Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Widziane z gór | Radosław Kucharski

Zgubiona latarka i złamany ząb

NPM 2/2016
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Radosław Kucharski
(Fot. Anna Chmielewska-Kaszmir)
– Tak sobie przyszedłeś czy coś się stało? – spytała Magda, doktor stomatologii. Znamy się od kilkunastu lat, od mojej pierwszej długiej podróży do Azji, kiedy zadbała o to, bym w Indiach nie musiał iść do dentysty. Od tamtej pory żadnemu innemu lekarzowi nie pozwalam dotykać moich zębów. Mój grymas na twarzy mówił wszystko, nie trzeba było odpowiadać. – Tylko nie mów, że to ta prawa górna szóstka! – usłyszałem. Tak, to była ta szóstka. Ząb z historią, ratowany wielokrotnie. Taki, na który miałem uważać.

– Pamiętasz drogę? – spytał Dordże, gospodarz z Ursi, gdy zbierałem się do wyruszenia. Coś tam pamiętałem, ale niedokładnie. – Musisz skręcić w boczną dolinę – dodał i coś jeszcze wyjaśnił.
Ursi leży niedaleko popularnego szlaku Padam–Lamajuru w Ladakhu. To mała, niezbyt często odwiedzana, ale niezwykle malownicza wieś. Urocza zwłaszcza jesienią. Leży, jak na Ladakh, niezbyt wysoko, na wysokości około 3660 metrów n.p.m. Tuż za nią wyrasta mur: grzbiet strzelistych szczytów oddzielający dolinę rzeki Japoli (Yapola) – za mną – od doliny Indusu na północy. Wznosząca się na 4946 metrów n.p.m. Tar La to najniższy okoliczny punkt na tej grani – przez tę przełęcz prowadzi najkrótsza, choć na pewno nie najprostsza, droga z Ursi do doliny Indusu i dalej, do stolicy regionu Leh. Sporo stromego podchodzenia na znacznej wysokości. Za przełęczą ścieżka prowadzi niemal pionowym, sypiącym się zboczem, a później kamienistym dnem doliny – długa, nużąca droga w stronę pierwszej wsi, Tar, położonej prawie 1600 metrów niżej niż przełęcz.
To była moja druga wizyta w Ursi. Pięć lat wcześniej kończyłem tą trasą długi, samotny trekking z Padamu, kombinowaną nieco trasą przez Lingszed*, przełęcz Barmi, moją ulubioną, mocno izolowaną wieś Dibling, przełęcz Kandźi, Szilakong, aż do Alći, gdzie zacząłem wtedy wędrowanie. Tym razem to był kolejny trekking w sezonie. Ostatni, bo zamarzanie wody w butelce leżącej w nocy w środku namiotu jednoznacznie wskazywało na to, że czas się zbierać. Wolałem spać u ludzi, w gospodarstwach. Było odrobinę cieplej, nie trzeba było gotować, a przede wszystkim rano składać namiotu, co powodowało, że szybciej się zbierałem.
Pamiętałem Dordża i jego rodzinę. Miałem ze sobą zdjęcia zrobione podczas poprzedniej wizyty. Trzech chłopaków – wtedy kilkuletnich – teraz było nastolatkami. Dwóch z nich mieszkało w internatach szkolnych daleko od rodzinnej wsi. Miło mi było, że gospodarze też mnie pamiętają.
Ruszyłem. Przy pożegnaniu Dordże jeszcze raz przestrzegł mnie, bym nie pomylił drogi. I oczywiście: pomyliłem! Poszedłem wyraźną ścieżką prowadzącą dnem głównej doliny. Minąłem kluczowy skręt. Doszedłem do pastwiska, zamkniętego stromiznami, z przełęczą wysoko nade mną. Może trzeba było zawrócić do Ursi i spróbować kolejnego dnia. Ale wróciłem tylko do rozwidlenia, do miejsca, w którym powinienem był skręcić.
Znów stromo w górę. Mozolna wspinaczka, a później morze wierzchołków widoczne z przełęczy. Góry Zaskar i główna grań Wysokich Himalajów za mną, dolina Indusu, pasmo Ladakh, a dalej Karakorum – przede mną. Stromizna i wąskie ścieżki zakosów podejścia i drogi w dół powodują, że to szlak niechętnie obierany przez właścicieli jucznych koni – nie jest więc często odwiedzany. Nikogo nie spotkałem.
Nie chciałem spać w namiocie, jak poprzednim razem. Chciałem dojść do wsi Tar. Zdawało mi się, że to tuż, tuż, za zakrętem. Ale za nim był kolejny, a później następne połączenie strumyczków i jeszcze jeden skręt. Wciąż niewygodnie, bez wyraźnej ścieżki, kamienistym dnem. Zmierzchało, a we mnie rosło zniecierpliwienie i złość o to, że pomyliłem drogę na przełęcz, przez co podejście zabrało mi tak dużo czasu. Ignorowałem narastającą ciemność – nie chciałem tracić czasu na zatrzymanie się i wyciąganie latarki.

(...)

Więcej – czytaj w numerze „n.p.m.”

Autor tekstu napisał wydany przez Cicerone Press przewodnik „Trekking in Ladakh”. Po Ladakhu wędruje regularnie od 2004 roku. Od pięciu lat pracuje jako pilot wycieczek, prowadząc m.in. grupy trekkingowe po Himalajach Indii i Nepalu.
Prowadzi stronę www.radekkucharski.com


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też