Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

z biegu wzięte |

Życie w podróży, czy podróż przez życie?

NPM 10/2018
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Piotr Hercog
(fot. arch. Piotra Hercoga)
Zastanawiam się ostatnio nad fenomenem podróży. W szerszym pojęciu tego słowa – podróży, która przewija się przez całe życie. Jakiejś tajemnej siły, która pcha nas w mniej lub bardziej znane zakątki tego świata. Siły, która nakazuje zdobywać szczyty, realizować kolejne wyzwania, w końcu odkrywać nowe horyzonty.

Będąc na jednej wyprawie, człowiek myśli już o następnej. Nowe miejsca pobudzają tylko głód poznania, który de facto prawdopodobnie nigdy nie zostanie zaspokojony. Zawsze na dopiero co zdobytym szczycie pojawia się widok na inny.
Podróżujemy, gdy pozwala nam na to czas, zdrowie oraz środki finansowe. W końcu w ten sposób zaspokajamy jakieś nasze, nazwijmy to, wyższe potrzeby. Zastanawia mnie czasem, czy życie codzienne poprzetykane jest tymi wyjazdami, czy to wyjazdy poprzetykane są prozą życia. Czy też tak macie?
W trakcie moich startów na przestrzeni lat podróżowałem prawie po wszystkich kontynentach. Mówię prawie, bo nie byłem tylko w Australii i Oceanii ani na Antarktydzie. Wiele z tych startów związanych było z aklimatyzacją, z ostatnich lat zwłaszcza na Kilimandżaro, Elbrusie, w bazie pod Mount Everestem czy na Piku Lenina. Aby odpowiednio się zaaklimatyzować, potrzeba minimum miesiąca na miejscu. Mozolne pięcie się w górę, nocleg, schodzenie, odpoczynek, znów w górę, znów w dół… A im wyższy szczyt, tym ta procedura się wydłuża.
Nie wspomnę o dodatkowych treningach przed wyjazdem wysokogórskim, na przykład w komorze hipoksyjnej w Krakowie, czy treningach techniki biegu w Alpach i Tatrach. Kiedy wracam do domu, ostoi spokoju, czuję się cudownie. Wreszcie jest czas, który dzielę między rodzinę i znajomych. Po chwili wkrada się rutyna – obowiązki służbowe – choć bardzo miłe, związane z organizacją zawodów biegowych, to niejednokrotnie wymagają ode mnie bilokacji i nerwów ze stali. Pojawia się taki moment, że człowiek znów zaczyna tęsknić za wyjazdem. Ta tęsknota działa jak narkotyk.
W rozmowach z moimi przyjaciółmi często potwierdza się teza, że jesteśmy „my” tu i „my” tam. Dwa zupełnie odrębne byty. Ten tu – zorganizowany, odpowiedzialny, pragmatyczny i ten tam – marzyciel, wizjoner, wojownik.
Jak zatem pogodzić te dwa stany umysłu?
Pozostać aktywnym! Jeśli na horyzoncie nie widać żadnej planowanej wyprawy, po prostu postarajmy się o mikrowyprawy.

(...)
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też