Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Rozmowa N.P.M. | Ksiądz Jan Zając

Zając w lesie zawsze sobie poradzi

NPM 9/2009
Numer wyprzedany
Autor:
Jakub Terakowski
Ksiądz Jan Zając przed kaplicą na Śnieżnicy (fot. Jakub Terakowski)
Z księdzem Janem Zającem, gospodarzem ośrodka na Śnieżnicy w Beskidzie Wyspowym, rozmawia Jakub Terakowski  

Skąd się wzięły Młodzieżowy Ośrodek Rekolekcyjny i Schronisko pod Śnieżnicą?
– Rodowód jest religijny i patriotyczny. Wszystko zaczęło się w roku 1928 z inicjatywy Sodalicji Mariańskiej Uczniów Szkół Średnich. W Polsce organizację tę założył ksiądz Józef Winkowski, katecheta zakopiański, które całe swoje kapłańskie życie spędził na Podhalu. Na świecie Sodalicja Mariańska istnieje od XVI wieku, powstała w Rzymie „dla postępu w naukach i cnocie”. U nas wśród młodzieży szkolnej pojawiła się o wiele później, ponieważ zaborcy nie zgadzali się na jej funkcjonowanie. Ale już po kilku latach działania objęła swoją opieką około dziesięciu tysięcy chłopców. Wtedy właśnie ksiądz Winkowski zaczął myśleć o stworzeniu dla nich kolonii letnich i wybrał Śnieżnicę.

A dlaczego właśnie Śnieżnicę?
– Nie wiem. Tak Pan Bóg pokierował. Znacznie bliżej miał przecież z Zakopanego w Tatry, na Orawę lub w Gorce, a jednak wybrał Beskid Wyspowy. Z pewnością ten teren był wówczas łatwiej dostępny niż wiele rejonów przygranicznych. Proszę pamiętać, że wtedy przecież do Kasiny Wielkiej można było dojechać pociągiem, a równocześnie okolice te były dość zaciszne i znacznie spokojniejsze niż Zakopane. W pobliżu proboszczem był ksiądz Józef Stabrawa, przyjaciel księdza Winkowskiego, który zawiadomił go, że las na zboczach Śnieżnicy jest do kupienia. Największymi atutami były polana, na której stoją obecnie budynki ośrodka oraz bardzo wydajne źródło. Ono nadal zaopatruje nas w wodę.

Nie było tu wówczas żadnych domów?
– Nie było. Wypasano tylko krowy i woły, bo z owcami chodzono wyżej. Istniały tu zatem tylko polana, źródło i las dookoła. Ksiądz Winkowski kupił to wszystko – 180 morgów, czyli blisko 100 hektarów. Musiał zapłacić 50 tysięcy złotych, a miał tylko dwa tysiące. Zaryzykował, ale udało mu się i już po dwóch latach, dzięki własnemu wysiłkowi oraz pomocy wielu życzliwych ludzi, spłacił cały dług. Ten las miał stanowić zabezpieczenie finansowe dla kolonii letnich, które chciał tutaj prowadzić. Dopiął swego niebywale szybko, bo już w roku 1930 ruszyły tu regularne obozy wakacyjne dla młodzieży męskiej.

To znaczy?
– Księdzu Winkowskiemu najbardziej zależało na tym, by przebywała tu młodzież pochodząca z różnych zaborów. Dzisiaj już nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak trudne było stworzenie jednolitego państwa polskiego z de facto trzech, mocno odrębnych społeczeństw, ściśle izolowanych przez zaborców. Ksiądz Winkowski zawsze podkreślał ogólnopolski charakter ośrodka pod Śnieżnicą i dbał, aby w możliwie równych proporcjach przybywała tu młodzież z całego kraju.

Kto uczestniczył w obozach pod Śnieżnicą?
– To byli chłopcy z ostatnich klas gimnazjum maturalnego, czyli mieli po 16 lat i więcej. Program ich pobytu obejmował między innymi dwie godziny pracy fizycznej na rzecz kolonii. Chłopcy pomagali w budowie pierwszych budynków, basenu kąpielowego, dwóch boisk, brali udział w zajęciach sportowych i wycieczkach krajoznawczych. Ksiądz Winkowski wiedział, że ci młodzi ludzie potrzebują słońca, świeżego powietrza, czystej wody, wielu z nich przyjechało z zadymionych miast, większość pochodziła z ubogich rodzin. Byli niedożywieni, dlatego dostawali aż pięć posiłków dziennie. Do dzisiaj przechowuję wykazy zaopatrzenia stołówki z tamtych czasów. Wiem, ile podczas turnusu zjedzono chleba, jajek, cukru, śmietany i ile wypito mleka.


Pełna treść artykułu dostępna dla osób zalogowanych.
Zaloguj się lub załóż bezpłatne konto w serwisie.

Zobacz podobne artykuły

Polska

Zobacz też