Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Widziane z gór | Monika Witkowska

Wierzyć? Nie wierzyć? Oto jest pytanie!

NPM 1/2016
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Monika Witkowska
(arch. Moniki Witkowskiej)
Jesteś przesądna? – zapytał mnie znajomy. – Nie, nie jestem… – odrzekłam zdziwiona. – A właściwie – trochę jestem! – poprawiłam się po chwili. Nie da się ukryć, że zwłaszcza przed trudniejszymi, a zarazem bardziej ryzykownymi wyprawami coś tam w mej (pod)świadomości się tli.

Tak jak przed Everestem, kiedy kilka dni przed wylotem do Nepalu na cmentarzu drogę przebiegł mi czarny kot. Wprawdzie mały, ale czarny. W każdej innej sytuacji pewnie nawet bym na niego nie zwróciła uwagi, jednak tym razem myślami byłam już na niebezpiecznym Icefallu. Profilaktycznie postanowiłam kota ominąć, co łatwe nie było, bo na równoległym chodniku siedział jego – jak przypuszczam – brat. Przy trzecim kocurze zataczanie półkola odpuściłam, tłumacząc sobie, że to jak z widmem Brockenu – po trzech takich sytuacjach złowieszcza wróżba samoistnie się anuluje.
No właśnie – spotykane w górach widmo Brockenu… Chodzi o nasz cień odbity na widzianej poniżej nas chmurze. Zobaczyłam go w czasie wspinaczki na Matterhorn i, chcąc nie chcąc, przypomniałam sobie, że przynajmniej dawniej wierzono, iż kto takie zjawisko zobaczy, w górach zginie. W to akurat wierzyć nie zamierzałam. Na szczęście znam kilka osób, które widmo widziały i mimo upływu wielu lat mają się dobrze.

Z bóstwami żyj w zgodzie
Z drugiej strony na wszelki wypadek staram się szansę na przychylność losu zwiększać. Na przykład dobrze żyjąc z miejscowymi bóstwami. Wiem, niektórzy popukają się w czoło, inni przypomną, że pochodzę z katolickiego kraju, jeszcze inni wypomną braki w wykształceniu. Ja jednak lokalne tradycje i wierzenia staram się respektować, nie tylko na zasadzie „nie zaszkodzi, a pomóc może”, ale – co nawet ważniejsze – z szacunku dla miejscowych ludzi, a zarazem ze względu na etnograficzną ciekawość. Różne to ma przejawy. W Nepalu czy Tybecie na przykład wszelkie stupy czy tak zwane murki mani (inaczej mówiąc – miejsca sakralne) obchodzę zgodnie z ruchem wskazówek zegara, w różnych intencjach kręcę napotkanymi młynkami modlitewnymi, no i oczywiście podczas swoich himalajskich wypraw zawsze uczestniczę w pudżach. Mam na myśli buddyjskie nabożeństwa odprawiane w każdym obozie bazowym, bez których żaden z Szerpów w wyższe góry się nie ruszy. W czasie pudży przynosi się do pobłogosławienia swój wspinaczkowy ekwipunek, składa się bóstwom gór ofiary (są wśród nich między innymi piwo, whisky czy coca-cola, których część wypija się w trakcie pudży, a resztę pakuje się lamie w formie prezentu), lama mruczy mantry, rozwiesza się kolorowe buddyjskie chorągiewki modlitewne (to właśnie znak, że w obozie była już pudża), są śpiewy, a czasem nawet i tańce. Lama daje każdemu kremową szarfę (można ją zabrać do domu albo zawiesić na szczycie) i zawiązuje na szyi kolorowy sznureczek „na szczęście” (powinniśmy go nosić minimum siedem dni, ale ja swój zdejmuję dopiero po powrocie do domu).
Zresztą na tym oddawanie czci górskim bogom się nie kończy (Szerpowie niezależnie od zasad buddyzmu wierzą też, że wszystkie szczyty mają swojego boga czy boginię). Przed każdym wyjściem z obozu bazowego na trudniejszą wspinaczkę tragarze czy też lokalni przewodnicy idą do obozowego ołtarzyka, palą przygotowane
wcześniej gałązki ziół i trzykrotnie rzucają w kierunku gór garść ryżu. Przyznaję: ja też tak robię, co sprawia, że niezależnie od układów z lokalnymi bóstwami mam też dobre układy z Szerpami.

(...)

Więcej – czytaj w numerze „n.p.m.”

Monika Witkowska – deklaruje, że jej życie jest uzależnione od podróży, gór i żeglowania. Pasję udało jej się połączyć z pracą zawodową – została piszącą o podróżach dziennikarką i pilotką wycieczek. Odwiedziła około 180 krajów, zdobyła prawie wszystkie góry należące do Korony Ziemi, przepłynęła tysiące mil morskich. O swoich doświadczeniach opowiada nie tylko w artykułach, ale również w książkach – należą do nich m.in. wydane przez wydawnictwo Bezdroża „Everest. Góra Gór” oraz poradnik globtroterski „Z plecakiem przez świat – vademecum podróżnika”, wydany pod patronatem „n.p.m.”. Jego recenzję (wraz z konkursem!) znajdziecie w lutowym numerze „n.p.m.”.


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też