Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Okiem Bazyla |

Wszystkie góry prezydenta

NPM 2/2017
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Andrzej Bazylczuk
(fot. Grzegorz Grupiński)
Przytłoczony harmidrem w kraju chciałem zrobić przewodnik po górach nazwanych na cześć polityków i ostrzec Was, byście omijali je szerokim łukiem. Już krótkie spotkanie z mapą USA przekonało mnie jednak do zmiany planów. Otóż według Amerykanów ich góry i prezydenci idą w parze.

Rozważania o amerykańskich prezydentach i ich górach zacząć musimy od Dakoty Południowej, a konkretnie pasma Black Hills. To tam wznosi się słynna Mount Rushmore. Wprawdzie Indianie nazywali ją Górą Sześciu Dziadków, ale „zdobywcy Nowego Świata” nie przejęli się ich zdaniem i przechrzcili szczyt na cześć prawnika Charlesa E. Rushmore’a. W latach 1927-1941 dostarczono mu zacne towarzystwo – w ścianie wyrzeźbiono ogromne głowy prezydentów: George'a Washingtona, Thomasa Jeffersona, Theodore'a Roosevelta i Abrahama Lincolna. Patrząc na tę obsadę, można wywnioskować, których prezydentów Amerykanie lubią najbardziej. W dużej mierze potwierdza się to też w trakcie przeglądania nazw gór USA.
Aż kilkanaście szczytów nazwano Mount Washington. Najprawdopodobniej najwyższy z nich jest w Nevadzie (3553 m n.p.m.), ale ciekawszy wydaje się jego imiennik z New Hampshire. Po pierwsze, jak na górę, która ma niespełna 2000 metrów n.p.m., straszy ogromną liczbą śmiertelnych wypadków – zginęło na niej ponad 130 osób. Zabójcze są tam niesamowicie silne wiatry (rekordowy osiągnął 372 km/h) i pogoda potrafiąca momentalnie zrobić zwrot o 180 stopni i nieprzygotowanym turystom dać lekcję, którą zapamiętają do końca życia... Czyli, niestety, czasem niezbyt długo. Po drugie, jest to kolejny przykład ignorowania lokalnej kultury. Górze nadano nazwę, choć w użyciu były co najmniej trzy indiańskie (Waumbik, Agiochook i Kodaak Wadjo).
Po latach stwierdzono, że skoro najwyższa góra w okolicy nosi imię pierwszego prezydenta, to świetnym pomysłem będzie nazwanie kolejnych na cześć jego następców. Dzięki temu całe pasmo znane jest dziś jako Presidential Range, chociaż prócz prezydentów mieszka w nim też kilku innych polityków. Jego lokatorzy co jakiś czas się zmieniają. Na przykład w 2003 roku stan zabrał górę senatorowi Henry'emu Clayowi (politykowi z pierwszej połowy XIX wieku) i podarował ją Ronaldowi Reaganowi (roszady nie zaakceptowały władze federalne). Przez jakiś czas w Prezydenckim Łańcuchu znajdował się też Mount Clinton, ale nie była to pamiątka po Billu czy Hillary, ale po DeWittcie Clintonie, polityku, który zmarł w 1828 roku. Podobnie jak w poprzednim przypadku tak i tutaj senator został wygryziony przez prezydenta, gdyż dziś zamiast Mount Clinton mamy Mount Pierce po Franklinie Piersie, który rządził USA w połowie XIX wieku.
 
(...)
 
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też