Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Byłem, widziałem | Iran

W sercu Persji

NPM 10/2012
Numer wyprzedany
Autor:
Elbieta Kamińska, Jakub Gajda
Niemal każde irańskie miasto otulają wysokie góry – Teheran rozrastając się, pożera kolejne zbocza pasma Alborz (fot. Elżbieta Kamińska, Jakub Gajda)
Wyprawy górskie do Iranu kojarzą się głównie ze zdobywaniem wulkanicznego szczytu Demawend. Co jednak zrobić, gdy trafimy tu poza sezonem, pogoda płata figle, a warunki uniemożliwiają zdobycie tego szczytu? Wtedy za cel warto obrać na przykład położoną na południowym wschodzie prowincję Kerman.

Góry Iranu to dwa najważniejsze pasma: położony na północ od Teheranu Alborz z wulkanicznym szczytem Demawend (5604 m n.p.m.) i z potężnymi Alam Kuh (4850 m n.p.m.) i Sabalan (4811 m n.p.m.) oraz Zagros, które miłośnikom trekkingu i wspinaczki oferuje kilkadziesiąt niezwykle malowniczych czterotysięczników. Kiedy jednak śniegu dookoła jest tyle, że wędrówka przez oba najwyższe irańskie pasma odpada, trzeba szukać szczęścia w Kerman. Na południowym wschodzie Iranu pogoda jest zdecydowanie bardziej pewna, bo to jeden z najgorętszych na świecie regionów. Co więcej, dzięki niezwykłej różnorodności krajobrazów, zabytków, flory i fauny oraz uprzejmości lokalnej ludności, w tym niezwykle atrakcyjnym rejonie śmiało można spędzić aktywnie – nie tylko w sensie górskim – nawet cały miesiąc. Kerman to znakomity wybór dla tych, którzy kochają góry i chcą jednocześnie poznać mniej znane, bo pustynne, oblicze Iranu.
Górom, które zajmują ponad dwie trzecie powierzchni prowincji, nie brakuje ani piękna, ani wysokości. Najwyższe wierzchołki mieszczą się w przedziale od 4000 do 4500 m n.p.m. i stanowią niebagatelne wyzwanie kondycyjne dla osób lubujących się w kilku-, a nawet kilkunastodniowych trekkingach z elementami wspinania.
Najwyższym szczytem prowincji jest położony w paśmie Hazar szczyt Czehel Tan, choć zarówno na mapach, jak i w przewodnikach wierzchołek ten częściej występuje pod nazwą całego pasma, jako Hazar Kuh. Pasmo nosi nazwę Hazar (hezar, pers. tysiąc), która wiąże się najprawdopodobniej z liczebnością i różnorodnością roślin, które porastają jego zbocza w okresie wiosennym i letnim. Otoczone przez pustynię góry są również matecznikiem kilku rzek, które zaopatrują w wodę okoliczne miasteczka i wioski. Woda w tej pustynnej prowincji jest niezwykle ważna, mieszkańcy z dużym szacunkiem i wdzięcznością odnoszą się zatem do gór.
Według rozbieżnych danych odnalezionych na mapach, w przewodnikach i na Google Earth, wysokość głównego wierzchołka Kuh-e-Hazar waha się od 4465 do 4501 m n.p.m. Co ciekawe, kiedy z niemałym mozołem zdobyliśmy go w listopadzie 2011 roku, GPS wskazał ni mniej, ni więcej, tylko 4508 m n.p.m.

