Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Cudze chwalicie… | Beskid Niski

Wieża znad Doliny Śmierci

NPM 11/2014
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Michał Parwa
Perspektywa krzyża i jego spojrzenie na pogórza (fot. Michał Parwa)
Nie ma sensu dywagować nad tym, jak by to wszystko wyglądało bez Andrzeja Stasiuka. Upłynęło wiele wiosen, odkąd pomalował on swoim piórem ten przygraniczny skrawek ziemi zapomnianej. Przypomniał światu o Dukli, Żmigrodzie i Wasylu Padwie. Szkoda tylko, że tak późno, bo po Beskidzie Dukielskim można chodzić od dawna.

Środkowa część Beskidu Niskiego rozłożona jest po obu stronach szosy na Przełęcz Dukielską. Wszystkie znaczące wzniesienia są zalesione. Wybitnych punktów widokowych nie ma tu zbyt wiele. Południe wyznacza granica państwa. Tyle ze stron przewodnika, aby mniej więcej zilustrować miejsce akcji. Teraz o bohaterach, ale już ze Stasiuka: „Ludzie stali na rogach ulic i na coś oczekiwali. Było cicho, żadnego gwaru, ruchu też niewiele, mężczyźni palili papierosy, kobiety rozmawiały przyciszonymi głosami”. I właśnie po to przyjechaliśmy: aby osiągnąć pewien stopień medytacji, której początek wyznacza starowinka z krasulą na łańcuchu i kilku mężczyzn przetaczających się po placu z kosami. Jakież to poruszenie może wzbudzić nieznany samochód na obcych rejestracjach, zrozumiałem dopiero w Nowym Żmigrodzie. Turysta w tych stronach to już nie zagadka, ale do zjawiska codziennego jeszcze mu daleko.

Pątnik czy turysta?
Rozgrzany silnik gasimy przy posterunku policji. Biegun cywilizacji zdążył przenieść się spod kościoła do miejscowej lodziarni. Filozoficzne rozprawki o wyższości waniliowych nad czekoladowymi przerywa dopiero chrzęst naszych kijków. Sprzęt w tych stronach najwyraźniej rzadko widywany, a w ślad za tym godny stosownego komentarza. Toteż naszej wędrówce wzdłuż szosy do Krempnej towarzyszy cała armia zaciekawionych spojrzeń.
Pierwszy kilometr zielonego szlaku biegnie po asfalcie wylanym wzdłuż koryta Wisłoki. Nic wielkiego, aż do mostku, gdzie znaki odbijają na wschód. Nawierzchnia co prawda się nie zmienia, ale droga jest dużo węższa i, co najważniejsze, wcina się w zalesione grzbiety. Jak to w Beskidach kolejny rozdział scenariusza można przewidzieć. Najpierw muszą się skończyć domy – płynnie przejść w łąki i pola, które to niepostrzeżenie giną w lesie. A gdzieś między tym wszystkim urywa się asfalt. Idealnie pośrodku przysiółka Podgóry, skąd roztacza się okazała panorama Żmigrodu. Dalej ścieżka pnie się wśród krzaków i drzew, gdzie w cieplejsze dni hordy meszek i komarów wyczekują na Bogu ducha winnych wędrowców. O tych pierwszych pewien miłośnik zwierząt raczył pomyśleć, stawiając ławkę dla tych drugich pośrodku młodnika i pokrzyw. Prędzej to paśnik niż miejsce odpoczynku. Zachodzi więc pewna zależność pomiędzy zagęszczeniem owadów a tempem naszego podejścia. I tak aż do uroczyska Srebrne – gęstwiny opadającej ze wzniesienia Golesz (452 m n.p.m.), które przychodzi nam trawersować po pierwszej godzinie marszu.
Po kilku minutach od ławki widać pierwsze prześwity. Wychodząc z lasu, łączymy się z drogą krzyżową rozłożoną na zachodnim zboczu. Trudno ją przeoczyć, ze względu na urok kutych stacji, wyposażonych dodatkowo w lampy. Pomysłodawcą projektu był pierwszy proboszcz młodej parafii z Kątów, ks. Jan Cebulak.
W 1997 roku rozpoczął on starania o godne upamiętnienie przełomu tysiącleci i VII pielgrzymki Ojca Świętego do Polski. Wybór padł na pobliską Grzywacką Górę
(567 m n.p.m), gdzie zbudowano oryginalny krzyż milenijny i zarazem wieżę
widokową. Stalową rurę, otoczoną krętymi schodami, wieńczy niewielka platforma, osadzona 12 metrów nad ziemią. Ponad nią wyrasta tylko krzyż. Dzięki temu bezleśny wierzchołek zyskał jeszcze lepszą perspektywę. Turyści natomiast kolejny argument, by delektować się panoramą ze szczytu, których w Beskidzie Niskim jest jak na lekarstwo.
Takiej okazji nie można zmarnować. Wbiegamy po schodach i zaczynamy sesję fotograficzną. Na pierwszym planie pojawiają się pogórza: Ciężkowickie, Strzyżowskie i Dynowskie. Przed nimi Doły Jasielsko-Sanockie, a od zachodu pofalowane garby Magury Wątkowskiej. Wschód to już klasyczna piramida Cergowej (716 m n.p.m.), na południu zaś horyzont zamyka potężny Kamień (714 m n.p.m.), upstrzony charakterystycznym przekaźnikiem, i szczyty graniczne z Czerszlą (731 m n.p.m.) na czele. Na tym nie koniec. Podobno przy dobrych warunkach wprawione oko wypatrzy stąd Tatry. Aż nie chce się wierzyć, że przy takich widokach nie ma tu budek ze słodyczami i szturmujących wieżę tłumów. Ostał się tylko jegomość o aparycji inżyniera Mamonia z kultowego „Rejsu”, który jakby nigdy nic przeżywa Grzywacką na swój sposób – z leżakiem przy kaplicy...
– Tylko mi nie zasłaniajcie słońca!
– od razu wyznacza granicę swojej prywatności.
Kiedy się słyszy te słowa, na usta raz jeszcze ciśnie się proza Stasiuka: „[…] natura pozostaje nie zmieniona, tak jak woda, sól i metale formują się w różnorakie ludzkie ciała, by nas ratowały przed nudą”. Dlatego właśnie zachowujemy bezpieczną odległość, zajmując ławki na drugie śniadanie.

(...)
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Beskid Niski
Polska

Zobacz też