Ślężańskie powitanie wiosny

zamieść relację ze swojej wyprawy, poczytaj relacje innych użytkowników

Moderatorzy: Asia M., Marcin K-G, sebastian.f

Awatar użytkownika
Agnieszka Żero
Posty: 636
Rejestracja: 2010-01-11, 17:42
Lokalizacja: Kraków

¦lężańskie powitanie wiosny

Post autor: Agnieszka Żero » 2013-04-27, 18:49

Od dobrych kilku dni z uporem maniaka powtarzam Pawłowi, jak bardzo stęskniłam się za górami. Wyjazd w weekend niestety odpada z powodu mojej pracy, ale Paweł wpada na pomysł, żeby zamiast włóczyć się znów po mieście, tym razem wybrać się na ¦lężę. I tak mamy się tym razem spotkać we Wrocławiu, a słynna góra znajduje się o rzut beretem.
W trasę ruszam z Krakowa o 7:15, a ok. 10:30 melduję się na dworcu PKS we Wrocławiu. Po błyskawicznym powitaniu dowiaduję się, że możemy zdążyć na busa do Sobótki odjeżdżającego o 10:50, ale nie z dworca, więc trzeba ruszyć z kopyta, żeby dojść na przystanek. I tak po ponad trzygodzinnym bezruchu nogi muszą zacząć od razu intensywnie pracować. I co słyszę od rana? „Szybciej!...” - ale zdążyłam już do tego przywyknąć :-D . Pośpiech się opłaca i już po chwili siedzimy w naszym busie, który wkrótce zawozi nas na początek czerwonego szlaku z Sobótki na ¦lężę, czyli na przystanek PKS w Sobótce.
Początkowo szlak prowadzi przez miasteczko. Słońce operuje mocno i już po chwili czujemy, że ubraliśmy się kompletnie nieadekwatnie do pory roku (ale przecież prognozy były takie niejednoznaczne, może ew. padać, poza tym pewnie na górze będzie znacznie chłodniej…). W końcu, mijając Aleję Sław Kolarstwa, wchodzimy do lasu i przechodzimy obok kapliczki z XVIII w. Zastanawiamy się, ile osób zdecyduje się dziś na wypad na ¦lężę, i akurat parę chwil później mijamy kilku żołnierzy, których pozdrawiamy górskim „cześć!”.
Nasz pierwszy przystanek wypada w altance w miejscu, w którym do naszego szlaku dochodzi szlak żółty. Tam zapas wody kurczy się w zastraszającym tempie. Mamy wrażenie, że jest pełnia lata i tylko drzewa pozbawione jeszcze listków przypominają, że to dopiero początek wiosny.
Po krótkiej chwili ruszamy dalej. Według mapy niedługo powinniśmy dojść do pozostałości pogańskiego kultu, czyli do pradawnych rzeźb – Panny z Rybą oraz Niedźwiedzia. Faktycznie, stoją przy szlaku. Zakratowane. Oczywiście w ogrodzeniu jest dziura (żadne szanujące się ogrodzenie nie może obejść się bez dziury). Odzywa się we mnie uśpiona ostatnio dusza archeologa i oczywiście robię fotki, po czym idziemy dalej. Balansując na kamieniach oblanych potokami wody wdycham zapach powietrza przesiąknięty wonią suchych liści, mokrej ziemi i zleżałego śniegu. O, tak, od wiosny nie ma już odwrotu! ;-)
Na szczyt ¦lęży docieramy po 1,5 h od startu z Sobótki. Oprócz nas jest tam już kilka osób. Rozsiadamy się na ławeczce przed Domem Turysty i wcinamy drugie śniadanie. Ze schroniska dolatuje zapach świeżo upieczonej szarlotki, jednak nie decydujemy się na takie delicje, tylko ruszamy na wieżę widokową.
Tym razem można odnieść wrażenie, że w przyrodzie panuje jesień – skały na szczycie pokrywają zeszłoroczne, brunatne liście. Nowe życie wciąż ukryte jest w pączkach, ale tylko czekać, aż wybuchnie. Widoki może nie są zachwycające z powodu wszędobylskiej mgiełki, ale dopiero stojąc na najwyższej platformie wieży widzę, jak płaski jest teren dookoła masywu ¦lęży. Mam wręcz wrażenie, że ta góra tutaj nie pasuje.
Miło byłoby powłóczyć się po terenie, ale zegarek bezlitośnie przypomina, że musimy zdążyć na przystanek na określoną porę, dlatego po uzupełnieniu zapasów picia w bufecie DT kierujemy się czerwonym szlakiem w dół. Szybko okazuje się, że powrót wcale nie będzie tak łatwy jak zakładaliśmy :roll: . Pod samym szczytem leży zlodowaciały śnieg, spod którego niżej płyną potoki wody. Starając się uniknąć kąpieli wodno – błotnych skaczemy po kamieniach lub znajdujemy obejścia mokrych fragmentów ścieżki. W końcu łapiemy czarny szlak trawersujący górę. Droga niby w dół, a jest praktycznie płaska. Rozmawiamy, opowiadając sobie różne historie, które się nam w życiu przytrafiły i wspominając dziecięce zabawy na podwórku oraz głupoty, które się wyrabiało w wieku kilkunastu lat. Trasa mija nawet nie wiadomo kiedy. W pewnym momencie orientujemy się również, że powietrze stało się jakieś ciężkie… ni chybi będzie lało, pytanie tylko, czy zdążymy dotrzeć do cywilizacji przed prysznicem.
Dochodzimy do czerwonego szlaku i podążamy już prosto w dół do Sobótki. Dopiero schodząc ze szczytu ¦lęży dostrzegam symboliczny znak żółtej muszli na niebieskim tle – to oznaczenie ślężańskiej drogi św. Jakuba, czyli fragmentu trasy zwanej Camino de Santiago, prowadzącej do Santiago de Compostella w Hiszpanii. Tutejsza „odnoga” trasy zaczyna się na szczycie ¦lęży i prowadzi przez Sobótkę do ¦rody ¦ląskiej.
W Sobótce kierujemy się w stronę pizzerii o tajemniczej nazwie „Biała Dama”, która jednak już… nie istnieje. Na miejscu lokalu gastronomicznego ulokowały się ubezpieczenia. W tej sytuacji idziemy do rynku i po jednym okrążeniu, nie widząc niczego poza restauracją już mamy wracać na dworzec, gdy Paweł nagle woła „Pizzeria!”. „Gdzie?” – odpowiadam, patrząc we wskazanym kierunku, gdzie zaobserwowałam jedynie salon piękności. Okazuje się, że skromna pizzeria ulokowała się między fryzjerem a kosmetyczką.
Bez namysłu wchodzimy i zamawiamy pizzę. Może nie powala smakiem, ale nie jest też zła. Jedząc, obserwujemy życie toczące się w miasteczku i mamy wrażenie, że to leniwy weekend, a nie popołudnie w środku tygodnia. Rodziny z dziećmi wyległy na spacer, a skoro ludzie w większości się znają, co chwilę słychać, jak wymieniają pozdrowienia.
Posileni, idziemy na dworzec, na który po chwili zajeżdża bus i wracamy do Wrocławia. I tu po raz pierwszy w życiu jestem świadkiem kontroli biletów w busie!
Na dworcu w stolicy Górnego ¦ląska meldujemy się jakieś 40 minut przed odjazdem mojego autobusu do Krakowa, więc robimy rundkę naokoło dworca, a potem siadamy na chwilkę na ławeczkach przed dworcem PKP. Ciepłe promienie słońca rozleniwiają i trudno się ruszyć z miejsca 8-) . Czas rozstania nadchodzi jednak nieubłaganie i o 18:20 odjeżdżam w stronę grodu Kraka.

