Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Wydarzenia | Janusz Kurczab

Zabrakło łutu szczęścia

NPM 6/2015
Numer wyprzedany
Autor:
Dorota Rakowicz
Jedno z ostatnich wystąpień – Zakopane, wrzesień 2014 r. Od lewej: Janusz Kurczab, Janusz Majer, Krzysztof Wielicki (fot. Piotr Drożdż)
Gdyby jego życiorysem obdzielić kilka osób, wciąż można by śmiało powiedzieć, że ich dokonania są niezwykłe. Najczęściej mówi się o nim „wszechstronny sportowiec”, ale trafniejsze określenie to „człowiek renesansu”. – Mogę w sumie być zadowolonym z ciekawego życia – mówił kilka lat temu Janusz Kurczab.

Rozmawiamy z Alkiem Lwowem kilka dni po śmierci Janusza Kurczaba. Doświadczony himalaista i autor kultowej już książki „Zwyciężyć znaczy przeżyć”, który był członkiem wyprawy Kurczaba na K2 w 1982 roku, opowiada o Januszu już od kilku minut, kiedy nagle zawiesza głos i mówi: – W takich chwilach jak ta, kiedy ktoś odchodzi, chciałoby się w sumie powiedzieć: „był wspaniały, ale…”. Ja nie potrafię znaleźć żadnego „ale”, myśląc o Januszu. Żadnego. 

Korepetycje na medal
 Kiedy miał 18 lat, Kurczab zainteresował się szermierką, i to zupełnie przypadkowo. Jego ówczesna nauczycielka fizyki poprosiła go, by pomógł w nauce dwa lata młodszemu koledze. 
– To był Janusz Różycki. Późniejszy brązowy medalista we florecie – mówił w wywiadzie udzielonym dla Centrum Górskiego „Korona Ziemi”. Kurczab wspomagał go w rozwiązywaniu zadań z przedmiotów ścisłych, a Różycki wprowadził swojego korepetytora w świat szermierki.
 Przyszły alpinista pięć lat po rozpoczęciu treningów reprezentował Polskę na igrzyskach olimpijskich w Rzymie. Dwukrotnie zdobywał indywidualne mistrzostwo Polski w szpadzie, w drużynie stawał na najwyższym stopniu podium aż 14 razy. I pewnie nie byłyby to jedyne sukcesy świetnie zapowiadającego się szermierza, gdyby nie fakt, że w 1957 roku nieopatrznie zaczął uprawiać taternictwo. Od tego momentu wszystko inne zeszło na dalszy plan. 
– Kiedy był jeszcze aktywnym kadrowiczem w szermierce, Janusz zakochał się w górach i taternictwie. Potwierdzeniem jego prawdziwych uczuć do gór i alpinizmu są wyniki, jakie osiągał w tej dyscyplinie sportu – opowiada Ryszard Szafirski, wieloletni partner i przyjaciel zmarłego himalaisty. 
Sam Kurczab po latach wspomniał: – Kiedy złapałem bakcyla wspinaczkowego, było już za późno. 

Początki w chmurach
Patrząc na wykaz jego partnerów wspinaczkowych, można powiedzieć, że od początku był on skazany na sukces. Już na początku swojej wspinaczkowej drogi Kurczab związywał się liną z takimi postaciami polskiego himalaizmu, jak: Ryszard Szafirski, Krzysztof Zdzitowiecki czy Andrzej Paczkowski. 
– Janusza poznałem w końcu lat 50., oczywiście w Morskim Oku. Walcząc o dobrą pozycję wśród taterników generacji „‘60/61”, zabiegałem u niego o jak najwyższe notowania. Stąd też kilka wspólnych wspinaczek, głównie na Słowacji, w trakcie których starałem się zaprezentować swoje kwalifikacje – opowiada Szafirski. 
Recenzując kilka miesięcy temu książkę Szafirskiego „Przeżyłem, więc wiem. Nieznane kulisy wypraw wysokogórskich”, Kurczab wspomina lato 1961 roku i początki przyjaźni z późniejszym partnerem: – „Gdy pojawił się Szafirski [w Dolinie Kieżmarskiej – przyp. red.], zaproponowałem mu pójście na Hokejkę na zachodniej ścianie Łomnicy. Propozycja została przyjęta, pogoda dopisała i droga padła w niezłym stylu. A w ogóle to była niezła wyrypa i piękna przygoda”. 
Tego lata Janusz dzielił linę w Dolinie Kieżmarskiej jeszcze nie z Szafirskim, ale z Andrzejem Paczkowskim, który później od 1974 roku przez wiele lat stał na czele Polskiego Związku Alpinizmu. – Z Januszem wspinałem się tylko parę razy, i to jeszcze wtedy, gdy nie miał za sobą wielkich wspinaczek. Było to w 1961 roku w Tatrach. Byliśmy na obozie w Dolinie Kieżmarskiej i wspinaliśmy się między innymi na południowych ścianach Kołowego Szczytu i Małego Kołowego Szczytu; próbowaliśmy też nowej drogi na Jastrzębiej Turni. To były tak naprawdę drogi o wycenie „starych” V, VI – dziś zapewne uważane za bardzo łatwe – opowiada Paczkowski. I dodaje, że tak naprawdę przygoda i wielkie wspinanie się Kurczaba zaczęły się rok później – w 1962 roku. To właśnie wtedy Eugeniusz Chrobak, Zygmunt Andrzej Heinrich, Janusz Kurczab i Krzysztof Zdzitowiecki dokonali jednego z najważniejszych przejść w historii taternictwa – pierwszego przejścia Filara Kazalnicy. 

(...)

Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”
 
*********
W tekście poświęconym Januszowi Kurczabowi, na str. 15, zamieściliśmy archiwalne zdjęcie z 1963 r. autorstwa Józefa Nyki, przedstawiające J. Kurczaba w towarzystwie pięciu wspinaczy w Dolomitach. W dniu wysyłki numeru do druku nie wiedzieliśmy jeszcze o śmierci Tadeusza Łaukajtysa i podpisaliśmy, że jest on jedyną osobą ze zdjęcia, która nadal żyje. Bardzo przepraszamy za to rodzinę i bliskich Zmarłego.
RED.
 


Pełna treść artykułu dostępna dla osób zalogowanych.
Zaloguj się lub załóż bezpłatne konto w serwisie.

Zobacz podobne artykuły

Zobacz też