Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Retro |

Wodospady Pośny

NPM 12/2012
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Tomasz Rzeczycki
Widokówka z Gór Stołowych z czasów PRL. W lewym dolnym rogu - wodospady (fot. archiwum Tomasza Rzeczyckiego)
Na wschód od Szczelińca Wielkiego, na zboczu Gór Stołowych w latach 1885-1888 działacze turystyczni Kłodzkiego Towarzystwa Górskiego z sekcji w Radkowie zbudowali sztuczne kaskady, wodotrysk i punkt widokowy na rzeczce Pośnie. Cóż jednak takiego budzącego zawiść musiało być w tej inwestycji, skoro nawet w 1992 roku na łamach periodyku „Karkonosz” określono ją jako „kuriozalny przykład powszechnego w niemieckich górach »poprawiania przyrody«”?

Odpowiedź jest oczywista. Polscy działacze turystyczni byli daleko w tyle za Niemcami w dziele zagospodarowania turystycznego gór. Polacy obejmując we władanie w 1945 roku Ziemie Odzyskane, zastali w tamtejszych górach m.in. wiele skałek z wykutymi stopniami, punkty widokowe zabezpieczone barierkami czy też wodospady górskie ze sztucznymi spiętrzeniami wody. Tego typu inwestycje były praktycznie nieznane w Karpatach. Silna po II wojnie światowej wśród części społeczeństwa polskiego fobia antygermańska wyrażana była nie tylko w postaci nienawiści do Niemców, lecz także do nieznanych wcześniej Polakom wytworów kunsztu cywilizacji niemieckiej.
Warto zacytować jeden z opisów wodospadów Pośny. W październiku 1946 roku dziennikarz jednej ze śląskich gazet z rażącym brakiem obiektywizmu opisywał je w następujący sposób: „Niemcy z właściwym sobie brakiem gustu i właściwą sobie umiejętnością szpecenia natury pomogli jej bardzo do stworzenia kilku niewielkich siklaw, zaopatrzonych oczywiście w drogowskazy, objaśnienia i zakazy”. Uchowała się nawet przedwojenna tabliczka głosząca: „Das betreten des Springwasseranlages wird streng bestraft” (niem. „Wstęp do wodospadów surowo wzbroniony”). Głosy zachwytu wobec niemieckiej infrastruktury turystycznej w tamtych czasach były nieliczne, ale jednak były. W sierpniu 1947 roku katowicki „Dziennik Zachodni” wspomniał, że w okolicy Radkowa znajdują się piękne wodospady.
Tuż po wojnie rejon wodospadów odwiedzali nie tylko turyści, lecz także naruszyciele granicy. Jeden z nich, niejaki Ludwik Zając, około godziny jedenastej 25 lutego 1947 roku został w rejonie wodospadów ujęty przez patrol Wojsk Ochrony Pogranicza ze strażnicy nr 243 z Radkowa pod zarzutem próby przekroczenia granicy do Czechosłowacji.
Zamiast otoczyć wodospady ochroną i przeprowadzić niezbędne prace konserwacyjne, postanowiono je wykorzystać przemysłowo. Przeprowadzone badania bakteriologiczne wykazały, że płynąca tam woda jest zdrowa i nie wymaga odkażania, a jedynie przefiltrowania. Ponadto, ze względu na miękkość pośnieńskiej wody, uznano, że można by ją pozyskiwać i wykorzystać w przemyśle powiatu kłodzkiego. Państwowe Zakłady Wodne w Nowej Rudzie na początku 1949 roku przedłożyły Wydziałowi Powiatowemu w Kłodzku szczegółowy projekt ujarzmienia wodospadów. Projekt zakładał budowę dwu zbiorników na wodę w pobliżu Radkowa.
Realizacja ujęcia wody na Pośnie została jednak odłożona na później. Na razie wodospady cieszyły oczy turystów, którzy schodzili z Gór Stołowych do Radkowa szlakiem turystycznym obok wodospadów. Niestety, nikt nie poczuwał się do konserwacji ścieżki. „Kto i kiedy zajmie się naprawieniem schodów i poręczy ubezpieczających obok wodospadów?” – grzmiała w czerwcu 1961 roku śląska prasa (swoją drogą na ten apel chyba nikt nigdy nie odpowiedział – świadczy o tym choćby moja wizyta w tym miejscu w 2004 roku, kiedy schodząc do Radkowa natrafiłem na poskręcane resztki metalowych poręczy).
Wróćmy jednak do czasów, gdy wodospady leżały w granicach powiatu noworudzkiego. W 1962 roku wodospady Pośny były już tylko wspomnieniem. Przestały istnieć, gdyż wysadzono je w powietrze przy okazji budowy ujęcia wody dla Nowej Rudy i sąsiedniego Słupca, który wtedy nie był jeszcze dzielnicą Nowej Rudy. Co gorsza, przy okazji zniszczeniu uległo również ujęcie wody dla schroniska PTTK na Szczelińcu Wielkim, które dyskretnie ukryte znajdowało się przy wodospadach. W skutek tego najstarsze polskie schronisko PTTK zostało całkowicie pozbawione dopływu wody.
Szkoda, że jedna z najciekawszych atrakcji turystycznych ziemi noworudzkiej przestała istnieć. Zamiast tego, schodząc z Gór Stołowych, można obejrzeć budynki ujęcia wody, które w porównaniu z dawnymi wodospadami posiadają zerową wartość estetyczną. Pośna płynie już głównie na mapie, a w terenie spotkać można niepozorny, sączący się strumień. A przecież ujęcie wody można było zbudować gdzie indziej. Niestety, przez psioczenie na rzekomy niemiecki brak gustu, turyści stracili coś naprawdę niepowtarzalnego.


Zobacz podobne artykuły

Polska

Zobacz też