Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Byłem, widziałem | Andy Ekwadorskie

Wielka Dziesiątka

NPM 5/2011
Numer wyprzedany
Autor:
Izabella Sapua, Jarosław czka
Ze szczytu Carihuairazo obserwować można prawie całą Aleję Wulkanów (fot. Izabella Sapuła, Jarosław Łączka)
Andy Ekwadorskie to Aleja Wulkanów. Tak nazwał je Aleksander von Humboldt i określenie przyjęło się w górskim światku. Są wśród nich olbrzymy pokryte wielkimi czapami lodowymi (Chimborazo, Cayambe czy Antisana), są wciąż aktywne wulkany (Tungurahua lub Sangay), są też góry wymagające większych umiejętności technicznych (Illiniza Sur i El Altar). W tej różnorodności jedna rzecz jest stała – kapryśna i nieprzewidywalna pogoda.

W górach Ekwadoru w ciągu roku pora sucha występuje dwa razy. To właściwie jedyny czas, żeby planować tu działalność górską. Pierwsza okazja jest od czerwca do sierpnia, a druga – od grudnia do lutego. Niewielka powierzchnia kraju, bliskość oceanu oraz Amazonii jeszcze bardziej komplikują sytuację pogodową.
– Każdy ze szczytów Wielkiej Dziesiątki ma charakterystyczny dla siebie klimat – mówią o ekwadorskich wulkanach lokalni przewodnicy.
Andy w Ekwadorze dzielą się na dwa wulkaniczne łańcuchy: Cordillera Occidental (Kordyliera Zachodnia) oraz Cordillera Oriental (Wschodnia), przy czym określenie łańcuch jest tutaj nieco mylące, gdyż są to wolno stojące szczyty. Rozdzielają je doliny zwane Sierra o średniej wysokości 2500-2800 m n.p.m. Tak zwana Wielka Dziesiątka, czyli wszystkie ponadpięciotysięczne szczyty Ekwadoru, to wulkany, a część z nich wciąż jest aktywna. Nasze kolejne wyprawy do Ameryki Południowej, w tym do Ekwadoru, zrodziły pomysł, by je zdobyć. Podczas kilku kolejnych wypraw stanęliśmy na szczytach Chimborazo, Cotopaxi, Cayambe, Sangay. Tak rozpoczęta przygoda musiała mieć swoją kontynuację.

