Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Poczta N.P.M. | redakcja@npm.pl

Wędrówka przez Tatry Słowackie

NPM 7/2008
Numer wyprzedany
Autor:
Redakcja n.p.m.
()
Strasz­nie się cie­szę, że w ostat­nim nu­me­rze „n.p.m.” zna­la­zła się re­la­cja Da­nie­la Prze­woź­ne­go z Tatr Sło­wac­kich. Rok te­mu prze­sze­dłem z ko­le­ga­mi tę sa­mą tra­sę (od Zie­lo­ne­go Sta­wu Kież­mar­skie­go na Ry­sy). Co praw­da za­ję­ło nam to tyl­ko trzy dni, a nie pięć jak au­to­ro­wi, ale je­ste­śmy har­ce­rza­mi i odro­bi­na sza­leń­stwa na wy­pra­wach za­wsze nam to­wa­rzy­szy.

Gra­tu­lu­ję ta­kie­go tek­stu, bo re­la­cji z kla­sycz­nej wę­drów­ki z ple­ca­kiem od schro­ni­ska do schro­ni­ska po­win­no być na ła­mach „n.p.m.” jak naj­wię­cej. Zga­dzam się z au­to­rem, że dla więk­szo­ści lu­dzi ta­ka for­ma tu­ry­sty­ki to już prze­ży­tek. Ale też tro­chę się te­mu nie dzi­wię, sko­ro stan­dard wie­lu schro­nisk po­zo­sta­wia wie­le do ży­cze­nia, a ce­na za noc­leg jest po­rów­ny­wal­na z kwa­te­rą na do­le (a tam ła­zien­ka w po­ko­ju to pod­sta­wa!). Mi­mo wszyst­ko nie za­po­mi­naj­cie o czy­tel­ni­kach, któ­rym wę­drów­ka z ple­ca­kiem na­dal spra­wia wie­le ra­do­ści.
Pa­tryk Sko­bel
Wro­cław
 
Potęga Grossglocknera

Au­to­rom re­la­cji z wej­ścia na Gross­glock­ner gra­tu­lu­ję dy­stan­su do sie­bie. To był ory­gi­nal­ny opis z wy­pra­wy na szczyt, na któ­ry wy­bie­ra­ją się czę­sto przy­pad­ko­wi lu­dzie. Cie­ka­wy hu­mor i li­te­rac­kie na­wią­za­nia spra­wi­ły, że tekst czy­ta­ło się jed­nym tchem. Oby ta­kich ar­ty­ku­łów by­ło jak naj­wię­cej. „n.p.m.” mu­si od­da­wać emo­cje, ja­kich nie znaj­dzie­my w żad­nych prze­wod­ni­kach. I w tym przy­pad­ku to się au­to­rom uda­ło.
Szcze­gól­nie po­ru­szy­ło mnie nie­sa­mo­wi­te za­koń­cze­nie. Opi­sać ludz­ką tra­ge­dię, że­by nie zro­bić z te­go ba­nal­nej hi­sto­rii, ja­kich wie­le w ko­lo­ro­wych pi­sem­kach, to nie la­da wy­zwa­nie, któ­re­mu au­to­rzy spro­sta­li. Ży­czę im, że­by licz­ba wejść na al­pej­skie szczy­ty by­ła rów­na licz­bie zejść.
An­na Pań­kow­ska
Ka­to­wi­ce
 
Śladami Andrzeja Stasiuka

Gra­tu­lu­ję po­my­słu z czar­no­‑bia­ły­mi zdję­cia­mi, któ­re ilu­stro­wa­ły tekst o po­dró­ży śla­da­mi An­drze­ja Sta­siu­ka. Sa­me fo­to­gra­fie też re­we­la­cyj­ne i wi­dać, że au­tor ma po­mysł i pro­fe­sjo­nal­ne po­dej­ście. Jed­nak w tek­ście za­bra­kło mi tro­chę opi­sów gór. W książ­ce by­ło ich spo­ro i tro­chę szko­da, że au­tor tak ma­ło miej­sca po­świę­cił Al­pom Rod­niań­skim. Nie za­po­mi­naj­cie, że je­ste­ście ma­ga­zy­nem gór­skim i to wła­śnie góry po­win­ny być głów­ny­mi bo­ha­te­ra­mi po­dró­ży. Ale gra­tu­lu­ję cie­ka­wych po­my­słów i wy­wia­dów ze zna­ny­mi hi­ma­la­ista­mi. Roz­mo­wy z Krzysz­to­fem Wie­lic­kim i Pio­trem Mo­raw­skim prze­czy­ta­łem z ogrom­nym za­in­te­re­so­wa­niem.
Krzysz­tof Bą­czyk
Kra­ków
 
PRL-owskie budowle w Beskidach

Z za­in­te­re­so­wa­niem prze­czy­ta­łem ar­ty­kuł Krzysz­to­fa Ula­now­skie­go „Od Gol­ców do Ma­ły­sza”, bo Be­skid Ży­wiec­ki to mój uko­cha­ny re­jon. Dla­te­go nie mo­gę się zgo­dzić z opi­nią au­to­ra, że schro­ni­sko Dwo­rzec Be­skidz­ki w Zwar­do­niu przy­po­mi­na mu „wcze­sne­go Gier­ka”. Prze­cież ten bu­dy­nek po­wstał w la­tach 30. ubie­głe­go wie­ku i z sier­mięż­nym cza­sem PRL nie ma nic wspól­ne­go. Zda­ję so­bie spra­wę, że wie­le bu­dyn­ków w Be­ski­dach wy­glą­da okrut­nie. Wy­star­czy spoj­rzeć na zbo­cza wo­kół Ustro­nia, na któ­rych po­bu­do­wa­no w la­tach 70. róż­ne „szka­radz­twa”. Ale pro­szę nie mie­szać do te­go schro­ni­ska gór­skie­go w Zwar­do­niu. Bu­dy­nek mo­że się nie po­do­bać, ale sta­wia­nie zna­ku rów­no­ści z „wcze­snym Gier­kiem” jest na­praw­dę spo­rą prze­sa­dą.
Z gór­skim po­zdro­wie­niem
Ka­zi­mierz Pla­ta
Czę­sto­cho­wa
 
 
 


Pełna treść artykułu dostępna dla osób zalogowanych.
Zaloguj się lub załóż bezpłatne konto w serwisie.

Zobacz podobne artykuły

Zobacz też