to było coś! Te rarytasy lekko nas rozleniwiły, więc zanim znalazłyśmy się przy zakładamy wejściu na GR11 minęło trochę czasu. Dosyć późno zaczęłyśmy podchodzić żwirową trasą do jeziorka Lago Urizeto. Stwierdziłyśmy, że tego dnia nie mamy co liczyć do dotarcia do nich. Nocleg znajdujemy wśród krowich placków, gdzieś na drodze...
Kolejnego dnia kontynuujemy podchodzenie do jeziorek. Tam też spędzamy trochę czasu na podziwianiu wszelkich odcieni turkusu. Dalej nasza trasa prowadzi do Refugio de Bielsa, na terenie Parku Narodowego Posets. Z krajobrazu księżycowego wkroczyłyśmy w krajobrazy bieszczadzkie, wszędzie połoniny, pasące się krowy - miła odmiana. Pod wieczór dochodzimy do schroniska. I tu niespodzianka - jesteśmy już na terenie Parku Posets, a tu panują już inne reguły jak w Parku Ordessa - niestety nie można rozbijać namiotów. Do wyboru mamy, albo zejście w dół na camping, ale nocleg w schronisku. Wybieramy tą drugą opcję, opcję która kosztowała nas 9 euro/os. Humor poprawia nam ciepła woda pod prysznicem i cudowny zachód słońca.
6 dzień wędrówki powitał nas deszczem - można się było tego spodziewać po tym przepięknym krwistoczerwonym zachodzie słońca. Ale co tam, nie przyjechałyśmy tu marudzić. Po przeczekaniu największej ulewy udajemy się na szlak - nasz cel na ten dzień to Refugio de Estos. Trasa niezbyt wyczerpująca, gdyby tylko pogoda była ładniejsza... Oczywiście po drodze znowu się zdziwiłyśmy, że to, co na mapie i w rzeczywistości to dwie odrębne kwestie. Po tylu dniach juz się do tego przyzwyczaiłyśmy, a raczej powinnyśmy się były przyzwyczaić! Do schroniska przychodzimy przemoknięte i znowu słono płacimy za nocleg - chyba nasz najdroższy na trasie.
7 dzień nie przynosi niczego nowego - dalej pada. Musimy zmienić plany. Chciałyśmy iść w okolice szczytu Posets - zrobić pętelkę po okolicznych stawach. Na sam szczyt nie liczyłyśmy zbytnio, ze względu na zalegający na nim śnieg i nasze braki sprzętowe. Jednak z racji pogody postanawiamy zejść na dół, ulokować się na campingu i udać się na lekko na jakieś okoliczne szczyty. Tak też zrobiłyśmy. Oczywiście, w między czasie, jak już zaczęłyśmy schodzić pogoda się zmieniła i zaświeciło słoneczko. Na zmianę planów było już za późno... Postanowiłyśmy udać się do opisywanych wyżej stawów następnego dnia.
Warto tutaj wspomnieć, że dolina Ordessa i Estos, to takie dolinki jak Chochołowska, czy Kościeliska - mam na myśli ilość ludzi... Chyba nic więcej nie trzeba komentować. Gdy przedarłyśmy się przez dolinę Estos znalazłyśmy się w raju... te stawki, te krajobrazy. Ahh, tymi widokami pożegnałyśmy się z Pirenejami, postanawiając, że tu jeszcze wrócimy. Może uda nam się kiedyś przejść całe pasmo? 45 dni w górach... 45 dni w Pirenejach... to są nasze plany na przyszłość. A co przyszłość przyniesie to się okaże.

Awatar użytkownika
sparkus
Posty: 2464
Rejestracja: 2009-01-08, 19:21
Lokalizacja: Jurajska Kraina

Post autor: sparkus » 2009-07-10, 20:54

ksia pisze:45 dni w górach... 45 dni w Pirenejach... to są nasze plany
Oby jak najszybciej udało Wam się zrealizować ten plan ku Waszemu i naszemu pożytkowi. Nie ukrywam, że bardzo liczę na wpatrywanie się w kolejną porcję świetnych fotek i wielostronicową, ciekawym językiem pisaną i interesującą relację z takiej wędrówki. Trzymam kciuki za powodzenie następnej wyprawy w Pireneje. :lol:
W górach jest niewiele, ale jest to co najlepsze.