Nawet mandat i Stalin nie straszny
Illiniza Norte (5126 m n.p.m.) – ósmy co do wysokości szczyt Wielkiej Dziesiątki – jako jedyny po raz pierwszy został zdobyty przez Ekwadorczyka. W 1912 roku dokonał tego ojciec ekwadorskiej wspinaczki Nicolas Martinez. Podczas wyprawy przeżył silne trzęsienie ziemi, które spowodowało kamienną lawinę. Oba szczyty Illinizas Norte i Sur niegdyś stanowiły jeden wulkan. Dziś to dwa szczyty różniące się minimalnie wysokością, ale znacznie bardziej stopniem trudności.
Po aklimatyzacji na mokrej i burzowej Imbaburze (4630 m n.p.m.) docieramy do wioski El Chaupi u stóp Illinizas. Gór oczywiście nie widać, bo solidnie pada. Nie widać również leżącego po drugiej stronie doliny Cotopaxi. Po nocy spędzonej w całkiem sympatycznym hostelu z przytulnym kominkiem ruszamy w góry. Wraz z dwoma Austriakami wynajmujemy terenowe auto, które zawiezie nas do miejsca zwanego La Virgen (3900 m n.p.m.). Warto tu wspomnieć, że z wyjątkiem El Altar i Sangay pozostałe szczyty Wielkiej Dziesiątki mają sławę najłatwiej dostępnych szczytów w Andach. Jest tak głównie dlatego, że to wolno stojące wulkany i w związku z tym często do obozów bazowych można dojechać właśnie czterema kółkami. Żeby nie było jednak tak prosto, okazuje się, że kiedy zamierzamy wyruszyć w góry, odbywa się w Ekwadorze spis ludności. Jak tłumaczą nam miejscowi, tego dnia trzeba pozostać w domu. Jeśli nie, grozi mandat. Owszem, mandat miejscowych zniechęca, ale chęć zarobienia paru dolarów nęci. W ten sposób, jeszcze pod osłoną nocy i bez włączonych świateł, ruszamy w góry.
Z La Virgen rozpoczynamy trekking do schroniska Nuevos Horizontes (4700 m n.p.m.), położonego w siodle między szczytami Illinizas. To właśnie to miejsce jest bazą wypadową na oba wierzchołki. Przejście zajmuje nam około 2,5 godziny. Najpierw wędrujemy typowym ekwadorskim paramo, czyli terenem porośniętym kępami traw i niskich krzewów, które miejscowi wykorzystują często jako pastwiska. Na samej przełęczy, w okolicach schroniska leży już sporo śniegu. To wyjątkowy sezon. Pada tak intensywnie, że Illiniza Norte, pozbawiona stałej pokrywy śnieżnej, jest zupełnie biała.
W schronisku zrzucamy niepotrzebny sprzęt na wolne miejsca noclegowe, pijemy herbatę i ruszamy dalej. Powoli i spokojnie nabieramy wysokości, podchodząc granią w kierunku wierzchołka. Docieramy do zasypanego śniegiem „paso de la muerte”. To fragment drogi, który wymaga zejścia z grani i przebiega nieco poniżej szczytu, po jego wschodniej stronie. Narażony jest na spadające kamienie, stąd jego wdzięczna nazwa „przejście śmierci albo śmiertelne przejście”. Cieszymy się, że wzięliśmy ze sobą raki. Po drodze mijamy wycofujących się Hiszpanów, którzy za radą pewnych przewodników internetowych nie zabrali ich na Illinizę Norte. Sława łatwej góry potrafi uśpić czujność. Wreszcie docieramy na szczyt. Wita nas mgła i kompletny brak widoczności, a jedyny widok, jaki mamy przed sobą, to deszcz. Nic dziwnego, że tak szybko, jak to możliwe, schodzimy do schroniska, gdzie żegnamy się z kolegami z Austrii. Chłopcy zjeżdżają do Quito, a my zostajemy na 4700 m n.p.m.
Przed nami wieczór i noc w schronisku. Mimo surowych warunków, to miejsce przyjazne, z czystą wodą, możliwością kupienia herbaty i materacami do spania. Z upływem czasu przybywa turystów i wspinaczy. Większość z nich kolejnego dnia wybiera się na Norte. Jedno niewielkie pomieszczenie w trzech czwartych zastawione jest łączonymi legowiskami, co wymusza integrację. Niekwestionowaną gwiazdą jest przewodnik, do którego wszyscy zwracają się per Stalin. Mówi wolno, z pewnym znudzeniem, ale na tyle głośno, by wszyscy go słyszeli. Jest autorytetem, jeśli chodzi o odzież i sprzęt górski. Po markach rozpoznaje, z jakiego kraju są rozmówcy. Nie pytając, skąd jesteśmy, rzuca w naszym kierunku od niechcenia, że wspinał się z Ryszardem Pawłowskim. Trafił, nie ma co. Przewodnik robi wrażenie. Ten Stalin nie daje nam jednak spokoju.
– Skąd takie przezwisko? Czy wy wiecie, kim był Stalin? – pytamy dyskretnie jednego z rozmówców.
– To nie przezwisko, lecz imię – odpowiada ku naszemu zaskoczeniu. Jak się okazuje, Ekwadorczycy często zapożyczają obce imiona, a nawet słowa, które imionami nie są, by nazywać swoje dzieci. Można tutaj spotkać panie o imieniu Alemania czy Italia. Niesamowite.


Pełna treść artykułu dostępna dla osób zalogowanych.
Zaloguj się lub załóż bezpłatne konto w serwisie.

Zobacz podobne artykuły

Zobacz też