PS. Zdjęcia jak pójdą goście ;-)
Góry moje, wierchy moje...

Awatar użytkownika
atineb
Posty: 1445
Rejestracja: 2010-10-26, 21:06
Lokalizacja: depresja (ppm)

Post autor: atineb » 2013-04-27, 21:19

NARESZCIE jakaś świeża relacja. Bardzo sympatyczna. Niech juz sobie goście idą. Siadź do komputera, to zrozumieją aluzję :-D
byle do wakacji

Awatar użytkownika
Agnieszka Żero
Posty: 636
Rejestracja: 2010-01-11, 17:42
Lokalizacja: Kraków

Post autor: Agnieszka Żero » 2013-04-27, 21:37

No to lecimy:

Obrazek
Rzeczona Panna z Rybą i Niedźwiedź

Obrazek
Trochę jakby jesiennie... Stoki ¦lęży


Obrazek
Na szlaku.

Obrazek
Oznaczenie ślężańskiej Drogi św. Jakuba

Obrazek
Kapliczka przy szlaku.

Obrazek
Popas w Sobótce

PS. Atineb, fajny awatar :-)
Góry moje, wierchy moje...

Awatar użytkownika
menel
Posty: 9918
Rejestracja: 2009-01-10, 09:11
Lokalizacja: Wro

Post autor: menel » 2013-04-27, 21:42

Agnieszka, dzięki za cenne foteczki. Widzę,że po majóweczce rozpocznę ślężańskie bieganko.
ПУНКС НОТ ДЭД !

