Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Reportaż | Rudawy Janowickie

Ze szczytu widać więcej

NPM 3/2009
Numer wyprzedany
Autor:
Filip Springer
Zasadę, by nie patrzeć w dół, łamie chyba każdy (Fot. Filip Springer)
– Wiesz, ta góra naprawdę czaruje, zmienia ludzi, z każdym krokiem coś w nich pęka, coś się odmienia. I choć tych kroków trzeba zrobić tysiące, to każdy kolejny jest już łatwiejszy. Wystarczy zrobić ten pierwszy. Tak działa Czarodziejska Góra.

Ze szczytu nie było widać rodzinnego Krakowa, ale i tak było pięknie. Olgierd przyznał się do tego dopiero po kilku godzinach. Tam, na górze, po prostu usiadł na skale i, patrząc na pejzaż, próbował uspokoić drżenie kolan. W drodze na szczyt często sobie powtarzał:
– Dasz radę, dasz radę, tylko spokojnie – i w chropowatej skale wyszukiwał palcami kolejnych chwytów. Z dołu słyszał tylko gorący doping grupy, lecz im był wyżej, tym głosy stawały się coraz bardziej niewyraźne. Na szczycie zapanowała cisza. W końcu przez chwilę mógł pozostać sam ze sobą. I wcale nie chciało mu się ćpać.

Dasz sobie radę
Olgierd ma 15 lat. Wyglądem nie wyróżnia się od swoich rówieśników. Gdyby postawić go w grupie innych piętnastolatków, nikt by się nie zorientował, że od trzech lat jest uzależniony od narkotyków. Ma trochę nieśmiałe spojrzenie, nerwowo pociera ręce, a gdy ma wyrazić to, co czuje, zaczyna delikatnie kołysać się na boki. Z trudem układa zdania.
Zaczęło się niewinnie, kolega zaproponował blanta, zamiast coli w sklepie kupił kiedyś piwo. Z czasem jednego i drugiego potrzebował więcej. Do domu wracał późno, wcześniej zakraplał sobie oczy, żeby matka nie zorientowała się, że bierze. Nie żeby go jakoś szczególnie kontrolowała. Na głowie miała jeszcze dwójkę rodzeństwa, z pracy wracała wieczorem. Ojciec w tym czasie pracował na budowach w Irlandii. Tak, ojca Olgierd się nawet trochę bał. I pewnie gdyby był na miejscu, szybciej by się zorientował, że coś jest nie tak. Ale matka reagowała dopiero wówczas, gdy półprzytomny Olgierd zaczynał wyrzucać krzesła przez okna. Dostawał wtedy zakaz wychodzenia z domu. Ale i tak wychodził.
– Matka nie miała nawet pojęcia o istnieniu tego, co ja w siebie pakowałem, więc jak się miała zorientować?
W końcu, gdy już wszyscy połapali się, że to nie zwykły młodzieńczy bunt, ojciec wrócił z Irlandii. Umieścili Olgierda w ośrodku. I wraz z grupą z ośrodka Olgierd przyjechał w góry.
 


Pełna treść artykułu dostępna dla osób zalogowanych.
Zaloguj się lub załóż bezpłatne konto w serwisie.

Zobacz podobne artykuły

Polska

Zobacz też