Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Rozmowa N.P.M. | Janusz Kochański

Żona to 10. szczyt Korony Ziemi

NPM 3/2017
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Jakub Terakowski
(fot. Klub Annapurna)
  Z Januszem Kochańskim, polskim rekordzistą w zdobyciu Korony Ziemi, rozmawia Jakub Terakowski  

Jeszcze do niedawna był Pan lepiej znany w środowisku żeglarzy niż wspinaczy…
Znany? Bez przesady. Żeglowałem rekreacyjnie, ze znajomymi, teraz już brakuje mi na to czasu.
Czyli nie ma Pan na swoim koncie żeglarskiego odpowiednika górskiej Korony Ziemi?
Nie, ponieważ zawsze pływała ze mną żona, a nie dla niej takie długie rejsy.
Najwyższe szczyty zdobywał Pan bez małżonki?
Zaprosiłem ją na Kilimandżaro, ale nie wyszło, poddała się. Powiedziała, że ma inne pasje.
Pana chyba też góry pasjonują od niedawna?
Najwyższe? Od ponad roku.
Skąd zatem pomysł na zdobycie Korony Ziemi?
Sam nie wiem. Wchodziłem na kolejne wierzchołki, nie miałem z tym problemów, więc postanowiłem skompletować zbiór. Dysponowałem czasem i środkami, czego potrzeba więcej?
Może umiejętności, kondycji?
Drogi, które wybierałem, nie były trudne technicznie. A na kondycję nie narzekam, dużo pływam, to moja ulubiona dyscyplina sportu, na basenie spędzam przynajmniej sześć godzin tygodniowo. Bez trudu przepływam kraulem kilka kilometrów non stop. Trenuję też spinning [ćwiczenia na rowerze stacjonarnym – red.].
W żaden dodatkowy, specjalny sposób nie przygotowywał się Pan do zdobycia Korony?
Mieszkam w pagórkowatym rejonie. Codziennie biegam po okolicy 10, 15 kilometrów – lekko, niezbyt szybko, ale bez przerw. Przed Koroną trenowałem średnio 60 godzin tygodniowo.
A jakie miał Pan wcześniejsze doświadczenie górskie?
Skromne. W młodości dużo wędrowałem po Beskidach, a później, już podczas rejsów – gdy schodziliśmy gdzieś z pokładu na dłużej – zdobywałem pobliskie wierzchołki. Byłem więc na Chimborazo, Alpamayo, Cotopaxi, ale pierwszej perły w Koronie Ziemi dotknąłem zaledwie trzy lata temu, podczas wyprawy z żoną na Kilimandżaro. W ubiegłym roku, już kompletując Koronę, zdobyłem dach Afryki ponownie.
Zamiast doświadczenia wymienił Pan czas i środki. Skąd zatem miał Pan tyle czasu?
Zrezygnowałem z żeglarstwa. Nota bene bez żalu, bo zaczynało mnie już nużyć. Dni na oceanie bywają niekiedy tak monotonne, że trudno odróżnić jeden od drugiego. Na jachcie brakowało mi dynamiki i wyzwań, więc postanowiłem sprawdzić w górach, na co mnie jeszcze w wieku 50 lat stać.
A urlop, praca, etat?
Mam własną firmę, jestem deweloperem. Mogę więc tak zaplanować obowiązki, aby na wyjazd też znaleźć czas.
Zostały nam jeszcze środki…
Wszystkie wydatki sfinansowałem sam. Nie szukałem sponsorów, bo to zajmuje za dużo czasu, a sprostać ich wymaganiom może być trudniej, niż zdobyć Koronę Ziemi. Cenię sobie niezależność.

(...)

Więcej - czytaj w numerze "n.p.m."


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też