120 km/h, a kierowca śpi
Jest środek listopada. W długą drogę do Kermanu wybieramy się autobusem. Na zewnątrz przez większość czasu panuje mgła, topnieje też obficie padający przed kilkoma dniami śnieg. Jest ponuro i zimno, ale Beludżowie stanowiący załogę autokaru postanowiają dobrze „zadbać” o komfort termiczny nasz i innych pasażerów. Na nic zdają się prośby o litość. Okazuje się, że tylko nasza dwójka na 55 osób nie potrzebuje do szczęścia 33 stopni ciepła. Ogrzewanie idzie pełną parą i po kilkunastu godzinach spędzonych na zapakowanych w folię siedzeniach (w Iranie praktykuje się utrzymywanie wszystkich nowych rzeczy jak najdłużej w folii) potrzebujemy odpoczynku. Na szczęście po chłodnym prysznicu w hotelu, kilku godzinach snu, obiedzie i spacerze po pięknym kermańskim bazarze, zakończonym filiżanką herbaty, nabieramy sił na dalszą drogę.
Smak adrenaliny po raz pierwszy poczujemy jeszcze z dala od gór – kilkadziesiąt minut po wyjeździe z Kermanu. Pędzimy wraz z trzema innymi podróżnymi tzw. dzieloną taksówką z prędkością 120 km/h, prostą pustynną drogą na południowy wschód. Słońce nagrzewa piaski i kamienie (O ironio! W Teheranie narzekaliśmy na zimno), a co kawałek z pustyni wyrastają skaliste góry, których ośnieżone szczyty zapowiadają przyjemny chłód. Delektując się krajobrazem, przez długi czas nie zauważamy, że nasz kierowca… śpi sobie w najlepsze. Gdy więc nagle orientujemy się, co się dzieje, spoglądając na odchyloną do tyłu głowę i otwarte usta naszego „szofera”, natychmiast uwalnia się adrenalina.
– Czy wszystko w porządku? – pytam, pukając go delikatnie w ramię.
– Tak, spałem sobie… – odpowiada z lekkim wyrzutem, otwierając zmęczone oczy.
Takie są uroki irańskich dróg, które – mimo dobrej jakości nawierzchni – uznawane są za jedne z najniebezpieczniejszych na świecie. W Iranie jest bowiem normą dla wielu kierowców, że na długich pustynnych odcinkach pozwalają sobie na sen za kierownicą, a prowadzenie samochodu powierzają… Bożej Opatrzności.
Po pożegnaniu z kierowcą, ruszającym z pozostałymi pasażerami do Dżiroftu (mamy nadzieję, że Bóg nadal nad nimi czuwał), i wzbudzeniu niewielkiej sensacji wśród mieszkańców leniwego miasteczka Rajen, którzy ostatnio chyba rzadziej widują obcokrajowców, oraz pertraktacjach cenowych z miejscowym kierowcą wreszcie szczęśliwie docieramy do Zarrud. Niewielka wioska jest oddalona o 12 kilometrów od Rajen i około 110 kilometrów od miasta Kerman – stolicy prowincji. Irańczycy uwielbiają Zarrud ze względu na piękny, trzystopniowy wodospad, gdzie spadająca woda w malowniczy sposób przedziera się przez wąskie gardło wysokich na ponad 50 metrów skalnych ścian. U stóp wodospadu znajduje się niewielki zagajnik – popularne miejsce pikników i piątkowych wypadów (w Iranie piątek to dzień wolny). Niestety, częsta obecność człowieka odbija się na uroku tego miejsca straszliwym piętnem. Rzeka pełna jest wszelkiego rodzaju odpadów i plastikowych śmieci. Irańczykom, niestety, widok ten zdaje się wcale nie przeszkadzać. Jesteśmy zszokowani i głęboko zażenowani dzikim wysypiskiem u podnóża gór. Na szczęście znacznie mniej osób zapuszcza się wyżej. Niewielki płaskowyż nad wodospadem, na który wiedzie stroma ścieżka, jest już wolny od walających się wszędzie setek plastikowych butelek oraz opakowań po ciasteczkach i chipsach.


Pełna treść artykułu dostępna dla osób zalogowanych.
Zaloguj się lub załóż bezpłatne konto w serwisie.

Zobacz podobne artykuły

Zobacz też