Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Byłem, widziałem | Alpy Bergamskie

Zakamuflowana opcja włoska

NPM 8/2017
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Michał Parwa
(fot. Michał Parwa)
Nie warto stać w korku na zakopiance, skoro można nad nim przelecieć. I jeszcze tego samego dnia zaliczyć kilka dwutysięczników. Między turkusowym jeziorem, kilometrowymi ścianami i sanktuarium na szczycie wyspy. Zamieńmy więc kwaśnicę na spaghetti, żętycę na dobre wino i andiamo do Bergamo.

Nic nie dzieje się bez przyczyny. Pomysł na Alpy Bergamskie zrodził się w gigantycznym korku przed jednym z długich weekendów. Typowy piątek, zakopianka stoi, a na niej pół Polski. Każdy klnie jak szewc i wszyscy pchają się w Tatry. Jutro TPN znów zaapeluje, żeby „nie jechać nad Morskie Oko”, bo Palenica Białczańska pęka w szwach. Zamiast tego przydałoby się wykleić na trasie billboardy z samolotami. Najlepiej z ofertą na podmediolańskie lotnisko Bergamo-Orio al Serio z codziennymi odlotami z Krakowa lub Warszawy. I od razu byłoby luźniej na Podhalu. W tym przypadku kluczowe znaczenie mają czas dotarcia w Alpy (wystarczą dwie godziny, by delektować się górską panoramą) i cena przelotu. Korzystając z tanich linii lotniczych, przy rezerwacji z odpowiednim wyprzedzeniem, za bilet w jedną stronę płacimy niewiele ponad 100 zł. A teraz spróbujcie w takim tempie i za takie pieniądze dotrzeć pod Tatry z Wrocławia albo Gdańska. Tak się składa, że z tych miast również da się pofrunąć do Bergamo.
Lądowanie na filmowym planie
Z faktami nie warto polemizować. Bez zastanowienia kupujemy mapę, bukujemy miejsca połączone z wynajęciem samochodu i ruszamy na czterodniowe fly & hike z ziemi polskiej do włoskiej. Loterią pozostaje deszczowa wakacyjna pogoda. Dlatego nastawiamy się na luźny rekonesans z dużym dystansem do aury. Bez stylu oblężniczego, bez namiotu, za to z planem na jednodniowe walki podjazdowe.
Krajobraz wyłaniający się za lotniskiem przypomina Tatry Wysokie. Główny budulec tutejszych gór stanowią wprawdzie skały wapienne, ale podobieństwo widać chociażby w rozmiarach. Najwyższy szczyt Alp Bergamskich (wł. Alpi Bergamasche albo Alpi Orobie), czyli Pizzo di Coca (3050 m n.p.m.), rzecz jasna przewyższa Gerlach (2655 m). Lecz poza nim większość popularnych wierzchołków ma już dwójkę z przodu i z sugestii internetu wynika, że raczej nie sprawią one problemów wędrowcom obytym z tatrzańską skałą. Trzeba tylko mądrze wybrać cele, mając na uwadze niemałą rozpiętość pasma.
Granicę zachodnią wyznacza Lago di Como, jezioro słynące z obłędnych widoków, rezydencji George'a Clooneya i plenerów do między innymi „Gwiezdnych wojen” czy „Casina Royale”. Na północy i wschodzie sterczą wysokie mury Alp Retyckich – wyższych i dużo bardziej uznanych wśród polskich hikerów. Wybór ogranicza się więc do dolin przypominających dwa długie kręgosłupy: Val Brembana oraz Val Seriana. I tu już hulaj dusza.
Lombardzkie rifugia (schroniska) i szlaki stoją otworem, zwłaszcza gdy wybierzemy sławną trasę Sentiero Orobie Orientale. Ten ośmiodniowy trekking prowadzi przez najważniejsze w regionie chaty i przełęcze, niezmiennie oscylując na wysokości około 2000 metrów n.p.m. W sam raz dla farciarzy, którzy załatwili sobie dłuższy urlop. Niestety, nie mając aż tyle wolnego, zaczynamy od przystawki w postaci niewielkiej grupy górskiej Prealpi Bergamasche.
Naszą bazą wypadową staje się kwatera w Riva di Solto nad malowniczym jeziorem Iseo (wł. Lago d'Iseo). Nie jest ono tak oblegane jak wspomniane Como czy położone 50 kilometrów na wschód Lago di Garda. Łatwiej tu o klimat włoskiej prowincji: rodzinne trattorie na deptaku, eleganccy dziadkowie popijający espresso, kilka łodzi rybackich i strasząca z drugiego brzegu, monstrualna ściana Corna Trentapassi (1248 m n.p.m.), która jako żywo przypomina nasze Trzy Korony (982 m). Z tą różnicą, że tutejsze urwisko, opadające z wierzchołka wprost do wody, mierzy ponad kilometr. A do tego ma bezpośredni związek z Leonardo da Vincim i jego Giocondą. Wieść gminna niesie, że ostre skaliste turnie w tle obrazu, na prawo od Mony Lisy, to lustrzane odbicie tegoż szczytu. Brzmi idealnie na rozruch pierwszego dnia, zanim podejmiemy wyższe wyzwania.
 
 
(...)
  
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Włochy

Zobacz też