Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Temat numeru | Śnieżna Pantera

Zimowe K2 mnie nie kręci

NPM 10/2016
Numer wyprzedany
Autor:
Katarzyna Paluch
(fot. Marcin Kin Photography)
Z Andrzejem Bargielem, himalaistą i rekordowym zdobywcą tytułu Śnieżnej Pantery, rozmawia Katarzyna Paluch  

Czy po wyjątkowym wysiłku, takim jak na przykład zdobycie Śnieżnej Pantery w rekordowym czasie, potrzebujesz specjalnej regeneracji?
Na pewno przydałby się taki czas, ale niestety kiedy wracam po dwóch miesiącach spędzonych w górach i mam dużo zaległej pracy, to nie jest łatwe. (śmiech) Mam nadzieję, że chociaż na kilka dni uda mi się wyjechać na wakacje nad morze, choć generalnie mam tak, że mało śpię i dużo robię, a to nie pomaga. (śmiech) Ale czuję się dobrze. Lubię, kiedy się coś dzieje.
 
A przed wyprawą? Czy ona wymagała jakiegoś szczególnego treningu i przygotowania?
Przygotowanie musiało być długie. Ważne było to, żeby na treningach zrobić jak najwięcej przewyższenia. Podczas tej wyprawy miałem przewyższenie między 3500 a 4000 metrów i to – najczęściej – jednego dnia. Trzeba to było przetrenować przed wyjazdem w Polsce, by móc to później robić na większych wysokościach. Ta wyprawa różniła się od poprzednich także trudnościami w organizacji samego przedsięwzięcia. Było bardzo dużo pracy, w którą zaangażowało się naprawdę wielu ludzi, do tego doszła trudna logistyka. Często więc wracałem z treningów o trzeciej w nocy, bo nie miałem czasu, by trenować wcześniej. Przy naszej wyprawie nie było bowiem struktury całego sztabu organizującego wszystko. Sam mam bardzo dużo obowiązków i często nie jest łatwo się w tym wszystkim odnaleźć.
 
Zdarzało się zatem, że strategia i logistyka były trudniejsze od samego aktu wspinania?
Tak, na przykład wtedy, kiedy przedostawaliśmy się z Kirgistanu do Tadżykistanu. Mieliśmy załatwioną granicę. To było 150 kilometrów od lądowiska śmigłowca, z którego mogliśmy polecieć już do bazy na Polanie Moskwina [pod Pikiem Korżeniewskiej – red.] Okazało się jednak, że nie możemy jej przekroczyć i musieliśmy jechać dookoła dwa tysiące kilometrów. Później czekaliśmy pięć dni na śmigłowiec, bo cysterna z paliwem złapała gumę. (śmiech) Na miejscu dopadła nas grypa żołądkowa i wszyscy ledwo żyliśmy. Wszedłem na dwa szczyty i okazało się, że musimy czekać na śmigłowiec, bo prezydent Tadżykistanu miał delegację, a tam jest jeden śmigłowiec na cały kraj. Takich momentów, w których na daną sytuację nie mieliśmy zupełnie żadnego wpływu, było sporo. I to odbierało nam też motywację, bo nie ukrywam, że sądziłem, że uda nam się to zrobić szybciej i wcześniej wrócimy do domów. Ale sytuacji nieprzewidywalnych na takich wyprawach jest mnóstwo.
 
Udowodniłeś już, że można to zrobić w 29 dni. Mówisz, że gdyby nie te nieprzewidywalne sytuacje, dałoby się to zrobić szybciej. Kwestią czasu jest więc, kiedy ten rekord zostanie pobity?
Myślę, że jak najbardziej jest taka możliwość. Ja byłem przygotowany na to, by co dwa dni wchodzić na szczyty. Niestety, pogoda i logistyka często burzą plany. Trzeba mieć bardzo dużo szczęścia, żeby się to wszystko poukładało. Dla mnie ten czas nie miał aż tak dużego znaczenia, priorytetem była przygoda, poznanie kolejnego miejsca. To w końcu pięć różnych szczytów. Mogłem spróbować czegoś nowego, innego stylu zdobywania gór niż tego przy zdobywaniu ośmiotysięczników, kiedy chodzi się ciągle z góry na dół dla aklimatyzacji. Ja byłem w górach, poza bazą, zaledwie 21 dni, licząc same ataki, włącznie z aklimatyzacją. To niezbyt wiele. Przygodą było też to, że mieliśmy dużą ekipę i mnóstwo pracy. Robiliśmy materiał telewizyjny i to było bardzo ciekawe wyzwanie. Musieliśmy bowiem pogodzić dwa różne cele, a wyszedł atrakcyjny materiał. Przy dwóch szczytach musiałem wchodzić i zjeżdżać równocześnie, w trakcie samego ataku. Ludzie dziwnie na nas patrzyli. (śmiech) Udało się też wylecieć śmigłowcem na 6800 metrów i zgrać z operatorami, którzy byli na miejscu. Wspinacze byli troszkę zdziwieni, kiedy pojawił się ten śmigłowiec, a ja wybiegałem na szczyt, bo pogoda się psuła i maszyna mogłaby zlecieć. Takich sytuacji było mnóstwo.


Pełna treść artykułu dostępna dla osób zalogowanych.
Zaloguj się lub załóż bezpłatne konto w serwisie.

Zobacz podobne artykuły

Zobacz też