Trening górołaza

zamieść relację ze swojej wyprawy, poczytaj relacje innych użytkowników

Moderatorzy: Asia M., Marcin K-G, sebastian.f

Awatar użytkownika
mniklas
Posty: 501
Rejestracja: 2009-07-08, 21:42
Lokalizacja: Goleniów

Post autor: mniklas » 2013-04-09, 20:21

Och, córeczki po prostu tak mają :-)

Awatar użytkownika
aleksandra
Posty: 790
Rejestracja: 2012-09-22, 13:04
Lokalizacja: Toruń/Warszawa

Post autor: aleksandra » 2013-07-19, 11:55

Jak przystało na górołazów, w czasie gdy skała jest sucha i słoneczna, warto zdobywać doświadczenie nie tylko w trekkingu. ćwicząc więc bicepsy i wytężając umysły w szukaniu chwytów, cieszę się letnią i pogodą i mierzę z nadchodzącymi górskimi wyzwaniami.

Tymczasem przemierzam drogi na rowerze poznając podkrakowskie skały i wisząc niejednokrotnie na linie, zastanawiam się ile tym razem naliczę siniaków ;-)

Był Tyniec i skała o nieprzyzwoitej nazwie, której nie będę przytaczać ze względu na zbyt wczesną porę ;-)

Obrazek

Obrazek

Były i Borsucze Skały, choć nieco rozmazane ;-)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Była też Dolina Szklarki i Skały Słoneczne:

Obrazek

Aż wreszcie wczoraj trafiła się Dolina Bolechowicka, która choć wydaje się niewielka dla możliwości wspinaczkowych to wreszcie udało mi się pokonać najdłuższą życiową V- :mrgreen:
Obrazek
Obrazek

Atmosfera przyjazna do tego stopnia, że małżeństwa wspinaczkowe zabierają ze sobą dzieci w wózkach, które zapewne od kołyski oswajane są z przyszłym stylem życia Obrazek

A tymczasem... czas pakować się na weekendowe Tatry, po takiej rozgrzewce ;-)
'Myślę o ludziach, których poznaję dzięki górom i o górach, które poznaję dzięki tym ludziom.'

Awatar użytkownika
Cohen
Posty: 447
Rejestracja: 2013-02-23, 13:25
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: Cohen » 2013-08-03, 21:22

Byłem w tej dolince bolechowickiej na kursie skałkowym ;D Fajnie tam było ;D
"Żyj jakbyś miał umrzeć jutro. Uczy się tak jakbyś miał żyć wiecznie."

Awatar użytkownika
aleksandra
Posty: 790
Rejestracja: 2012-09-22, 13:04
Lokalizacja: Toruń/Warszawa

Post autor: aleksandra » 2013-08-04, 19:02

Cohen pisze:Byłem w tej dolince bolechowickiej na kursie skałkowym ;D Fajnie tam było ;D
Jakie drogi urobiliście? :mrgreen:
'Myślę o ludziach, których poznaję dzięki górom i o górach, które poznaję dzięki tym ludziom.'

Awatar użytkownika
Cohen
Posty: 447
Rejestracja: 2013-02-23, 13:25
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: Cohen » 2013-08-05, 18:51

Bylismy na pierwszego dnia jak byly poczatki, troche na wedke i troche dolnej oraz autoratownictwa =)

jak wchodzisz w doline to zajelismy te po lewej praktycznie wszystkie do przewieszek gdzie koncza sie V a zaczynaja lepsze oraz po prawej taka dluga rysa =) nie mielismy tam przewodnika (papierowego) wiec nazw drog nie kojarze ale od III do V tam robilismy =) Kazdy po 2-3 drogi =)

Przed ostatnie zdjecie, drogi po lewej i chyba ta Twoja czerwona na zdjeciu =)
"Żyj jakbyś miał umrzeć jutro. Uczy się tak jakbyś miał żyć wiecznie."

Awatar użytkownika
Marcin
Posty: 2252
Rejestracja: 2008-12-07, 21:43
Lokalizacja: Zgredolandia

Post autor: Marcin » 2014-06-19, 20:36

Kiedyś przed wyjazdem w góry jeździłem trochę na rowerze. Wierzyłem, że te pseudo-treningi pomogą mi "ogarnąć się" w górach i nie wyglądać jak spocony, napuchnięty burak.

I prawdę mówiąc... g...no ta jazda na rowerze dawała, bo i tak pierwszego dnia było źle (czyt. nie tak jak się tego spodziewałem). Jednak to drugiego dnia było zawsze najgorzej, ale trzeciego było już dobrze.

W ubiegłym tygodniu powróciłem w góry - a konkretniej: w Tatry - po 4 letniej przerwie. Bez żadnego treningu, bez żadnego przygotowania fizycznego. Tylko żona, mój 3-letni syn i ja. Z racji, że jest to nasz pierwszy wyjazd w jakiekolwiek góry z dzieckiem, postawiliśmy na łatwe trasy: Strążyska, Rusinowa, Gubałówka, etc.

Piątego dnia żona razem z synem postanowili skoczyć na Kalatówki, a ja - trochę wyżej. I tak w czasie 2 godz. i 3 min. zaliczyłem Kopę Kondracką, w ciągu następnej godziny (55 min) znalazłem się na Giewoncie, aby przez kolejne 70 min zejść do Kuźnic...

Jednak najlepsze jest to, że po tej trasie kondycyjnie nie zdychałem. Jedyne co mi dokuczało, to prawe kolano (to którego nie spierd***ł mi ortopeda) - bo starałem się oszczędzać przy zejściu operowaną nogę (lewą) przenosząc cały ciężar na tę "zdrową".

Na drugi dzień zapakowałem swojego syna (18 kg) w Ospreya, dorzuciliśmy do tego jakieś 4L płynów i... ruszyliśmy nad Moko. Razem z juniorem zaliczyliśmy je w 92 min. :-) Akurat tego dnia TVNy i Polsaty kręciły materiały do weekendowego materiału o akcji "Niedźwiedź to nie miś".

Awatar użytkownika
Vlado
Posty: 5079
Rejestracja: 2011-01-14, 11:23
Lokalizacja: Wega XXI

Post autor: Vlado » 2014-06-25, 11:44

Marcin pisze:Kiedyś przed wyjazdem w góry jeździłem trochę na rowerze. Wierzyłem, że te pseudo-treningi pomogą mi "ogarnąć się" w górach i nie wyglądać jak spocony, napuchnięty burak.

I prawdę mówiąc... g...no ta jazda na rowerze dawała, bo i tak pierwszego dnia było źle (czyt. nie tak jak się tego spodziewałem). Jednak to drugiego dnia było zawsze najgorzej, ale trzeciego było już dobrze.
Pięknie to ująłeś :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:

Awatar użytkownika
aro1569
Posty: 241
Rejestracja: 2011-02-09, 12:15
Lokalizacja: Łodygowice k. Żywca

Post autor: aro1569 » 2014-08-27, 20:08

To też pewnie zależy gdzie jezdzisz na tym rowerze bo ja na ten przykład jeżdze po prostu po rodzimych Beskidach gdzie trzeba się napocić przy podjazdach nieraz i powiem, że taki trening działa jak najbardziej.

ODPOWIEDZ