Awatar użytkownika
Agnieszka Żero
Posty: 636
Rejestracja: 2010-01-11, 17:42
Lokalizacja: Kraków

Post autor: Agnieszka Żero » 2013-04-27, 21:54

Nie ma za co ;-) Pod szczytem było trochę płatów śniegu, ale przy tych temperaturach pewnie mocno się skurczyły.
Góry moje, wierchy moje...

Awatar użytkownika
Red-Angel
Posty: 2679
Rejestracja: 2011-04-16, 16:54
Lokalizacja: Wrocław

Post autor: Red-Angel » 2013-04-28, 14:12

Jak widać ¦lęża to idealna góra na jednodniową wycieczkę, nawet dla mieszkających w Krakowie :mrgreen:

Awatar użytkownika
Agnieszka Żero
Posty: 636
Rejestracja: 2010-01-11, 17:42
Lokalizacja: Kraków

Post autor: Agnieszka Żero » 2013-04-28, 17:19

Grunt to motywacja 8-)
Góry moje, wierchy moje...

Awatar użytkownika
Ronc
Posty: 6134
Rejestracja: 2009-04-22, 18:59
Lokalizacja: Kościan

Post autor: Ronc » 2013-04-29, 20:58

Agnieszka Żero pisze:Oznaczenie ślężańskiej Drogi św. Jakuba
Ale , że jak? To tylko w okolicy ¦lęży czy aż do Portugalii idzie?

Awatar użytkownika
Agnieszka Żero
Posty: 636
Rejestracja: 2010-01-11, 17:42
Lokalizacja: Kraków

Post autor: Agnieszka Żero » 2013-04-29, 21:23

Główny szlak ma wiele odnóg, a jedną z nich jest właśnie ślężańska Droga św. Jakuba. Idąc nią możesz dojsc do szlaku, którym podąża się do Santiago.
Góry moje, wierchy moje...

Awatar użytkownika
Ronc
Posty: 6134
Rejestracja: 2009-04-22, 18:59
Lokalizacja: Kościan

Post autor: Ronc » 2013-04-29, 21:25

Agnieszka Żero pisze:Główny szlak ma wiele odnóg, a jedną z nich jest właśnie ślężańska Droga św. Jakuba. Idąc nią możesz dojsc do szlaku, którym podąża się do Santiago.
I co? Niby tak wałęsając się po ¦lęży mogę sobie dojść do Santiago? Ależ to proste :mrgreen:

Awatar użytkownika
Agnieszka Żero
Posty: 636
Rejestracja: 2010-01-11, 17:42
Lokalizacja: Kraków

Post autor: Agnieszka Żero » 2013-04-29, 21:29

No nie? :mrgreen: Jednym słowem - wszystkie drogi prowadzą do Santiago ;-)
Góry moje, wierchy moje...

Awatar użytkownika
Ronc
Posty: 6134
Rejestracja: 2009-04-22, 18:59
Lokalizacja: Kościan

Post autor: Ronc » 2013-04-29, 21:37

Agnieszka Żero pisze:No nie? :mrgreen: Jednym słowem - wszystkie drogi prowadzą do Santiago ;-)
Otóż nie moja droga :-)

Wszystkie najważniejsze długodystansowe szlaki przechodzą przez:

Obrazek

:-P

Przecinają się tu 3 długodystansowe szlaki : HRP, GR11 oraz Santiago de Compostela :-)

Awatar użytkownika
Agnieszka Żero
Posty: 636
Rejestracja: 2010-01-11, 17:42
Lokalizacja: Kraków

Post autor: Agnieszka Żero » 2013-04-29, 22:04

No tak, miejscowośc musi byc najważniejsza, skoro to RONCesvalles :mrgreen:

Jak biegnie HRP?
Góry moje, wierchy moje...

Awatar użytkownika
Ronc
Posty: 6134
Rejestracja: 2009-04-22, 18:59
Lokalizacja: Kościan

Post autor: Ronc » 2013-04-29, 22:10

Agnieszka Żero pisze:No tak, miejscowośc musi byc najważniejsza, skoro to RONCesvalles :mrgreen:
Oooo, jaki zbieg okoliczności :mrgreen:
Agnieszka Żero pisze:Jak biegnie HRP?
To Wysoka Droga Pirenejów od morza ¦ródziemnego do Atlantyku.

Tu mniej więcej jej przebieg:

Obrazek

Awatar użytkownika
Agnieszka Żero
Posty: 636
Rejestracja: 2010-01-11, 17:42
Lokalizacja: Kraków

Post autor: Agnieszka Żero » 2013-04-30, 07:12

Ronc pisze:To Wysoka Droga Pirenejów od morza ¦ródziemnego do Atlantyku.
Dzięki ;-)
Góry moje, wierchy moje...

ODPOWIEDZ