Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Byłem, widziałem | Krywań

Złoto gór narodowych

NPM 9/2017
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Michał Parwa
(fot. Michał Parwa)
W całym tatrzańskim świecie nie ma sobie równych. Żadna inna góra nie wrosła tak bardzo w świadomość i symbolikę narodu. I nie jest to przypadek, że jego charakterystyczny kształt zdobi dziś eurocenty. A wspaniałe panoramy, literatura i historie o aniele przyozdabiającym Tatry to tylko szykowne dodatki budujące legendę.

Szczerze i po męsku przepraszam. Wybacz, Krywaniu, że potraktowaliśmy Cię jak wymuszony deser. Dopchany na siłę, jak ten od babci dla wnusia po dwóch sycących drugich daniach. Ruszyliśmy z motykami na słońce narodu słowackiego, mając w nogach całodzienną wyrypę w Niżnych Tatrach i wejście na Staroleśny Szczyt (słow. Bradavica, 2476 m n.p.m.). Teraz teoretycznie miało być najłatwiej. Mówimy przecież o górze uwiecznionej na eurocentach i wygodnym chodniku na wierzchołek. Dziwnym trafem szybko zapomnieliśmy, że to drugi po Rysach (2503 m n.p.m.), najwyższy tatrzański szczyt dostępny szlakiem turystycznym. A jeszcze w XVIII stuleciu dzierżył miano najwyższego w całym paśmie. Między innymi z tych powodów Krywań (2495 m) nie odpuszcza braku szacunku. Za karę w ciągu dziewięciu godzin zdążył nas odwodnić, przeżuć niczym natrętne owady, nadwyrężyć nasze kolana, a na koniec wypluć nas z powrotem na asfalt.

Miłość w czasach patriotów
Początek tej nierównej walki zaczyna się niepozornie. Parkujemy przy Tatrzańskiej Drodze Młodości (słow. Tatranská cesta mládeže), nieopodal miejsca, gdzie niegdyś stało Schronisko Ważeckie (słow. Važecká chata). Od czasu pożaru w 1999 roku została po nim garstka gruzu. Reszta krajobrazu również odbiega od tatrzańskości w polskim wydaniu. Mimo drugiej połowy sierpnia nie ma śladu po busach czy innych fasiągach. Zamiast tego witają nas zasuszony pan parkingowy kiwający się nad kawą i popękana szosa opadająca do zabudowań przy polanie Trzy Studniczki (Trzy Źródła; słow. Tri studničky).
W tych okolicznościach do gry wkracza nasza niezniszczalna trójca szturmowa. Daniel i ja zwykle prowadzimy ataki zaczepne, to jest szybsze podejścia, a zaraz po nich przerwy na fotki. Między nami krąży Tomek, dzisiejszy jubilat, celebrujący swoje urodziny równiuteńkim marszem wzorowanym na niemieckich tempomatach. Gdy przystajemy obok pysznego źródełka i tabliczki z napisem „Krywań 3 h 45 min”, do naszych mózgów dociera powaga sytuacji. Pora odpowiedzieć sobie na pytania, co my tu właściwie robimy i dlaczego Krywań dla Słowaków znaczy więcej niż Triglav (2864 m n.p.m.) dla Słoweńców albo Giewont (1894 m) dla Polaków…
Pomysł na świętą górę naszych południowych sąsiadów narodził się spontanicznie, z braku innych opcji na ostatni dzień przed wyjazdem do kraju. Poza tym niektórzy z nas byli tu wcześniej, jeszcze przed pierwszym wąsem, gdy Słowacja po rozpadzie Czechosłowacji dopiero raczkowała. Od tamtej pory epokę flaneli zastąpiła era wszelkiej maści texów, lecz ruch na tutejszych szlakach niezmiennie dopisuje. Pod górę maszeruje cały przekrój społeczny: emeryci, zakochani, nastolatki, biegacze i rodziny z dziećmi. W końcu od tegorocznego narodowego wejścia minęło raptem kilka dni, gdyż „Národný výstup na Kriváň” odbywa się z reguły w trzeci weekend sierpnia. Patriotyczną tradycję pielgrzymowania na szczyt z barwami narodowymi pielęgnuje się tu od 1841 roku, kiedy to górę zdobyli słowaccy działacze odrodzenia narodowego Ľudovít Štúr i Michal Miloslav Hodža.
Na przestrzeni kolejnych lat Krywań zdążył na stałe zagościć w świadomości Słowaków jako symbol państwowości oraz drogi do niepodległości. Załapał się nawet do herbu Słowackiej Republiki Socjalistycznej w formie tła dla ognia nawiązującego do antyhitlerowskiego powstania. Co ważne, jego sława odbiła się nie mniejszym echem po naszej stronie grani. W jednej z nowel z cyklu „Na skalnym Podhalu” Kazimierz Przerwa-Tetmajer pisał „Hej Krywaniu, Krywaniu Wysoki!”. To ten sam utwór, w którym Marta Uherczykówna swoje „młode, gibkie i pachnące żywicą ciało ofiarowała Jaśkowi na miękkich mchach w podkrywańskim lesie”.
 
(...)
 
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”