Awatar użytkownika
Maska
Posty: 150
Rejestracja: 2008-12-29, 16:16
Lokalizacja: Leszno

Post autor: Maska » 2009-07-11, 11:23

Sympatyczna wycieczka :-D Choć kilka górskich wypadów mamy już w tym roku na koncie, zamierzamy jeszcze odwiedzić góry Hiszpanii. Celujemy jednak nieco na południe, w Sierra Nevada. Ponoć we wrześniu pogoda jest tam najznośniejsza...
Dołączam się do słów Sparkusa i również czekam na więcej :lol:
Everything imaginable is possible.

ksia
Posty: 37
Rejestracja: 2009-01-03, 18:02
Lokalizacja: Gdańsk

Post autor: ksia » 2009-07-13, 07:24

Te 45 dni w Pirenejach - taaaa mam nadzieje, że uda nam się szybko tam wrócić. Napewno nie w tym roku, ale kto wie... może za rok? ;-)

Wrzesień zdecydowanie będzie znośniejszy. Myśmy były w sierpniu (tak mi wypadał urlop). Cóż... coś co nam się dało najbardziej we znaki to był właśnie upał. We wrześniu powinno być lepiej. Czekam na relację z Sierra Nevada, jestem ciekawa wrażeń. Słyszałam różne opinie, totalnie skrajne, więc ciekawa jestem Twojej :-)

Awatar użytkownika
Deira
Posty: 609
Rejestracja: 2009-02-26, 18:44
Lokalizacja: radioaktywne wzgórza

Post autor: Deira » 2009-07-24, 09:03

Przyznam, że już zdjęcia zapierają dech w piersiach a co dopiero na żywo :-) Życzę zrealizowania planów przejścia całego pasma :-)
Żółw porusza się z prędkością wystarczającą do upolowania sałaty. /T. Pratchett/

Awatar użytkownika
MartaZ
Posty: 651
Rejestracja: 2009-01-15, 00:55
Lokalizacja: Wielkopolska

Post autor: MartaZ » 2010-01-16, 11:54

Fajna relacja :-) i cudowne fotki :shock:
Tak sobie właśnie szukam różnych informacji o Pirenejach w necie, czytam relacje i oglądam zdjęcia i coraz bardziej chcę tam pojechać!

Życzę powodzenia w realizacji planów - 45 dni w Pirenejach i gratuluję tej wyprawy która juz za Wami :-)

Piękne te Twoje zdjęcia!
"But the fool on the hill
Sees the sun going down..."

Karolina73
Posty: 70
Rejestracja: 2009-10-31, 22:09
Lokalizacja: Poznań

Post autor: Karolina73 » 2010-01-16, 12:18

Warto. W zeszłym roku udało mi się spojrzeć na Pireneje (niestety bez ich zdobywania). Robią wrażenie i przyciągają. Też planuję wędrówkę po nich. Może już w tym roku?

ksia
Posty: 37
Rejestracja: 2009-01-03, 18:02
Lokalizacja: Gdańsk

Post autor: ksia » 2010-01-16, 22:32

ojjj naprawdę warto tam pojechać
polecam wszystkim!!!!

zdjęcia wrzucam sobie od czasu do czasu na tapetę na kompie w pracy, od razu jakoś lepiej mija mi dzień, zwłaszcza w te szare zimowe dni ;-)

służę oczywiście pomocą przy planowaniu wyjazdu w te cudne górki,
trochę materiałów mam i w główce co nieco zostało

życzę realizacji planów
ja nie wiem jeszcze czy ten 2010 rok to będzie powrót w to pasmo. cierpię w tej chwili na nadmiar pomysłów i nie mogę się zdecydować co robić ;-)

edwardkrzyzak
Posty: 9
Rejestracja: 2010-03-22, 13:29
Lokalizacja: Wrocław
Kontakt:

