Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

|

Zimowe zabawy pod Durbaszką

NPM 3/2014
Numer wyprzedany
Autor:
Kamila Gruszka
Zjazdy na „jabłuszku” to duża frajda dla dużych i małych, nawet jeśli trudno jest się rozpędzić (fot. Kamila Gruszka)
Bitwy na śnieżki, lepienie bałwana, budowanie igloo czy zjeżdżanie na sankach lub „jabłuszku” to typowe zimowe atrakcje, na które dzieci czekają cały rok. Gdy jednak Królowa Śniegu skąpi pokrywy śnieżnej (lub w ogóle nie chce do nas przybyć jak w tym sezonie), nie pozostaje nic innego, jak spróbować poszukać jej samemu. A gdzie najlepiej można cieszyć się pełnią zimy? Oczywiście w górach!

Naszą rodzinną tradycją są wycieczki w poszukiwaniu zimy na tereny położone wyżej niż miejsce, w którym mieszkamy. Z tego też powodu w jeden z krótkich lutowych dni wybieramy się na spacer do schroniska Pod Durbaszką w Pieninach. Do wyboru mamy dwie trasy: pierwsza latem zajmuje trzy godziny i wiedzie najpierw szlakiem zielonym, a potem niebieskim z Jaworek przez wąwóz Homole, Wysoką (1050 m n.p.m.) i Durbaszkę (942 m n.p.m.), z kolei druga to droga dojazdowa do schroniska, dostępna jedynie dla samochodów terenowych, co oznacza, że wcale nie stanowi łatwej trasy w stylu ceprostrady do Morskiego Oka. Nie poprowadzono tamtędy szlaku pieszego, ale wiedzie nią szlak rowerowy z Jaworek do Szczawnicy, częściowo pokrywający się dalej z granicznym szlakiem niebieskim. Z naszego doświadczenia wynika, że wędrówka z dziećmi oznacza, że szacowane czasy dojścia należy pomnożyć razy dwa. Jako że sześciogodzinna wędrówka wydaje się zbyt ambitnym wyzwaniem na jeden zimowy dzień, decydujemy się na spacer drugą trasą. Tym bardziej, że mamy nadzieję zastać tam regularnie odśnieżaną zimową porą ścieżkę, co dla małych stópek ma duże znaczenie. No cóż, nie wiemy jeszcze, że koniec końców aż tak różowo nie będzie...

Śpiewaj, graj, opowiadaj
Samochodem dojeżdżamy do Jaworek koło Szczawnicy, skąd planujemy wyjście. Przy innej okazji być może rozważalibyśmy nawet zatrzymanie się tu na kilka dni. W końcu możliwości noclegów jest tu bez liku, a i atrakcji sporo. Mam tu na myśli przede wszystkim Arenę Narciarską „Jaworki”, która daje okazję szusowania po przygotowanych trasach narciarstwa zjazdowego. Można też urządzić wycieczki aż do trzech rezerwatów przyrody: Wąwozu Homole, Białej Wody oraz najmniej popularnego Zaskalskiego-Bodnarówki. Nasz plan na dziś jest jednak inny. Auto chcemy zostawić na parkingu Homole, tuż przy wejściu do wąwozu, ale na miejscu zastajemy jedynie dość grubą warstwę białego puchu, od dawna nieodśnieżanego, która zalega na całym jego terenie. No cóż – wjeżdżamy zatem do centrum miasta i tam szukamy miejsca do zostawienia pojazdu na terenie prywatnych posesji. Niestety, wydłuża to nam wycieczkę o mało ciekawą wędrówkę wzdłuż szosy.
Z parkingu Homole do schroniska Pod Durbaszką są cztery kilometry. Jak informują gospodarze obiektu na ulotkach, pieszo można tam dojść nawet w godzinę. A może jednak w 45 minut, jak deklaruje napis na tablicy ustawionej obok drogi w miejscu, skąd rozpoczyna się spacer w górę? No cóż, może to tylko strategia, by skusić tam większą liczbę gości. Nie czas jednak na dywagacje...
Rozpoczynamy marsz. Trasa może i była ratrakowana, ale z pewnością nie przed naszym przyjazdem. Zamiast wygodnego spaceru po utwardzonej nawierzchni czeka nas więc walka z warstwą śniegu po kostki. Na szczęście dzieciaki są zadowolone. A skoro już przy nich jesteśmy... Gwarancją udanego wypadu w góry z dziećmi jest pojechanie na niego z przynajmniej jeszcze jedną rodziną. Dzięki temu maluchy wzajemnie się nakręcają i co rusz wymyślają nowe zabawy, co pozwala im zapomnieć o wysiłku. Gdy jesteśmy sami, sprawa nieco się komplikuje, bo ciężar animacji najmłodszych spada na nasze barki. Pomaga wtedy wspólne śpiewanie piosenek turystycznych i harcerskich oraz opowiadanie historii o różnym przekroju tematycznym: od tych dotyczących drugiej wojny światowej i treści serialu „Czterej pancerni i pies” po „Władcę Pierścieni” i „Harry'ego Pottera”. Nierzadko zaspokajamy też ciekawość swoich dzieci opowieściami, jak to w PRL-u bywało, gdy słyszymy po raz kolejny zadane pytanie: „Mamo, tato, a jak się żyło w czasach Waszego dzieciństwa?”. Aprobatę zyskuje też gra w skojarzenia oraz zadawanie zagadek.
Staramy się skupiać na sobie całą uwagę dzieciaków, odwodząc ich tym samym od zimowych zabaw. Najchętniej bowiem wskoczyłyby od razu w śnieg i już tam zostały. Zamiast przemieszczania się ścieżką zdecydowanie wolałyby torować w śniegu po szyję. Nasz plan jest jednak nieco inny: chcemy dotrzeć do schroniska o niezbyt późnej porze, z w miarę suchymi ubraniami i butami. Żeby więc zdopingować młodszych do marszu, obiecujemy, że będą mogli tak się bawić w drodze powrotnej.

(...)
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Pełna treść artykułu dostępna dla osób zalogowanych.
Zaloguj się lub załóż bezpłatne konto w serwisie.

Zobacz podobne artykuły

Pieniny
Polska

Zobacz też