Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Tatry | Rohacze

Zachodnie nie są nudne!

NPM 9/2018
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Tomasz Habdas
(fot. Tomasz Habdas)
Orla Perć Tatr Zachodnich. Skaliste i poszarpane szczyty Rohaczy  pięknie prezentują się z Wołowca. Niczym nie przypominają one swoich polskich kolegów z pasma Tatr Zachodnich. Zauroczony tym widokiem i skuszony obietnicą emocji, co najmniej jak na Orlej, postanowiłem sprawdzić, czy taki straszny diabeł, jak go malują.

Dzień zaczynam na dworcu kolejowym w Żywcu o siódmej rano. Czekam właśnie na przyjazd pociągu z Katowic, a wraz z nim mojej towarzyszki dzisiejszej wycieczki – Karoliny. Czasami bywa tak, że poznajemy na szlaku innego miłośnika gór i okazuje się, że miło spędza się nam razem czas w górach. Właśnie taką osobą jest dla mnie Karolina. Poznaliśmy się w Boże Narodzenie w drodze na Babią Górę i od tego czasu przeszliśmy wspólnie już dużo kilometrów, nie tylko w polskich górach. Jako że oboje od dłuższego czasu myśleliśmy o Rohaczach, o towarzystwo na ten dzień nie musiałem się martwić. 
Odbieram Karolinę z dworca i dalej już jedziemy samochodem. Startujemy z miejscowości Zuberzec (Zuberec), położonej na północ od zachodniego początku grani Tatr. Z Żywca mamy do pokonania około 83 kilometrów, po drodze przekraczając granicę w Korbielowie, a dokładnie na przełęczy Glinne, i przejeżdżając przez Namiestów (Námestovo) oraz Twardoszyn (Tvrdošín). Droga przez Słowację jest bardzo malownicza przede wszystkim za sprawą jeziora Orawskiego (Vodná nádrž Orava), które jest drugim największym sztucznym zbiornikiem wodnym w tym kraju. 
Po około dwóch godzinach mijamy Zuberec i Brestov i kierujemy się jeszcze kawałek dalej od razu do podnóża Tatr. Na mapie znajduję parking tuż na początku doliny Rohackiej (Roháčska dolina) i po opłaceniu trzech euro spragnieni przygód i górskich widoków ruszamy na szlak. 

Z wizytą u miłośnika Rohaczy
Trasa początkowo wiedzie czerwonym szlakiem, który poprowadzi nas aż do schroniska Tatliaka (Ťatliakova chata, 1374 m n.p.m.). Ten odcinek zdecydowanie nie należy do moich ulubionych. Zanim dojdziemy do schroniska, czeka nas spacer asfaltową drogą przez prawie pięć kilometrów. Jest połowa sierpnia, słońce już teraz mocno przyświeca, wszystko wskazuje na to, że czeka nas upalny dzień. Zwiększamy tempo, aby jak najszybciej mieć już za sobą gorącą i betonową atmosferę tego miejsca. W końcu po 50 minutach widzimy mały drewniany domek, który okazuje się być chatą Tatliaka, zwaną też Bufetem Rohackim. 
Schronisko to wiele przeszło w swojej historii. Pierwszy budynek w tym miejscu powstał jeszcze w 1883 roku. Za sprawą obecnego imiennika tego miejsca – Tatliaka, chatę rozbudowano, dzięki czemu w trakcie wojny mogła służyć jako schronienie dla żydowskich rodzin. Niestety, schronisko zostało spalone przez Niemców, a po tym, jak odbudowano je po wojnie, ponownie w 1963 roku strawił je pożar. Sama nazwa chaty wywodzi się od Jána Ťatliaka – pioniera turystyki górskiej z Dolnego Kubina (Dolný Kubín), wielkiego miłośnika Rohaczy. Przy schronisku stoi nawet obelisk upamiętniający Jana, a by jeszcze bardziej docenić jego zasługi, również małe jeziorko za chatą nadano miano Tatliakowego Jeziorka (Ťatliakove pleso).  
Pomimo tego, że grań Rohaczy znajduje się centralnie na południe od nas, my kierujemy się za szlakiem zielonym w zupełnie innym kierunku. Zaczynamy wspinać się po stromych, zarośniętych kosodrzewiną zboczach doliny, by po 40 minutach dojść do Zabratowej Przełęczy (Sedlo Zabrat, 1656 m n.p.m.). Stąd niedaleko już do Rakonia (Rakoň, 1879 m), bardzo popularnego po polskiej stronie Tatr szczytu. Chwilowo zatem wracamy na teren Polski, a konkretnie na granicę polsko-słowacką, którą podążamy dalej aż do Wołowca  (słow. Volovec, 2064 m n.p.m.). O tej górze można powiedzieć dużo. Przede wszystkim jest to ostatni punkt na grani Tatr Zachodnich po stronie polskiej. Względna bliskość szczytu do Polany Chochołowskiej wpływa znacząco na liczbę osób zdobywających tę górę. Co więcej, sam Wołowiec jest uznawany za jeden z łatwiejszych dwutysięczników do zdobycia zimą, dlatego też to właśnie tutaj swoje pierwsze kroki w rakach stawia wielu turystów. Jego popularność widać i dziś, w środku lata. Spotykamy tu znacznie więcej osób niż po stronie słowackiej. Liczymy jednak na to, że za Wołowcem szlak znowu nieco się rozluźni. 

(...)

Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.” 


Zobacz podobne artykuły

Słowacja

Zobacz też