Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Rozmowa | Grzegorz Gawlik

Wiem, że mogę zginąć

NPM 6/2018
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Jakub Terakowski
()
Grzegorz Gawlik, podróżnik i przewodnik

Właśnie wróciłeś do Polski...
…z Ameryki Środkowej.

Co tam robiłeś?
To była kolejna wyprawa w ramach Projektu 100 Wulkanów. Chcę – jak się łatwo domyślić – zdobyć ich sto, ale nie pierwszych lepszych. Przynajmniej połowa z nich musi być aktywna, a wszystkie nieprzeciętne i starannie wyselekcjonowane, do tego wyjątkowe pod względem klimatycznym, sejsmologicznym lub wspinaczkowym. Moją największą wadą jest perfekcjonizm. Walczę z nim, lecz bezskutecznie, więc póki co, chcę być z tej setki zadowolony. Na samej Etnie jest ponad 300 kraterów, każdy de facto jest wulkanem. Mógłbym zatem pojechać tam na miesiąc i błyskawicznie obwieścić zakończenie projektu, ale plan tak zrealizowany byłby dla mnie bezwartościowy.

Wszystko zaczęło się na dnie

Skąd pomysł na ten projekt?
Przyszedł mi do głowy nagle, w 2006 roku, na dnie krateru Khorgo w Mongolii. Wulkany pasjonowały mnie od dawna. Interesowałem się geologią, jako dzieciak biegałem po śląskich, dymiących hałdach i marzyłem o tym, żeby zobaczyć prawdziwy wulkan. A to z polskiej perspektywy jest dość trudne, gdyż najbliższe znajdują się tysiące kilometrów stąd.
Khorgo był moim pierwszym wulkanem, wprawdzie nieaktywnym, wygasłym, lecz „prawdziwym”. Jako jedyny z całej grupy zszedłem na jego dno. Tam wpadłem do jakiejś dziury, potłukłem się i wygramoliłem z trudem. Byłem cały poobijany, ale szczęśliwy. Spodobało mi się, więc postanowiłem, że zdobędę ich jeszcze 99. Nie miałem wówczas najmniejszego pojęcia, na co się porywam. Stwierdziłem tylko, że sto wulkanów brzmi fajnie i tyle. Nie przeszło mi przez myśl, że projekt tak się rozrośnie i będzie przygodą życia. Nie wiedziałem też, jak mało znane są wulkany, jak mało o nich wiemy i jak niewiele osób zajmuje się nimi, bada je i eksploruje. Na początku najważniejszy był dla mnie wymiar przygodowy i wspinaczkowy. Traktowałem wulkany jak góry, były dla mnie wyzwaniem, zdobywałem je. Równocześnie jednak poszerzałem wiedzę o nich i stopniowo uświadamiałem sobie, jak niezwykłymi są miejscami do badań i odkryć. Teraz najistotniejszy jest dla mnie aspekt naukowo-eksploracyjny. Znam wulkany, na których wierzchołku było przede mną zaledwie kilku ludzi. Wiele z nich zdobyłem jako pierwszy Polak, z innych mam absolutnie unikalne materiały fotograficzne i filmowe. Projekt jest przewidziany na 25 lat.

Ćwierć wieku? Dlaczego aż tyle?
Bo dotychczas udawało mi się zdobywać średnio cztery, pięć wulkanów na rok. Rachunek jest więc prosty. Nie zależy mi na szybkości, lecz na jakości. Projekt obejmuje dwie kategorie – główną i pomocniczą. Do głównej trafiają te spośród zdobytych przeze mnie wulkanów, które uznaję za wartościowe i zaliczam do honorowej setki. Natomiast w tabeli pomocniczej uwzględniam tak zwane „inne miejsca wulkaniczne” –pola lawowe, jaskinie wulkaniczne, obszary gejzerów oraz mniej istotne wulkany – niezbyt ciekawe, łatwo dostępne lub podobne do tych, które zdobyłem już wcześniej. Zakwalifikowanie do właściwej kategorii wymaga analizy. Z ostatniej wyprawy „przywiozłem” 16 wulkanów, ale jedynie połowa trafi do głównej tabeli.
(...)
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też