Post autor: edwardkrzyzak » 2010-03-22, 13:53

Bardzo fajna wyprawa :-) Gratuluję pomysłu i odwagi. I oczywiście zachęcam do dalszej przygody z Pirenejami, niekoniecznie szlakiem GR11 przez całe Pireneje. Dużo fajnych miejsc niestety się wtedy omija...
Mam takie mały komentarz, nie żeby się mądrzył od razu, tak bardziej dla porządku.
Nie ma Parku Narodowego Posets, jest tylko Park Naturalny Posets-Maladeta, czyli rejon chroniony ale o niższym statusie niż park narodowy. To schronisko o którym piszesz na szlaku Gr 11 idąc od jeziora Urdizeto to jest Biados. Nie pozwolili się wam rozbić przed schroniskiem? Czy jak? To dziwne, byłem w Pirenejach z 10 razy i nigdy nie było problemów z rozbijaniem namioty. Trzeba było pójść trochę wyżej szlakiem gr11, parę minut od schroniska :-D
To zejście do Val de Pineta to domyślam się było z przełęczy Anisclo, to fakt strasznie jest upierdliwe. A dlaczego nie weszłyście na Monte Perdido? Trzeba było spróbować, nie wiem do którego miejsca doszłyście, ale w sierpniu to już tam dużo śniegu nie ma, więc chyba blisko był szczyt. Ten ostatni kawałem z takiego małego wypłaszczenia, nawet po śniegu jest łatwy, kijki wystarczą do pomocy, ech tak blisko być i nie wejść, no nie :-D
A te jeziorka po przebiciu się przez Val de Estos, to które to są? Będę zgadywał: Batistelles i Escarpiosa, chyba tak bo w pobliżu innych nie ma. Tam rzeczywiście jest pięknie!
Tak czy owak pozdrawiam i zachęcam do powrotu w Pireneje
Moje wyprawy w Pireneje: http://www.edwardkrzyzak.pl/

ksia
Posty: 37
Rejestracja: 2009-01-03, 18:02
Lokalizacja: Gdańsk

Post autor: ksia » 2010-03-22, 19:11

Dzięki za sprostowanie. Bardzo możliwe, że coś przekręciłam.
- co do jeziorek - teraz nie sprawdzę, pożyczyłam mapy i z pamięci nie dam rady :)
- na Monte Perdido nie weszłyśmy bo zalegało jednak trochę śniegu - na siłę dałybyśmy radę, ale decyzja wtedy zapadła. Mam po co tam wracać
a w Pireneje wrócę, napewno! zauroczyły mnie
nie wiem czy w tym roku, bo na ten rok obieram raczej inny kierunek, ale napewno tam wrócę.
mam nadzieję, że wkrótce :)

yaqub
Posty: 1
Rejestracja: 2011-04-27, 16:35
Lokalizacja: Gda

Post autor: yaqub » 2011-07-10, 09:11

Hey,

Jestem pod wrażeniem, świetny opis, zdjęcia i wycieczka. Przekonały mnie żeby tam pojechać. Dziękuję;-)

A więc planuję krótki wypad na Monte Perdido w połowie września, przez schronisko Goriz.
Mam pytania:
1) czy trzeba bookować wcześniej miejsce w schronisku czy raczej nie ma problemu w połowie września?
2) czy trzeba koniecznie mieć górskie buty czy wystarczą adidasy i ewentualnie kijki do podpierania się? Czy są tam potencjalnie śliskie kamienie, pokruszony materiał lub duża ekspozycja czy inne zagrożenia które by odradzały takie rozwiązanie?
Wiem to dziwne pytanie (bo w butach górskich jest oczywiście wygodniej), ale akurat to część większej wyprawy i powinienem do minimum ograniczyć ciężar plecaka, a zakladam że nie powinno być tam jeszcze/już śniegu (czy trafnie?).

Z góry dzięki za pomoc.
Pozdrawiam, Kuba

ODPOWIEDZ