Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Temat numeru | Dramat na Nanga Parbat

Wielka jest moc człowieka

NPM 3/2018
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Dorota Rakowicz
(fot. Facebook Tomasza Mackiewicza)
  W ostatnich tygodniach ekspertami od gór wysokich stali się turyści sprowadzani z Morskiego Oka, celebryci, politycy oraz dziennikarze i kolejność nie jest tu przypadkowa. Jak mówić o dramacie na Nanga Parbat, skoro nawet Doda zamieszczała wpisy o Tomku Mackiewiczu, który pół roku przed wyjazdem do Pakistanu napisał wprost: „Nie robię tego dla szoł”.  

22 marca 2009 roku. W Gdyni odbywają się właśnie jubileuszowe, bo dziesiąte Ogólnopolskie Spotkania Podróżników, Żeglarzy i Alpinistów. Kinga Baranowska odbiera Kolosa za rok 2008, w kategorii Alpinizm. Jej dokonanie jest niezwykłe. Jako pierwsza Polka w historii stanęła na Dhaulagiri (8167 m n.p.m.) oraz Manaslu (8156 m) i to w ciągu jednego roku. Ale Kolosa za Wyczyn roku odbiera wtedy ktoś inny. To Marek Klonowski i Tomek Mackiewicz, którzy dokonali trawersu Mount Logan (5959 m n.p.m.), góry długiej aż na 40 kilometrów. W kronikach zapisano też, że byli autorami pierwszego polskiego wejścia na główny wierzchołek masywu.
Pół roku wcześniej, w sierpniu 2008 roku Mackiewicz publikuje na łamach „n.p.m.” relację z tej wyprawy. W obliczu ostatnich wydarzeń na Nanga Parbat jej tytuł brzmi bardzo wymownie – „O krok od śmierci”. Tomek pisze wtedy: „Zrobiliśmy coś, czego jeszcze nikomu się nie udało. (...) Warto było, choć odmrożone palce u nóg po utracie paznokci długo będą się regenerować. Sami nie możemy w to uwierzyć. Wielka jest moc i wytrzymałość człowieka”.
– To był pierwszy raz Tomka w wysokich górach. Mam wyrzuty sumienia, bo to ja go zabrałem. Później pojechał na Chan Tengri (7010 m n.p.m.) i wkręcił się w góry – powie Klonowski dekadę później. Obaj spotkali się na imprezie u wspólnych znajomych w Dublinie.
Lipiec-sierpień 2009
– Po co ci tam jechać, już byłeś w tych górach – mówi babcia Tomka w filmie o wejściu na Chan Tengri w 2009 roku. Ta scena została nakręcona przed jego wyjazdem. Z drugiej strony kamery słychać, jak roześmiany Czapkins odpowiada: – Trzymaj kciuki, żeby się udało.
O wyprawie na jeden ze szczytów należących do tytułu Śnieżnej Pantery też pisze autorski tekst na łamach „n.p.m.” (nr 11/2009). I znów tytuł mrozi krew w żyłach – „Walczący z lawinami”. Zaczyna w ten sposób: „Wejście na Chan Tengri było moim marzeniem już od jakiegoś czasu”. To dokładnie tak, jak było później z Nanga Parbat.
15 lipca wyrusza do Tien-szanu. Całe jego doświadczenie wysokogórskie przed wejściem na ten trudny siedmiotysięcznik to jedynie wyprawa na Mount Logan. Na dodatek tym razem będzie się wspinać samotnie. Mimo to przekracza granicę 7000 metrów n.p.m. i dokonuje swojego najważniejszego wejścia przed wyjazdem w Himalaje. „Gramolę się z trudem, by na samym wierzchołku stanąć wreszcie na wyprostowanych nogach. – Jestem tu – myślę z ulgą” – pisze o wejściu na wierzchołek Chan Tengri.
2010/2011
– Pozwolenie na Nangę było tanie, kilkaset euro za dwóch, to pojechaliśmy. Poza tym pod Nangę było najłatwiej dotrzeć. Trekking trwa tylko dwa dni – tłumaczy Marek Klonowski, który przekonał Mackiewicza do wyjazdu w Himalaje i był jego pierwszym partnerem na Nandze. Na dodatek dla pracujących przy elektrowniach wiatrowych Marka i Tomka zima jest martwym sezonem i doskonałym momentem na długi wyjazd.
Ten „przypadek” sprawia, że dwóch początkujących alpinistów jedzie zdobywać, bez zaplecza wyprawowego, jeden z ostatnich niezdobytych zimą ośmiotysięczników. W zimie 2010/2011 roku, wspinając się drogą Kinshofera, osiągają 5100 metrów n.p.m. Ale mimo tej niepozornej wysokości, porównywalnej choćby z gruzińskim Kazbekiem, zmieniają pojęcie himalaizmu na zawsze.
Bo przez lata niekomercyjna wyprawa na ośmiotysięcznik, na dodatek niezdobyty jeszcze zimą, to była historia zarezerwowana tylko dla kilku wybrańców. Tymczasem Tomek i Marek tworząc projekt „Nanga Dream”, rozbudzają w tysiącach ludzi pasję do gór. Dają im poczucie, że nawet ośmiotysięczniki są dla wszystkich. Ile tym robią dobrego, ile złego, każdy może ocenić sam, ale jedno jest pewne – otwierają wysokie góry dla osób, które wcześniej himalaizmem się nie interesowały. Udowadniają, że w tym wszystkim nie chodzi tylko o zdobywanie.
Na pytanie: „Jaka była idea wyjazdów na Nangę?” Marek Klonowski odpowiada: – „Nanga Dream. Justice for all”. Sprawiedliwość dla wszystkich. Trochę ludzi to podchwyciło, zaczęło nam kibicować. Jak tu nie walczyć, nie wypruwać się, by świat stał się sprawiedliwy? – tłumaczy Klonowski.

(...)

Więcej - czytaj w numerze "n.p.m."
 


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też