Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Reportaż | Polacy pomagają Nepalowi

Życiowa lekcja cierpliwości

NPM 1/2017
Numer wyprzedany
Autor:
Sylwia Jędernalik
(fot. Sylwia Jędernalik )
Najpierw pojawia się impuls, kiełkujące ziarenko, być może nawet pewien zbieg okoliczności, po którym następuje niespodziewany ciąg wydarzeń. Jeszcze na studiach socjologicznych łapię staż w Stowarzyszeniu „Lepszy Świat” i szybko orientuję się, że pomaganie innym sprawia mi przyjemność. Już po krótkim czasie z satysfakcją koordynuję projekt wolontariacki. Nie da się ukryć: złapałam bakcyla. Od tej pory wszystko dzieje się właściwie samo.

W kwietniu 2015 roku w Nepalu dochodzi do silnego trzęsienia ziemi. Walą się budynki, giną ludzie. Tysiące osób zostaje bez dachu nad głową, wody, żywności, ubrań. Wioski i miasta przykrywa gruz, piach i pył. Nepal przeżywa tragedię, o której wieści natychmiast rozchodzą się po światowych mediach. Z pomocą do kraju przybywają setki organizacji humanitarnych.
Wtedy Maciej Pastwa, poznański podróżnik i społecznik, wpada na niezwykły pomysł. – Wybudujmy szkołę w Nepalu –proponuje.
Maciej dotarł na miejsce kilka dni po trzęsieniu ziemi. Znalazł wioskę, w której runęła szkoła, i ludzi, którzy potrzebują pomocy. Z mieszkańcami Bakrang-6 podpisał umowę – lokalne władze wyraziły zgodę na odbudowę. Maciej obiecał, że w listopadzie 2015 roku wróci do Nepalu z pieniędzmi, a mieszkańcy zadeklarowali się, że do tego czasu zorganizują potrzebne pozwolenia. Wszystko opierało się na pewnej umowie społecznej i zaufaniu. Idea była słuszna, działania także. Problem pojawił się tylko jeden. Po kilku miesiącach pracy nie było widać rezultatów, a satysfakcję zastąpiło rozczarowanie.
Szkoła za mieszkanie
Zacznijmy jednak od początku. Przez ponad pięć miesięcy w niewielkim poznańskim Stowarzyszeniu „Lepszy Świat” zbieraliśmy fundusze na projekt „Budujemy szkołę w Nepalu”. Potrzebowaliśmy 400 tysięcy złotych. Maciej Pastwa sprzedał swoje mieszkanie, a uzyskane pieniądze przekazał na ten cel. Nasz zespół, koordynując całość działań, składał się zaledwie z czterech osób. Dzięki naszej ciężkiej pracy i pomocy wielu życzliwych ludzi zbiórka funduszy zakończyła się sukcesem, również ta prowadzona poprzez portal polakpotrafi.pl.
13 listopada 2015 roku zgodnie z planem, jako wolontariusze, na własny koszt, ja i Maciej, wylecieliśmy do Nepalu. Pełni energii i motywacji. Gotowi, by niemal natychmiast rozpocząć budowę szkoły. Jak się później okazało – to, co w kilkumiesięcznej perspektywie spotkało nas w Nepalu, sprawiło, że stanęłam oko w oko z kryzysem i byłam zmuszona do walki z samą sobą. Po to, by nie zwątpić. I, zdradzając zakończenie tej historii, walkę ostatecznie wygrać.
Złe złego początki?
Po przylocie do Nepalu okazało się, że mieszkańcy nie wywiązali się ze swojej obietnicy i nie przygotowali dokumentacji. Lekko rozczarowani odnajdujemy inżyniera, który z opóźnieniami stworzył nasz własny projekt szkoły w Bakrang-6. Gdy chcemy złożyć projekt w ministerstwie, urzędnicy wstrzymują przyjmowanie dokumentów. Rząd właśnie debatuje nad zmianą prawa budowlanego. Ministerstwo każe nam więc czekać. Jak długo? Nie wiadomo.
W urzędach nikomu się nie śpieszy, a wszystkie procedury są nadmiernie skomplikowane. Naprawdę, narzekać na biurokrację można nie tylko w Polsce! Uderzając od drzwi do drzwi poszczególnych ministerstw, cierpliwie czekamy. Najpierw miesiąc, potem dwa. Ostatecznie składamy papiery, ale to tylko złudne nadzieje. Wciąż każą nam czekać. A przecież walczymy o szkołę dla 300 uczniów! Nepalski rząd nie wydaje pozwoleń i zwodzi nas kolejnymi terminami. Dlaczego? 

(...)

Więcej - czytaj w numerze "n.p.m."


Pełna treść artykułu dostępna dla osób zalogowanych.
Zaloguj się lub załóż bezpłatne konto w serwisie.

Zobacz podobne artykuły

Nepal

Zobacz też