Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Reportaż | Tokaj

Winny koniec Karpat

NPM 11/2014
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Grzegorz Grupiński
Widok z Kopasz-hegy. Trudno o lepszą ilustrację trafności geograficznej nazwy „Wielka Nizina Węgierska” (fot. Grzegorz Grupiński)
Jest wiele miejsc, gdzie góry spotykają się z niziną, ale tutaj dzieje się to w wyjątkowo urokliwej scenerii. Bo gdzież indziej Karpaty kończą się jak nożem uciął i można poszusować na nartach pośród winnic?

Słowacka droga numer 553 z Trebišova tnie przez lekko pofalowaną równinę prosto na południe. Potężniejący na horyzoncie ciemny wał gór to znak, że zbliżamy się do węgierskiej granicy.
Mijamy z Anetą przejście graniczne i oto już Sátoraljaújhely, miasto pamiętne z pierwszych scen filmu „C.K. Dezerterzy”. Stąd w kierunku zachodnim rozciąga się pasmo Gór Zemplińskich (węg. Zempléni hegyseg).
Kulminacja masywu to graniczny Nagy-Milic (po słowacku – Veľký Milič), mierzący zaledwie 895 m n.p.m. Mimo to krajobraz jest tu piękny, bo jak to w wulkanicznych masywach stoki są tutaj całkiem strome, a wysokości względne – pokaźne. Niestety, Góry Zemplińskie są zarośnięte gęstym lasem, więc raczej nie palimy się do ich zdobywania. Tymczasem wolimy zwiedzić dwa imponujące zamki: położone na bazaltowej skale ruiny w Füzér oraz dominującą nad wsią twierdzę w Boldogköváralja.
Jednak prawdziwy cel naszej podróży znajduje się na południowym krańcu masywu. To miasto noszące nazwę taką samą jak sławne miejscowe wino, zwane niegdyś „winem królów, królem win”.

Między Łysą i Cisą
Od granicy na Nagy-Milic linia Karpat stopniowo się obniża, niemal do samej niziny, by za miejscowością Bodrogkeresztúr podnieść się po raz ostatni. To kopulasta Kopasz-hegy (512 m n.p.m.), po naszemu – Łysa Góra. U jej stóp leży Tokaj, przycupnięty pomiędzy stokami pełnymi winnic a leniwym nurtem Cisy. Wracamy tu kilkakrotnie, ujęci w równym stopniu malowniczym położeniem miasteczka, co jego senną atmosferą.
Miasto słynie z produkcji win, toteż jest popularnym punktem na trasach turystyki masowej. Grupy turystów snują się po spokojnych uliczkach, zabudowanych małymi, schludnymi domkami. Okupują winne knajpki i zapełniają sklepy, w których można zaopatrzyć się w różne gatunki trunku. Do wyboru, do koloru – od szlachetnych odmian po wino w najbardziej ekonomicznych plastikowych butelkach. Tak jak inni krążymy po uliczkach wspinających się na zbocza Kopasz-hegy. Wszędzie kuszą szyldy winnych piwniczek, prowadzonych przez właścicieli rodzinnych plantacji. Bo w Tokaju wszystko się kręci dokoła wina. W miejscowej lodziarni zjedliśmy nawet lody o winnym smaku: Tokaji Aszúval, rzecz jasna – dozwolone od lat 18.
Knajpki zamykają się tu jednak wcześnie, a większość turystów wyjeżdża, nie znalazłszy poza próbowaniem wina żadnych innych rozrywek. Nam to odpowiada i z lubością spacerujemy po wyludnionych ulicach.

Goły i wesoły
Nazajutrz wcześnie rano kierujemy się na główny plac Kossuth tér, ozdobiony frywolnym pomnikiem rozbawionego Bachusa – jest nagi, bo przepił całe ubranie i został jedynie w butach. Zamierzamy odwiedzić najpopularniejszą atrakcję Tokaju – piwnice Rákóczi Pince. W ten sposób… zajrzymy „pod spód” tokajskiej Łysej Góry – i to zanim chłodne korytarze wypełni tłum zwiedzających.
Obiekt istnieje od kilkuset lat, w swoim czasie należał do Franciszka II Rakoczego, przywódcy powstania przeciw Habsburgom i księcia Siedmiogrodu. Obecnie gospodarzy w nim francusko-węgierska spółka winiarska Tokaj-Hétszőlő Michela Reybiera. Wydrążone w skale korytarze, o ścianach zarośniętych szlachetną pleśnią, prowadzą ponad kilometr w głąb Kopasz-hegy. Magazynuje się tu tysiące litrów wina w beczkach i butelkach.
Kupujemy bilety i fundujemy sobie program degustacyjny, na który składa się sześć gatunków wina. Dołączamy do drugiej pary Polaków i ruszamy w przyjemnie chłodne podziemia. Pani przewodnik oprowadza naszą skromną wycieczkę po piwnicach, opowiadając historię najsłynniejszego gatunku słodkich tokajskich win – aszú.
Podobno wszystko zaczęło się od… najazdu tureckiego, podczas którego miejscowa ludność schroniła się na dłużej w góry Zempléni. Po powrocie winiarze odkryli, że winogrona są zepsute – całe pokryte pleśnią. Mimo wszystko jeden z nich zdecydował się zrobić z nich wino, które okazało się rewelacyjnie smaczne. I tak oto do dziś klasyczne tokajskie aszú produkuje się przy użyciu esencji wytworzonej ze starannie wybranych owoców z pleśnią Botrytis cinerea. Esencję dodaje się do „zwykłego” wina bazowego. A im proporcjonalnie więcej esencji aszú, tym słodszy i pełniejszy smak produktu końcowego, więcej gwiazdek (zwanych puttonyos) na etykietce i… wyższa cena trunku.
Chociaż nie jesteśmy fanami słodkich win, tokaje spożywane we wnętrzu Kopasz-hegy smakują wybornie. Po degustacji zestawu w podziemnej Sali Rycerskiej niezwłocznie udajemy się do firmowego sklepiku Rákóczi Pince na większe zakupy.

(...)
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Artykuły z pasma Karpaty na Węgrzech (Matra, Góry Bukowe...)

Zobacz też