Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Byłem, widziałem | Bali

Wyspa jak wulkan gorąca

NPM 4/2017
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Agnieszka Paź-Kerner
(fot. Agnieszka Paź-Kerner)
Na początku szlaku na szczyt czekały setki osób, które miały zamiar podążać w tę samą stronę co my. Nastąpiła chwila konsternacji. W pewnym momencie nie wiedziałam, czy już się obudziłam, czy może nadal śnię. W świetle latarki widziałam biało-czerwone flagi i nie byłam pewna, czy nie dotarliśmy czasem na polskie zgrupowanie patriotyczno-religijne.

Czy są tu jakieś niebezpieczne zwierzęta? – zapytałam nieśmiało przewodnika. Przez moment wydawało mi się, że w świetle latarki odbiły się czyjeś oczy. Moja nadmiernie rozbudowana wyobraźnia w ciągu kilku sekund podsunęła mi niezliczoną ilość pomysłów na ich właściciela. Jeśli myślisz o tygrysach, jaguarach czy słoniach, to nie masz się czego bać. Kiedy jednak zobaczysz małego zielonego węża, to lepiej zejdź mu z drogi – odpowiedział nasz tymczasowy opiekun. Mówiąc to, zatrzymał się momentalnie i odwrócił do mnie, dając do zrozumienia, że to małe zielone coś, o czym mówił, to jednak poważna sprawa.
Ścisnęłam mocniej rękę mojej starszej córki, Zuzi, na której ta wymiana zdań nie zrobiła większego wrażenia. Od pierwszego dnia pobytu zakochała się w wyspie, na której planowaliśmy spędzić ponad dwa tygodnie. Nic i nikt nie był w stanie zdjąć z niej tego miłosnego uroku. Nie odstraszały jej nawet wszędobylskie gekony, które wspinały się po hotelowych ścianach, kiedy tylko gasło światło.

Krajobrazowe tarasy
W towarzystwie takich kolosów, jak Jawa, Sumatra czy Borneo, Bali wygląda na maleńką, skromną wysepkę, tymczasem dla naszej czteroosobowej rodziny stała się prawdziwym wakacyjnym rajem, gdzie każdego dnia narażeni byliśmy na odurzającą porcję niesamowitych wrażeń.
Nasze zamiłowanie do trekkingu i poznawania mniej lub bardziej znanych atrakcji turystycznych przywiodło nas na tarasy ryżowe w Tegalalang (ok. 600 m n.p.m.). Nie potrafię sobie nawet wyobrazić, ile pracy należało włożyć w to, aby z regularnego zbocza górskiego stworzyć takie cudo. Byliśmy w okresie tuż po zbiorach plonu, więc ryżowe poletka wyglądały niczym miniaturowe baseny wypełnione błotem i wodą. W kilku miejscach widzieliśmy rolników, którzy przygotowywali pola pod kolejne sadzonki. Obowiązkowe wyposażenie każdej osoby pracującej na plantacji to wysokie gumowce chroniące przed wodą i słomiany kapelusz lub mokra ścierka narzucona na głowę. Choć praca bez mechanicznych narzędzi jest niezwykle wyczerpująca, każda z napotkanych osób obdarzała nas szerokim uśmiechem.
I nie mam tu na myśli skromnego grymasu pod nosem, tylko szeroki, szczery uśmiech często ukazujący większą część uzębienia. Ta mina utwierdzała nas w przekonaniu, że wyspę zamieszkują niesamowicie radośni, pozytywnie nastawieni ludzie. Owszem, zdarzyło się, że chciano nas oszukać podczas wymiany pieniędzy. W zasadzie taka sytuacja powtarzała się za każdym razem, kiedy szliśmy po nową porcję indonezyjskich „milionów”. Notorycznie zamiast 100 tysięcy rupii dawali nam 10 tysięcy mając nadzieję, że nie potrafimy liczyć zer. Ale każda próba oszustwa ostatecznie kończyła się przyjazną rozmową, a zanim opuszczaliśmy punkt wymiany, właściciel znowu obdarzał nas serdecznym uśmiechem.

Jedyne takie wodospady
Malownicze wzgórza, których pierwotny wygląd zmieniono, podporządkowując teren bieżącym potrzebom autochtonów, zrobiły na nas ogromne wrażenie. Dlatego już po kilku dniach, które przeznaczyliśmy na poznawanie religii i odkrywanie balijskich świątyń (Tanah Lot, Pura Ulun Danu Bratan, Pura Gunung Kawi), ruszyliśmy na trekking po polach ryżowych. Udaliśmy się do Jatiluwih (ok. 800 m n.p.m.) i choć wydawało nam się, że po tarasach w Tegalalang nic nas już nie zaskoczy, znów daliśmy się uwieść niezwykłym widokom.
Istniejący tu ekosystem został zbudowany na bazie stworzonego już w IX wieku systemu nawadniania zwanego subakiem. Nie chodzi o zwykłą gospodarkę wodną, ale pewną filozofię opartą na równowadze między sferą duchową, ludzkim światem i naturą. Nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że przez ostatnie 1000 lat budowano tu niezwykle malowniczą ekologiczną machinę złożoną z wielu elementów, które tworzą spójną całość.
 
(...)
 
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Indonezja

Zobacz też