Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Byłem, widziałem | Kaukaz

Wszystko przeciw Elbrusowi

NPM 5/2009
Numer wyprzedany
Autor:
Tomasz Cylka
Na Elbrus (5642 m n.p.m. – zdjęcie u góry) wchodzi codziennie około 150 osób. Zdjęcie poniżej: podejście nad Skałami Pastuchowa ( FOT. Piotr Adamski)
Nie ma Elbrus łatwego życia. Góra komercyjna jak żadna inna, Rosjanie żądają łapówek, a ludzka atmosfera na szlaku nieciekawa. Do tego przy sprzyjającej pogodzie wejście nie dostarcza żadnych trudności technicznych, przez co większość cenionych himalaistów traktuje szczyt z politowaniem. A jednak góra przyciąga tysiące turystów. I mimo że wszystko przemawia przeciw Elbrusowi, to naprawdę warto na ten szczyt wejść.

Czy Elbrus to jeszcze Europa? Pewnie wszyscy to wiedzą, ale dla formalności przypomnę, że zamieszania narobił Reinhold Messner, pierwszy zdobywca Korony Himalajów. Jego zdaniem, najwyższym szczytem Europy nie jest alpejski Mont Blanc (4810 m n.p.m.) tylko kaukaski Elbrus (5642 m n.p.m.). Spory do dziś zostają nierozstrzygnięte. A wszyscy, którzy przyjeżdżają w te strony, powtarzają sobie anegdotę o tym, że wystarczy wejść do toalety w Mineralnych Wodach, żeby znaleźć odpowiedź na pytanie, czy to jeszcze Europa?
Jednak z Messnerem dyskutować nie wypada. Kto chce wejść na dach Starego Kontynentu, ten musi jechać nie tylko do uroczego Chamonix, ale i do dalekiego Azau. Po zdobyciu Mont Blanc musieliśmy zatem spróbować Elbrusa. Choć dobrze wiedzieliśmy, że o górskim romantyzmie w tamtym rejonie nie mamy co marzyć.
W internecie roi się od relacji z wejścia na Elbrus. Lektura kilkunastu z nich totalnie człowieka ogłupia. Każdy autor ma swoją wizję.
– To taka większa Śnieżka – przekonuje ten, kto wchodził w pięknym słońcu.
– To jest walka jak na ośmiotysięczniku – pisze ten, kto na dobrą pogodę  nie trafił i z Kaukazu wrócił na tarczy.

Ucieczka przez płotki
Wsiadając do samolotu z Berlina do Moskwy, nie wiemy, czego się spodziewać. Mamy tylko mglisty obraz tego, jak to może wyglądać. Kilka rzeczy w relacjach się powtarza. Góra jest komercyjna. Ciągną na nią tabuny wycieczek z opłacanymi przewodnikami. Na 4200 m n.p.m. dumni wjeżdżają ratrakiem i później czują się wielkimi zdobywcami. Na całej trasie walają się tony śmieci i nikt z miejscowych nawet nie myśli, że można by to posprzątać. A sami Rosjanie na każdym kroku myślą o tym, żeby wyciągnąć z turystów setki rubli. Jednego możemy być pewni: nie będzie cicho i spokojnie jak na niejednym alpejskim szczycie, gdzie nie dociera kolejka. Reszta to loteria. Trafi się pogoda, to się uda. Jak kondycja dopisze, to nie ma mocnych, żebyśmy przegrali.


Pełna treść artykułu dostępna dla osób zalogowanych.
Zaloguj się lub załóż bezpłatne konto w serwisie.

Zobacz podobne artykuły

Kaukaz
Rosja

Zobacz też