Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Byłem, widziałem | Mała Fatra

Życie wraca już do normy

NPM 4/2015
Numer wyprzedany
Autor:
Michał Parwa
Na grani pomiędzy Małym i Wielkim Krywaniem (fot. Michał Parwa)
Niebawem minie rok od naszej pierwszej wizyty w Terchovej. W tym czasie Dolina Wratna zniknęła na kilka miesięcy z powierzchni ziemi, by ostatecznie przywrócić wiarę w siły przyrody i ludzką pracę. Drogi znów są przejezdne, szlaki otwarte, a srebrne gondole jak zwykle wywożą pod Wielki Krywań. Blizny po kataklizmie przyschły na dobre. Pora zatem rozdrapać własne wspomnienia.

Niczym mądry Polak po szkodzie wiem już, że dwa dni to karygodne zlekceważenie Małej Fatry. Wystarczyło co najwyżej na złapanie jeszcze większego bakcyla. Ale cóż począć, kiedy to przystanek w drodze na południe? – Spróbujemy wejść na najwyższy szczyt, a potem zobaczymy, co na to pogoda – dopinguje mnie moja druga połówka. Mało konkretny i, co tu dużo mówić, trochę nonszalancki plan prowadzi nas do miejsca narodzin Juraja Jánošíka. Terchovej daleko do blichtru i rozmachu Zakopanego, ale na tym też polega jej urok. Ta duża jak na słowackie warunki wieś uchodzi za turystyczne centrum regionu i bramę do tzw. krywańskiej części Małej Fatry. Słynie wśród narciarzy i piechurów, zostawiając w pamięci obraz blisko ośmiometrowego króla zbójników uhonorowanego blaszanym pomnikiem. Stoi więc ten biedny Juraj, wystawiony na deszcz, u wylotu Vrátnej doliny, na wypadek gdyby ktoś zapomniał, że on słowacki, a nie nasz. Nawet z wyglądu bliżej mu do kreacji Václava Jiráčka u Agnieszki Holland niż do Marka Perepeczki.

Czas ma swoją cenę
Za hersztem zaczyna się park narodowy, utworzony w 1988 roku. Wąską drogą stopniowo wbija się w strome krawędzie wąwozu, przywodząc na myśl ostre turnie Dolomitów. Przebierając oczami od ściany do ściany, mijamy skręt do Štefanovej i opustoszałe wyciągi narciarskie w Starým dvorze. Dokładnie za trzy miesiące ten piękny fragment gór zostanie odcięty od świata i praktycznie zrównany z ziemią. Skalę zjawiska, a przede wszystkim odczucia osób będących w centrum klęski żywiołowej, oddaje reportaż Dominiki Molendy, który niedawno ukazał się na łamach „n.p.m” (nr 10/2014). Z pozoru błaha rodzinna wycieczka zmieniła się w walkę o życie, zakończoną „tylko” utratą samochodu. 21 lipca 2014 roku nad całym pasmem zawisła potężna burza, uwalniając niewyobrażalną ulewę. Wezbrana woda najpierw podmyła drogę, by w końcu zerwać płaty stoków, asfalt i każdą przeszkodę, jaka stanęła na drodze lawin błotnych. Spod Snilovského sedla i Chaty Vrátnej, gdzie mieści się dolna stacja kolejki gondolowej, ewakuowano 120 osób. Świat obiegły zdjęcia i filmy autobusu płynącego doliną razem z kamienno-drzewną masą. Aż trudno dać wiarę, że to prawdziwe ujęcia z terenów oddalonych o kilkanaście kilometrów od polskiej granicy. Do wspomnianej chaty docieramy zupełnie nieświadomi zdarzeń, jakie przyniesie lato. W środku panuje gwar rodem z tatrzańskich schronisk. Garstka osób z dziećmi zmierza w stronę cmentarza Ofiar Gór w Małej Fatrze (słow. symbolický cintorín v Malej Fatre), trzeciego tego typu na Słowacji i pierwszego poza Tatrami. Cała reszta szturmuje kasy, by skorzystać z dobrodziejstw techniki. Za przyjemność pokonania 754 metrów przewyższenia trzeba zapłacić dziewięć euro. Alternatywa dla kolejki to niecałe dwie godziny podejścia zakosami, przypominającymi odcinek z Tatrzańskiej Łomnicy do Skalnatej Chaty. Nie ma się nad czym zastanawiać, kiedy za kupnem biletu przemawiają niezbite argumenty. Oszczędność czasu tutaj to dodatkowe godziny na grzbiecie. Poza tym kto by się opierał psychologii tłumu? Odchudzony portfel i parę minut wystarczą, by delektować się widokami ze Snilovského sedla (1524 m n.p.m.). Krajobraz nabiera szczególnego uroku wczesną wiosną, gdy cienka warstwa śniegu zalega już od granicy kosodrzewin. Oto człowiek wywieziony żywcem zza biurka staje w samym środku skarlałej krzyżówki Tatr Wysokich i Zachodnich. Patrząc na skalistą czuprynę Wielkiego Rozsutca (słow. Veľký Rozsutec, 1610 m n.p.m.) czy na masywne cielsko Stoha (1607 m n.p.m.), ciężko uwierzyć, że żadna góra w okolicy nie przekracza magicznych dwóch tysięcy.


Pełna treść artykułu dostępna dla osób zalogowanych.
Zaloguj się lub załóż bezpłatne konto w serwisie.

Zobacz podobne artykuły

Zobacz też