Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Cudze chwalicie… | Beskid Sądecki

Wędrówka z Normanem

NPM 7/2009
Numer wyprzedany
Autor:
Grzegorz Stodolny
Widok z tarasu schroniska na Przehybie – w oddali Tatry (FOT. Grzegorz Stodolny)
O Przehybie wiele słyszałem. Ni to dobrego, ni złego – po prostu, że jest. Gdy więc trafiła się okazja, by wybrać się w Beskid Sądecki, nie zastanawiałem się ani chwili. Tym razem na szlaku moim towarzyszem okazał się… zwykły kij.

Po weekendowym zlocie forumowiczów „n.p.m.” na Hali Krupowej miałem jeszcze dzień wolnego. Pogoda świetna, górskie opowieści ze spotkań ciągle szumią w głowie, więc gdzie indziej pójść, jak nie w góry? Rzucam okiem na mapę i wiem, dokąd pojadę. Włączam silnik w aucie i ruszam na południe. Mój cel: Beskid Sądecki.

200 lat uzdrowiska
Wczesnym popołudniem podjeżdżam pod Muzeum Pienińskie w Szczawnicy. To najlepsze miejsce, żeby zostawić samochód przed wyjściem na obraną trasę. Blisko szlaku, z dala od centrum, no i przede wszystkim – za darmo. Szybki obiadek w postaci chleba z mięsem z konserwy i już ruszam żółtym szlakiem pod górę w stronę Bereśnika (843 m n.p.m.). Przy nowopowstającym Muzeum Uzdrowiska, które znajduje się przy tym samym placu, zwracam uwagę na plakat. Dowiaduję się z niego, że z racji 200 lat uzdrowiska organizatorzy szukają różnego rodzaju pamiątek, związanych ze Szczawnicą, takich jak foldery, książki, fotografie czy nawet… aparatury inhalacyjne.
– Ciekawa sprawa, ale muzeum się, niestety, nie przysłużę – mówię do siebie i ruszam dalej.
Po kwadransie podejścia wynurzam się spomiędzy domków i drzew. Wychodzę na łąkę, z której jest bardzo przyjemny widok na Pieniny. W oddali unoszą się granitowe szczyty Tatr.
Do schroniska pod Bereśnikiem dochodzę po około 40 minutach marszu. Lubię klimat takich miejsc, gdzie z okien można obejrzeć imponującą panoramę Tatr. Podziwiam Tatry Bielskie, słowacką Łomnicę i Lodowego, a dalej Mięguszowieckie Szczyty aż do Kasprowego Wierchu. Długo nie mogę oderwać spojrzenia od tego widoku, który przywołuje różne wspomnienia z tatrzańskich wypraw.
W jadalni spoglądam na zdjęcia, przedstawiające krótką historię schroniska. Na jednej z fotografii zauważam Eugeniusza Ogrodowicza, który jak się okazuje, był pierwszym gospodarzem schroniska pod Bereśnikiem, a dziś kieruje obiektem na Hali Krupowej. Samo schronisko wybudował dość późno, bo 1 lipca 1989 roku, pieniński oddział PTTK. Znane ono jest przede wszystkim z niepowtarzalnego klimatu, który chyba każdy górski, plecakowy wędrowiec potrafi docenić oraz z… szarlotki, która sławna jest już niemal na całą Polskę. Po godzinnej przerwie ruszam w kierunku Przehyby.


Pełna treść artykułu dostępna dla osób zalogowanych.
Zaloguj się lub załóż bezpłatne konto w serwisie.

Zobacz podobne artykuły

Polska

Zobacz też