Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Z górskich stron |

Zapis emocji lodowego wojownika

NPM 10/2018
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Karolina Smyk
(fot. arch. Karoliny Smyk)
Dzienniki pisane przez Rafała Fronię w czasie ostatniej zimowej wyprawy na K2 były wydarzeniem. Rozczytywano się w nich i nie skąpiono autorowi pochwał za lekkość pióra i za to, że potrafi plastycznie i z detalami opowiadać o wyprawowej codzienności. Doceniono jego umiejętność opisywania stanów emocjonalnych i uczuć oraz szczerość, z jaką to robił. Kibicowano mu, życząc, aby zapiski spod K2 jak najszybciej ukazały się drukiem w postaci debiutanckiej książki.

I oto jest. Z mylącym tytułem i zdjęciem na okładce, sugerującymi, że chodzi o wykonaną z chirurgiczną precyzją analizę wyprawy na ostatni niezdobyty zimą ośmiotysięcznik – K2. To fałszywy trop, dzienniki z wyprawy na K2 zajmują zaledwie 1/5 część książki. Reszta to nieproporcjonalne objętościowo rozdziały, w których znalazły się datowane, bądź nie, zapiski z innych górskich wojaży. Większość z nich powstawała na gorąco, w namiocie wyprawowym.
Na wstępnym etapie lektury można odnieść wrażenie, że mamy do czynienia z autobiografią górską, ponieważ Fronia wraca wspomnieniami do samych początków przygody z górami, do rodzinnych Karkonoszy. Następnie krótko wspomina wypady na kilka alpejskich szczytów. Co ciekawe, zupełnie pomija opisy tatrzańskich wspinaczek, uznając je za materiał na osobną książkę. Czytając o podróżach na wulkany Ekwadoru, na Pik Lenina czy Gasherbrum II, jesteśmy przeświadczeni o tym, że autor krok po kroku zaznajamia nas ze swoim górskim curriculum vitae. Wątpliwości rozwiewa następny, przydługawy rozdział o Lhotse. Od tego momentu wiemy, że to wybór, a nie pełna prezentacja wypraw Froni. Głównym kryterium doboru tekstów do niniejszego zbioru było prawdopodobnie znaczenie górskiej przygody, jej przełomowość na tle wcześniejszych doświadczeń. Rafał wybrał te góry, które wprowadzały go na nowy poziom trudności i tym samym kształtowały jako wspinacza.
To nie jest książka o górze, ale o nim. „Zagląda do swojej głowy” i podaje na tacy efekty wiwisekcji, puszczając wodze fantazji na temat czytelnika i jego potencjalnych reakcji. Pisze o sprawach bardzo osobistych, odsłania się, a sposób, w jaki to robi, świadczy o jego wrażliwości i odwadze. Pisanie o emocjach w sposób autentyczny, ale nie sentymentalny, jest trudne. Zdarza mu się popaść w afektację i zapewne znajdą się odbiorcy, którym taki sposób wyrażania się nie przypadnie do gustu. Błyskotliwa i rozpoznawalna już fraza Froni, nasycona dowcipnymi komentarzami i anegdotami, broni się jednak sama. Język narracji dzienników gęsty jest od barwnych metafor, porównań i zaskakujących skojarzeń.
Rafał odsłonił kulisy przyszłego, eksperymentalnego projektu książkowego, który będzie realizowany na Manaslu, co jest dobrą informacją dla zwolenników jego stylu. Napędza go świadomość zmienności postrzegania wydarzeń oglądanych z różnych perspektyw czasowych, co wyzwala w nim potrzebę unieśmiertelnienia emocji poprzez ich jak najszybsze zapisywanie. To pozwala snuć przewidywania, że jeszcze niejedna publikacja Froni przed nami.
Rafał Fronia, „Anatomia góry. Osiem tysięcy metrów ponad marzeniami”,
Sine Qua Non, Kraków 2018.
Cena: 39,90 zł
Sherlock Holmes gór wysokich
