Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Rozmowa N.P.M. | Roman Trzmielewski

Za błędy biję się w piersi

NPM 2/2014
Numer wyprzedany
Autor:
Jakub Terakowski
(FOT. archiwum Wydawnictwa Compass)
Z Romanem Trzmielewskim, współwłaścicielem Wydawnictwa Compass, rozmawia Jakub Terakowski  

Chyba każdy z naszych Czytelników korzysta z mapy, lecz mało kto się zastanawia, jak ona powstaje...
Wszystko zaczyna się od zdobycia tak zwanego podkładu, czyli bardzo dokładnej mapy z zasobów wojskowych lub geodezyjno-kartograficznych. Szczegóły transakcji pominę, gdyż stanowią one tajemnicę każdego z wydawnictw. Podkłady po wprowadzeniu do komputera stanowią swojego rodzaju tło, na którym ręcznie, za pomocą klawiatury i myszki, umieszczane są od zera wszystkie dane. Wykreślona musi zostać na nowo każda najdrobniejsza linia, ścieżka, poziomica, każdy punkt. Podkład służy zatem tylko do tego, aby kreślarz wiedział, gdzie i co narysować. Dopiero na tak przygotowanej bazie zaznaczane są te wszystkie szczegóły, których brakuje w podkładzie.

Czyli jakie?
Cała infrastruktura turystyczna, setki drobnych punktów topograficznych, struktura podziału administracyjnego, większość nazw. Dane te zbiera i nad poprawnością ich wprowadzania czuwa osobny zespół. Konsultujemy się przy tym ze specjalistami i korzystamy z wszystkich dostępnych źródeł: przewodników, opracowań, internetu oraz – last but not least – własnych rekonesansów w terenie. Każde wydanie mapy poprzedzają setki kilometrów pokonanych przez nas na piechotę i rowerem oraz kilka tysięcy przejechanych autem. Nic nie zastąpi osobistej eksploracji kartowanego obszaru.

Czy można zatem stwierdzić, że pracownicy Compassu przemierzyli każdą drogę, ścieżkę i szlak na wydanych mapach?
Znakomitą większość, lecz nie wszystkie, bo przy tej liczbie publikacji i kosztach przestało to już być możliwe. Znaczącym problemem są dla nas ceny map, w Polsce dużo niższe niż za granicą. To siłą rzeczy ma wpływ na ich jakość, gdyż nie stać nas na przeprowadzanie kompletnych rekonesansów. Wiele miejsc jednak odwiedziliśmy kilkakrotnie, a każde wznowienie poprzedzamy konsultacjami oraz weryfikacją w terenie. Odrębną częścią naszych map są informatory turystyczne umieszczone na odwrocie; ich przygotowanie zlecamy specjalistom, najczęściej autorom przewodników.

Nie brakuje tam też zdjęć.
Część kupujemy, niektóre wykonujemy sami. Naszym „nadwornym fotografem” jest Bogusław Czerwiński. Wybór kadrów, z uwagi na ograniczoną powierzchnię, bywa trudny, lecz najwięcej rozterek przysparza nam jednak tekst. Mamy świadomość, że z map korzystają różni ludzie, od amatorów po wytrawnych wędrowców. Początkującym niezbędne są zupełnie inne informacje niż zaawansowanym, a mapa jest przecież jedna, więc powinna być czytelna, jednoznaczna i użyteczna dla każdego. Z ciężkim sercem słucham przedstawicieli handlowych, którzy informują, że większość naszych wydawnictw kupują niedzielni turyści, niewiele z map rozumiejący i jeszcze mniej potrzebujący. Nie uwierzy Pan, co – ich zdaniem – powinien zawierać opis na odwrocie. Otóż listę knajp, w których można dobrze zjeść, oraz wykaz parków linowych, zjeżdżalni, term i SPA... Cóż, klient nasz pan, więc wprowadziliśmy do oferty również i takie uproszczone mapy, lecz nie mogę na nie patrzeć, gdyż obniżają poprzeczkę i są wbrew naszym ambicjom. Najbardziej cenię turystów, którzy potrafią docenić nasze wydawnictwa. Pracujemy właśnie z Bartłomiejem Wadasem nad przewodnikiem „Beskid Niski poza szlakami”. To będzie prawdziwa perełka; zdobyliśmy nawet bazę leśnych ścieżek, które tam zaznaczymy.

Leśnych ścieżek? Zarastających i wydeptywanych jak w kalejdoskopie? A któż to zweryfikuje?
Liczymy się z tym, że część najprecyzyjniejszych informacji zdezaktualizuje się dość szybko, lecz i tak jestem przekonany, że warto przygotować taki rarytas dla koneserów. Natomiast ścieżki – cóż... Sam Pan wie, z jakim dystansem należy traktować linie przerywane na mapie. Jest taka niepisana umowa z turystami, że liczą się z pewną niedokładnością w odwzorowaniu leśnych duktów. Owszem, wielokrotnie opracowywaliśmy niezwykle precyzyjne mapy do biegów na orientację, lecz koszt ich wykonania jest zbyt wysoki, by miały szansę znikać z półek. Jakość zależy od ceny – ta reguła dotyczy również kartografii, dlatego lepsze bywają mapy wykonywane na zlecenie.
 


Pełna treść artykułu dostępna dla osób zalogowanych.
Zaloguj się lub załóż bezpłatne konto w serwisie.

Zobacz podobne artykuły

Zobacz też