Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

|

Wakacje naszego dzieciństwa

NPM 9/2017
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Piotr Hercog
V edycja Dolnośląskiego Festiwalu Biegów Górskich (fot. Piotr Dymus)
Czy tylko mnie się tak wydaje, że kiedy byliśmy dziećmi, powietrze w wakacje pachniało inaczej? Poranny rześki haust zapowiadał przygodę, dwumiesięczną wolność i błogą labę. Ewentualnie wyjazdy, wycieczki, obozy. A na pewno całodzienne bieganie z kolegami po podwórku i zwiedzanie okolic, często na przekór zakazom rodziców. 

Teraz termin „wakacje” dla mnie właściwie nic nie oznacza. Urlop – to co innego. Wakacje natomiast zlewają się w kilka ciepłych, lub też nie, miesięcy, kiedy jedynym pewnikiem jest to, że dni są dłuższe i wydłuża się lista obowiązków i rzeczy pilnych do zrobienia. Wakacje to bowiem okres wytężonej pracy przy organizacji zawodów biegowych.
Lata temu przeprowadziłem się wraz z rodziną do małej wioski w Górach Stołowych. Pasterka, o której mowa, jest klasyczną wioską dosłownie na końcu świata (a przynajmniej Polski), gdzie zaraz za schroniskiem zwinięto asfalt, a ptaki zawracają. Liczba mieszkańców razem z pracownikami obiektów turystycznych wynosi tu co najwyżej 40 osób. Cisza, spokój, błogi widok na piaskowe ściany Szczelińca Wielkiego. W nocy można dawać znaki świetlne do schroniska na górze i w ten sposób się porozumiewać, bowiem o zasięgu w tym miejscu trzeba zapomnieć. I tak, lata temu, zorganizowaliśmy tutaj z Maćkiem Sokołowskim, dyrektorem Festiwalu Górskiego im. Andrzeja Zawady w Lądku-Zdroju, pierwszą imprezę biegową – Supermaraton Gór Stołowych. 50 kilometrów po polskiej i czeskiej stronie obłędnie pięknego masywu Gór Stołowych. Bieg terenowy, dość wymagający – jednakże piękne krajobrazy po drodze, między innymi Broumovskich stěn, Błędnych Skał czy wspomnianego Szczelińca Wielkiego, robią swoje! Przy wytrenowaniu nogi niosą, oczy skupiają się na ścieżce i tak pędzi się przed siebie, po drodze uzupełniając płyny lub podjadając przy punkcie odżywczym arbuza czy pomarańcze. Najgorszy jest finisz… Kiedy człowiek chce już dobiec na metę, czeka go ponad 600 schodów, które z Karłowa szlakiem prowadzą do schroniska pod Szczelińcem. Ileż tam się dzieje. Świadkami jakich gróźb, wyzwisk i próśb te schody już były! Jednak wizja mety, czekających tam kibiców i bliskich, widoku oraz odpoczynku sprawia, że chcąc nie chcąc – ostatnie siły trzeba w sobie po prostu znaleźć… Głupio byłoby rezygnować u kresu!
Dla tych, dla których bieg ultra na dystansie 50 kilometrów to nieco za dużo, przygotowaliśmy w tym roku trasę pokrywającą się z Zimowym Półmaratonem Gór Stołowych, czyli 21 kilometrów z finiszem nigdzie indziej, jak na platformach widokowych przed schroniskiem na Szczelińcu.
 
(...)
 
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też