Elizabeth Hawley zapisała się w pamięci ludzi gór jako legendarna kronikarka himalaizmu o statusie ekspertki, chodzącej encyklopedii, wyroczni. Nie wypada o niej nie wiedzieć.
Miss Hawley żyła i pracowała w Katmandu pół wieku, kojarzyli ją wszyscy, którzy mieli kiedykolwiek cokolwiek wspólnego z Himalajami, a jednak nikt wcześniej nie podjął próby uchwycenia, opisania i przeanalizowania tego fenomenu. Dopiero po czterech dekadach jej działalności potencjał tematu dostrzegła Bernadette McDonald. Kim była i przede wszystkim, jaka była Elizabeth Hawley – amerykańska dziennikarka, a później konsul honorowa Nowej Zelandii, która przyjechawszy do Nepalu, została w tym kraju do końca życia? McDonald pisze: „Szanowali ją, obawiali się jej, dbali o nią, krytykowali ją i walczyli o jej uwagę”. W tym zdaniu może się kryć klucz do zrozumienia tej postaci. Strategia pracy, jaką wybrała McDonald, jest kopią metod stosowanych przez jej bohaterkę. Obie są detektywami, uważnie przesłuchującymi i obserwującymi. McDonald przywołuje rozmaite sytuacje, których była świadkiem, przebywając z Hawley na etapie zbierania materiałów. Miała też wgląd w jej listy.
Autorka koncentruje się przede wszystkim na opisie drugiej połowy życia swojej bohaterki. Choć lata wcześniejsze są zaledwie wzmiankowane, widać, że Hawley dążyła do tego, by wyłamać się ze stereotypu i żyć niebanalnie. Jednym z zaskoczeń może być to, że znana z niewędrownego trybu życia, dwa lata podróżowała, zanim osiadła w Katmandu. McDonald bada uważnie wątek kariery dziennikarskiej Hawley, początkowo skupiającej się na polityce.
Opinie ludzi gór, zarówno przyjaciół, jak i wspinaczy, którzy przechodzili obowiązkowe przepytywanie przed i powyprawowe unaoczniają, jak postrzegano Hawley. Pojawiają się głosy pochlebne i krytyczne. Oprócz wizerunku ogólnodostępnego niezależnej, ambitnej i inteligentnej kobiety, zorganizowanej i merytorycznej, wyłania się mniej znany obraz – Hawley kruchej, wrażliwej, samotnej, ironicznie dowcipnej.
Styl i silna osobowość budowały legendę, ale w miarę upływu czasu Hawley łagodniała. Choć jej cięty język i „wydawanie wyroków” z perspektywy arbitra nie wszystkim były w smak, z uporem dążyła do wyjaśniania spraw do końca. Nie ustrzegła się błędów, wiele ważnych przejść zostało przez nią pominiętych. Lubiła wartościować, interesowali ją przede wszystkim wspinacze nieprzeciętni, liderzy, pionierzy. Im także McDonald poświęca najwięcej miejsca w swojej książce.
Hawley zależało na czymś więcej niż archiwizacja. Chciała poznać motywacje himalaistów, powody, dla których warto się wspinać. Zagadkę zamierzała rozgryźć ta, która sama w góry nie chodziła.
McDonald pokazuje, że życie Miss Hawley składało się z podobnych, zapracowanych, wypełnionych schematami i rutyną dni, ale bycie w centrum wydarzeń światowego himalaizmu czyniło je unikatowym. Spuścizna Elizabeth Hawley jest nieoceniona. To fundament, dziedzictwo, które jest bazą danych dla himalaistów i historyków himalaizmu. Wątki polskie natomiast są nieliczne, co autorka tłumaczy tym, że wybrała tylko te epizody i postaci, dzięki którym czytelnik lepiej zrozumie jej bohaterkę.
Ze względu na wagę tematu, lektura obowiązkowa.
Bernadette McDonald, „Elizabeth Hawley. Strażniczka gór”, Agora,
Warszawa 2018
Cena: 39,90 zł


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też